Dziś nazwalibyśmy to barbarzyństwem i bezczeszczeniem zwłok ludzkich. Ale jeszcze niedawno wykorzystywanie skóry ludzkiej do celów użytkowych nie budziło takich kontrowersji. W roku 1930 ludzkość jeszcze nie była w pełni świadoma, że z przetwórstwa ludzkich ciał mogą żyć całe gałęzie przemysłu. I mało kto mógł przewidywać, że tym przedsiębiorstwom totalitarne państwo będzie dostarczać taniego surowca z krajów okupowanych.
Kiedy dwa lata temu w Warszawie niejaki dr Glover prezentował spreparowane ciała ludzkie w celach, powiedzmy, naukowych, omal nie skończyło się uwięzieniem twórcy i organizatora wystawy. W Paryżu sąd nakazał zamknięcie podobnej ekspozycji.
„Nie wszystek umrę” – napisał starożytny poeta, ale przecież nie każdy ma tyle talentu, aby utrwalić swój ślad na ziemi z pomocą pióra. Wyobraźny sobie kontrowersyjny, ekskluzywny upominek walentynkowy: torebka z ukochanego.
O takich nieco makabrycznych pomysłach na wykorzystanie ludzkiego surowca informował „Kurjer Łódzki” w poniedziałek 10 lutego 1930 r.

Niechże dorośli wiedzą, że nie tylko skóra ich dzieci nadaje się do garbowania, albowiem nieraz i ich pokrycie cielesne używane było aż do bieżących czasów jako surowiec dla garbarza. Dawniej zdarzało się częściej, że jakiegoś srogiego zbója po uprzednim połamaniu go kołem lub po dokładnem powieszeniu, obciągano jak zająca ze skóry, która następnie poddawano takim samym technicznym zabiegom, jak z pierwszego lepszego cielaka czy konia.
Jak twierdzą bowiem specjaliści skóra ludzka nie ustępuje w swych zaletach innym zwierzęcym skórom, a słynny fachowiec Paweł Kersten, który nie tak dawno jeszcze zajmował się wyprawianiem skóry ludzkiej na oprawy do książek, utrzymywał, że jest ona bardzo trwała i najbardziej zbliżona do świńskiej.
Niewielka zresztą ilość tego materjału wyprodukowana przez Kerstena sprzedana została wprost na wagę złota, a jedna z książek oprawna w ten materjał, którą nabyła w r. 1913 żona posła amerykańskiego w Berlinie, posłużyła Kerstenowi do przeprowadzenia małego szantażyku, zresztą w granicach prawnych, na którym ten „oprawca” zarobił spory grosz.
Naogół książek oprawnych w skórę ludzką jest sporo i znajdują się one w rozmaitych publicznych i prywatnych księgarniach. Bibljoteka uniwersytecka w Getyndze ma naprzykład oprawne w ten sposób dzieła Hipokratesa. W Anglji w Ateneum Library znajduje się książka oprawna w powłokę słynnego mordercy Cordeza, a w Malborough House są również jakieś dzieła obciągnięte w skórę zbrodniarza, którego powieszono w r. 1830. Także w niemieckiem mieście Zittau w bibljotece miejskiej jest jakiś foljant objęty skórą pewnego zbrodniarza.
Podobnie oprawne książki posiada muzeum miejskie w Paryżu, zaś tłumacz Wirgilego Jacques Derilles polecił jeden z egzemplarzy tłumaczonej przezeń „Georgica” oprawić we własną skórę. Testamentator jego wypełnił skrupulatnie wolę zmarłego przez wycięcie trupowi odpowiedniej ilości skóry.
Niezwykły jednak prezent otrzymał w swoim czasie znany francuski astronom i myśliciel Kamil Flammarion. Bawił on przez pewien czas na zamku jakiejś arystokratycznej damy, gorącej wielbicielki jego talentu. W dniu wyjazdu hrabina zjawiła się w głęboko wyciętej sukni i przecudowna karnacja ciała gospodyni wyrwała z ust pisarza okrzyk niekłamanego zachwytu.
Po kilku miesiącach otrzymał Flammarion niezwykłą przesyłkę wraz z listem. List ten pisał doń jakiś lekarz i uwiadamiał, że dołączona do listu skóra, była własnością zmarłej niedawno hrabiny, że pokrywała ona to właśnie, co taki zachwyt wzbudziło w swoim czasie w pisarzu. W końcu lekarz ten zaznaczał, iż ostatnią wolą testatorki było, aby Flammarion oprawił w tę skórę jedno ze swoich dzieł. Woli tej stało się zadość.
W średniowieczu zdarzało się nierzadko, iż zwycięski pojedynkowicz sporządzał sobie ze skóry uśmierconego rywala pochwę do miecza i do dziś dnia pochwę taką oglądać można w monachijskiej „Kunstkamerze”, a obok niej pochodzący z jakiejś wojny tureckiej bęben obciągnięty również takim samym materjałem.
Jan Żyżka, fanatyczny przywódca husytów, przeznaczył również skórę swą na obciągnięcie bębna, aby po jego śmierci bojowy jego dźwięk zagrzewał do walki z wrogiem.
Podczas rewolucji francuskiej, która jak wiadomo, dostarczyła wielkich zapasów skóry ludzkiej szczegółniej w najbardziej delikatnym gatunku, pewien szewc w Meudon wyrabiał buty ze skóry zgilotynowanych arystokratów i raport Konwentu z dn. 20 września 1794 r. stwierdza przyznanie temu przedsiębiorstwu subwencji w sumie 45000 franków.
Jeden z wodzów napoleońskich nosił podczas bitew rajtuzy ze skóry ludzkiej jako talizman chroniący od kul nieprzyjacielskich. Również i Filip Orleański „Obywatel Egalite” nosił takie spodnie, dokumentując w ten oryginalny sposób, jak najdalej posuniętą wolnomyślność.
Amerykańscy i angielscy bibljofile poszukują dzisiaj jeszcze ludzkiej skóry na oprawę książek, przyczem najbardziej cenionym tu materiałem są skóry ras kolorowych, a przedewszystkiem czerwona pochodząca od Indjan.
Jakiś więc miljoner amerykański posiada w swym księgozbiorze dwie książki oprawne w skórę Murzynki i Chinki, a pewien adwokat paryski pozostawił w spadku Anakreonta i Deschanela oprawionych również w skórę murzyńską. Ostatnia z tych książek sprzedana została przez spadkobierców w r. 1913 w Paryżu i osiągnięto za nią sumę około 500 franków.
Na ostatniej wszechświatowej wystawie w Paryżu sprzedawano rozmaite drobiazgi wyrabiane rzekomo ze skóry ludzkiej, okazało się jednak później, iż były to falsyfikaty.

Kurjer Łódzki, 10 lutego 1930 r.