Nic nie zabija prawdy skuteczniej niż banał… Nie wiem, jak można opowiedzieć coś o tym „łobuzie” Karskim, tak, by uniknąć banału…

Już 20 maja pojawił się w księgarniach pierwszy tom opowieści o Janie Karskim. Takiej publikacji o legendarnym emisariuszu jeszcze nie było i już nie będzie. To pewne, gdyż Jan Kozielewski (znany jako Karski) tak szczegółowo swoją historię opowiedział tylko jednemu człowiekowi, współpracownikowi i przyjacielowi Waldemarowi Piaseckiemu. A przecież ta porywająca opowieść o życiu legendarnego emisariusza, miała wcale nie powstać. Karski przez wiele lat żył sobie w spokoju i dawał o sobie zapomnieć. Trzeba było kilku lat nalegań autora, aby zgodził się na spisanie swoich przeżyć. Niestety, Karski nie doczekał jej ukończenia. Poza tym zastrzegł, żeby jego historię opublikować dopiero 10 lat po jego śmierci. 

Powstała opowieść pełna dramatycznych wydarzeń z fascynującymi detalami i wydarzeniami dotąd nieopisywanymi. Czyta się ją jak najlepszą beletrystykę. Waldemar Piasecki, autor tej niezwykłej książki jest polskim dziennikarzem i pisarzem mieszkającym w Nowym Jorku. W ostatnich latach życia Jana Karskiego był jego sekretarzem, koordynatorem działalności publicznej, a przede wszystkim przyjacielem. Jest współautorem dokumentu TVP „Moja misja” o Janie Karskim i autorem przekładu na polski „Story of a Secret State” („Tajne Państwo”) – wojennego bestsellera Jana Karskiego.

Pierwszy tom biografii Jana Karskiego, zatytułowany „Madagaskar” trafił już do księgarń. Poniżej publikujemy fragment tego unikalnego opisu dziejów II Rzeczpospolitej.

jedno-zycie

„Był 9 lipca 2000 roku, krótko po dziewiętnastej. Restauracja »Julian« w podwaszyngtońskim Chevy Chase w ten weekendowy wieczór nie był przepełniona gośćmi. Profesor Jan Karski mieszał w coctailowej szklance swój ulubiony »Manhattan« z dwiema kostkami lodu. […]
– Już chyba nie zdążymy… – powiedział nagle.
– Z czym?
– Z tą książką… Chyba że będę ci opowiadał stamtąd. – Uniósł w górę wskazujący palec.
Zaprotestowałem ostro. Jak zawsze, kiedy stroił sobie z tego żarty. Żarty? Nigdy nie mówił: »kiedy umrę«, »kiedy odejdę«. Pokazywał w górę.
– Obiecaj mi jedno. Gdybyśmy nie zdążyli, nie opublikujesz książki o mnie wcześniej niż po dziesięciu latach. Do wszystkiego trzeba dystansu. Jak go nie masz, widzisz drzewa, jak masz, widzisz las… – użył swojej ulubionej metafory.
Dodał, że powinienem zmierzyć się z tym, co ludzie będą o nim mówić, kiedy go już nie będzie.
[…] Wróciliśmy do apartamentu Profesora około dwudziestej drugiej. Rozmawialiśmy długo. Miał poczucie uciekającego czasu. Śpieszył się.
– Nic nie zabija prawdy skuteczniej niż banał… – mówił. – Nie wiem, jak można opowiedzieć coś o tym »łobuzie« Karskim, tak, by uniknąć banału. Próbuj, jak chcesz. Nie będę przeszkadzał… W końcu nikt nie wie o mnie tyle co ty”.