To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Cuda niewidy

Ultraklerykalizm i dewocja władzy to nie jest problem nowy. Zauważano go i krytykowano nawet w czasach, gdy katolicyzm był religią państwową.

W roku 1925 na łamach prasy polskiej ukazała się notatka dotycząca niezwykłej kariery wojskowej świętego Antoniego w Brazylii. Z zagranicznych serwisów wydobył ją „Kurier Warszawski”, gazeta związana z chrześcijańsko-konserwatywną prawicą, nie zainteresowana raczej krytyką religii rzymskiej i laicyzacją. Jako ciekawostkę powtórzyły ją między innymi dzienniki krakowskie. Krótka opowieść przypominała o kuriozalnym wydarzeniu sprzed czterech wieków. Wtedy to jeden z rezydujących w Brazylii wicekrólów portugalskich, wierzący bardzo w szczególną rolę świętego Antoniego, postanowił go odpowiednio uhonorować. Po jakimś militarnym zwycięstwie, możliwym tylko dzięki cudownej protekcji zza światów, mianował świętego pułkownikiem i kazał naliczać mu żołd, jak każdemu żołnierzowi. W zastępstwie świętego wypłatę zgodził się przyjmować jeden z brazylijskich klasztorów. Trwało to czterystysta lat, aż w wieku XX rząd brazylijski, szukając oszczędności, postanowił skasować pobory świętego Antoniego. Aby jednak nie urazić jego godności i nie narazić się na odwet, wymyślono wyjście honorowe.

Pułkownik 7 pułku – święty Antoni Padewski, po czterystu latach wyśmienitej służby, mianowany jest generałem i przeniesiony w stan spoczynku… – brzmiał komunikat rządowy.

Niestety, ze stratą dla świętego i klasztoru, rząd nie przewidział dla emerytowanego należnego mu świadczenia po tak długim okresie pracy.

lodzianin

Temat podchwycił tygodnik „Łodzianin” – organ prasowy Polskiej Partii Socjalistycznej.

Nie mamy powodu nie wierzyć informacji, którą spolszczył organ ósemkowo-nekrologowy*. Jaskrawo daje ona miarę co klerykalny zabobon może czynić z religii, stwarzając tak karykaturalne formy czci, że niewiele różnią się one od bluźnierstw, któremi usiłują ośmieszać wierzenia religijne bolszewiccy działacze z „Bezbożnika”**

- skomentował „Łodzianin” i dorzucił historyjkę z naszego podwórka, świadczącą, iż z prymitywizmu religijnego Brazylijczyków śmiać się nam nie wypada, bo sami niejedno mamy na sumieniu.  Że i w naszym kraju pojęcia ziemskie i miary ziemskie przerzuca się na sprawy religijne. Przykładem, który sam się narzuca jest odparcie inwazji bolszewickiej spod Warszawy. Obóz klerykałów wkrótce po zwycięstwie zaczął rozpuszczać wieści, że Matka Boska, jako Królowa Polski, czynnie pomagała wojskom polskim, odwracając od nich kule rosyjskie. Wprawdzie dla lepiej wykształconych odbiorców interwencja niebios przedstawiana była mniej wyraźnie, ale podkreślaniem cudowności zwycięstwa konsekwentnie osłabiano zasługi naczelnego dowództwa i poświęcenia Polaków. Konsekwencją uznania kluczowej roli Niebios w militarnym zwycięstwie nad bolszewikami, był oczekiwany wzrost roli kościoła katolickiego. Za tak skuteczną pomoc naród musiał jeszcze bardziej czcić i jeszcze więcej płacić.bezbozhnik

Uczcić – to znaczy – wedle pojęć zaiste osobliwego typu chrześcijan – obdarzyć czemś, co schlebiałoby ludzkiej monarchini. Toteż grono pobożnych ziemianek uchwaliło zbierać złoto – na berło dla Matki Boskiej – dla matki Chrystusa, który tyle słów wzgardy poświęcił złotu! Sądzimy, że po niemal dwu tysiącach lat ery chrześcijańskiej mogłaby istnieć religijność, oparta na innej wierze niż ta, że na szali pobożności najwięcej waży czyste… złoto!

- dziwił się socjalistyczny tygodnik. To zbieranie złota i kosztowności, które miano przetopić na berło dla Maryji, szło jednak dość opornie. Chociaż endecka posłanka Maria Holder-Eggerowa propagowała pobożny projekt nawet za oceanem. Ostatecznie zbiórka trwała 5 lat. Ufundowane insygnia Królowej Polskiej – berło i jabłko – wotum kobiet polskich, zostały złożone w klasztorze jasnogórskim 3 maja 1926 roku.

Drugi przykład pomieszania religii z polityką przypomniała katowicka „Gazeta Robotnicza” przy okazji uroczystej koronacji obrazu Matki Boskiej Piekarskiej 15 sierpnia 1925 roku.

W roku 1914 Niemcy wyzyskiwali pobożność ludu śląskiego do swych celów wojennych. Jeszcze dziś można znaleźć obrazki niemieckie o Piekarach, przedstawiające obraz Panny Marji Piekarskiej w otoczeniu cesarza niemieckiego Wilhelma II i cesarza austriackiego Franca Józefa, z jednej a kardynałów niemieckich, z drugiej strony. U dołu pocztówki widać podobiznę klasztoru w Piekarach, którego bronią pruscy ułani przed rosyjskiemi kozakami. Pocztówka oznaczona jest napisem „Gruss aus Deutsch -Piekar” oraz adnotacją „Muttergottes als Beschuetzerin 2.8. 1914″ (Matka Boska jako obrończyni).

Aby przyciągnąć katolicki lud polski, niemiecka propaganda germanizowała Matkę Boską. O pruska Madonno wstaw się za nami!

O rzekomych cudach krytycznie wypowiedział się także bezrobotny czytelnik „Gazety”:

167471Lipiny. (Cud nad Rawą.) Pod nagłówkiem „Cud nad Wisłą”, nowocześni faryzeusze odparcie bolszewików pod Warszawą w roku 1920 usiłują przedstawić jako cud pod względem dogmatyki rzymsko-katolickiej. Cud pod tym względem jest to pewne zdarzenie wbrew prawom natury dla udowodnienia Wszechmocy Boskiej, np. gdy kamień upuszczony z dłoni upadnie na ziemię, jest to rzeczą całkiem naturalną, ale żadnym cudem, bo stało się to według prawa ciążenia materii ku ośrodku kuli ziemskiej. Gdyby jednak ten kamień z dłoni – wbrew temu prawu podniósł się w górę, w takim razie stałby się cud nad dłonią. „Cud nad Wisłą”, nie jest żadnym cudem w myśl teologii, lecz tylko wymyśloną przez faryzeuszów bajką, która hałaśliwie rozpościerając się po Polsce uszczupla zasługi wojska polskiego. Pod Wisłą zostali bolszewicy odparci przez, od lewicy do prawicy, pojednane i walecznym duchem polskim przesiąknięte wojsko polskie w całości pod dowództwem generalnego sztabu wojskowego. Górnośląskie kominy nie dymią, wskutek czego lud bez pracy i chleba, tu cuda nad Wisłą, Wartą lub Brynicą nic nie zmienią na lepsze. Szerzycielom bajki o cudzie nad Wisłą polecamy ważniejsze starania. Sprawcie teraz, wy mędrcy, aby na nowo rozdmuchano wygaśnięte huty górnośląskie. Aby górnośląski robotnik zarobił na chleb codzienny i przyodziewek, przy 8-godzinnej robocie. Aby sprowadzono do ojczyzny wszystkich górnoślązaków z Francji. Aby jednem słowem stał się cud najaktualniejszy, powiedzmy „Cud nad Rawą”! Bezrobotny.

Na podstawie: „Łodzianin”, 19 września 1925.

* * *

*Kurier Warszawski był gazetą codzienną związaną ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Narodowym. W wyborach do Sejmu I kadencji w 1922 roku zwycięska koalicja partii chrześcijańsko-narodowych startowała jako lista nr 8.

**Bezbożnik – antyreligijne, antyklerykalne oraz ateistyczne czasopismo satyryczne wydawane w latach 1922–1941 w Związku Radzieckim przez Związek Wojujących Bezbożników.

28 kwietnia 1918 w Rzymie przyjął święcenia kapłańskie Rajmund Kolbe. Twórca katolickiej machiny propagandowej, przedwojenny ojciec Rydzyk. Znany później jako Maksymilian Maria i święty Maksymilian. Patron wielu parafii, szkół, miast i miasteczek, rodzin, a nawet honorowych dawców krwi. Przez senat RP uznany wzorem dla Polaków w roku 2011.

W sierpniu minie 75 lat od śmierci świętego, więc jest to dobra okazja do przypomnienia dewocyjnego franciszkanina, „wzorca cnót”, autorytetu moralnego” i „patrona trudnych czasów”. „Jego myśl społeczna i ofiara mają szczególne znaczenie dla wciąż odradzającego się społeczeństwa obywatelskiego Rzeczypospolitej” – stwierdzali natchnieni przez Opatrzność senatorowie RP w październiku 2010 roku.

patronPrzypomnijmy zatem kim był i jaką „myśl społeczną” wyznawał o. Maksymilian. Urodził się jako Rajmund Kolbe w 1894 roku w Zduńskiej woli. W wieku 12 lat doznał cudownego objawienia. Ukazała mu się Matka Boska i zaproponowała, że dostanie od niej łaski czystości i męczeństwa. Odtąd stał się żarliwym wyznawcą i sługą Maryji. W roku 1910 we Lwowie wstąpił do zakonu franciszkanów i rozpoczął nowicjat, przyjmując imię Maksymiliana. Dwa lata później wyjechał do Rzymu na studia teologiczne. Po uzyskaniu w 1915 roku doktoratu z filozofii, studiował teologię. Studia te zakończył doktoratem w 1919 roku.

Podczas studiów, w roku 1917 wraz z kilkoma klerykami założył związek „Militia Immaculatae” (znany u nas pod jako Rycerstwo Niepokalanej lub Milicja Niepokalanej). Opracowany przez Maksymiliana statut Milicji jako podstawowy cel określał: „staranie się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów, oraz uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej”. Totalne nawrócenie, „uświęcenie wszystkich i każdego z osobna, co są i będą kiedykolwiek i gdziekolwiek”. Maksymilian czynił to wszystko wyłącznie na polecenie Maryji i dla Maryji.

Filozofia Rycerza Niepokalanej była prosta: jeśli ktoś nie wierzy w katolickiego Boga, wierzy w Boga innego lub inaczej – straszliwie błądzi i nie może być dobrym człowiekiem. Nie warto próbować go zrozumieć, należy go (oczywiście: dla jego dobra) jak najszybciej nawrócić na właściwą wiarę, tj. wiarę o. Maksymiliana i jego kompanii. Temu celowi miała służyć imponująca machina propagandowa, jaka powstała w Niepokalanowie. Przedwojenne dokonania Kolbego można porównać jedynie ze współczesnym imperium medialnym Ojca Dyrektora w Toruniu. Od stycznia 1922 roku wychodzi organ M. I. – „Rycerz Niepokalanej”. Wkrótce potem ukazuje się, skierowany do najmłodszych, „Rycerzyk Niepokalanej”. W maju 1935 pojawia się kolejne pismo, tym razem wielkonakładowa gazeta codzienna „Mały Dziennik”. W najlepszym okresie nakład MD sięgał nawet 175.000 egzemplarzy w dni powszednie i 275.000 w niedziele. Niepokalanów posiadał również własną radiostację. Pierwszy próbny przekaz radiowy wyemitowano 8 grudnia 1938 roku. Przed wybuchem II wojny światowej stacja zdążyła nadać tylko kilka audycji.

znaczekW rozumieniu katolickich radykałów Maksymilian nie był antysemitą i szowinistą. Wręcz przeciwnie: nawracać chciał wyłącznie z miłości do bliźniego. Ten „święty” człowiek chciał po prostu z miłości do ludzkich istot przerobić je wszystkie na swoje kopyto. Czyż to nie cudowne? O jego „tolerancji” i „miłości” świadczą m.in. artykuły z Małego Dziennika. Redaktorzy w 1937 roku zajęci byli szczególnie tropieniem programów radiowych „spreparowanych przez autorów wątpliwego pochodzenia” i mogących obrażać uczucia katolików:

Słuchacze [Polskiego Radia] narazie cierpliwie znoszą te wybryki, ze zgrzytaniem zębów wyłączając aparaty podczas klepania bzdurstw zżydziałych autorów szmoncesów nalewkowskich. Ale cierpliwość ta może się wyczerpać. Przypuszczamy, że władze Polskiego Radia zwrócą na to uwagę i nie dopuszczą, by nadal zatrute anteny roznosiły po Polsce słowa bluźniercze wobec uczuć katolickich. [pisownia oryginalna]

Wspierali także bojkot żydowskich księgarni:

Tydzień odżydzania księgarstwa dał w Warszawie pożądane wyniki. Od tygodnia organizacje narodowe trzymają straż przy ul. Świętokrzyskiej, aby młodzież szkolna nie kupowała książek u żydów. (…) Proszę przechodzić, lecz do żyda nie wchodzić, bo może spotkać nieprzyjemność”. [pisownia oryginalna]

Oto kilka przykładowych nagłówków z„Małego Dziennika”:

„Profanacja kościoła przez żyda”,”Żydzi winni plugawej zbrodni”, „Żydzi, wszędzie żydzi” [pisownia oryginalna].

Nasz święty patron znalazł cudowne remedium na ówczesne bezrobocie i biedę. Jako, że ich przyczyną była rozwiązłość obyczajów (którą oczywiście propagowali Żydzi i masoni), ojciec Maksymilian wzywał w „Rycerzu Niepokalanej” (1926 rok):

Niechaj dzisiaj wszyscy bez wyjątku odprawią szczerą spowiedź i zaczną prawdziwie po katolicku żyć, natychmiast szybko podźwignie się Ojczyzna, uzdrowią finanse, zawrze rzetelna praca.

cela-smierci-ojca-kolbe-lichenDzielny Rycerz Niepokalanej, obwiniający za wszelkie zło II Rzeczypospolitej i świata Żydów, masonów i liberałów, poniósł śmierć z rąk organizacji, dla której ostateczne rozwiązanie „problemu Żydów” było jednym z głównych celów. 14 sierpnia 1941 roku w Auschwitz, po dwóch tygodniach przebywania w bunkrze głodowym, został zabity zastrzykiem fenolu. Jego dobrowolna śmierć stała się głównym powodem kanonizacji w 1982 roku. Nie mamy żadnych szans na poznanie motywacji Maksymiliana do oddania własnego życia za życie innego więźnia. Ani odróżnić, co w relacjach świadków jest prawdą, a co legendą i mitem. Brak źródeł niezależnych od katolickiej propagandy, daje prawo do brania pod uwagę wszelkich możliwości. Łącznie z samobójstwem pod wpływem załamania psychicznego. Życie w obozie dowodziło katastrofalnego upadku wielu wzniosłych idei, także tych, które głosił Kolbe. Holocaust mógł być niepodziewaną, tragiczną karykaturą jego walki o zbawienie Żydów i masonów.

Być może Kolbego można uznać dziś za wzór inicjatywy, zdecydowania, zdolności organizacyjnych i wytrwałości. Ale w globalnej wiosce jego poglądy są archaiczne i niebezpieczne. To nie jest wzorzec „na trudne czasy”. To nie jest patron na obecne „trudne czasy”. Kult świętego radykała stawia Polaków w kłopotliwej sytuacji. Jak przedstawiać go Izraelczykom przyjeżdżającym tu w poszukiwaniu swoich korzeni? Jak opowiadać o bezinteresownym bohaterstwie Polaków ratujących Żydów od Holocaustu, czcząc jednocześnie mnicha, który tak szydził z wiary żydowskiej:

W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy słuchali Kościoła, wierzyli Ewangelii i przyjmowali Sakramenty św. A więc jest to piekło. (…) Najprzód są tam wszyscy żydzi, którzy całe życie gardzili Chrystusem, Najświętszą Panną Maryją, Krzyżem i nie chcieli się nawrócić. A więc to jest piekło.

Jak wytłumaczyć całemu światu, który ma wierzyć w szczególną polską tolerancję, trwanie krucjaty świętego Maksymiliana? „Rycerz Niepokalanej” ciągle żyje. Walczy teraz z ateizmem i masonerią, bo problem żydowski już nie jest tak aktualny. Zgodnie z założeniami świętego Maksymiliana, chce trafić do wszystkich, „do każdego domu, do każdej rodziny”. Nawracać Żydów, luteran, kalwinów i wszelkiej maści niedowiarków. Przecież to dla ich dobra…

„Fałszywa historia jest mistrzynią fałszywej polityki” – napisał prawie 150 lat temu historyk Józef Szujski. Zdanie to do dziś nic nie straciło ze swojej aktualności. I doskonale wyjaśnia dlaczego jakość polityki polskiej jest tak marna…

Co roku, 15 sierpnia przypomina się rodakom o cudzie, który miał rzekomo zdarzyć się w 1920 roku pod Warszawą. Ówczesne zwycięstwo nad bolszewikami zostało powszechnie uznane za jedno z najważniejszych zbrojnych starć w historii Europy. Mimo to, do dziś nie wyjaśniono Polakom, co wtedy faktycznie się zdarzyło. Zdaje się nawet, że nikt nie jest tym specjalnie zainteresowany… Nadal za aktualne uważane są opowieści, jakie zawarł w swoich pamiętnikach kardynał Aleksander Kakowski. Oto co pisał na temat tzw. cudu nad Wisłą:

Mówmy prawdę. Armia polska została pobita przez bolszewików i cofała się w nieładzie, rozbita na drobne oddziały. Żołnierze rzucali broń, amunicję, mundury, nawet buty i uciekali rozproszeni i przerażeni. Niestety, to samo trzeba powiedzieć o oficerach. Generał Iwaszkiewicz podobno połamał kilka kijów na ich karkach. Tylko kilkadziesiąt tysięcy armii południowej cofało się w porządku. Sformowanie naprędce około 80-tysięcznego korpusu ochotniczego pod dowództwem Józefa Hallera dopomogło do zreorganizowania armii polskiej. Warszawa była zagrożona, zagrożony byt Polski. Powstał ogólny popłoch. Dyplomacja opuściła Warszawę i przeniosła się do Poznania, z wyjątkiem nuncjusza apostolskiego. Stoczono bitwę o posiadanie Warszawy.

471135

Od lewej: „upadły na duchu” Piłsudski, prymas Kakowski – zbawca ojczyzny oraz nuncjusz Ambrogio Ratti – późniejszy papież Pius XI. Źródło: Rzeczpospolita.

Huk armat od strony Radzymina obijał się o uszy, kiedy złożył mi wizytę generał Weygand*. Uspokajał mię i opowiadał szczegóły planu boju, podług którego armia bolszewicka miała być pokrajana na kilka części. „Musi to być dobry plan, rzekłem, kiedy go naszkicował szef sztabu generała Focha”. „To nie mój plan, rzekł, to plan Sztabu Generalnego polskiego. Ja go przejrzałem, pochwaliłem i tylko nieliczne poprawki w nim poczyniłem”. Przyjemnie mi było słuchać, jak jeden z najwybitniejszych generałów francuskich z uznaniem wyrażał się o pracy dowództwa polskiego, a przykro mi było, gdy sami Polacy z uporem wciąż powtarzali, że to był plan cudzy. Weygand był pewien zwycięstwa armii polskiej, o ile każdy z generałów spełni swoje zadanie. Z ubolewaniem opowiadał mi, jak generał Dowbór-Muśnicki, któremu Piłsudski powierzył na prośbę jego odcinek południowy, nie przyjął powierzonej sobie misji. „U nas, mówił, wszyscy generałowie oddali się na usługi Ojczyzny, bez względu na przynależność partyjną i na wyznaczone sobie stanowisko”.

Doniesiono mi, że Piłsudski upadł na duchu i że chce się ze mną widzieć przed wyjazdem na front. Udałem się do niego. Przygnębiony wypadkami nie stracił jeszcze nadziei. Upadek ducha żołnierza i oficerów przypisywał bezczynności kapelanów wojskowych. „Kapelanów, dobrych kapelanów dla armii” wołał, „którzy by szli w szeregach razem z żołnierzem, w okopach podnosili go na duchu”. Spełniłem życzenie Piłsudskiego i ogłosiłem wezwanie do duchowieństwa. Usłuchano wezwania mojego i innych biskupów.

Księża stanęli w szeregach, jedni jako kapelani, inni jako sanitariusze. Szczególniej młodzież seminariów duchownych poszła z zapałem do szeregów. Między innymi poszedł i ks. Skorupka, młody i pięknej powierzchowności kapłan, który jeszcze piękniejszą miał duszę. Ks. Skorupka zwrócił się do mnie z prośbą, abym mu pozwolił pójść na front razem z batalionem młodzieży gimnazjalnej warszawskiej, w którym znajdowała się jego szkoła. „Zgadzam się, rzekłem, ale pamiętaj, abyś ciągle przebywał z żołnierzami w pochodzie i w okopach, a w ataku nie pozostawał w tyle, ale szedł w pierwszym rzędzie”. „Właśnie dlatego, odrzekł, chcę iść do wojska”.

W bitwie pod Osowem młodociany żołnierz nie wytrzymał ataku i zaczął się cofać. Cofali się oficerowie i dowódca pułku. Wtedy ks. Skorupka zebrał koło siebie kilkunastu swoich chłopców i z nimi poszedł naprzód. Widząc cofającego się dowódcę pułku, krzyknął do niego: „Panie pułkowniku, naprzód!. „A ksiądz?” – zapytał pułkownik. „Panie pułkowniku, za mną!”, „Chłopcy za mną!” Poszli naprzód. Wielu poległo; padł rażony granatem i ks. Skorupka. Dlaczego tak podnoszą i gloryfikują śmierć ks. Skorupki przed wszystkimi innymi ofiarami wojny? Chwila śmierci ks. Skorupki jest punktem zwrotnym w bitwie pod Osowem i w dziejach wojny 1920 roku. Do tej chwili Polacy uciekali przed bolszewikami, odtąd uciekali bolszewicy przed Polakami. Nie dla innych przyczyn, ale dlatego właśnie cały naród czci ks. Skorupkę jako bohatera narodowego. Szczegóły śmierci ks. Skorupki opowiadali mi młodociani żołnierze, których odwiedziłem w szpitalu, jako rannych.

Bolszewicy wzięci do niewoli opowiadali znowu, że widzieli księdza w komży i z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim. Ten moment kulminacyjny w bitwie pod i Warszawą nazwano tegoż dnia „cudem nad Wisłą”. Inne, zachowane źródła podają, iż wielu czerwonoarmistów biorących udział w Bitwie Warszawskiej opowiadało, że uciekło z pola walki ze strachu przed potężną, niebieską husarią, która pojawiła się nad ranem 15 sierpnia 1920 roku nad Wólką Radzymińską, a której dowodziła tajemnicza kobieta przypominająca z opisu Maryję. Bolszewiccy dezerterzy, nie bacząc na konsekwencje swojej dezercji błagali okolicznych rolników o zgodę na ukrycie się w ich zagrodzie, choćby i w psich budach.

Ówczesny prymas Kakowski należał do jednych z wybitniejszych postaci nie tylko kościoła, ale i polskiej polityki. W latach 1917-1918 był przewodniczącym Rady Regencyjnej, która tworzyła podstawy polskiej państwowości i w listopadzie 1918 roku przekazała władzę Piłsudskiemu. Ale przypisywanie sobie pośredniej roli zbawcy ojczyzny i chrześcijańskiej Europy (recenzowanie planu bitwy, podnoszenie na duchu Piłsudskiego, zorganizowanie oddziału walecznych kleryków) zakrawa na niezdrową megalomanię. Rola, jaką przypisywał księdzu Skorupce i modłom narodu o błogosławieństwo dla ojczyzny oraz bajka o niebieskich hufcach Maryji, to nic innego, jak kolejny krok na drodze do państwa religijnego.

cud_nad_wisla.jpg1

Cud nad Wisłą – obraz Jerzego Kossaka z 1930 r.

Kardynał Kakowski uważał, że katolicyzm w Polsce powinien mieć miejsce dominujące. Zdecydowanie przeciwstawiał się równouprawnieniu innych wyznań. Sprzeciwiał się też ślubom i rozwodom cywilnym. Wskutek prowadzonej przez niego kampanii upadł projekt ujednolicenia prawa rodzinnego w II RP, opracowany przez Komisję Kodyfikacyjną. Projekt ten zakładał bowiem świecki charakter małżeństwa oraz równouprawnienie kobiet i mężczyzn.

W sytuacji, gdy wskutek usilnych działań kleru katolickiego Matka Boska „ratuje” po raz kolejny zagrożoną ojczyznę, nikt nie może mieć wątpliwości dlaczego Konstytucja Marcowa określi wyznanie rzymsko-katolickie, jako równiejsze wśród równych. Bo jest „religją przeważającej większości narodu”. Nieprzypadkowo, po „cudzie nad Wisłą” wrócono do niewypełnionych planów wybudowania Świątyni Opatrzności Bożej. Przeważająca większość narodu uwierzyła w opowieści swoich pasterzy, że:

Matka Łaskawa pojawia się na niebie przed świtem, jej monumentalna postać, wypełnia swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo. Ukazuje się odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolicę. Zjawia się w otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem „W imię Maryi” rozegnało pogańskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone.

Niektórzy pasterze podają nawet szczegóły tej niebiańskiej interwencji:

Bogurodzica, groźna jak zbrojne zastępy, pojawiła się na nocnym niebie w chwili, gdy porucznik Stefan Pogonowski wraz ze swoim batalionem znienacka zaatakował pozycje bolszewików. Sołdaci, obudzeni w środku nocy niespodziewaną strzelaniną, struchleli, widząc kobiecą postać unoszącą się na niebie ponad atakującymi Polakami. Jej szeroki, granatowy płaszcz powiewał na wietrze, odcinając się smugami światła od czarnego nieba. Jego poły zasłaniały stanowiska Polaków i znajdującą się za nimi Warszawę. Chaotyczna strzelanina nie trwożyła zawieszonej na niebie Postaci. Co więcej, dostrzeżono, że Niebiańska Osoba jakby wychyla się to w jedną, to w drugą stronę i odrzuca czy też odbija lecące w Jej stronę – czyli w kierunku Polaków – pociski! Osłupieli ze zgrozy bolszewicy obserwowali, jak odrzucone przez Niewiastę kartacze eksplodują tam, gdzie znajdowały się ich odwody!

Ksiądz Zdzisław Król przytoczył świadectwo gospodyni ze wsi pod Radzyminem, u której nieprzytomny z przerażenia krasnoarmiejec szukał kąta do ukrycia się. Wstrząśnięty mówił, że widział na własne oczy, jak „Matier Bożja brasala puli!” Matka Boża rzucała (odrzucała) pociski! Bolszewicy byli ludźmi twardymi, nie ulegali lękom. Jednak widok majestatycznej postaci Bogurodzicy, jakby zawieszonej na niebie, wywołał wstrząs. Obudził zagłuszone sumienia i… wiarę. A sumienia te, które teraz, w obecności Najświętszej Dziewicy doszły do głosu, wołały, oskarżały i przypominały o popełnionych niegodziwościach, mordach, gwałtach i okrucieństwach! Każdy z nich czuł, że powinien paść na twarz, by oddać Matce Bożej cześć, by błagać o wybaczenie straszliwych win, by żebrać o zmiłowanie! Jednocześnie serca przepełniała trwoga! Uczucie to przeważało i bolszewicy, ogarnięci panicznym strachem, uciekali na łeb, na szyję, porzucając tabory, działa i amunicję. Nikt z krasnoarmiejców nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki, nikt nie lękał się sądu polowego. Wszyscy śmiertelnie bali się Maryi!**

Nie mówią tylko pasterze, co stałoby się, gdyby bolszewickie watahy nie wystraszyły się jednak Matki Boskiej i jej hufców. Jakiej broni użyłaby wtedy Maryja? Strzał ognistych, laserowych promieni czy tylko cudownych medalików, masowo rozdawanych przez Rycerzy Niepokalanej księdza Kolbego?

W powszechnej świadomości Polaków na temat bitwy warszawskiej z 1920 roku funkcjonują tylko mity. Dla bardziej religijnych rodaków opowieść o cudownym wstawiennictwie Maryji, dla bardziej racjonalnych – legenda o geniuszu militarnym marszałka Piłsudskiego. Pierwszy mit służy kościołowi katolickiemu do udowodnienia niezbędności jego przewodniej roli w narodzie. Legendy legionowo-piłsudczykowskie wykorzystują zaś politycy różnej maści, żeby uwiarygodnić jakoś swój patriotyzm, nie dość widoczny w czynach.

Historia nauczycielką życia jest. Jeśli ponad połowa narodu wierzy, że zmarła 2000 lat temu Żydówka jest obrończynią polskiej racji stanu, a politykę polską robią ludzie, którzy liczą na wsparcie hufców niebieskich Maryji, to z tym narodem nie jest dobrze…

Kiedy spostrzegła bogini, o jasnych oczach Atena, że tak padają Argiwi gęsto w spotkaniu zażartym, zaraz ze szczytów Olimpu pośpiesznie na ziemię spłynęła w stronę świętego Ilionu…

Z boską pomocą spłynęła, oczywiście, 30 wieków temu…

* * *
*Maxime Weygand – generał armii Francuskich Sił Zbrojnych, od marca 1918 szef Sztabu Generalnego, w latach 1920-1922 szef misji wojskowej w Polsce.

**Ks. dr Józef Maria Bartnik, Ewa Storożyńska: „Matka Boża Łaskawa a Cud nad Wisłą – dzieje kultu i łaski”

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop