Fragmenty pamiętnika Alfonsa Parczewskiego – urodzonego w Wodzieradach k. Łasku prawnika, historyka, działacza społeczno-politycznego, profesora i rektora Uniwersytetu w Wilnie. [Pisownia oryginalna, tytuł oraz śródtytuły - clivie].

Część II – Granatowe mundury, wysokie konfederatki, humory wyborne…

Wracam do właściwego przedmiotu, do wspomnień 1863 roku. Ranni z pod Nowosolnej leczyli się zupełnie swobodnie i przemieszkiwali w dworskim domu na wsi, w którym mieszkał ekonom. W tym domu przebywali także inni przyszli powstańcy w oczekiwaniu formacji zbrojnych oddziałów. Swoboda ruchów była zupełna; rosyjskie oddziały nie kręciły się wcale w naszych stronach. Jakby w ziemię zapadły. Łódź przysyłała ciągle w gościnę do Wodzierad tych,  którzy do boju się szykowali. Przebywał dłużej Ferdynand Fiszer. Raz przyjechał Cham, Niemiec, który wcale po polsku nie umiał. Był to człowiek olbrzymiego wzrostu. Opowiadano o nim, że był w bitwie pod Nowosolną, gdzie po rozbiciu naszego oddziału schował się do stodoły i przykrył słomą. Kiedy kozacy w poszukiwaniu powstańców weszli do stodoły i słomę odrzucili, Cham nagle powstał, wówczas ujrzawszy niezwykłego olbrzyma, krzyknęli: „czort” i uciekli. Olbrzym do niewoli się nie dostał. Si non e vero…
Bywali też powstańcy i z innych miasteczek koło Łodzi. Z Konstantynowa, zdaje się, pochodził stolarz Aleksander Tyc, przyszły dowódca oddziału. Do  Wodzierad przyjeżdżał często. Dłuższy czas bawił szewc Tobolski. Także młody Fechner z Warszawy, syn jednego z wyższych urzędników Banku Polskiego.  Wszystkich nazwisk, oczywiście, nie pamiętam.
Na wiosnę szykowała się organizacja powstańcza na większą skalę, na podstawie terytorjalnej oparta, a nie w formie luźnych przypadkowo gromadzonych oddziałów. Dla trzech powiatów: sieradzkiego, piotrkowskiego i wieluńskiego, które niegdyś za czasów dawnej Rzeczypospolitej tworzyły województwo sieradzkie, formował się oddział, na czele którego miał stanąć Napoleon Urbanowski. Był to Poznańczanin, inżynier z zawodu, później właściciel znanej bardzo w Poznaniu fabryki narzędzi rolniczych. W naszej okolicy był znany i przedtem, bawił bowiem nieraz u siostry swej, żony właściciela Mikołajewic Roberta Tobiaselli i u krewnych Lazarewów w Żytowicach. Wojskową organizację najbliższej naszej okolicy miał sobie powierzoną Juljusz Romocki, właściciel Marzenina pod Łaskiem, były oficer, w każdym razie wojskowy z armji rosyjskiej. Punktem zbornym był Poleszyn, położony wśród znacznie większych niż dzisiaj lasów dóbr łaskich. Przypominam sobie, że ojciec objechał przedtem parafję Mikołajewice, a przynajmniej majątki w obrębie jej położone, poczem na noc pojechał na punkt zborny do Poleszyna. Rano powrócił z swej wędrówki. Słyszałem, jak opowiadał o tem matce. Co zawiózł z sobą, nie wiem, najprawdopodobniej brał dubeltówki i pistolety swoje i pozbierane od innych. Działania sieradzkiego oddziału Urbanowskiego trwały niedługo, w bardzo krótkim czasie po sformowaniu się oddział ten został rozbity pod Rychłocicami nad Wartą. Niedługo także działał jednocześnie sformowany oddział kaliski, którym dowodził mój stryj Franciszek Parczewski, dawny pruski wojskowy i dowódca kompanji powstańczej w oddziałach Białoskórskiego i Mierosławskiego w r. 1848 w bitwach pod Odolanowem, Raszkowem, Miłosławiem i Wrześnią. Oddział ten rozbity został pod Parzymiechami w Wieluńskiem.

O rosyjskich oddziałach wojskowych, a nawet policyjnych posterunkach nie było w naszej okolicy słychać. Trzymały się woddali. Natomiast od początku lata, pamiętam, przesuwają się wciąż polskie oddziały kawalerji. Cudowny kalejdoskop ładnie umundurowanych, dobrze uzbrojonych, na dobrych koniach szeregów jazdy! Jakby armia regularna. W początkach lata było, gdy przyszła wiadomość, że w Wilamowie jest oddział jazdy kaliskiej pod wodzą Władysława Miśkiewicza. Oddział był niewielki, ale dobrze wyekwipowany. Pojechali oboje rodzice z prowjantem dla oddziału, ja przy powozie na kucu towarzyszyłem im. Był cudowny dzień słoneczny i cudowny był widok tej polskiej jazdy. Granatowe mundury, wysokie konfederatki. Humory kawalerzystów  wyborne, widocznie pełne najlepszych nadziei. Na trawie spoczywa młody Bronikowski z Wólki Miłkowskiej pod Wartą i śpiewa piosenkę, której słowa pozostały mi doskonale w pamięci:
Tam młody żołnierz długość nocy skraca
I tak sobie śpiewa na swej broni wsparty:
Zefirze luby, zefirze jedyny!
Nieś moje pienia do lubej krainy,
Powiedz jej, że żyję tu zajęty cały
Chlubą przyszłości i miłością sławy.
Nawet melodja tej piosenki, pomimo upływu tylu lat, z pamięci mi dotąd nie uleciała. Pozostała żywą, jakbym ją wczoraj słyszał. W oddziale pełno znajomych; jest i dwóch kuzynów, Władysław i Ludwik Mazurkiewicze. Po południu oddział ruszył dalej w stronę lasku, przez las ku Wrzeszczewicom. Jakeśmy do domu przyjechali, już nie pamiętam, bo furman nasz Józef Borzęcki już do Wodzierad nie wrócił. Wsiadł na koń i ruszył z oddziałem. Odpokutował to potem na Syberii.

Cdn…