W sierpniu 1914, w pierwszych dniach wielkiej wojny, niemieckie wojska zbombardowały i spaliły otwarte, bezbronne miasto Kalisz. Do dziś nie udało się ustalić prawdziwej przyczyny tego barbarzyństwa. Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku „Rozwój” opublikowanych w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był pomocnikiem komisarza cyrkułu. Kiedy Rosjanie opuszczali Kalisz, gubernator Rafalskij mianował go naczelnikiem pozostawionej w mieście policji. Kostenko odmówił współpracy z niemieckim komendantem Preuskerem, ale dał mu słowo, że nie opuści Kalisza.

* * *
W nocy około 11-ej rozpoczęła się strzelanina na ulicach. Jej rezultatem było 3 zabitych żołnierzy niemieckich i 16 lżej lub ciężej rannych. Z cywilnych padło około 160 osób, w szeregu tym kupiec Frenkel. Żołnierzy niemieckich, rannych wywieziono po opatrzeniu do Ostrowa. O powodzie tej strzelaniny Kostenko podaje następującą wersję:
Po długich libacjach pewna liczba oficerów niemieckich postanowiła powrócić do Skalmierzyc. Najęli więc dorożkarza, który już późno wieczorem wyruszył z nimi w drogę. Na rogatkach oficerów nie zatrzymywano, więc dorożkarz wyjechał zupełnie spokojnie, bez przeszkód ze strony patroli i wart. Krótką siedmiokilometrową odległość z Kalisza do Skalmierzyc przebył w pół godziny. Nie popasając, postanowił powrócić do swego domu na nocleg. Wrócił do Kalisza, ale na rogatce zatrzymał go żołnierz, domagając się przepustki, której oczywiście nie miał. Jako, że wszyscy jego pasażerowie byli pijani, więc i dorożkarz nie chcąc być gorszym, dla animuszu wypił parę kieliszków. Teraz, kiedy warta zastąpiła mu drogę i zabroniła wjazdu do miasta, ten animusz zadziałał. Dorożkarz zaciął konie i bystro począł umykać do centrum miasta. Żołnierz wartujący strzelił do niego, ale chybił. Za to kula trafiła jakiegoś Niemca w głębi ulicy. Z tego powodu wśród okupantów powstało mniemanie, że zabity padł z ręki spiskowców. Na odgłos strzałów warty, wypadli z koszar żołnierze podnieceni alkoholem i zaczęła się na dobre strzelanina, która skończyła się tak fatalnie dla mieszkańców Kalisza.

Kalisz-Teatr Miejski w 1900 r.

Teatr Miejski w Kaliszu – rok 1900

To wszystko nie zadowoliło krwiożerczego Preuskera, on pragnął większej zemsty, on chciał wstrząsnąć umysłami nie tylko ludności kaliskiej, ale całego świata, wojującego z Niemcami. Ta groza miała Niemcom zapewnić spokój, więc musiała silne wywrzeć wrażenie. Nad Kaliszem poczęła się zbierać jakaś burza…

Zaaresztowano zarząd miasta i wzięto zakładników.Równoważnie miał się utworzyć komitet obywatelski. Naznaczono wybory komitetu na godzinę dziesiątą rano w magistracie. Kiedy powołany Kostenko zbliżył się do magistratu, już stały tam warty i nikogo nie dopuszczały. Widząc, co się święci, Kostenko udał się do komendanta z prośbą, aby zwolnił go z danego słowa i pozwolił mu opuścić Kalisz. Przed komendanturą zastał sporo furmanek chłopskich, należących do tych włościan, którzy przybyli na targ i sprzedawszy swoje produkty, wcześniej, niż w innych dniach chcieli powrócić do domu. Wyjazd jednakże z miasta był zabroniony, bez specjalnego zezwolenia. Chłopi poczęli domagać się przepustek, których im nie wydawano, bo komendant był zajęty. Niecierpliwość wśród czekających włościan poczęła wzrastać. Zaczęli się natarczywie domagać, wówczas straże niemieckie dwóch najkrzykliwszych zastrzeliły. Nie miał kto trupów uprzątać.

W tym samym dniu napotkano w mundurze rosyjskiego kasjera Sokołowa. Podoficer niemiecki zastrzelił go z rewolweru około magistratu. Zwłoki leżały przez parę dni nie pochowane na rynku. Miasto było, jak wyludnione, jak zamarłe, nikt z domu nie wychylał się… Potem trochę się ruch ożywił, ale około godziny siódmej znów posypały się salwy karabinowe, a potem opustoszał Kalisz. W pół godziny wszystko ucichło, a w godzinę potem rozbiegła się pogłoska, że Niemcy opuścili Kalisz. Bardzo się ucieszono z tej okazji, ruch na mieście ożywił się, sklepy zaczęły otwierać swoje podwoje, restauracje zaś zapełniać się gośćmi – „zawodowymi politykami”. Mówiono, że oddziały rosyjskie nadeszły i dlatego Niemcy cofnęli się.

Kalisz ul. Wrocławska w 1914 r.

Ulica Wrocławska w Kaliszu – rok 1915

Nie długo się jednakże tym cieszono. Ze wzgórza około dworca poczęły zionąć działa. Wpadał jeden granat za drugim w centrum miasta, wyrządziwszy niewielkie szkody. Ucierpiał szpital. Strzały sypały się w krótkich odstępach czasu przez pół godziny. Co się w mieście działo trudno powiedzieć, mieszkańcy kryli się w piwnicach, pod ścianami, gdzie kto mógł. Tymczasem kominy waliły się jeden za drugim. Pierwszy padł w posesji Mestkowskiego. Cegły, dachówki, dachy leciały na ulice lub podwórka.

Po półgodzinnej strzelaninie działa ucichły. Noc zapadała. Teraz rozpoczęła się wielka wędrówka Kaliszan. Jedni piechotą, inni szczęśliwsi, na wozach lub dorożkach ruszali w stronę Warszawy. Kto mógł tylko, opuszczał Kalisz. We środę wezwano wszystkich pod groźbą śmierci, aby zwracali broń, którą też mieszkańcy znieśli do komendantury. Kalisz wyglądał jak wymarły — żołnierze ukazali się na ulicach. Przybył też na automobilu i jeden z generałów. Podczas jego przejazdu podobno padł gdzieś strzał. Znów po Kaliszu rozsypały się strzały karabinowe.
Cdn..