To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Humoreski

 

lodzianka1903-1„Łodzianka – Wesoły Kalendarz” 1903 rok.

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, a właściwie nie wiadomo gdzie, była kraina rządzona przez okrutne króliki.
Polowanie na zające to częsty motyw marginaliów w rękopisach średniowiecznych. Zazwyczaj przedstawiano sceny ścigania zwierzyny przez myśliwych i psy gończe. Tym razem jednak zwierzyna bierze srogi odwet. Historyjka zaczyna się od królika strzelającym z łuku do psa myśliwskiego. Można pomyśleć, że ogary są wprost stworzone do tego, aby króliki strzelały do nich niczym myśliwy do kaczek.
rabbit-justice-11
Pies trafiony dwoma strzałami jest na tyle osłabiony, że zostaje pochwycony przez króliczą bandę i skrępowany.

rabbit-justice-21

Ale teraz okazuje się, że króliki wcale nie są myśliwymi. Są organem wymiaru sprawiedliwości, jakąś króliczą policją. Pies zostaje doprowadzony przed trybunał i osądzony.

rabbit-justice-31

Wyrok zapada szybko i jest bardzo surowy: śmierć przez powieszenie. Związany ogar jest przewożony pod szubienicę.

rabbit-justice-41

Biedny pies! Poniósł śmierć za to, że natura i społeczeństwo kazały mu gonić po polach króliki i zające.

rabbit-justice-51

A to jeszcze nie koniec jego nieszczęść.  Na odwrotnej stronie rękopisu jest jeszcze rysunek, na którym grób ogara i jego kości zbezczeszczone są przez innego psa.

rabbit-justice-61

Ta zagadkowa historyjka o okrutnych królikach ozdabia niezwykle poważną księgę – „Dekretały” Grzegorza IX. Wojowniczy ten papież – organizator wypraw krzyżowych i pogromów heretyków, w 1230 roku polecił zebrać prawa kanoniczne w jeden dokument, oparty na decyzjach soborowych i listach papieskich. „Dekretały” ogłoszono w 1234, a zawarte w nim prawa obowiązywały wiernych kościoła aż do 1918 roku. Co autor rysunków – anonimowy mnich, chciał powiedzieć o prawie i sprawiedliwości raczej się nie dowiemy. Daje nam za to duże pole do własnych opinii i interpretacji.
Egzemplarz „Dekretałów” z króliczymi rysunkami znajduje się w British Library.

Źródło: http://www.gotmedieval.com.

Lekarze, perypetie małżeńskie, bogate snoby i naiwni prostaczkowie – humor prasowy w międzywojniu zasadniczo żywił się tymi samymi tematami co i dziś. Poniżej: ciekawsze żarty znalezione w „Express-ie Ilustrowanym” z grudnia 1933 roku.
* * *
Pewien malarz miał wykonać portret bogatego bankiera. Przyszedł do apartamentów bogacza i zabrał się do pracy. Lecz bogacz uważał, że pieniądze dają mu prawo zwracania różnych uwag i ciągle wtrącał jakieś zdanie.
Malarz zdenerwował się w końcu i zagroził:
- Panie, jeżeli pan się natychmiast nie uspokoi, to namaluję pana tak, jak pan wygląda w rzeczywistości!
*
Pan Kubuś udał się do lekarza.
- Co pan pije? – zwraca się doń lekarz po zbadaniu.
- Jakto co? – odpowiada Kubuś – wódkę!
- Ile pan pije dziennie?
- Tak na oko z jakieś… półtora litra…
Lekarz pokiwał głowę i pyta dalej:
- A jak tam z paleniem?
- Palę tylko pięć papierosów na godzinę…
- A więc zabraniam panu stanowczo picia wódki i palenia papierosów! – oświadczył lekarz.
Kubuś bierze palto, kapelusz i odchodzi.
- Panie! – woła za nim lekarz – Za poradę płaci pan 10 zł!
- A kto panu powiedział, że ja skorzystam z pańskiej porady? – odpowiada Kubuś.
*
Alojzy opowiada znajomemu:
- Wie pan, wczoraj spacerowałem z doktorem Kasochorskim po ulicy. Zdziwiła mnie jedna rzecz…
- Mianowicie?
- Nikt mu się nie kłaniał przez cały czas naszego spaceru! Ten człowiek wcale nie ma znajomych!
- Czego się pan dziwi?… Jego znajomi leżą przeważnie na cmentarzu…
*
Pan Ignacy ożenił się. W tydzień po ślubie spotyka go przyjaciel i pyta:
- Serwus Ignac! Co porabia twoja żona?
- Pojęcia nie mam… – Odpowiada obojętnie pan Ignacy.
- Jakto?… Nie wiesz?
- Skąd mam wiedzieć, kiedy nie widziałem jej od pięciu dni… Wcale się nie widujemy…
- To po co żeś się z nią ożenił?
- A co miałem zrobić, jak jej papa nie chciał dać inaczej posagu?
*
W pewnej kopalni na Śląsku wybuchł strejk górników z powodu niskich płac i groźby dalszej obniżki zarobków. Delegacja górników udaje się do pana dyrektora, który zaczyna górnikom opowiadać o kryzysie, ciężkich czasach, wielkiej konkurencji, powszechnej biedzie itd.
Na to jeden z górników wyrywa się:
- Co pan dyrektor będzie nas bujał o biedzie? Pan dyrektor w ciągu jednej nocy więcej w karty przegra, niż my wszyscy zarabiamy w ciągu tygodnia…
- To trudno, moi drodzy – odpowiada pan dyrektor – Co zrobić, jak komu nie idzie karta?!
*
Pani Trzepalska jest kobietą niezwykle roztargnioną. Wczoraj naprzykład wpada do sąsiadki i krzyczy:
- Moja pani… Słyszała pani? Przed chwilą mąż do mnie telefonował, że wpadł pod auto!
- O, jeja!… – zawołała sąsiadka. – A czy tylko żyje?
Pani Trzepalska chwyciła się za głowę:
- Mój Boże!… Nieszczęsna, zapomniałam o to zapytać!
*
Kopytkiewicz postanowił kupić małżonce na gwiazdkę obrazek. Wchodzi więc do salonu sztuki, wybiera jakiś widoczek i pyta:
- Ile to kosztuje?
- 800 złotych … – brzmi odpowiedź
- Co?! – dziwi się Kopytkiewicz.
- Niech się pan nie dziwi… To jest obrazek Pędzelkiewicza, wie pan, tego słynnego malarza naszego… Dopiero wczoraj został wykończony..
- Pędzelkiewicza?… To powiedz mu pan, że on zwariował!… On już dziś żąda za swe obrazki tyle, jakgdyby nie żył już od 500 lat!
*
Noc wigilijna…
Antek i Felek stoją na ulicy. Zimno. Nie mają dokąd pójść. Opierają się o mur i ćmią papierosy. Nagle odzywa się Antek:
- Te, Felek… A cobyś ty tak na ten przykład zrobił, gdybyś był tera ministrem, co?!
Felek spluwa przez zęby, zaciąga się dymem i odpowiada:
- Cobym zrobił?.. Ju wiedziałbym co trza zrobić… Buchnąłbym ze 100 złotych i czmychnąłbym zagranicę, brachu…
* * *
Przypomnijmy, że w tych czasach Express Ilustrowany – kosztował 10 groszy (prenumerata miesięczna 3,50 zł), buty można było kupić za już 10 zł, a dobry obiad za 1,50 zł. Za 200 zł na kwartał można było wynająć w Łodzi 2-pokojowe mieszkanie.

Na świecie wielki kryzys już odchodził w przeszłość, ale w Polsce jeszcze szalał w najlepsze (tj. najgorsze). Nic zatem dziwnego, że czytelnicy łódzkiego „Expressu Ilustrowanego” w grudniu 1933 roku otrzymali od swej gazety takie oto życzenia:

Święty Mikołaj, nocą śnieżną,
Kiedy po polach wicher rwie się,
Na ziemię schodzi, a w swej torbie,
Na gwiazdkę coś każdemu niesie.

A gdy w niebiańskiej aureoli,
Korowód jasnych gwiazd zapłonie,
Obwieści wszystkim dookoła,
Że już kryzysu nastał koniec…

Da milusińskim moc zabawek,
Torty, pierniczki, książki, ciasto,
Dla urzędnika – co za radość!
Pensję przyniesie mu trzynastą…

Każdemu z naszych Czytelników,
Przyda się prezent w czasie ferji,
Święty Mikołaj go obdarzy,
Główną wygraną na loterji…

Skuteczność działania sił nadprzyrodzonych w walce o prawdę i sprawiedliwość jest nieoceniona. Potwierdzają to niepodważalne autorytety świątobliwe i wielebne. Jednakże warto pamiętać, że nawet czcigodni ojcowie korzystają chętnie także ze środków bardziej przyziemnych i pragmatycznych. Wiedzieli o tym doskonale i biskup Krasiński, i ksiądz Juszczyński – autorzy komicznych poematów o niezbyt pobożnym życiu pobożnych mnichów, o klasztorach, gdzie bronią przeciw oponentom mogą być kufle, szklanki, talerze, księgi, a nawet kropidło…
Poniżej zamieszczony tekst nie dotyczy tak dramatycznych zdarzeń. Rywalizacja, nawet ostra, jest, ale to tylko walka na pióra i literackie talenta. Artykuł opublikowany został w 1847 roku. Styl i pisownia – oryginalne.

* * *
Ustęp z prawdziwej Monachomachii

Niepamiętam, w którem to ze znaczniejszych miast Radziwiłłowskich – podobno, że w Nieświeżu – były w ośmnastym wieku dwa osobliwie klasztory, doznające względów xiążęcych, i walczące o nie ze sobą zacięcie, – to jest: OO. Reformaci i Jezuici. Po zgonie któregości z Radziwiłłowskiej rodziny, obadwa zgromadzenia na wyścigi starały się świetnością żałobnych obrządków okazać wdzięczność za doznawane od familii łaski, – a tem samem nowe sobie zaskarbić. W obu kościołach sypały się gradem: mowy pogrzebne, elegie i epitafia, – huczały dzwony jak na gwałt, – gorzały jarzęce świece, brzmiały śpiewy i muzyka. Na ten raz przecie prości Reformaci wzięli górę nad subtelnymi synami Lojoli… (..) tryumf ten zgotował braciszek Tadeusz (…) , przedstawił w końcu nabożeństwa duszę nieboszczyka Radziwiłła, w lekkiem, przejrzystem odzieniu anielskiem, ulatującą z katafalka do nieba; koncept ten w całem mieście tyle narobił aplauzów i wrzawy, że ani wspomniano nawet o Jezuickich exekwiach.
Wspaniałe animusze niezniosą obojętnie żadnego upokorzenia: bogobojni Ojcowie, nie mogąc zepsuć Reformackiego sukcessu, chcieli przynajmniej żółcią swą obryzgać jasny ich tryumf. Ojciec poeta, drugi może Baka*, nasmarzywszy kilka godzin mózgu, skomponował, ojciec kaligraf przepisał, a żak usłużny o świcie przylepił na drzwiach Reformackiego klasztoru następne epigramma:
„Wielce się żali Radziwiłła dusza,
Na Reformata, brata Tadeusza,
Że ją do nieba posyła bez gaci…
Niech mu Bóg płaci!”
Lecz brat Tadeusz, upojony świeżem powodzeniem, podniósł śmiało rzuconą rękawicę i ex promptu** wypalił natychmiast odpowiedź:
„Niech się nie żali Radziwiłła dusza,
Na Reformata, brata Tadeusza;
Będzie jej w niebie, choć bez gaci, dobrze -
Daleko lepiej niźli komu w bobrze.”
(Wiadomo, że Jezuici nosili czapki bobrowe)
Ustęp ten z prawdziwej wojny mnichów, mam z autentycznego źródła, bo od Reformata z Radziwiłłowskiej Biały, na Rusi Podlaskiej.
R. Z.
(Przyjaciel Ludu 1847 nr 48)

* * *
*ks. Józef Baka ., (1707-1780), poeta
**ex promptu [łac.] – bez przygotowania, naprędce

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop