To ci historia!

Mało znane i nieznane historie z tej ziemi…

Wpisy w kategorii: Makabreski

„Oddano go potem na kaźń i najpierw ukarano jego język i usta, którymi okrutnie znieważył Boga; potem pieczono jego rękę, narzędzie najszpetniejszego płodu, spalono karty bluźnierstwa, po czym sam potwór tego wieku, bogobójca i prawołomca, został pochłonięty przez pokutne płomienie, choć nie wiadomo, czy i one mogły zgładzić takie bezeceństwo.”
Tak opisywał śmierć Kazimierza Łyszczyńskiego biskup Andrzej Chryzostom Załuski – zażarty przeciwnik i główny oskarżyciel polskiego ateisty.

Potworne męczarnie na jakie w 1689 roku skazano Łyszczyńskiego w rzeczywistości nie doszły do skutku, albowiem, w swej łaskawości, król Jan III Sobieski złagodził wyrok i skazanemu humanitarnie ścięto mieczem głowę. Po czym ciało spalono, a „popioły jego nabito w końcu w działo i ku Tatarii wystrzelono*”

Po 11 latach od egzekucji, opisując zdarzenie, kanclerz wielki koronny – biskup Załuski raczył o tym zapomnieć, wychodząc najwyraźniej z założenia, że zasądzona kara była najsprawiedliwszą za zbrodnię, jakiej rzekomo dopuścił się Łyszczyński. I większą stanowiła przestrogę dla innych „potworów” i „bezbożników”.

O procesie polskiego ateisty pisał niejaki N. Rasiński we wspomnieniach z czasów Jana Sobieskiego i Augusta II. Pod rokiem 1689 znajdujemy notatkę:
„Łyszczyński powątpiewając o bytności Boga, poważył się zdanie to jawnie wynurzyć. Pasek w swoich pamiętnikach mówi, iż nawet sobie znalazł był stronników. Sposób podobnego myślenia, powszechnie w oczach wszystkich zgrozą będący, ściągnął karę męczeńską na niego. (…) Rafał Leszczyński, Wojewoda poznański, ojciec Króla naszego Stanisława, wystawiając w swej mowie postępek ten jako obraz zuchwałości człowieka, „muszę tedy,” rzecze, „W. Król. Mości, Panu memu miłościwemu, zalecić karę dla przykładu, a nie ułaskawienie. Nic mnie od mego postanowienia nie odwiedzie, bo jeśli w niebie na litość zasłuży, przeczyści się owszem przez ogień. Niech bezbożne pisma z ręku i w ręku będą palone, sam w ogień żywo wrzucony, i proch jego wystrzelony, aby tak zginęła z hukiem pamięć jego bezbożności!”

Co napisał Łyszczyński, że zasłużył sobie na taką pogardę i straszliwą śmierć?. Oto fragmenty jego pism:
„Zaklinamy was , o teologowie, na waszego Boga, czy w ten sposób nie gasicie światła Rozumu, czy nie usuwacie słońca ze świata, czy nie ściągacie z nieba Boga waszego, gdy przypisujecie Bogu rzeczy niemożliwych, atrybuty i określenia przeczące sobie. (…)
Człowiek jest twórcą Boga, a Bóg jest tworem i dziełem człowieka. (…)
Religia została ustanowiona przez ludzi bez religii, aby ich czczono, chociaż Boga nie ma. Pobożność została wprowadzona przez bezbożnych. Lęk przed Bogiem jest rozpowszechniany przez nie lękających się, w tym celu, żeby się ich lękano. (…)
Prosty lud oszukiwany jest przez mądrzejszych wymysłem wiary w Boga na swoje uciemiężenie; tego samego uciemiężenia broni jednak lud, w taki sposób, że gdyby mędrcy chcieli prawdą wyzwolić lud z tego uciemiężenia, zostaliby zdławieni przez sam lud.”

Tylko tyle i aż tyle. Jego pisma, widać nie godziły bezpośrednio w dobro Boga na tyle, aby został ukarany natychmiast piorunem z nieba, ogniem piekielnym lub chociażby uschnięciem bluźnierczej ręki. Godziły natomiast w interesy Kościoła, z którymi musiał liczyć się nawet sam król.

Dziś za wyjątkowe barbarzyństwo uważamy (stosowane dotąd przez islamskich ekstremistów) ścinanie ludzi mieczem, a za szczyt barbarzyństwa kanibalizm i składanie ofiar z ludzi, co praktykowało w przeszłości wiele ludów. I zapominamy lub chcemy zapomnieć, że taką samą ofiarę złożono z Łyszczyńskiego.

Jego kaźń była potrzebna, aby ułagodzić boski gniew, jaki (jak wierzono lub udawano, że wierzono) spadnie na kraj i rodaków za bluźnierstwo. Występek Łyszczyńskiego – mówiło się wówczas w najwyższych sferach Rzeczypospolitej (nawet król Jan III tak twierdził) – przyczyniło się do nieszczęść, jakie na kraj spadały. Wyraźnie to powiedział w czasie procesu wojewoda sieradzki Jan Pieniążek. To, że obrady sejmu polskiego są mało skuteczne jest wynikiem obrazy boskiej. Spowodowanej po pierwsze „pojawieniem się człowieka, który zaprzecza istnieniu Boga”, po drugie „bluźnierstwami” skierowanymi przeciwko Najświętszej Marii Pannie w Gdańsku, a także obrazą biskupa chełmińskiego, Kazimierza Opalińskiego, przez mieszczan toruńskich, i po trzecie „bezprawnym” budowaniem nowych szkół przez Żydów.

Co Bóg o tym myślał, nigdy się nie dowiemy. Bo gorliwi jego słudzy nie pozwolili Mu zająć w tej sprawie stanowiska. Sami wykonali mokrą robotę, nie czekając na boski wyrok. Jak wiemy przykładne ukaranie ateisty nie pomogło Ojczyźnie i z roku na rok pogrążała się ona w anarchii, aż została podzielona pomiędzy silniejszych sąsiadów.

Kiedy zatem słyszysz drogi czytelniku o katolickim monopolu na patriotyzm lub o potrzebie zachowania naszych chrześcijańskich korzeni, pamiętaj o Łyszczyńskim. Jego proces i śmierć to jeden z tych, tak ważnych dla nas korzeni. I to wcale jakiś byle jaki korzonek, ale korzeń całkiem dorodny…

Nie zapominaj o człowieku, który odważył się samodzielnie myśleć, ale i nie zapominaj o jego oprawcach, którzy często w literaturze historycznej przedstawiani są jako wzór szlachetności i patriotyzmu. Oto oni:

  • biskup inflancki, Mikołaj Popławski – jednocześnie senator RP i inkwizytor-reprezentant rzymskiej Kongregacji św. Inkwizycji
  • nuncjusz papieski Giacomo Cantelmo (1640-1702) domagał się w procesie Łyszczyńskiego zastosowania procedury świętej inkwizycji tj. tortur, w celu wykrycia i ukarania innych ateistów
  • biskup kijowski Andrzej Chryzostom Załuski, wyjątkowo zaangażowany w proces, konsekwentnie żądał jak najsurowszej kary dla ateisty
  • biskup poznański Jan Stanisław Witwicki
  • prymas Michał Stefan Radziejowski
  • biskup wileński Konstanty Kazimierz Brzostowski
  • król Jan III Sobieski – dla „świętego!” spokoju zgodził się na uwięzienie i sąd nad szlachcicem (zresztą zasłużonym dla ojczyzny w czasie wojen ze Szwedami i Moskwą) za czyny nie podlegające świeckim paragrafom.

No i szczególnie odrażający typ, konfident, złodziej i krzywoprzysięzca – Jan Kazimierz Brzoska. Dłużnik, który aby nie oddać długu, ukradł nieprawomyślną książkę Łyszczyńskiego i doniósł na niego do wojewody, a potem uparcie trzymał się fałszywych zeznań, mimo złożonej przysięgi. Skorzystał na tym dodatkowo, bo zgodnie z ówczesnym prawem, otrzymał część majątku straconego ateisty.

Pamiętajmy o ofierze z Łyszczyńskiego, by nie poszła ona na marne!

* * *

* czyli  ku krajom pogańskim, jak wtedy sądzono

Dziś nazwalibyśmy to barbarzyństwem i bezczeszczeniem zwłok ludzkich. Ale jeszcze niedawno wykorzystywanie skóry ludzkiej do celów użytkowych nie budziło takich kontrowersji. W roku 1930 ludzkość jeszcze nie była w pełni świadoma, że z przetwórstwa ludzkich ciał mogą żyć całe gałęzie przemysłu. I mało kto mógł przewidywać, że tym przedsiębiorstwom totalitarne państwo będzie dostarczać taniego surowca z krajów okupowanych.
Kiedy dwa lata temu w Warszawie niejaki dr Glover prezentował spreparowane ciała ludzkie w celach, powiedzmy, naukowych, omal nie skończyło się uwięzieniem twórcy i organizatora wystawy. W Paryżu sąd nakazał zamknięcie podobnej ekspozycji.
„Nie wszystek umrę” – napisał starożytny poeta, ale przecież nie każdy ma tyle talentu, aby utrwalić swój ślad na ziemi z pomocą pióra. Wyobraźny sobie kontrowersyjny, ekskluzywny
upominek walentynkowy: torebka z ukochanego.
O takich nieco makabrycznych pomysłach na wykorzystanie ludzkiego surowca informował „Kurjer Łódzki” w poniedziałek 10 lutego 1930 r.

w) Niechże dorośli wiedzą, że nietylko skóra ich dzieci nadaje się do garbowania, albowiem nieraz i ich pokrycie cielesne używane było aż do bieżących czasów jako surowiec dla garbarza. Dawniej zdarzało się częściej, że jakiegoś srogiego zbója po uprzednim połamaniu go kołem lub po dokładnem powieszeniu, obciągano jak zająca ze skóry, która następnie poddawano takim samym technicznym zabiegom, jak z pierwszego lepszego cielaka czy konia.
Jak twierdzą bowiem specjaliści skóra ludzka nie ustępuje w swych zaletach innym zwierzęcym skórom, a słynny fachowiec Paweł Kersten, który nie tak dawno jeszcze zajmował się wyprawianiem skóry ludzkiej na oprawy do książek, utrzymywał, że jest ona bardzo trwała i najbardziej zbliżona do świńskiej.
Niewielka zresztą ilość tego materjału wyprodukowana przez Kerstena sprzedana została wprost na wagę złota, a jedna z książek oprawna w ten materjał, którą nabyła w r. 1913 żona posła amerykańskiego w Berlinie, posłużyła Kerstenowi do przeprowadzenia małego szantażyku, zresztą w granicach prawnych, na którym ten „oprawca” zarobił spory grosz.
Naogół książek oprawnych w skórę ludzką jest sporo i znajdują się one w rozmaitych publicznych i prywatnych księgarniach. Bibljoteka uniwersytecka w Getyndze ma naprzykład oprawne w ten sposób dzieła Hipokratesa. W Anglji w Ateneum Library znajduje się książka oprawna w powłokę słynnego mordercy Cordeza, a w Malborough House są również jakieś dzieła obciągnięte w skórę zbrodniarza, którego powieszono w r. 1830. Także w niemieckiem mieście Zittau w bibljotece miejskiej jest jakiś foljant objęty skórą pewnego zbrodniarza.
Podobnie oprawne książki posiada muzeum miejskie w Paryżu, zaś tłumacz Wirgilego Jacques Derilles polecił jeden z egzemplarzy tłumaczonej przezeń „Georgica” oprawić we własną skórę. Testamentator jego wypełnił skrupulatnie wolę zmarłego przez wycięcie trupowi odpowiedniej ilości skóry.
Niezwykły jednak prezent otrzymał w swoim czasie znany francuski astronom i myśliciel Kamil Flammarion. Bawił on przez pewien czas na zamku jakiejś arystokratycznej damy, gorącej wielbicielki jego talentu. W dniu wyjazdu hrabina zjawiła się w głęboko wyciętej sukni i przecudowna karnacja ciała gospodyni wyrwała z ust pisarza okrzyk niekłamanego zachwytu.
Po kilku miesiącach otrzymał Flammarion niezwykłą przesyłkę wraz z listem. List ten pisał doń jakiś lekarz i uwiadamiał, że dołączona do listu skóra, była własnością zmarłej niedawno hrabiny, że pokrywała ona to właśnie, co taki zachwyt wzbudziło w swoim czasie w pisarzu. W końcu lekarz ten zaznaczał, iż ostatnią wolą testatorki było, aby Flammarion oprawił w tę skórę jedno ze swoich dzieł. Woli tej stało się zadość.
W średniowieczu zdarzało się nierzadko, iż zwycięski pojedynkowicz sporządzał sobie ze skóry uśmierconego rywala pochwę do miecza i do dziś dnia pochwę taką oglądać można w monachijskiej „Kunstkamerze”, a obok niej pochodzący z jakiejś wojny tureckiej bęben obciągnięty również takim samym materjałem.
Jan Żyżka, fanatyczny przywódca husytów, przeznaczył również skórę swą na obciągnięcie bębna, aby po jego śmierci bojowy jego dźwięk zagrzewał do walki z wrogiem.
Podczas rewolucji francuskiej, która jak wiadomo, dostarczyła wielkich zapasów skóry ludzkiej szczegółniej w najbardziej delikatnym gatunku, pewien szewc w Meudon wyrabiał buty ze skóry zgilotynowanych arystokratów i raport Konwentu z dn. 20 września 1794 r. stwierdza przyznanie temu przedsiębiorstwu subwencji w sumie 45000 franków.
Jeden z wodzów napoleońskich nosił podczas bitew rajtuzy ze skóry ludzkiej jako talizman chroniący od kul nieprzyjacielskich. Również i Filip Orleański „Obywatel Egalite” nosił takie spodnie, dokumentując w ten oryginalny sposób, jak najdalej posuniętą wolnomyślność.
Amerykańscy i angielscy bibljofile poszukują dzisiaj jeszcze ludzkiej skóry na oprawę książek, przyczem najbardziej cenionym tu materiałem są skóry ras kolorowych, a przedewszystkiem czerwona pochodząca od Indjan.
Jakiś więc miljoner amerykański posiada w swym księgozbiorze dwie książki oprawne w skórę Murzynki i Chinki, a pewien adwokat paryski pozostawił w spadku Anakreonta i Deschanela oprawionych również w skórę murzyńską. Ostatnia z tych książek sprzedana została przez spadkobierców w r. 1913 w Paryżu i osiągnięto za nią sumę około 500 franków.
Na ostatniej wszechświatowej wystawie w Paryżu sprzedawano rozmaite drobiazgi wyrabiane rzekomo ze skóry ludzkiej, okazało się jednak później, iż były to falsyfikaty.

Kurjer Łódzki, 10 lutego 1930 r.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2012 To ci historia! Design by SRS Solutions