Ostatni fragment mało znanego pamiętnika Wiktora Jaworskiego – oficera, przedstawiciela Rządu Tymczasowego. Sensacyjna relacja uczestnika powstania styczniowego napisana w Zurychu w 1867 roku. Wspomnienia pod tytułem „Notatki o powstaniu w łęczyckim powiecie” przez Stanisława Bellinę, opublikowane zostały przez Agatona Gillera w zbiorze „Polska w walce” [Paryż, rok 1868]. Pisownia oryginalna, śródtytuły – clivie.
Część VII – Są nowe mundury, nie ma powstania!
Major Littich naznaczył swoim zastępcą oficera z byłego szwadronu Parczewskiego znanego pod nazwiskiem Dzida. Otóż ten oficer S… dobrał sobie w pomoc byłego furjera porucznika C…
i przez kilka dni urządzali wojskowe sprawy powiatu. Ja z moimi braćmi i Jabłoński byliśmy przez nich oskarżeni przed Littichem o zbiegowstwo z powiatu, pomimo, że posiadaliśmy urlopy, i do nas w żaden sposób rozporządzenie Wydziału Wojny z dnia 14 sierpnia nie mogło być zastosowane (1). Rozumie się skarga ta nie miała żadnego skutku. Littich Jabłońskiego i mnie wziął do swej pomocy. Pierwszemu powierzył czynność wojskowej formacji, a mnie, jako porucznika zatrzymał przy sobie do szczególnych poruczeń.
W tym czasie złożono sąd na Skowrońskiego. Zasiadali na nim prawie wszyscy oficerowie oddziału. Ja zaś z przyczyny, iż dwóch moich braci już w takowym udział miało, prosiłem o wyłączenie. Na posiedzeniu tem, nic stanowczego przecież nie zdecydowano co do winy Skowrońskiego i kary za nią, sąd się więc bez wydania opinji i wyroku rozszedł. Z tego powodu, spotykały później Skowrońskiego, mianowicie w Poznańskiem, bardzo ciężkie zarzuty.
Z Łęczyckiego Skowroński pojechał w Poznańskie, a potem do Drezna, gdzie starał się o akt uniewinnienia. Za pośrednictwem bawiącego tam urzędnika Komissji Wojny, Szczycińskiego, akt taki w marcu 1864 roku został zdziałany i podpisany przez będących tam łęczyckich oficerów: Parczewskiego, Żukowskiego, Jabłońskiego, pułkownika Zielińskiego, organizatora okręgowego Kicińskiego, porucznika C… i naczelnika miasta Zgierza P. Ja i pomocnik okręgowego obywatel T. usunęliśmy się od podpisu na akcie, który nie zgadzał się z pojęciami naszemi o sprawiedliwości (2). Skowroński jako żołnierz był odważnym, czego dał kilkakrotne dowody, jako dowódzca nie był dbałym i pilnym w obowiązkach, w kierowaniu bojem nie posiadał potrzebnej pewności i przytomności umysłu. W pokoju, troskliwym był o potrzeby żołnierzy i sympatję ich posiadał, umiał bowiem łączyć powagę z popularnością. Moskale przyznawali mu przymioty dobrego dowódzcy, których odmawiali Littichowi. Bremsen, jako moskiewski okręgowy komendant czuł i widział różnicę w czynności jednego i drugiego i czujniejszym był podczas dowództwa Skowrońskiego.
Littich prócz zorganizowania oddziałku żandarmerji pieszej z dwudziestu pięciu ludzi złożonej i wielu projektów niespełnionych, nic w naszym powiecie nie zdziałał. Żandarmerja w kilka tygodni została rozpuszczoną, jak również drobny hufiec konny, jaki pozostał po Walentym Parczewskim z jego wybornej konnicy. Tak więc powiat łęczycki został ogołocony z wojska polskiego i powstanie zagasło. Littich nie umiejąc rozdmuchać iskier jakie po niem zostały, opuścił w Grudniu (1863) Łęczyckie i wydalił się w Poznańskie, zostawiając Jabłońskiego jako swego zastępcę.
Kiedy major Jabłoński obejmował obowiązki naczelnika sił zbrojnych powiatu łęczyckiego, było już tylko kilku oficerów z powstania. Jedni byli zabici, drudzy ranni, inni przed ściganiem moskiewskiem wydalili się w inne okolice kraju, lecz najwięcej wyjechało za granicę. Cywilnych urzędników organizacji także nie wielu zostało. Smutny wówczas przedstawiała obraz powstańcza organizacja. Osobiste porozumienie stało się prawie niepodobnem, gdyż nie tylko miasteczka, ale nawet wsie były przez Moskwę załogami obsadzone, tak, że w najmniejszej osadzie znajdował się posterunek z dwunastu żołnierzy złożony. Po tylu niepowodzeniach, w obec takich przeszkód, trudno było powstanie odnowić. Prócz tego Moskwa tak nękała kontrybucjami i aresztem obywateli, iż z żalem i z boleścią każdy z nas zakłócał swoją obecnością rzadką chwilę wytchnienia i spokojności mieszkańców. Jednakże miłość ojczyzny tak jest wielką i gorącą w Polakach, iż pomimo wszystkich tych przeszkód zdołaliśmy przygotować uzbrojenie i konie dla nowego oddziału.
W grudniu zjawił się niespodziewanie w naszym powiecie Sawicki, ogłaszając, że jest zanominowanym na organizatora okręgu czerskiego, i że posiada upoważnienie zabrania na rzecz tej organizacji wszystkich zapasów wojennych naszego powiatu. Gdy przecież nikt z nas o tem zawiadomiony nie został drogą właściwą, Sawicki został aresztowany. Śledztwo znowu przeprowadzone okazało, że Sawicki posiadał podejrzane blankiety, których mu dostarczał jakiś jegomość mieniący się być adjutantem jenerała Taczanowskiego imieniem Władysław, a mieszkający gdzieś w okolicach Pruszkowa. Temi blankietami złudził Sawicki niektórych powstańców, którzy mu gotowi byli dopomódz w projektowanej organizacji. Na zasadzie więc świeżej winy i dawnego wyroku Sawicki został stracony.
Major Jabłoński wyjechał w Poznańskie w styczniu 1864 roku, po nim został przez Rząd Narodowy zamianowany na naczelnika sił zbrojnych powiatu łęczyckiego były oficer z wojska pruskiego Hjeronim Wierzbicki. Miał on wyruszyć w pole na czele oddziału konnego ze stu dwudziestu ludzi, dla którego uzbrojenie i konie, jak to pisałem, zostały przez nas przygotowane. Lecz zamiast wyprowadzenia do boju tak mozolnie i z takim kosztem organizowanego hufca, naczelnik polecił zmienić mundury dla żołnierzy. Rozkaz ten niczem
rozsądnem usprawiedliwić się nie da i zdaje się, że nowy naczelnik wydając go, nie miał nic innego na celu, jak tylko odsunięcie chwili wznowienia niknącego powstania. Nie rozumiem także, jak władza cywilna zgodzić się mogła na wykonanie tyle nierozsądnego w tym czasie polecenia. Mundury więc robiono, a tymczasem tych co je nosić mieli, Moskale w większej części wyłapali, pozabierali też wiele koni. Nastały też mrozy, więc znowuż dla zimna nie można było myśleć o wyruszeniu pozostałej garstki w pole. To wszystko tak zniechęciło nieopuszczających swego stanowiska oficerów piechoty, iż byle tylko bić się prędzej, zrezygnowali ze swoich stopni i zapisali się do oddziału na szeregowców. Nie przyspieszyło to jednak nowego wybuchu powstania. Wierzbicki okrywał się tajemnicą i taką ostrożnością, iż powstańcy nic o jego czynnościach i planach nie wiedzieli. Gdy jednak i w początkach marca oddział się nie poruszył, straciliśmy wszyscy nadzieję ucierania się z nieprzyjacielem i kadry w powiecie same się rozwiązały.
W pierwszej połowie marca wydaliłem się i ja za granicę, a słysząc o przygotowaniach czynionych w zaborze pruskim, zkąd wkraczające do Królestwa oddziały, miały dać hasło do dalszego boju, chciałem się przyłączyć do którego z nich i w ten sposób spełnić obowiązek swój do ostatka. Z Drezna dokąd na czas krótki przybyłem, wyjechałem 21 marca w powiat szubiński z rozkazem zbierania tam ochotników. Tam pozostawałem do połowy czerwca, nic, jak inni nie zdziaławszy w Poznańskiem, dla podtrzymania w roku 1864 padającego za Prosną powstania.
Wierzbicki używający pseudonimu Boruta, w kilka tygodni po moim wyjedzie został aresztowanym przez Moskali i rozstrzelanym w Łęczycy 3 czerwca 1864 r. Tak skończył ostatni naczelnik sił zbrojnych powiatu łęczyckiego i ostatni oficer powstania, do tak późnego czasu utrzymujący swoje stanowisko w powiecie.
1) Wspomniany rozkaz Wydziału Wojny brzmi: „Nadesłane raporta wojskowych naczelników województw wykazały, że wielu młodych ludzi w wieku popisowym przebywa po za granicami właściwych sobie województw, gdzie w inne wstępują szeregi powstańcze lub na haniebnej dziś bezczynności drogi czas marnują; przeto Rząd Narodowy wzywa wszystkich popisowych, aby bezwłocznie na miejsce zwykłego pobytu powracali, gdzie pod sztandarem swojego województwa stanąć mają w szeregi wojska narodowego. Wszelkie wątpliwości w wykonaniu niniejszego rozporządzenia, tylko władze miejscowe Rządu Narodowego rozstrzygnąć są upoważnione. Nie stosujący się do powyższego rozkazu, do surowej odpowiedzialności pociągnięci zostaną”. Warszawa, 14 sierpnia 1863 r.
(2) Skowroński w początkach powstania naznaczony był na dowódzcę ochotników, którzy z Warszawy wyszli w lasy Serocka; prowadząc ich, w puszczę Kurpiów, w marszu opuścił samowolnie, zostawiając dowództwo innemu oficerowi, który ich także opuścił. Jaki miał dla niego skutek ten postępek? Zdaje się że żaden. (Przyp. Wyd.)
Zurich 1867 roku.
Koniec





























