To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Jak szlachta wojowała

Święta jest nasza sprawa, święty zapał. Świat da nam poklask, zdumi się nieprzyjaciel i musi przyznać nam w zupełności sławę, nabytą od tylu wieków, pielęgnowaną w legjonach, utrzymaną w Xsięstwa Warszawskiego szeregach, i teraz tak świetnie zakwitłą – wieszczyła optymistycznie 5 grudnia 1830 roku „Gazeta Polska”.

Spróbujmy zatem sprawdzić jaki ów „świat” dawał nam „poklask” w dniach listopadowego powstania narodu. W latach 1827-1837 konsulem Francji w Warszawie był niejaki Raymond Durand, który stał się naocznym świadkiem wydarzeń z lat 1830-1831. Stanowisko konsula zobowiązywało go do przesyłania regularnych raportów do Paryża. Durand opisywał rzetelnie wszystko co działo się wokół niego, korzystając z informatorów z otoczenia wielkiego księcia Konstantego oraz zbliżonych do władz powstańczych. Bywało, że Polacy próbowali, podsuwając tendencyjne informacje, wykorzystać konsula do wpłynięcia na postawę rządu francuskiego. Durand do wiadomości od tzw. czynników oficjalnych podchodził ze szczególnym krytycyzmem i często skarżył się, że nie zawsze może oddzielić „ziarno od plewy”.
Trzeba powiedzieć, że francuski konsul do wszelkich rewolucji i powstań podchodził ostrożnie, był bowiem przez takie wypadki mocno doświadczony. Jego ojciec, mer Montpellier, został oskarżony o „zbrodnię federalizmu” i zgilotynowany w Paryżu w styczniu 1794 roku. Rodzina Durandów została wtedy pozbawiona przez jakobińskie władze pokaźnego majątku i matka miała przez jakiś czas spore problemy z utrzymaniem piątki synów. Sam Raymond doświadczył wojennej zawieruchy podczas pobytu w Barcelonie, od roku 1807, jako przedstawiciel domu handlowego swego kuzyna. Musiał być świadkiem okrutnych scen podczas wojny Francji napoleońskiej z Hiszpanami, m.in słynnego oblężenia Saragossy oraz dziesiątek krwawych bitew z regularną armią hiszpańską i partyzantami.
W Warszawie konsul Durand wynajmował część kamieniczki przy Nowym Świecie — dzisiejszego domu nr 34. Swój cykl „listopadowych” depeszy zaczął 1 grudnia 1830. Napisał wtedy do ministra spraw zagranicznych, Sebastianiego:

Panie ministrze,
Korzystam z pierwszej nadarzającej się okazji posłania sztafety, by poinformować Waszą Ekscelencję o wydarzeniu równie nieoczekiwanym, co doniosłym, którego widownią stała się Warszawa. Przedwczoraj, w poniedziałek, około godziny siódmej wieczorem, wybuchło powstanie, którego projekt otoczony był najgłębszą tajemnicą. Rozpoczęło się ono, jak się wydaje, w szkole wojskowej, znanej pod nazwą Szkoły Podchorążych. Ci młodzi ludzie, w liczbie pięciu czy sześciu setek, chwycili za broń i rozbiegli się po mieście, wzywając Polaków do walki o wolność. Wielu studentów i inni mieszkańcy przyłączyli się wnet do nich, po czym wszyscy pospieszyli pod koszary piechoty i arsenał. Nie podjęto uprzednio żadnych kroków dla ochrony tego ważnego obiektu, tak bardzo ufano w jego bezpieczeństwo.
Tuż po godzinie dziesiątej włamano się do arsenału i lud zagarnął ogromne zapasy karabinów i szabel. Powstanie objęło już poprzednio koszary piechoty. Jak mnie zapewniają, pułk saperów pierwszy przeszedł na stronę ludu, a wiele innych oddziałów nie zwlekało, by pójść za jego przykładem. Jeszcze przed ustąpieniem nocy wiadomo było, że Wielki Książę Konstanty nie może zdławić poruszenia i że nie pozostało mu nic innego, jak tylko wycofać się. Książę, którego pałac położony jest za miastem, wsiadł na koń i stanął na czele trzech regimentów kawalerii gwardii rosyjskiej, które były skoszarowane w sąsiedztwie.
Rezygnując z niemożliwego oporu, który pociągnąłby za sobą straszliwe nieszczęścia, wycofał się nad ranem z Warszawy wraz z owymi trzema pułkami, a także z pułkiem strzelców konnych gwardii polskiej, który wyszedł z miasta, doznawszy nieco strat, i który podporządkował się jego rozkazom. Nie wiem, czy przyłączyły się doń dwa pułki piechoty gwardii rosyjskiej, których koszary są bardzo oddalone od pałacu Jego Cesarzewiczowskiej Mości. Podano mi sprzeczne doniesienia co do losu tych oddziałów, a wobec anarchii, w jakiej wciąż znajduje się miasto, nie jestem zdolny uzyskać całkowitej pewności co do tego czy innego faktu. To właśnie uniemożliwia mi dziś zajęcie się innymi szczegółami. Najważniejsze, by nasz rząd królewski jak najszybciej dowiedział się o wielkim wydarzeniu, jakim jest triumf insurekcji w Warszawie. Nikt nie wątpi, że pułki, które są rozmieszczone po województwach, pójdą śladem swych towarzyszy broni z Warszawy i że odstępstwo Wojska Polskiego stanie się w ten sposób powszechne. Uważa się tu też za rzecz prawdopodobną, że powstanie rozprzestrzeni się na inne części dawnej Polski.
Tak wielki przewrót nie mógł dokonać się bez spowodowania nieszczęść. Szef policji miejskiej został zabity w pierwszym momencie, jak również dwaj generałowie rosyjscy. Wielu generałów polskich, wśród których wymienia się hrabiego Hauke, ministra wojny, i hrabiego Stanisława Potockiego, dowodzącego piechotą, zginęło, próbując utrzymać wojsko w posłuszeństwie. Miasto zostało wydane na pastwę straszliwej anarchii. Tłum zrabował w dniu wczorajszym rosyjską kasę wojskową i kwaterę płatnika generalnego w sąsiedztwie domu, który ja sam zamieszkuję. Ostatniej nocy próbowano splądrować bank i ratusz, ale na szczęście próby te zostały stłumione. Naczelne dowództwo zostało powierzone generałowi Chłopickiemu, człowiekowi z głową i sercem, który długie lata służył jako generał brygady pod rozkazami marszałka Sucheta i można wiele oczekiwać po staraniach, jakie zaczął już czynić dla przywrócenia porządku. Organizuje się pospiesznie gwardia narodowa. Znaczna część ludu nosiła wczoraj kokardę francuską, ale wezwano go, aby przybrał kokardę polską, która jest biała, i dziś dostrzegam bardzo mało kokard trójkolorowych.
Rada Administracyjna, ustanowiona przez cara, podjęła natychmiast mądrą decyzję włączenia do swego grona kilku członków wybranych spośród ludzi najuczciwszych, a jednocześnie najbardziej popularnych. Ten Rząd Tymczasowy ogłosił właśnie odezwę, w której uznaje suwerenne prawa monarchy pod warunkiem, że oddzielenie obu krajów stanie się jeszcze pełniejsze i że żaden korpus rosyjski nie będzie stał garnizonem w Królestwie. Rząd stara się złagodzić rewolucję, zapobiec najgorszym jej konsekwencjom, ale powodzenie tych wysiłków jest, niestety, nader wątpliwe.
Nie mając do mej dyspozycji kuriera, adresuję tę depeszę do poselstwa Francji w Berlinie, wzywając do jak najszybszego posłania jej dalej. Jeśli Wasza Ekscelencja uważa za konieczne udzielenie mi instrukcji specjalnych, proszę o ich nadesłanie. Proponuję, abym pozostał na mym stanowisku, nawiązał z nowymi władzami takie stosunki, jakich wymagać będzie ochrona obywateli francuskich, i abym w innych sprawach postępował z pełnym umiarem, jaki nakładają mi me obowiązki w tak poważnych okolicznościach.

* * *

Jak wyżej wspomnieliśmy, Durand utrzymał swoje stanowisko aż do roku 1837. Mimo zawirowań politycznych we Francji: rewolucji lipcowej i zmian w rządzie paryskim. Wybuch powstania w Warszawie dał konsulowi niespodziewaną szansę na odzyskanie zaufania przełożonych, nadszarpniętego przez jego lojalną postawę wobec upadłej monarchii Karola X.
Raymond Durand przez jedenaście miesięcy przekazywał depesze regularnie, trzy razy w tygodniu: w poniedziałek, wtorek i czwartek, korzystając z połączenia pocztowego z Paryżem. Dzięki temu stał się w tym czasie najważniejszym informatorem rządu francuskiego. Następne depesze już wkrótce…

Źródło: Raymond Durand depesze z powstańczej Warszawy 1830-1831. Przekład, wstęp i przypisy Robert Bielecki.

To mogło wydarzyć się tylko w kraju, w którym brak wyobraźni nazywa się bohaterstwem, a głupotę patriotyzmem. 182 lata temu grupka spiskowców chcąc wyzwolić Polskę od carskiego imperium, rozpętała awanturę wojenną, nie mającą najmniejszych szans powodzenia.

Poniżej: fragment książki Stanisława Szpotańskiego „Powstanie Listopadowe 1830-1831″ wydanej w 1930 r.

…do teatru, gdzie na przedstawieniu znajdował się generał Chłopicki, wszedł podporucznik Dobrowolski i zwróciwszy się do publiczności zawołał:
— Polacy! do broni! Braci naszych Moskale wyrzynają w Łazienkach! Nie czas się bawić! Damy do domów! — Poczem do Chłopickiego:
— Pomagaj nam, generale, teraz czas!
— Zastanów się pan, co pan robisz?!
— Nie czas zastanawiać się, generale.
— Dajcie mi spokój, odparł Chłopicki. I poszedł do mieszkania jednego z oficerów, gdzie całą noc spędził przy fajce, w ten sposób oceniając wybuch:
— Półgłówki zrobiły burdę, mieszać się do tego nie należy. Pomysł walki z Rosją, w 300.000 wojska zalać nas mogącej, gdy my tylko 50.000 wystawić jesteśmy w stanie, jest pomysłem głów, którym piątej klepki brakuje.

Więcej na temat Powstania Listopadowego – już wkrótce…

„Przyjemnie było patrzeć, jak regularnie walczono z obydwu stron i oglądać nad wyraz miły widok: całe pole bitwy usłane martwymi ciałami” - raportował carowi książę Mienszykow.

Dzisiaj łatwo stanąć przed tłumem i obrzucić przeciwnika politycznego epitetami „zdrajcy”, czy „kolaboranta”. Łatwo uznać siebie samego za „prawdziwego” Polaka-patriotę, a niewygodnego konkurenta nazwać sprzedawczykiem – sługusem obcych mocarstw. Dziś takie wystąpienia nie grożą utratą życia, zdrowia, ani nawet majątku. Bywały jednak czasy, gdy Polacy stawali na przeciw siebie z bronią i walczyli ze sobą bez skrupułów, na śmierć i życie. Kto w czasach saskich był „patriotą”, kto „zdrajcą”, to i dzisiaj stwierdzić trudno.

29 października 1706 roku na polach pomiędzy Kościelną Wsią a Dobrzecem (dziś jest to dzielnica Kalisza) odbyła się jedna z największych bitew tzw. III wojny północnej, w której o hegemonię we wschodniej Europie Szwecja walczyła z koalicją sasko-rosyjsko-duńską. Po stronie Szwecji stanęła część polskiej magnaterii niezadowolona w rządów króla z saskiej dynastii Wettin, po stronie saskiej – regularne polskie wojska.
O bitwie czytamy w czasopiśmie „Przyjaciel Ludu” z 1835 roku:

„Roku 1706 w miesiącu Październiku, stał się Kalisz historycznie sławnym, przez bitwę, która w jego okolicach, to jest na lewym brzegu Prosny, między wsiami Biskupice i Kościelna Wieś, zaszła. Ta bitwa, w której wyższość sił Augustowi II zwycięztwo nad Szwedami zapewniła, to miała szczególnego, że ją zwycięzca mimowolnie staczał. Bo już był wszedł w układy z Karolem XII, już był się zgodził na uciążliwe warunki, i podpisany przez siebie traktat już przy sobie nosił: kiedy zniewolony przytomnością wojska rossyjskiego, i w obawie, by tajemne jego negocyacye nie były Menżykowowi [Mienszykowowi] zdradzone, musiał, acz niechętnie, jeszcze raz rozpocząć kroki nieprzyjacielskie; za co później od króla Szwedzkiego jeszcze twardszymi warunkami został obarczony”.

Dziwna była ta kaliska bitwa. Tak naprawdę nie powinno do niej dojść, bo miesiąc wcześniej śmiertelni wrogowie zawarli układ pokojowy. Król szwedzki Karol XII narzucił Augustowi II – królowi Saksonii i Polski – upokarzający traktat, w którym August – wzamian za pokój w Saksonii – zrzekł się polskiego tronu i zgodził wypłacić odszkodowania wojenne. W październiku 1706 powinien już więc Wettin bawić się na swoim dworze w Dreźnie, dopieszczać liczne kochanki i cieszyć, że Szwedzi rabują w tym czasie inne kraje. Tyle, że o tajnym pokoju nie wiedzieli nic sojusznicy: Rosjanie i Polacy pozostający w służbie (jak im się wydawało) legalnego króla. Dla własnego bezpieczeństwa August wolał tej nowiny nie upowszechniać i stoczyć bitwę z prawie 3-krotnie słabszym liczebnie przeciwnikiem.

Dalej „Przyjaciel Ludu” opisuje przebieg walki:

„Szwedzi pod dowództwem generała Mardenfeldta, zasłonieni bagniskami, samem miastem i wozami, stali za pagórkiem: prawem ich skrzydłem dowodził Potocki, wojewoda Kijowski, lewem Xiążę Sapieha, a środkiem Mardenfeldt. Z drugiej strony sam król August II dowodził lewem skrzydłem, prawem xiążę Mężyków [Mienszykow], a środkiem generał Brand. Bitwa zaczęła się o 3-ciej godzinie po południu z taką natarczywością, że lewe skrzydło Szwedzkie wkrótce przełamane poszło w rozsypkę, chroniąc się do obwarowanego wozami obozu: reszta atoli Szwedów broniła się walecznie aż do godziny 6-tej. Król (August II) sam kilka razy uderzał na czele swej kawaleryi: lecz zawsze ze stratą cofać się musiał, ponieważ piechota Szwedzka stała jak mur i celnie strzelała. Szwedzi przypisują przegraną zmienności wojsk polskich, z nimi połączonych, a które w czasie bitwy do Augusta przeszły: a tak zostało się tylko na placu 4000 Szwedów, którzy przeciwko poczwórnej sile, aż do ciemnej nocy mężnie sie bronili, nieraz nawet ze stratą nieprzyjaciela, i kilka dział mu zabrali; atoli w ciemności zbyt daleko zapuściwszy się, podzieleni na małe oddziały, od przeważnej liczby nieprzyjaciół otoczeni, poddać się musieli. Znaczną zatem ponieśli klęskę. Sam Mardenfeldt, półkownicy Muller i Horn z wielu officerami dostali się w niewolą; artylerya, chorągwie, i wszystkie bagaże zdobyte. Miasto samo wiele wtedy ucierpiało: część znaczna Kalisza wraz z kościołem św. Mikołaja spłonęła.”

O kaliskiej „bitwie narodów” pisał też w swoich pamiętnikach Krzysztof Zawisza – wojewoda miński:

„August 29 października atakował Mardefelta pod Kaliszem, zuchwale cały dzień i całą noc w szyku czekającego. Miał August Moskwy z Mężykowem 16000: wszystko jazdy, Sasów 6000, koronnego wojska z dywizyą Szmigielskiego i Rybińskiego 10000, Kozaków i Kałmuków 6000. Razem 38000. Z Mardefeltem generałem szwedzkim było 4000 szwedów, koronnej milicyi 6000, Litewskiej 3000. Razem 13000. Długo się bili i w ciągłym ogniu trwali. Wreszcie przemogła liczba. Jazda tak szwedzka jako polska uszła. Piechoty na placu legły. Generała wzięto, także przy nim pułkowników: Horna, Marszalla, Millera i innych; wojewodę kijowskiego Potockiego wzięto, który mógłby się schronić, ale żony i dzieci które były w Kaliszu odstępować i porzucić nie chciał. A tak zwycięztwo pierwsze przy Auguście. Saskie duchy podnieśli głowy.”

Bitwa była to dziwna również z innego powodu. Przez kilka popołudniowych godzin morderczą walkę toczyło w pobliżu Kalisza około 50000 ludzi, około 5000 zginęło. Miasto Kalisz zostało złupione i częściowo spalone, ale pamięć o tym fakcie jakby gdzieś przepadła w mrokach dziejów. Dopiero kilka lat temu zaczęto interesować się przebiegiem i skutkami bitwy oraz badać teren pobojowiska. Okazało się, że kopiec w którym pochowano zabitych był od dawna rozgrzebywany przez poszukiwaczy skarbów i podorywany przez rolników, a szczątki poległych roznoszone po polach przez psy…

Korzyść z tej bitwy odnieśli tylko zwycięscy żołdacy: sascy, kozaccy, kałmuccy i … polscy, którym przypadły w udziale łupy znalezione w szwedzkich i polskich taborach, w mieście oraz zabrane pokonanym: zarówno tym poległym, jak i żywym…

Pobitewną grabież opisał (za rzekomo naocznym świadkiem) Józef Kraszewski w „Dziejach Polski za Sasów”

„…Bezbożnie obchodzili się Sasi z Polakami obdzierając ich – pisze współczesny świadek. Panu Łosiowi, sędziemu lwowskiemu, rotmistrzowi pancernej chorągwi, obnażywszy go do koszuli, gdy sygnetu kosztownego z palca dać im nie chciał, czy też nie mógł, a saski żołnierz do owej obdzierania bezbożnej dramy komenderowany, postrzegł u niego ów sygnet, chciał mu go z palcem urżnąć i już go bagnetem ciął, gdyby Łoś na jenerała Brandta nie zawołał o salwowanie…a jednak sygnet musiał dać.”

XIX-wieczny historyk Kazimierz Jarochowski poświęca na opis kaliskiej „bitwy narodów” kilka stron swej pracy „Z czasów saskich spraw wewnętrznych, polityki i wojny”. Nazywa to tragiczne wydarzenie „krwawą komedią” z uwagi na dwulicowe postępowanie Augusta II, który wcześniej zrezygnował z polskiego tronu w zamian za wolność Saksonii od Szwedów.

„Przez cały miesiąc odgrywa król wobec najwierniejszych, najoddańszych sobie Polaków, jak prymasa Szembeka, jak brata jego podkanclerzego, oburzającej hipokryzyi komedyj. „Wolę Saxonię stracić, niźli korony odstąpić; wolałbym gdybym miał przyjść do tego nieszczęścia w jednym kącie polskim, niźli w saskich umierać delicyach,” — otóż słowa, jakie z ust Augustowych słyszeli jego stronnicy przez miesiąc po bitwie Kaliskiej w Warszawie. „W wilią św. Andrzeja” zakommunikował podkanclerzemu Szembekowi, iż „jego ludzie coś pomimo jego woli w Saxonii zrobili” i że dla tego nazajutrz do Saxonii wyjeżdża. Wyjechał też istotnie ; w kilka dni później przeniknęła tajemnica Altranstadtu ku ogólnemu zgorszeniu do Polski….”

No właśnie, a Polska? Po tej augustowej farsie, zwróciła się znów w stronę anty-króla Leszczyńskiego i jego szwedzkiego chlebodawcy. Zupełnie niepotrzebnie, bo niespełna 3 lata po kaliskiej „bitwie narodów” potęga militarna Karola XII zostanie rozbita w pył przez Rosjan. Na tron polski wróci elektor saski.

Jak w takiej politycznej kołomyji można było zachować przyzwoitość, jak rozumieć interes Rzeczypospolitej, która od dziesięcioleci pogrążała się w chaosie i rozłaziła się jak stare prześcieradło…? Kto Polak, kto wróg, kto przyjaciel? Od Sasa do Lasa.

Autorzy obelisku stojącego przed cmentarzem komunalnym w Kaliszu, chcąc upamiętnić bitwę, nie wdawali się w szczegóły. Przyznali historyczną rację Polakom stojącym po stronie króla saskiego. Na tablicy nawet nie wspomniano o tym, że wojska koronne były tylko wsparciem dla Rosjan i Niemców, ani że po stronie Szwedów również walczyli nasi rodacy. Przecież nie mniej patriotyczni i nie mniej bohaterscy…

Przy okazji takich dni jak 17 września lub rocznica bitwy warszawskiej media nie omieszkują przypominać o odwiecznej wrogości Polaków i Rosjan. Tymczasem, tak jak i dziś wiele nas łączy, tak i wiele łączyło przed laty.
Wiadomo, że trzon korpusu oficerskiego polskiej kawalerii w początkach II Rzeczpospolitej stanowili byli oficerowie carscy. To oczywiste, że  przynieśli stamtąd wiele zwyczajów do nowo tworzonej armii polskiej. Należały do nich na przykład tzw. „żurawiejki” – krótkie, najczęściej dwuwierszowe, wierszyki żartobliwe, ironiczne, często i niecenzuralne.

Nazwa pochodzi albo od rosyjskiego słowa „żuraw”, co oznaczało pieśń tak jak ten ptak przelotną, albo od tytułu popularnej rosyjskiej pieśni żołnierskiej „Żuraw”.  Za twórcę pierwszych żurawiejek uważa się rosyjskiego poetę Michaiła Lermontowa, który zaczął je tworzyć podczas służby w armii rosyjskiej jako junkier.

Każdy pułk kawaleryjski musiał mieć swoje żurawiejki, lepiej lub gorzej opisujące jego charakter i wojenne wyczyny. Te, nie zawsze pochlebne wierszyki, upowszechniała często „konkurencja”…
Zwykle wygladało to tak, że w czasie zabawy jeden z oficerów wychodził na środek, stawał w „pozycji żurawia” i śpiewał żurawiejkę na kolegów z innego pułku, rzucając im tym samym wyzwanie. Ci odpowiadali swoją piosenką i tak to zabawa nabierała tempa.

W polskim wojsku żurawiejki rozpowszechniły się po wojnie polsko-bolszewickiej. Początkowo miały je tylko pułki ułanów. Poźniej tradycję przejęły również pułki strzelców konnych, a także innych rodzajów wojsk: piechoty, artylerii, marynarki, a nawet lotnictwa. Po wojnie z bolszewikami każda żurawiejka musiała mieć taki refren:

Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!

Poza tym była już pełna dowolność i fantazja. Oto co smakowitsze przykłady:

Nie masz pana nad ułana, O piechocie nie śpiewamy, bo piechotę w dupie mamy!

Kto w Suwałkach robi dzieci? Szwoleżerów Pułk to trzeci.

Jedzie ułan – dupa w chmurach, to jest Pułk w Tarnowskich Górach.

Weneryczny i pijański, to jest czwarty Pułk ułański.

Kto zegarki po wsiach zbiera? To ułański Pułk Hallera.

Księżyc w czole, w dupie gwiazda, to tatarska nasza jazda.

Hej dziewczęta w górę kiecki, jedzie ułan jazłowiecki.

Zawsze łasy na niewiasty, to ułanów Pułk Szesnasty.

Dziewiętnasty to hołota, nosi otok jak piechota.

Słynny z mordów i pożarów, Dziewiętnasty pułk batiarów.

Słabi w szabli, mocni w pysku – to są strzelcy w Wołkowysku.

Kiesa pusta, łeb obdarty – Konnych Strzelców Pułk to Czwarty.

Po pijaństwie leży w rowie, Strzelców Piąty Pułk w Tarnowie.

Lampas z gaci, płaszcz z gałganów, to jest drugi pułk ułanów.

Lepiej zginąć na dnie sracza, niźli służyć u Kiedacza.

Czy to świta, czy to dnieje, Siedemnasty zawsze wieje.

Mają dupy jak z mosiądza, To ułani są z Grudziądza.

Dziewiętnasty to hołota, bo na konie siada z płota.

Gwałci panny, gwałci wdowy, Dziewiętnasty pułk morowy.

Kradną kury, kradną sery, Rokitniańskie Szwoleżery.

A kto Żydów poniewiera? To Pułk piąty od Hallera.

Dumna mina a łeb pusty, to jest Pułk ułanów szósty.

I tak dalej, i tak dalej, ale zawsze gotowi do boju… Współczesna kabaretowa „żurawiejka” jest mniej oszczercza i sięga dalej w przeszłość:

Hej, szable w dłoń!
Łuki w juki, a łupy wziąć w troki
Hajda na koń! Hajda na koń!
Okażemy się godni epoki, ach epoki
Ruszamy w bój, aby Baśkę uwolnić od zbója
Tatarzyn zbój, okrutny zbój, nie zwycięży nas nigdy, tralala!

Ciesz się bracie szwoleżerze…

„Za wolność waszą i naszą” biliśmy Włochów w 1797, Haitańczyków w 1802 i 1803 oraz Hiszpanów w 1808. W 1849 Włochów ponownie nie biliśmy, bo nie mieliśmy już czym. Gdyby jednak tylko „Polska żyła, jużby pod pędem jej rycerzy zatętniała ziemia, i jużby ostrzem swego miecza zaświeciła w pośród ciemności zbuntowanych swoich dzieci”.
W 1848 roku naród włoski, walcząc o własną wolność, ośmielił się podnieść rękę na zdrajcę – papieżaktóry w obronie swojej władzy, przeciw rodakom wezwał francuską armię. W odwecie z rąk zamachowca zginął współpracownik papieski Rossi, a sam następca Piotra musiał uciekać potajemnie z Rzymu. „Prawdziwi” Polacy-katolicy wówczas wystosowali wiernopoddańczą, paranoiczną odezwę do Piusa IX (Giovanni Feretti). Rumieniec wstydu występuje na me lica, czytać hadko…

Ojcze święty! Pogoda dusz wiernych zaćmiła się od czarnej niewdzięczności niektórych z ludu Twojego, przeciw Tobie, ich i naszemu Ojcu. Rumieniec wstydu wystąpił na lice nasze, że pośród rodziny tego brata naszego, ludu Włoskiego, znalazły się wyrodne syny wiary i wolności, co targnęły świętokradzką i ojcobójczą rękę na ojca i stróża wiary i wolności nie tylko ich narodu, ale i wszystkich ludów pasterstwa jego — że się znalazły pośród synów katy, co sztyletami stanęli na równi z mordercami koronowanymi ojczyzny naszej — z owymi niewdzięczniki, którym niegdyś Polska siostrą, lub matką, lub zbawicielką bywała.

Szkaradność zbrodni przeciw Tobie, Ojcze święty, dokonanej w Rzymie, wierne Twe dzieci Rzymskie skrępowała strachem, na którym zuchwała duma niewielu piętrzy się bezbożnie, i pomimo słów władzy i ojcowstwa Twego, pomimo zgrozy tak głośnej a żywej całego chrześcijaństwa, jeszcze nie schyliła głowy, nie ugięła kolana przed władzą a miłością Twoją. — Bezbożni! wyrzekli się wiary, gdy w dumie swej myśleli, że władza Twa słabsza aniżeli ich wola. — Bezrozumni ! wyrzekli się wolności, gdy w szaleństwie swojem umyślili, że wolność jest rozpasaniem woli, nie zaś ujęciem jej zewsząd w kluby prawa Bożego. I dla tego nie byli Ci wdzięczni, Tobie, dawcy prawdziwej wolności, ale zapamiętali na Twoją świętą targnęli się wolność.

Na głos Twej boleści, Ojcze święty, wszystkie ludy jękły. — Gdyby Polska żyła, jużby pod pędem jej rycerzy zatętniała ziemia, i jużby ostrzem swego miecza zaświeciła w pośród ciemności zbuntowanych swoich dzieci. Choć nie potrzebujesz, bo Pańska, a więc i Twoja cała jest ziemia, wszakże wszystkie Ci ludy, Ojcze ludów wszystkich, ofiarują gościnę, klęcząc u nóg Twoich. Jedna Polska dać Ci jej nie może, bo jej sama nie ma. — Rozćwiertowana, rozegnana, bombardowana, knutowana, i rozstrzeliwana, leży krzyżem u nóg Twoich, krzyż swój Tobie, coś krzyżem z krzyża, krzyż swój ofiarując Tobie.

Synowie Polski, tej wiernej córy kościoła, z rozproszenia i niewoli, choć zkąd inąd grzeszni, ku Tobie, Ojcze św., wznoszą ni zabójstwem, ni rozbojem, ni grabieżą sąsiadów, ni wywracaniem ołtarzy niezmazane ręce, a jednak w okowach; ku Tobie Ojcze święty, wierne dzieci Twoje, bijem sercem żywem, choć, jak i Twoje przebitem.

Tem podobieństwem z Tobą bezpieczni i silni z krzyżem naszym, Ojcze św., u stóp Twego tronu stoim, a jako znak żywota, koronę Twą cierniową na skroń naszą kładzim, tej samej się dla Polski, co dla Ciebie, spodziewać doli — bo jako Ty, na Bogu oparty, upaść nie możesz, choćby się na Cię miotał świat cały i piekło; tak i my, oparci na Tobie, pod krzyżem naszym dokończym pokuty, z korony Twojej weźmiem zmartwychwstanie.

Błogosławione męczeństwo Polski, że Twemu podobne. — Błogosławione, trzykroć błogosławione, gdy je, jako Cię błagamy, za własne Twe przyjmiesz, własnem uświęcisz i z własnem Bogu ofiarować będziesz. — Błogosławione, stokroć błogosławione cierpienia Twoje, bo zjednają nam światu miłosierdzie. — A jeżeli Bóg, karząc niewdzięczne syny, Twoją pielgrzymkę przedłuży, wierzymy, że ją, obróci na chwałę swoją. — Błogosławiona więc wówczas pielgrzymka Twoja, przez którą, dałby Bóg, abyś wiernych utwierdził, różnowierców do jedności porwał, a jako słońce przeszedłszy po wszech stronach świata, wiarą oświecił, wolnością ożywił, miłością zwalczył wszystkie serca Bogu.

Ufamy na koniec, że za Twą modlitwą, wolność z sprawiedliwością, równość z porządkiem i braterstwo z miłości zrodzone, jako promienie światła boskiego, zaświecą światu, i wszyscy poznają się braćmi, a dziećmi Twojemi;— a Ty Ojcze św. ze łzą pociechy im pobłogosławisz.

Dziś ze łzami Chrystusa, płaczącego nad Jeruzalem, błogosław nam, płaczącym nad rzekami Babilońskiej ziemi, i do Królowej korony Polskiej rzewne modły za Tobą wznoszącym.

Tak czują, tak pragną, tak do Ciebie wołają z ludu Polskiego i Kapłani, i męże, i matki, i dziatki, do stóp Twoich przypadając, Ty błogosław wszystkim, Ojcze najświętszy.

Dnia 1 Stycznia 1849 roku.

Odezwę w kilku językach ogłoszono m.in. w Przeglądzie Poznańskim oraz Przyjacielu Ludu. Autorem albo głównym inicjatorem był Jan Koźmian – ultrakonserwatysta katolicki, wydawca Przeglądu Poznańskiego.

„Polska to głupi naród” – powiada znajomy przedsiębiorca i dlatego pewnie wspiera ojca dyktatora i jego medialne imperium. Coś musi być na rzeczy, bo już dawno temu mistrz Jan z Czarnolasu, pisał: „Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Gwoli sprawiedliwości, trzeba dodać, że nie wszyscy Polacy masochistycznie marzyli, aby być podnóżkiem papieskim. Byli nawet i tacy, którzy wespół w zespół z braćmi Italczykami bronili Rzymu przed francuskim najeźdźcą – sojusznikiem papieża. Aby wolność była wolnością, a nie niewolnictwem ujętym „zewsząd w kluby prawa bożego”. Tak mi dopomóż Freud…

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop