To był zwyczajny pogrzeb. Odbył się 7 września 1916 roku, pośrodku wojennej zawieruchy, w okupowanym przez Austriaków Piotrkowie Trybunalskim. Ostatnia droga człowieka, którego proces kilka lat wcześniej elektryzował Europę. Polskie gazety pełne relacji frontowych, zajęte problemami gospodarki wojennej, ledwie wspomniały o tym fakcie. Na kilka zdań więcej zdobył się jednak piotrkowski „Dziennik Narodowy”:
* * *
W południe jesienne dn. 7 bm. z bramy więzienia piotrkowskiego ruszył skromny pogrzeb w surowej prostocie więziennej. Trumna sosnowa, poprzedzona przez ks. Wojciechowskiego, kryła zwłoki głośnego sprawcy mordu na Jasnej Górze, Damazego Macocha. Tłum gapiów przygodnych odprowadził jedynie z ciekawości zwłoki na cmentarz.
Macoch umarł wskutek gruźlicy płuc i silnej skrofulozy* ogólnej, która zaatakowała ze szczególną siłą szyję i gardło. Ostatnie miesiące jego życia, pełne okropnych cierpień fizycznych i katuszy moralnych, mogą stanowić przykład pokuty.
Choroba ciągnęła się od szeregu miesięcy. Władze austrjackie, obejmując zarząd wiezienia piotrkowskiego w jesieni 1914 roku zastały Macocha już tak chorego, że musiano go osadzić w specjalnej sali dla niedomagających. W styczniu rb. stan jego zdrowia już pogorszył się znacznie, wobec czego przywieziono go do szpitala więziennego, gdzie pod opieką d-ra Rothbauma pozostawał bez przerwy do końca życia.
Początkowo nie przeczuwał zbliżającej się śmierci i często zapewniał lekarza, że czuje się coraz lepiej; dopiero z początkiem lipca w rozmowie z komendantem więzienia kap. Żdżarskim, Macoch zwierzył się, że czuje zbliżający się koniec.
Wówczas przyjął po raz pierwszy ostatnie Sakramenty. Konał w najzupełniejszem osamotnieniu.
Komendant więzienia pragnąc rozproszyć ten ciężki nastrój osamotnienia, który go przygniatał, zapytywał go kilkakrotnie; czy zechce widzieć się z niegdyś bliskim sobie człowiekiem, wspólnikiem zbrodni Starczewskim. Na sam dźwięk tego nazwiska popadał Macoch w najwyższe rozdrażnienie. Nie chciał go widzieć absolutnie. Przed samą śmiercią prosił otoczenie, by go nie chowano na cmentarzu, ponieważ nie czuje się godnym leżeć z innymi ludźmi; prosił, by go pochowano na drodze cmentarnej, aby na znak kary, grób jego tratowali ludzie po wieki. Zwłoki Macocha spoczęły na cmentarzu opodal grobów żołnierskich.

* * *
Ostatnie życzenie Macocha nie zostało spełnione. Jego grób nie jest deptany przez przechodniów. A na starą płytę z piaskowca niedawno ktoś nałożył kamienną tablicę z napisem „śp. ksiądz Damazy Macoch wielki grzesznik i wielki pokutnik prosi o modlitwę”.
Jeszcze na 6 lat przed śmiercią, w roku 1910, Macoch żył jak książę-playboy. Potem został gwiazdą mediów. Podczas procesu w 1912 roku, na który ściągnęły tabuny dziennikarzy z całej Europy, a nawet z USA, podpowiadał fotografowi, jak powinien robić mu zdjęcia. W areszcie prowadził tak ożywioną korespondencję, że ktoś napisał humorystyczny 7-zwrotkowy wierszyk „Tydzień Macocha w Piotrkowie”. Tydzień pełen pisania listów i deklaracji:

Poniedziałek
W celi, gdzie słabo kaganek się pali,
Damazy Macoch pisze list do Lali,
A że w nim wciąż się żal serdeczny wzmaga,
Iż ją zasypał – przebaczenia błaga.
Wtorek
Damazy Macoch, wsłuchan w nocną ciszę,
Do policmajstra piotrkowskiego pisze
I przeprasza go, że od zbrodni czasu
Sprawiał mu ciągle tyle ambarasu.
Środa
Damazy Macoch, siedząc w turmy kątku,
Chce z całym światem być dzisiaj w porządku,
Więc śle, spełniając grzeczności powinność,
Władzom krakowskim dzięki za gościnność.

I tak dalej: czwartek, piątek, sobota, niedziela..listy, pisma, listy…
Gdyby sprawa toczyła się dziś, Macoch – dawny pisarz gminny – napisałby zapewne autobiografię, bestseller, na którym zbiłby fortunę i nie musiał żałować utraconych dochodów z klasztoru. Może dostawałby też prowizję od zdjęć z procesu sprzedawanych jako pocztówki. Zgodnie z wyrokiem sądu carskiego, na wolność miał wyjść w roku 1924. Miałby wtedy zaledwie 53 lata i przed sobą być może wielką karierę w biznesie medialnym.

* * *

*przewlekła gruźlica węzłów chłonnych szyi