To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Humoreski

Nasz współczesny arcymistrz sucharów Karol S., aczkolwiek człowiek twórczy i oryginalny, mógłby wiele skorzystać na lekturze starej prasy. Najlepsze sucharburgery siadają przy dowcipie, jakim próbował rozbawić czytelników Głos Poranny 30 stycznia 1935.

Po stawie pływa stara kaczka z kaczętami.
Nagle na brzegu ukazuje się redaktor pewnego pisma sensacyjnego i zaczyna się rozbierać.
W tym momencie stara kaczka woła do swych małych:
- Dzieci odsuńcie się! Tatuś chce się kąpać!

kaczka_dziennikarska

Kaczka dziennikarska – rękodzieło. Źródło: http://fotoforum.gazeta.pl

Mało zorientowanym w sprawach drobiu i mediów drukowanych przypominamy skąd wziął się termin „kaczka dziennikarska”:

Wymyślił ją podobno Egide Norbert Cornelissen, Belg żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku. Ten żołnierz i literat o specyficznym poczuciu humoru, postanowił sprawdzić, jak daleko sięga naiwność czytelników. Zamieścił w prasie ogłoszenie o sprzedaży kaczki. Kupców zachęcał zmyśloną historią tego ptaka. Niezwykła kaczka miała pochodzić rzekomo z makabrycznej hodowli. Autor ogłoszenia twierdził, że była ostatnią z dwudziestu kaczek, jakie posiadał początkowo. Kaczki te po kolei zabijał i dawał pozostałym na pożarcie. W końcu została jedna, która wskutek potwornego kanibalizmu miała wykazywać się niezwykłą drapieżnością i siłą. Niezwykła była również jej cena, przewyższająca pięciokrotnie cenę zwykłej kaczki. Mimo to, chętnych kupców nie brakowało. Eksperyment Cornelissena powiódł się, okazało się, że „ciemny lud” (i nie tylko ciemny) łyka każdą niedorzeczność, byle była poparta jakimś pseudonaukowym opisem.

„Kaczka dziennikarska” oznacza zatem świadomie kłamliwą, albo niepotwierdzoną informację opublikowaną w mass-mediach. Co takiego stworzył „redaktor pewnego pisma sensacyjnego”, że trafił do prasowego dowcipu, niestety nie wiemy…

Jak pisano skargi do władz 100 lat temu w Krakowie? Z fantazją, humorem i cierpką ironią. Ilustrowany Kuryer Codzienny otrzymał w lipcu 1914 roku od mieszkańców ulicy Garbarskiej takie oto pismo:

Skoro tylko „ciemność zapada”, zjawiają się na naszej ulicy spóźnieni goście, nucąc przeraźliwym głosem arye operetkowe. Już wiedzą mieszkańcy ulicy Garbarskiej, co robił „Orfeusz w piekle” i jak należy tłumaczyć cnotę „Zuzanny” i jak brzęczały dolary „Księżniczki” i jak się bawi „Wesoła wdówka” i jak się śpiewa „Buffalo Billa i jak się strzela na „Manewrach jesiennych” — a wszystko to niestety jest śpiewane. Dobry słuch ma Kraków, ale głos obrzydliwy. Gdy jednak milknie nieco uroczy śpiew, niema końca echom walenia niemiłosiernie w bramy, pokutujące zapewne za sprawiedliwy sen kamienicznych kluczników lub za lenistwo popsutych dzwonków elektrycznych. Dlatego upraszamy publiczną skargą o kilka kilo salmiaku do dzwonków i tylko o jednego trzeźwego, statecznego, energicznego (o ile możliwe) żołnierza policyjnego, aby się go wszelkie niepokoje bały teraz i zawsze, aż się wprowadzą na tę ulicę żywioły, mające temperament zgodny z temperamentem gwałcących świętą ciszę nocną.

Może w lipcu 1914 roku  prośba o energicznego policjanta dla uspokojenia nocnych marków była uzasadniona, ale stanowczo spóźniona. Wkrótce dokuczać miały mieszczanom z Garbarskiej jeszcze większe niepokoje czasu wojennego. Mieli jednak i swoją satysfakcję. Wybuch wojny i zagrożenie twierdzy Kraków rosyjską inwazją spowodował, że magistrat w porozumieniu z cesarsko-królewską komendą zarządził w 1915 roku całkowitą prohibicję…

Kraków, ul. Garbarska

Kraków, ulica Garbarska ok. roku 1910

Niezwykły skutek braku odpowiedzi  w sprawie honorowej przedstawił 6 grudnia 1913 roku dziennik „Rozwój”. Francuz, hrabia de Malroy, nie doczekawszy reakcji niemieckiego lejtnanta Forstnera na wyzwanie, wystosował list otwarty, który opublikował w „Le Journal” 29 listopada 1913 roku. Oto jego treść:

Dnia 23 b. m. wysłałem z Brukseli pod adresem pańskim list polecony, piętnujący jego nikczemne postępowanie. Zaszczyciłem pana żądaniem satysfakcyi honorowej, w imieniu alzatczyków i lotaryńczyków Francyi.
Dla wyszukania sekundantów i oznaczenia miejsca spotkania dałem panu czas do piątku włącznie.
List otrzymał pan, skoro nie został mi zwrócony, ale według swego zwyczaju stchórzył pan.
Jest pan podłym łobuzem, ostatnim z tchórzów i gdyby nawet pańscy zwierzchnicy zabronili mu odpowiedzieć na wyzwanie z Francyi, powinien pan był podać się do dymisyi, aby mieć możność pojedynkowania się.
Okrył pan nazwisko swoje hańbą niezatartą.
Nie jesteś pan godzien noszenia szpady. Zbeszcześcił pan mundur swój i pułk.
Omyliłem się sądząc, że bodaj jedna morda z waszej zgrai posiada choć jeden atom odwagi.
Nie szablą, lecz harapem i silnem kopnięciem w okolice krzyża, karci się takiego nikczemnego tchórza…

pojedynek1

O co chodziło francuskiemu hrabiemu? Nie, nie była to zwykła osobista uraza, jakich wiele dostarcza życie wojskowe i cywilne. Sprawa była międzynarodowa. W Alzacji i Lotaryngii, francuskich regionach należących od wojny prusko-francuskiej (1870-1871) do Niemiec, przeważała ludność niemiecka, ale zżyta z francuską mniejszością. Przesiąknięta francuską kulturą, bardzo odległą od pruskich metod deptania godności obywatelskich. Wynikało stąd mnóstwo konfliktów, których nie próbowali łagodzić wojskowi ze wschodnich landów Niemiec. W tej napiętej sytuacji pruski lejtnant von Forstner, pozwolił sobie na publicznie wyzywanie Alzatczyków od hultajów, których należy zabijać za odpowiednią nagrodą…

Posłowie alzaccy w tej sprawie wnieśli do parlamentu interpelację o treści:

Czy wiadomem jest kanclerzowi państwa, że w pułku piechoty Nr 99 w Saverne pewien oficer
dopuścił się wobec alzacko-lotaryńskich żołnierzy wysoce obelżywych i uczucia całej ludności najciężej obrażających wyrażeń, a władza wojskowa nie postarała się o odpowiednie ukaranie i co zamyśla kanclerz, ażeby obronić żołnierzy alzacko-lotaryńskich od podobnych obelg, a całą ludność Alzacyi i Lotaryngii od tego rodzaju prowokacyj?

Z Francji posypały się wyzwania na pojedynek pod adresem Forstnera, które ten odsyłał, nie rozpieczętowując nawet listów. Jednym z wyzywających był redaktor dziennika „l’Autorite“, Paweł Cassagnac, który po odesłaniu mu listu, powtórne wyzwanie wysłał telegraficznie. I na nie pruski lejtnant nie raczył odpowiedzieć. Nadzieje hrabiego de Malroy na honorowe rozstrzygnięcie sporu też okazały się płonne…

„Pijanego świnia zjadła” – informował 17 listopada 1912 roku „Goniec Częstochowski”. Treść sensacyjnej notatki przedrukowanej z lubelskiego „Gońca Polskiego” brzmiała jak niżej:

Do jakiego stanu może doprowadzić wódka za przykład niech posłuży następujący wypadek. Pewien włościanin ze wsi Czułczyce, gm.

rys. Marek Raczkowski

Staw powiatu Chełmskiego udał się na jarmark do Chełma aby sprzedać wieprza. Wieprza nie udało się sprzedać, więc smutek postanowił zapić i upił się. Ostatecznie wlazł na wóz i w stanie nieprzytomnym pojechał do domu razem z wieprzem. Wieprz cały dzień nie jadł, zaczął więc atakować gospodarza. Pijany nie stawił oporu i wieprz nagryzł włościaninowi bok. Koń instynktownie zajechał przed dom; ku zdziwieniu obecnych włościanin z fury nie zszedł. Gdy zbliżono się, gospodarz dawał tylko słabe oznaki życia i wkrótce zmarł. Niech wypadek ten będzie przestrogą dla upijających się..

Pamiętaj włościaninie: nakarm wieprza, wtedy wódka będzie lepsza…

Żarcik z wszelkiej maści dekowników, którzy najgłośniej krzyczą o represjach, jakich dopuszczał się na nich złowrogi reżim…

Stańczyk

 

„Stańczyk” – jednodniówka z 25 listopada 1906 r.

 

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop