To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Co tam w polityce?

- Czemu szanowny brat dusisz tę kaczkę?
- Postrzeliłem ją niedawno na Bałkanach, widocznie proch trochę zwilgotniał, bo gdy ją wietrzyk bałkański owionął – odżyła.
- Jeżeli bratu wypadnie polować tam jeszcze, użyj mego prochu… po nim żadne stworzenie nie ożyje!…
["Rozwój"  - Łódź, wtorek, 31 grudnia 1912 roku]

Niedobita kaczka bośniacka odżyła jednak, pomimo bratniej cesarsko-królewskiej współpracy Austriaków i Madziarów. W 1914 roku  w Sarajewie nacjonaliści serbscy przeprowadzili słynny zamach. Zginął austro-węgierski następca tronu arcyksiążę Franciszek Ferdynand. Jak powszechnie wiadomo, stało się to bezpośrednią przyczyną wybuchu I wojny światowej. Jednak mało kto wie jak doszło do dramatycznych wydarzeń, które wstrząsnęły całą Europą.

W grudniu 1912 roku zakończyła się tzw. I wojna bałkańska, podczas której koalicja Grecji, Serbii, Bułgarii i Czarnogóry – znana jako Liga Bałkańska – pokonała słabnącą Turcję. I to była dobra okazja dla prasy, aby przypomnieć o legendarnym „bałkańskim kotle”. Podczas dwumiesięcznych walk wyparto Turków z większości terenów Imperium Osmańskiego, pozostawiając w ich rękach jedynie Stambuł. Ale za plecami walczących stron czaiły się mocarstwa, które uważały Bałkany za swoje życiowe strefy wpływów: Rosja i Austro-Węgry. Rząd cesarsko-królewski nie chciał, by państwa bałkańskie zbytnio wzmocniły się kosztem Turcji. Miał wobec nich zupełnie inne plany. Austro-Węgry dominowały ekonomicznie i politycznie na Bałkanach od wieków. Konkurowały tu w walce o ziemie i wpływy z Turcją i Rosją. W posiadaniu CK Monarchii w początkach XX wieku pozostawały ciągle słowiańskie kraje: Chorwacja i Słowenia oraz, mająca status terytorium okupowanego, ale należąca do Turcji, Bośnia. Natomiast Serbia, Czarnogóra, Bułgaria i Rumunia jeszcze w XIX wieku uzyskały niepodległość, po kilkusetletniej niewoli tureckiej.

Na żywot bośniackiej kaczki miała poważny wpływ serbska świnia. Otóż, w 1906 roku rozpoczęła się dziwna, tzw. „świńska wojna”.  Aby zmniejszyć swoją zależność od potężnego sąsiada, Serbia zaczęła szukać kontaktów handlowych z Francją i Bułgarią. Austro-Węgry w odwecie zamknęły wszelki import wieprzowiny, głównego towaru eksportowego Serbii. W tej sytuacji Serbowie ukierunkowali swoją sprzedaż na Francję. W konflikcie szczególna była pozycja Bośni: mimo, że była pod administracją austro-węgierską, pomagała Serbii w transporcie mięsa do Francji. Zemsta była sroga: w 1908  rząd CK postanowił zrobić porządek w Bośni i włączył ją do monarchii. Kaczka została ustrzelona, ale to jeszcze nie był jej koniec. Serbów opanowała antycesarska gorączka, prysły marzenia o włączeniu Bośni i Hercegowiny do planowanej Wielkiej Serbii, upadł projekt biznesu mięsnego z Francuzami. W bałkańskim kotle zawrzało. Jak skończył się sprawa bośniackiej kaczki, wiadomo – czterema latami ciężkiej wojny, która zdemolowała starą Europę.

Nie interesujesz się polityką? No to masz problem, bo ona bardzo poważnie interesuje się tobą.
Było to jedno z gatunku tych wydarzeń, które zmieniają świat. W tym przypadku zmieniło go zdecydowanie na gorsze. 30 stycznia 1933 roku Adolf Hitler, całkowicie legalnie, objął stanowisko kanclerza Niemiec. 6 listopada jego partia – NSDAP, zwyciężyła w wyborach parlamentarnych z 33% głosów. Ponieważ nie uzyskała większości, musiała podzielić się władzą. W nowym rządzie naziści otrzymali tylko 3 ministerstwa spośród 11.
Mało kto jeszcze zdawał sobie sprawę, jak tragiczna przyszłość czeka Niemcy i Europę. Wielkie tytuły prasowe, jak ten z „Głosu Porannego” (31 stycznia 1933 r.) informowały optymistycznie o umiarkowaniu narodowych socjalistów.

Na konferencjach prasowych minister spraw wewnętrznych Frick zapewniał, że rząd Hitlera „chce żyć ze wszystkimi w pokoju”. Kiedy podczas spotkania z prasą niemiecką zapytano go czy nowy rząd zamierza rozwiązać partię komunistyczną, stwierdził, że gabinet Hitlera sprzeciwia się takim zamierzeniom.
- Rząd nie powróci do planów reformy konstytucji rozważanej przez Papena – opowiadał.
- A co zrobi rząd kiedy większość Reichstagu uchwali wotum nieufności? – naciskano.
- Decyzję już podjęto, ale nie widzę potrzeby informowania jaka to uchwała. Rząd będzie się trzymał przepisów konstytucji i nie ogłosi stanu kryzysu państwowego – zapewniał Fricke.
Już dniu objęcia urzędu kanclerza, 30 stycznia, o godzinie 17.00 Hitler zwołał pierwsze posiedzenie rządu, na którym przedstawił swój program. Potem z inicjatywy Goebbelsa przez Wilhelmastrasse przeprowadzono marsz poparcia z pochodniami setek tysięcy manifestantów. Wieczorem Hitler po raz pierwszy przemówił do narodu niemieckiego przez radio jako kanclerz. Odczytał „Apel rządu Rzeszy do narodu niemieckiego”. Obiecywał naprawę gospodarki, likwidację bezrobocia i pomoc dla rolnictwa.
Nowy kanclerz był bardzo pracowity. Kilka dni później spotkał się z dowództwem armii, któremu przedstawił swój program odzyskania przez Niemcy niezależności politycznej i ambitny plan odbudowy sił zbrojnych.
Okres dobroci i obietnic skończył się szybciej niż miesiąc miodowy. Wkrótce przyszedł czas na działanie. 27 lutego 1933 roku spłonął gmach Reichstagu, podpalony rzekomo przez komunistów (czego do dziś nie udało się potwierdzić). Rząd Hitlera rozpętał natychmiast histerię antykomunistyczną i zmusił (już następnego dnia!) prezydenta Hindenburga do podpisania dekretu „O ochronie narodu i państwa”.
Na tydzień przed kolejnymi przedterminowymi wyborami do Reichstagu Hitler i spółka dostali do ręki instrument, z którego nie mogli nie skorzystać i, z którego nie mieli zamiaru zrezygnować. Podstawowe prawa obywatelskie zawarte w konstytucji Republiki Weimarskiej z 1919 roku zostały zawieszone. Wprowadzono stan wyjątkowy, policja pod wodzą Goringa otrzymała pełne uprawnienia do stosowania wszelkich środków przymusu.
Zawieszono m.in. tajemnicę korespondencji, wolność zgromadzeń, nietykalność osobistą obywateli i ich mieszkań oraz wolność publikacji. Dozwolono na tzw. „areszt prewencyjny” czyli internowanie bez nakazu sądowego przez policję oraz pozbawiono obywateli możliwości odwoływania się do sądu wobec decyzji administracyjnych. Niemcy stały się z dnia na dzień państwem policyjnym.
W ciągu kilku następnych dni NSDAP wyłapała prawie wszystkich liczących się przeciwników politycznych. Powstały i zapełniły się więźniami pierwsze obozy koncentracyjne. Kampania wyborcza do Reichstagu zmieniła się w łapankę. Bezpośrednio po podpaleniu Reichstagu aresztowano 4 tysiące komunistów. Do czerwca 1933 roku w obozach znajdowało się już ok. 50 tys. przeciwników reżimu.
W wyborach 5 marca wzięło udział 40 milionów Niemców. Mimo eliminacji przeciwników i terroru, na NSDAP zagłosowało „tylko” 44 procent wyborców. Nawet nielegalna już Komunistyczna Partia Niemiec weszła do parlamentu z 81 mandatami (12%).
Hitlerowcy ciągle nie mieli większości, ale usilna „praca” szybko dała rezultaty. 23 marca odbyło się pierwsze posiedzenie Reichstagu w gmachu Kroll Opera w Berlinie. Pod nieobecność posłów komunistycznych (byli aresztowani lub ukrywali się) przegłosowano „Ustawę o nadzwyczajnych pełnomocnictwach”. 441 posłów było za, przeciwko tylko 91. Rządowi Hitlera udzielono nie kontrolowanych pełnomocnictw na cztery lata. Uzyskał inicjatywę ustawodawczą i pełnię władzy wykonawczej. Tym samym Reichstag oddał swoje kompetencje w łapy nazistów.
W życiu każdego narodu może przyjść chwila, kiedy ma do wyboru jako przywódcę: szalonego wizjonera, albo ostrożnego do przesady oportunistę. Tak, jak załoga statku ścigająca legendarnego białego wieloryba – Moby Dicka, musiała wybierać kto ma ją prowadzić: szalony kapitan Ahab czy ostrożny realista – pierwszy oficer Starbuck. Wybrali, jak wybrali, jak Niemcy w 1933: szaleństwo zakończone katastrofą.
Kiedy widzisz polityka z butną miną obrzucającego przeciwników błotem, opowiadającego, że żyje tylko po to, aby uratować pogrążającą się Ojczyznę, twierdzącego, że wszyscy inni to zdrajcy, wiedz, że coś się dzieje… Dla ambitnych, żądnych pełni władzy, cynicznych, politycznych buldożerów, tydzień to dość czasu, aby zrobić z demokracji totalną dyktaturę. Nie muszą nawet łamać konstytucji, po prostu wyrzucą ją do kosza.
Kiedy krytykujemy naszych polityków za lenistwo, nepotyzm, demagogię czy głupotę, pamiętajmy, że to nie muszą być największe zagrożenia dla naszych wolności. Może nawet powinniśmy cieszyć się, że nie mamy nikogo tak pracowitego i tak ambitnego jak Hitler. A może się mylę…?

„Pozostawił po sobie testament, w którym wyraża gorące życzenie, aby Litwa jak najprędzej porozumiała się z Polską” (…).. pozbawił się życia z powodów niewyjaśnionych w swojem mieszkaniu, bezpośrednio po powrocie od lekarza” – donosiła z Rygi Polska Agencja Telegraficzna (PAT) w styczniu 1933 r.

31 grudnia 1932 roku w Kownie zastrzelił się starszy brat pierwszego prezydenta Polski – Stanisław Narutowicz (na Litwie znany jako Stanislovas Narutavičius). Bezpośrednie przyczyny tego desperackiego kroku nie zostały do końca wyjaśnione. Pozostawiony testament wskazywał, że chodziło o niepowodzenia polityczne. Jako litewski działacz o polskim pochodzeniu Narutowicz musiał być srodze rozczarowany stanem stosunków pomiędzy dwoma ojczyznami. Wyglądały one bowiem znacznie gorzej niż obecnie. Litwini uzyskali niepodległość z poczuciem historycznych krzywd doznanych od Polaków, które wzmocniło jeszcze odebranie im stolicy – Wilna wraz z okręgiem. Pozostali na Litwie Polacy czuli się szykanowani przez władze litewskie, a wielu polskich polityków było rozczarowanych faktem, iż prastare ziemie Rzeczpospolitej Obojga Narodów pozostawały poza granicami odrodzonego państwa polskiego. Nie były to dobre podstawy do współpracy i obustronnej życzliwości. Możliwe jednak, jak twierdzą historycy litewscy, że Narutowicza do samobójstwa skłoniły problemy prywatne i choroba.

Stanisław Narutowicz był człowiekiem znanym i zasłużonym dla młodego państwa litewskiego. Urodził się w rodzinnym majątku Brewiki na Żmudzi. Pochodził z rodziny szlacheckiej osiadłej tam od pokoleń. Jego ojciec – Jan Narutowicz był uczestnikiem powstania styczniowego. Stanisław przez wiele lat działał w organizacjach niepodległościowych i oświatowych. Zajmował się również dziennikarstwem, wydawał w 1890 roku pismo „Tygodnik Powszechny”. Od września 1917 roku był członkiem Taryby (Rady Litewskiej) oraz współtwórcą i sygnatariuszem aktu niepodległości Litwy (16 lutego 1918). Potem jednak zrezygnował z udziału w Radzie, bo nie chciał pogodzić się z polityką uległości wobec Niemiec. Wrócił do swojego gospodarstwa w Brewikach, ale nie zaprzestał działalności politycznej: w latach 1919–31 był radnym okręgu telszańskiego. Przez pewien czas pracował w sądzie okręgowym w Kownie jako sędzia (miał wykształcenie prawnicze uzyskane na uniwersytecie w Sankt Petersburgu).

Stanisław Narutowicz był politykiem lojalnym wobec Litwy, działał na rzecz tego kraju i jej mieszkańców, ale nie zapominał o swoich polskich korzeniach. Co ciekawe: na akcie niepodległości Litwy podpisał się polskim nazwiskiem. Był bardzo zaangażowany w projekt zbliżenia pomiędzy dwoma narodami, które przez kilka wieków żyły w jednym państwie. Bracia Narutowiczowie byli dobrym przykładem powiązań polsko-litewskich. Obaj skończyli tak tragicznie, jak tragicznie nierozwiązywalne okazały się polsko-litewskie konflikty. Polscy narodowcy nienawidzili Gabriela m.in. z powodu brata Litwina. Stanisławowi również nie pomagało to pokrewieństwo, jak również koligacje rodzinne z marszałkiem Piłsudskim (był żonaty z Joanną Billewicz – kuzynką Piłsudskiego).

Stanisław Narutowicz zabił się niemal dokładnie w 10 rocznicę śmierci brata. Miał 70 lat. Pochowano go w rodzinym grobowcu na cmentarzu w miasteczku Olsiady (Alsedžiai). Działalność w kierunku pojednania polsko-litewskiego próbował kontynuować syn Stanisława – Kazimierz. Również bez powodzenia. Po radzieckiej inwazji na Litwę w 1940 roku został zesłany wraz z rodziną za koło podbiegunowe. Po wojnie zamieszkał w Poznaniu, gdzie zmarł w 1987 roku.

Pamięć o Polaku, który był litewskim patriotą, przetrwała w odrodzonej Litwie. W 1995 roku na miejscu pochówku Narutowicza gmina postawiła pomnik z napisem: „Prawnik, sygnatariusz 1918 roku – STANISLOVAS NARUTAVICIUS (1862–1932 r.)”. W Wilnie jego imieniem nazwano jedną z ulic, a litewska poczta w 2002 roku wydała znaczek z jego podobizną. W zeszłym roku ukazała się w Wilnie książka profesora Stasysa Vaitekunasa „Stanislovas Narutavičius: sygnatariusz i jego czasy“. Media litewskie tak przedstawiają bohatera publikacji: „Był jednym z tych ludzi, którzy szukali dobrych stosunków z Polską, ale nigdy nie chciał, aby Polska i Litwa znów stały się jednym państwem. Niestety, niektórzy nadal nazywają go zdrajcą narodu, najemnikiem, choć nigdy nie sprzedał swojego kraju”.

Mimo wciąż nie rozwiązanych wielu problemów w kontaktach polsko-litewskich, można wnioskować, że są już lepsze prognozy na przyszłość. Może to szansa, aby kiedyś powstało powiedzienie: Polak, Litwin dwa bratanki, do kawioru i kaszanki…

Pod koniec każdego roku powstają zwykle prorocze wizje zdarzeń dotyczących najbliższej przyszłości. Nie inaczej było i w roku 1932. O najbardziej znanych przepowiedniach: francuskiego astrologa Henri J. Gauchon`a oraz wróżki Madamme Fraya informował łódzki „Głos Poranny”.
Pytany przez dziennikarzy o przewidywany przebieg roku 1933 Gauchon opowiadał m. in.:

Horoskop podkreśla szczególnie dwa wydarzenia o nadzwyczajnym znaczeniu. W marcu doczeka się świat czegoś niezmiernie pocieszającego: najprawdopodobniej ważny krok naprzód na polu rozbrojenia(!). W sierpniu natomiast wyłaniają się symptomy poważnych zamieszek, może nawet rewolucji w Europie, ale kontury jej są na razie niewyraźne i niepewne (..). W połowie sierpnia będzie takie same zaćmienie słońca, jak w roku 1914*. I chociaż nie należy się obawiać aż takiej katastrofy, jak w roku 1914, to jednak i w roku 1933, mimo równowagi pewnych sił astralnych, rozegrają się krwawe wydarzenia, które pociągną za sobą wiele ofiar. (…) Tak samo wydaje mi się pewną z początkiem roku 1933, poprawa sytuacji gospodarczej w całej Europie. Natomiast 4 i 5 czerwca nastąpi krach na wszystkich giełdach. (…)
Największym wydarzeniem roku przyszłego dla Niemiec, będzie fakt ustąpienia Hindenburga** z areny politycznej. Rozpocznie się tym samym wzrost znaczenia Hugenberga***. W Rosji objawi się nagle niezmiernie ostry zwrot do ustroju kapitalistycznego. Nastąpią też 3 ogromne katastrofy żywiołowe, a to: 20 marca, 28 kwietnia i 17 maja. W dwu pierwszych datach szaleć będą straszne orkany, które spowodują groźną katastrofę okrętową, zbliżoną rozmiarami do tragedii zatonięcia „Titanica”.

Ogólnie rzec biorąc astrolog miał sporo racji, tyle, że racji inaczej. Klęski naturalne miały miejsce, ale nie takie i nie wtedy. Rewolucji w Europie w 1933 nie było, chyba, że za taką uznać można rozwój sytuacji w Rosji, gdzie owszem dokonał się ostry zwrot, ale nie w kierunku kapitalizmu (jak przepowiadał Gauchon), ale w kierunku zaostrzania walki z wewnętrzną konkurencją.
W Niemczech do głosu doszedł nie Hugenberg, ale inny pan H. i wcale nie był to początek rozbrojenia, a wręcz przeciwnie.
Nie było też krachu na giełdzie, a nawet 15 marca nowojorska giełda zanotowała rekord wszechczasów: wzrost 15,34 % w ciągu jednego dnia. Za to w 1933 roku doszło do dwóch zaćmień słońca (w lutym i w sierpniu), ale aby je przewidzieć nie trzeba było być słynnym astrologiem, wystarczyło zajrzeć do pierwszego lepszego kalendarza.

Bardziej optymistyczne były przepowiednie jasnowidzącej madame Fraya, ocierające się o fantastyczno-naukowe wizje Julesa Verne`a:

Uda się pewnemu Anglikowi odkrycie od dziesięcioleci poszukiwanego zarazka raka i środek na zwalczanie go. Jako dowód skuteczności swego okrycia, zaszczepi sobie samemu te zarazki i sam się z nich wyleczy.
Drugą sensacją świata będzie w połowie kwietnia lot pewnego Francuza do stratosfery, który osiągnie wprost niewiarogodny rekord wysokości, przyćmiewając tym samym w zupełności prof. Piccarda****.
Pewien technik niemiecki wynajdzie natomiast samolot, lądujący i startujący zupełnie pionowo i zabezpieczony przed ewentualną katastrofą.

Niestety, naukowcy widać przepowiedni madame nie przeczytali… i optymizmu jej nie potwierdzili…

Poza wizjami zawodowych przewidywaczy „Głos Poranny” przypominał także „poważniejsze” prognozy, autorstwa ówczesnej gwiazdy dziennikarstwa:

Zdolny, ale jeszcze bardziej sprytny dziennikarz amerykański Knickerbocker, w wydanej ostatnio książce: „Quo vadis Europa?” stara się odpowiedzieć, czy też znaleźć odpowiedź na aktualne pytanie: Czy Europa wyzdrowieje? Czy powalona ciężką chorobą – kryzysem na łoże niemocy i powolnego, acz bolesnego konania, podniesie się i znów prowadzić będzie normalny tryb bytowania? Czy kryzys, który obecnie tak okropne przynosi skutki, pogłębi się jeszcze bardziej, czy też należy oczekiwać bliskiego zniknięcia tego potwornego zjawiska powojennego? Czy jest on tworem jedynie naszych nienormalnych czasów, czy też genezy jego szukać należy w owych baśnią dobrobytu zamglonych czasach? Na te wszystkie pytania autor odpowiada:
1. Europa się podniesie i znów wróci tak długo oczekiwany dobrobyt.
2. Kryzys zniknie tak, jak zniknęły wszystkie poprzednie depresje.
3. Kryzys obecny nie jest odosobniony w historji świata, gdyż ludzkość przeżywała już podobne, może nie tak gwałtowne i potworne kataklizmy ekonomiczne, z których z biegiem czasu i po przebrnięciu trudnej strefy, znów wypłynęła na szerokie i spokojne wody normalnych czasów.
Skąd autor czerpie wiarę w jasną przyszłość Europy, a tem samem i świata? W jaki sposób mógł ten sprytny dziennikarz w zamąconej wodzie obecnych stosunków wyłowić złote rybki nadziei, któremi karmi swych czytelników? (…) Siada więc sobie do wytwornego Cadillaca czy dwupłatowego Junkers’a, i odwiedza kolejno wielkie stolice. Bo w stolicach państw siedzą ludzie, którzy losy nasze i naszej biednej skorupki mają w swojem ręku. (…)

Na zadane pytania władcy zgodnie odpowiadają: Nie ma potrzeby narzekać na jutro. Owszem, przyznają, że dzisiaj nie jest dobrze, jest poprostu źle, ale to wszystko nie dowodzi o przegranem jutrze. Pod ich rządami kraje z biegiem lat strząsną ze siebie te momenty, które utrudniają im oddech i swobodny rozwój. Jednem słowem trzeba tylko  przetrzymać, a jutro zabłyśnie wszystkiemi barwami olśniewającej tęczy szczęścia i dobrobytu (…).

Aby do reszty zamydlić oczy swym czytelnikom [Knickerbocker], oświadcza ni mniej ni więcej: „Klasie robotniczej wiedzie się o wiele lepiej w naszych złych czasach, aniżeli w czasach tzw. „dobrobytu”. Dowód: w cesarskim zamku wiedeńskim nie było łazienki, podczas gdy w nowowybudowanych domach robotniczych w stolicy Austrji nawet mieszkanie jedno-izbowe posiada łazienkę. Stąd prosty wniosek:  robotnik w czasie dzisiejszej depresji żyje sobie lepiej, aniżeli cesarz austriacki żył w swoim zamku (…).

Ten krytyczny artykuł dziennikarz „Głosu” (podpisujący się B. Br.) kończy następująco:

P. Knickerbockera zaprowadziłbym do stęchłych izb robotników łódzkich, do nędznych, zimnych nor chałupników, do chylących się ku ziemi chałup chłopskich, zmusiłbym go, aby zajrzał w otchłań życia i pracy naszych górników i hutników. Czy to jest normalny stan rzeczy? Czy tak powinno być zawsze? Najstraszniejsza, coraz bardziej rosnąca nędza obok stosów gromadzonego złota.

Wniosek z powyższego jest oczywisty: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i stanu portfela, niezależnie czy mamy kryzys czy ekonomiczny raj, czy jest rok 1933, 2013 czy 2053. Inaczej wygląda finansowa zapaść według Gates`a, Bloomberga czy innego Rockefellera, inaczej według ekspedientki w polskim miasteczku, o którego istnieniu rekiny biznesu nawet nie słyszały. A może być i tak, jak u ciotki poety, że kryzys zaczyna się wtedy, gdy on „wszystko zechlał i odszedł z tą zdzirą”…

* * *

Objaśnienia:

* 21 sierpnia 1914 roku miało miejsce  całkowite zaćmienie słońca nad Grenlandią i północno-wschodnią Europą. Było widoczne w Polsce i zbiegło się z początkiem walk na froncie wschodnim I wojny światowej, stąd wielu ludzi uznało je za tragiczne fatum.

** Paul von Hindenburg – niemiecki wojskowy, feldmarszałek i polityk, w latach 1925-1934 Prezydent Rzeszy (Republiki Weimarskiej i w początkach III Rzeszy). Zmarł 2 sierpnia 1934.

*** Alfred Hugenberg – wpływowy niemiecki biznesmen i polityk. Był członkiem pierwszego gabinetu Adolfa Hitlera, powołanego w roku 1933.

**** Auguste A. Piccard – szwajcarski fizyk, wynalazca i badacz. W 1930 roku skonstruował balon stratosferyczny, na którym wykonał loty stratosferyczne, osiągając maksymalną wysokość 23 000 m.

Więcej o przepowiadaczach przyszłości:

Kabaret Ani Mru Mru – Jasnowidz (10-lecie Ani… przez rock610rich

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop