To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Różne takie

Przedwojenni endecy uważali, że reprezentują cały polski naród. Po wygraniu wyborów parlamentarnych w listopadzie 1922 roku, spodziewali się, że ich kandydat zostanie wybrany na prezydenta. Oczekiwali pełni władzy. Innego scenariusza oraz ustępstw nie dopuszczali… I srodze się zawiedli…

Koalicja partii narodowo-chrześcijańskich, występująca pod nazwą Chrześcijański Związek Jedności Narodowej wygrała wybory do Sejmu (169 mandatów) i Senatu (48 mandatów). Miała duże szanse na utworzenie rządu koalicyjnego z innymi partiami prawicowymi. Wkrótce potem, na początku grudnia 1922 roku, Polska emocjonowała się pierwszymi w historii wyborami prezydenckimi. Zgodnie z uchwaloną rok wcześniej Konstytucją Marcową, elekcji dokonywało Zgromadzenie Narodowe czyli połączone siły Sejmu i Senatu.

narutowicz-portretW sytuacji, gdy partie prawicowe dysponowały większością mandatów faworytem był kandydat endeków Maurycy hrabia Zamoyski. Wydawało się, że żaden z pozostałych czterech kandydatów nie będzie w stanie uzyskać większej liczby głosów. Tak też było w pierwszej turze głosowania, którą hrabia Zamoyski wygrał z 222 głosami. Zostawił konkurentów daleko w tyle, ale nie uzyskał bezwzględnej większości, tylko 41%. Popierany przez Józefa Piłsudskiego i część ludowców Stanisław Wojciechowski dostał 105 głosów, kandydat mniejszości Baudouin de Courtenay – 103. Gabriel Narutowicz, inżynier hydrolog, minister spraw zagranicznych, zgłoszony przez PSL Wyzwolenie uzyskał 62 głosy. Najmniejsze poparcie miał lider PPS socjalistów Ignacy Daszyński – 49 głosów.

W drugiej rundzie nie było wielkich zmian. Zamoyski pozostał na czele z 228 głosami. Drugi był Wojciechowski – 153. Na trzecie miejsce awansował Narutowicz, który, dzięki oddaniu mu głosów przez zwolenników Baudouina de Courtenaya uzyskał ich aż 151. Kolejne głosowanie dało Narutowiczowi 158 głosów i wyniosło go na drugą pozycję. Mocnym liderem pozostał Zamoyski z 228 głosami. Trzeci był Wojciechowski – 150. W czwartej turze Wojciechowski (145 głosów) odpadł i do decydującego głosowania przeszli Zamoyski (224) i Narutowicz (171).

Wyścig po prezydenturę miała zaskakujący finał. Prawica przeliczyła się, jej kandydat nie uzyskał poparcia spoza swego obozu. Głosy oddawane wcześniej na Wojciechowskiego przejął Narutowicz. Uzyskał ich 289, przy 227 Zamoyskiego. Spory udział w tym wyborze mieli parlamentarzyści z list mniejszości narodowych, którzy nie zamierzali popierać kandydata z endecji. Piłsudski stawiał na Wojciechowskiego, ale potem wsparł Narutowicza. Poza partiami narodowo-chrześcijańskimi nikt nie chciał prezydenta ze skrajnej prawicy. Nawet przedstawiciele chłopskiej PSL Piast, późniejsi koalicjanci narodowców w rządzie tzw. Chjeno-Piasta, nie zagłosowali na niego, bo jako największy posiadacz ziemski w II RP był przeciwny reformie rolnej.

Kraj opanowała narodowa histeria. Prasa endecka oskarżała Narutowicza o to, że nie jest katolikiem, tylko masonem i, że wybrali go nie-Polacy. Kwestionowano prawo do głosu mniejszości, a parlamentarzystów Polaków głosujących przeciw Zamoyskiemu uznano za renegatów, którzy „wolą iść z Żydami, Niemcami i Rusinami, aniżeli z większością polską”. „Gazeta Poranna – 2 grosze” wiadomość o wyborze Narutowicza zatytułowała „Zwycięstwo nad Polską” i ubolewała nad „klęską” narodu:

W głosowaniu wczorajszem formalnie zwyciężona została „prawica” Sejmu, faktycznie – zwyciężona została Polska, jako państwo Narodu Polskiego. Ale nie została zwyciężona ostatecznie. Walka o Polskę, o prawa Narodu Polskiego trwa dalej, i w walce tej Naród Polski musi być zwycięzcą.

Zdaniem prawicy, w wyniku demokratycznego wyboru pierwszego prezydenta Polska znalazła się w śmiertelnym zagrożeniu. Demagogiczna propaganda wyprowadziła zwolenników endecji na ulice Warszawy i całego kraju. Narodowa Demokracja ogłosiła, że nie zaakceptuje żadnego rządu, który zostanie utworzony przez „prezydenta narzuconego przez obce narodowości”. Publicznie wezwała do niedopuszczenia do zaprzysiężenia głowy państwa. Nastroje podkręcał generał Józef Haller. Z balkonu swego mieszkania przy Alejach Ujazdowskich zagrzewał tłum do walki słowami:

Rodacy i towarzysze broni! Wy, a nie kto inny, piersią swoją osłanialiście, jakby twardym murem, granice Rzeczypospolitej, rogatki Warszawy. W swoich czynach chcieliście jednej rzeczy, Polski. Polski wielkiej, niepodległej. W dniu dzisiejszym Polskę, o którą walczyliście, sponiewierano. Odruch wasz jest wskaźnikiem, iż oburzenie narodu, którego jesteście rzecznikiem, rośnie i przybiera jak fala.

Mimo takiej nagonki, prezydent elekt nie zdecydował się zrezygnować ze stanowiska. Marszałek sejmu Maciej Rataj ogłosił zaprzysiężenie na 11 grudnia, ale przeciwnicy Narutowicza postanowili do tego nie dopuścić. Wzywali tłum, aby blokował dojazd i przejścia do sejmu. Starali się wszelkim metodami, aby na sali nie było wymaganego kworum poselskiego, przed którym miał składać przysięgę. Posłowie prawicy wskazywali bojówkom innych posłów, by ich zatrzymywano i bito. Policja nie reagowała na ekscesy. Nie zabezpieczyła też przejazdu Narutowicza Alejami Ujazdowskimi. Kiedy otwarty powóz w asyście szwoleżerów, znalazł się na wysokości alei Róż zablokowano ulicę wysoką barykadą z ławek i skrzyń na śmieci. W kierunku Narutowicza poleciały kule śnieżne, bryły lodu, laski. Jeden demonstrantów podbiegł do powozu i chciał uderzyć prezydenta elekta laską w głowę. Zrezygnował w ostatniej chwili, gdy Narutowicz spojrzał mu prosto w oczy i zapytał: „Dlaczego?”

gazeta-por-2gr-11-12-1922

Dzięki sprawnej reakcji dowódcy szwoleżerów, barykada została rozebrana i pojazd ruszył w dalszą drogę. Do sejmu Narutowicz dotarł spóźniony dziewięć minut. Jeszcze przed zaprzysiężeniem posłowie prawicy usiłowali przekonywać marszałka Rataja, że „bezwyznaniowy”, Narutowicz nie może złożyć przysięgi na Ewangelię, a nawet gdyby to uczynił, to nie będzie ona ważna w świetle prawa bożego i państwowego. Po stwierdzeniu kworum przysięga została jednak przyjęta, a obecni posłowie zgotowali prezydentowi owację na stojąco.

14 grudnia 1922 roku w Belwederze naczelnik państwa Józef Piłsudski przekazał urząd Gabrielowi Narutowiczowi. W ceremonii uczestniczyli marszałkowie sejmu i senatu: Maciej Rataj i Wojciech Trąmpczyński oraz premier Julian Nowak. Piłsudski wzniósł historyczny toast, stojąc w postawie zasadniczej:

Panie Prezydencie Rzeczypospolitej! Czuję się niezwykle szczęśliwy, że pierwszy w Polsce mam wysoki zaszczyt podejmowania w moim jeszcze domu i w otoczeniu mojej rodziny pierwszego Obywatela Rzeczypospolitej Polskiej. Panie Prezydencie! Jako jedyny oficer polski czynnej służby, który dotąd przed nikim nie stawał na baczność, staję oto na baczność przed Polską, którą Ty reprezentujesz, wznosząc toast: Pierwszy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej niech żyje!

Treść toastu od razu przekazano prasie, by uspokoić nastroje przez odwołanie się do autorytetu Piłsudskiego. Miało to także pomóc prezydentowi powołać nowy rząd reprezentujący wszystkie sił polityczne.

15 grudnia, pierwszego dnia urzędowania, prezydent Narutowicz wśród korespondencji znalazł trzy anonimy grożące mu śmiercią. Jeden z nich „kulturalnie” ostrzegał:

Szanowny Panie Ministrze! Wobec wyboru pana ministra na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej głosami lewicy i mniejszości narodowych, bloku nam wrogiego, będąc pewnymi, że pan minister będzie ugodowcem, będzie zmuszony wywdzięczać się blokowi mniejszości, że p. minister nie stworzy rządu o silnej ręce, rządu, że tak powiemy, poznańskiego, wreszcie, że pan minister śmiał przyjąć ofiarowaną sobie kandydaturę, grozimy panu ministrowi jak najfantastyczniejszym mordem politycznym. Z poważaniem polski faszysta.

16 grudnia Gabriel Narutowicz podpisał akt łaski wobec skazanego na śmierć za zabójstwo. To miał być dobry wstęp do jego prezydentury. Wkrótce okazało się, że był to pierwszy i jedyny dokument podpisany przez prezydenta Narutowicza. Potem udał się on na spotkanie z metropolitą warszawskim, kardynałem Aleksandrem Kakowskim. Hierarcha ten był mu życzliwy i potępiał ataki na niego. Podczas spotkania kardynał określił Narutowicza, jako człowieka prawego i wybitnego oraz prosił o zniesienie upokorzeń dla wspólnego dobra. Podniesiony na duchu prezydent udał się do galerii Zachęty na otwarcie wystawy malarstwa, gdzie powitano go oklaskami.  Narutowicz zamienił kilka zdań z ambasadorem brytyjskim i jego małżonką. Kiedy pogratulowała mu prezydentury, odparł, że bardziej odpowiednie byłyby… kondolencje.

Chwilę później, gdy prezydent oglądał obraz „Szron” Teodora Ziomka, padły trzy strzały. Narutowicz upadł. Strzelał z odległości metra Eligiusz Niewiadomski, malarz, krytyk sztuki, a jednocześnie gorliwy narodowiec. Bez oporu dał się rozbroić. Przybyły na miejsce lekarz stwierdził krwotok wewnętrzny i zatrzymanie akcji serca prezydenta.

Wiadomość o zbrodni została wstrzymana przez władze. Kazano zamknąć wszystkich obecnych w Zachęcie oraz nie informować prasy i radia. Powodem takiego działania był rozpoczynający się właśnie pogrzeb robotnika, zabitego pięć dni wcześniej podczas zamieszek ulicznych. Był on zwolennikiem Narutowicza i władze obawiały się, że tragiczna wiadomość o zamordowaniu prezydenta, doprowadzi do regularnej wojny domowej. Informacja o śmierci prezydenta dotarła do narodu dopiero po pogrzebie robotnika-socjalisty.

narutowicz-zlozenie-ciala

Gabriela Narutowicza pochowano 19 grudnia 1922 roku w podziemiach katedry św. Jana w Warszawie. Na trasie żałobnego konduktu, w Alejach Ujazdowskich, Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu zebrały się tłumy. Szacowano, że pierwszego prezydenta Rzeczpospolitej żegnało około 500 tysięcy Polaków. Tylko w okolicach zamku królewskiego doszło do próby zakłócenia konduktu żałobnego.

Julian Tuwim, poeta pochodzenia żydowskiego, który doznał wielu upokorzeń ze strony narodowców, napisał wiersz „Pogrzeb prezydenta Narutowicza”. Jego pierwsze wersy są gorzkim oskarżeniem o hipokryzję zwolenników polityki narodowo-chrześcijańskiej, dwulicowość prowadzącą do zbrodni…

Krzyż mieliście na piersi, a brauning w kieszeni,
Z Bogiem byli w sojuszu, a z mordercą w pakcie,
Wy, w chichocie zastygli, bladzi, przestraszeni,
Chodźcie, głupcy, do okien – i patrzcie! i patrzcie!

Polacy docenili ofiarę życia Gabriela Narutowicza. Jego imieniem nazwano ulice, place i budynki użyteczności publicznej w całej Polsce. Niestety, śmierć ta tylko na krótko uspokoiła polityczne emocje Polaków. Przekonanie, że mord polityczny nie może być niczym usprawiedliwiony, że jest działaniem niedopuszczalnym i zbrodnią wobec demokracji, nie stało się powszechne. Dla wielu zbrodniarz Eligiusz Niewiadomski był bohaterem, który poświęcił życia dla Ojczyzny.

Zabójca prezydenta Narutowicza miał jednodniowy proces 30 grudnia 1922 roku. Nie przyznał się do winy, ale do zabójstwa człowieka, którego utożsamiał ze „złem”, jakie spadło na Polskę. Początkowo chciał zabić Piłsudskiego, ale kiedy ten zrezygnował z kandydowania na urząd prezydenta postanowił znaleźć inny symbol. Niewiadomski nie wyraził skruchy i zwrócił się o karę śmierci, więzienie bowiem uważał za poniżające. Sąd skazał go na śmierć przez rozstrzelanie. Wyrok wykonano pod Cytadelą warszawską, wczesnym rankiem 31 stycznia 1923 roku. Ostatnie słowa skazańca brzmiały: „Strzelcie mi w głowę i w serce, ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski”.

Zabójcę prezydenta pochowano na Powązkach. Mimo, że pogrzeb odbył się o 6 rano, zgromadził około 10 tysięcy ludzi. Przed grobem Niewiadomskiego ustawiały się warty, przynoszono znicze i kwiaty. Z czasem zaczęto usprawiedliwiać jego zbrodnię i przedstawiać go jako człowieka, który oddał życie na ołtarzu ojczyzny. W roku jego śmierci 300 dzieci otrzymało na chrzcie rzadkie imię Eligiusz. Środowiska narodowców do dziś uważają Eligiusza Niewiadomskiego za szlachetnego idealistę, który poświęcił się dla Polski. A za winne jego przedwczesnej śmierci uznają tajemnicze „żydostwo”…

narutowicz-grob-niewiadomskiego

* * *

Tekst powstał na podstawie i z wykorzystaniem fragmentów biografii Jana Karskiego autorstwa Waldemara Piaseckiego.

Jan Karski. Jedno życie. Kompletna historia, tom I (1914-1939). Madagaskar

Czy większym patriotą jest ten, kto głośniej krzyczy, czy ten, kto pracuje dla dobra kraju i narodu? Poeta, którego wyrzucano z pruskich szkół, który pół roku spędził w więzieniu za manifestowanie polskości i opór przeciwko wynaradawianiu, jasno to sprecyzował… kasprowicz

Rzadko na moich wargach \ Niech dziś to warga ma wyzna \ Jawi się krwią przepojony \ Najdroższy wyraz: Ojczyzna.

Widziałem, jak się na rynkach \ Gromadzą kupczykowie \ Licytujący się wzajem \ Kto Ją najgłośniej wypowie.

Widziałem, jak między ludźmi \ Ten się urządza najtaniej \ Jak poklask zdobywa i rentę \ Kto krzyczy, iż żyje dla Niej.

Widziałem, jak do Jej kolan \ Wstręt dotąd serce me czuje \ Z pokłonem się cisną i radą \ Najpospolitsi szuje.

Widziałem rozliczne tłumy \ Z pustą, leniwą duszą \ Jak dźwiękiem orkiestry świątecznej \ Resztki sumienia głuszą.

Sztandary i proporczyki \ Przemowy i procesyje \ Oto jest treść Majestatu \ Który w niewielu żyje.

Więc się nie dziwcie – ktoś może \ Choć milczkiem słuszność mi przyzna \ Że na mych wargach tak rzadko \ Jawi się wyraz: Ojczyzna.

Lecz brat mój najbliższy i siostra \ W tak czarnych żałobach ninie \ Ci widzą, że chowam tę świętość \ W najgłębszej serca głębinie.

Ta siostra najbliższa i brat ten \ Wybrani spomiędzy rzeszy \ Ci znają drogi, którymi \ Moja Wybrana spieszy.

Krwawnikiem zarosłe ich brzegi \ Łopianem i podbiałami: \ Śpieszę z Nią razem, topole \ Ślą swe westchnienia za nami.

Przystajem na cichych mogiłach \ Słuchamy, azali z ich wnętrza \ Taki się głos nie odezwie \ Jakaś nadzieja najświętsza.

Zboża się złocą dojrzało \ A tam już widzimy żniwiarzy \ Ta dłoń swą na czoło mi kładzie \ I razem o sprzętach marzy.

A potem, podniósłszy głowę \ Do dalszej wstając podróży \ Woła: „Miej radość w duszy \ Bo tylko radość nie nuży.

Podporą ci będzie i brzaskiem \ Ta ziemia tak bujna, tak żyzna \ Nią ci Ja jestem na zawsze \ Twa ukochana Ojczyzna”.

Jakiś złośliwy złoczyńca \ Pszeniczne podpala stogi \ U bram się wije niebieskich \ W rozpaczy człowiek ubogi.

Jakaś mordercza zaraza \ Z głodem zawiera przymierze \ Na przepełnionych cmentarzach \ Krzyże się wznoszą świeże.

Jakoweś głuche tętenty \ Wskroś przeszywają powietrze \ Kłębią się gęste chmurzyska \ Czyjaż to ręka je zetrze?

Jakaś olbrzymia rzeka \ Wezbrała krwią i rozlewa \ W krąg purpurowe swe nurty \ Zabiera domy i drzewa.

Jakoweś idą pomruki \ Drży niepoznana puszcza \ Dęby się groźne ozwały \ Cóż to za moc je poduszcza?

A nad tą dolą – niedolą \ Poranna nieci się zorza \ Na pieśń mą, Ojczyzny pełną \ Spływa promienność jej Boża.

W mej pieśni, bogatej czy biednej \ Przyzna mi ktoś lub nie przyzna \ Żyje, tak rzadka na wargach \ Moja najdroższa Ojczyzna.

jacek-malczewski

Jacek Malczewski „Ojczyzna”

Niemiecki czołg w styczniu 1945 roku został trafiony pociskiem artyleryjskim i unieruchomiony. Potem w odwecie za dużą skuteczność w walce został wysadzony przez żołnierzy radzieckich. Siła eksplozji była tak silna, że po latach części czołgu odnajdywano na obszarze kilometra. Żeby je pozbierać rozebrano nawet nasyp pod asfaltową drogą. Autorem poniższej relacji jest Łukasz Włodarczyk, prowadzący na Facebooku stronę „Wyprawy śladami II Wojny światowej”.

PzKpfw V „Panther” 141 – część I

Zapraszam do przeczytania tekstu o wielkim wydarzeniu, odkryciu części wraku unikatowej „Pantery” 141. Jej odkrywcy opowiedzieli mi o kulisach, które nigdzie nie były publikowane. Obserwujcie „Wyprawy śladami II Wojny Światowej”, niebawem II część galerii z innymi elementami czołgu.

14716090_887287168074022_6704390096434066539_n

„Pantera” w puzzlach. Setki części unikatowego czołgu „Pantera” odkryto w polskim Chrostkowie [powiat Lipno]. Pasjonująca historia zaczęła się kilkanaście kilometrów dalej, gdzie odnaleziono pierwszy element układanki – kawałek gąsienicy pochodzący z innego czołgu. Potem właściciel ogniwa wskazał poszukiwaczom miejsce zakopania jednego z symboli niemieckiej broni pancernej.

„Pantera” z Chrostkowa, miejscowości w województwie kujawsko-pomorskim, została porzucona przez załogę około 23 stycznia 1945 roku, kiedy tereny wyzwoliła 70 Armia 2 Frontu Białoruskiego. Według relacji mieszkańców „Panterę” unieruchomiło trafienie pociskiem artyleryjskim, potem czołg został wysadzony przez rosyjskich żołnierzy.

14718683_887294454739960_5130006805224269943_n

– Konstanty Kiżyński, mieszkaniec wsi, który pamięta tamte czasy, opowiadał nam, że przez długi czas w rowie leżała lufa czołgu, na której namalowanych było dużo charakterystycznych obręczy – relacjonuje Tomasz Stefański, jeden z odkrywców wraku, Prezes Stowarzyszenia Historyczno-Eksploracyjnego Przedmoście – Tak oznaczano zniszczone pojazdy wroga. Być może była to taka mała zemsta Rosjan. Mieszkaniec wspominał też, że pojazd był pokryty jakby szpachlą. To musiał być „zimmerit”, czyli zabezpieczenie przed minami magnetycznymi.

Siła eksplozji czołgu była ogromna, bo części odnajdywano na obszarze kilometra. Radary wykryły ich największe skupisko w nasypie pod asfaltową drogą. Pozwolenie na zerwanie asfaltu wydano od ręki. Krzysztof Baranowski, starosta lipnowski, zapewne stwierdził, że wartość promocyjna potencjalnego wraku jest ważniejsza od biurokracji. W nasypie ukazały się wielkie płaty podłogi pojazdu.

– Do jego wzmocnienia w latach 70-tych użyto wanny „Pantery” – opowiada prezes Stefański. Na zewnątrz wystawały koła, które jeden z mieszkańców zdemontował i sprzedał.

14724377_887284871407585_2524150469105723342_n

Niestety, zezłomowano dużo więcej elementów. Poszukiwacze znajdywali też części na powierzchni, a perełką jest wieżyczka obserwacyjna dowódcy z numerem taktycznym „141″. Umieszczanie numerów w tym miejscu było rzadko spotykane. Inny fragment wieży służył jednemu z mieszkańców jako kowadło. Negocjacje z nim były konkretne. 39-kilowe kowadło w zamian za 100 kilogramów historii. To był dla odkrywców świetny interes. Natrafili też na dziesięć dobrze zachowanych pocisków do armaty Pantery – 7,5 cm KwK 42 L/70, które zabezpieczyli saperzy.

Czołg najprawdopodobniej pochodzi z 25 Dywizji Pancernej Wehrmachtu, która walczyła w tamtym rejonie. Członkowie Stowarzyszenia dotarli też do raportu I Batalionu 562 Pułku z 96 Korpusu 70 Armii opisującego jego walki w rejonie Chrostkowa.

–Niejaki kapitan Ivan Malko relacjonuje, że oddział natrafił na opuszczoną „Panterę”. To musiał być numer”141″ – dodaje Piotr Orfin, inny członek grupy odkrywców – Zwróciliśmy się też do Deutsches Panzermuseum Munster w celu ustalenia wojennego szlaku czołgu i tożsamości jego załogi.

Poszukiwania kolejnych puzzli trwają. 

14729360_887285208074218_5629563623958209960_n

– Chcemy stworzyć szkielet czołgu, do którego wpasujemy posiadane części – wyjaśnia Tomasz Stefański. To nie koniec planów członków stowarzyszenia, którzy czekają na zezwolenia otwarcia prywatnego muzeum.

– Na sześciu arach ziemi powstanie większa ekspozycja, bo przez pięć lat działalności znaleźliśmy sporo wojskowego sprzętu. To nie koniec naszych poszukiwań, mamy namiary na kolejne obiekty – kończy zagadkowo Tomasz Stefański.

Koszty renowacji czołgu są ogromne, dlatego Stowarzyszenie poszukuje źródeł finansowania i prosi o wsparcie (e-mail: przedmosciegd@gmail.com, fanpage: Stowarzyszenie Historyczno – Eksploracyjne Przedmoście).
Zdjęcia: Tomasz Stefański, Stowarzyszenie Historyczno – Eksploracyjne Przedmoście

Autor: Łukasz Włodarczyk – Fanpage: „Wyprawy śladami II Wojny światowej”.

Więcej zdjęć: tutaj

W 2012 roku z powierzchni ziemi zniknął Dworzec Fabryczny, a wraz z nim fragment torów do stacji Widzew. W ten sposób zakończyły się dzieje starej, XIX- wiecznej stacji kolejowej, która połączyła Łódź z europejską siecią dróg żelaznych.

Gwałtownie rozwijające się miasto nad Łódką ominęła pierwsza na ziemiach polskich droga żelazna warszawsko-wiedeńska. Kiedy 2 września 1846 roku otwarto ruch pociągów na odcinku Rogów – Piotrków Trybunalski, najbliższym dworcem kolejowym stały się Rokiciny. Odległa o 30 kilometrów wioska pełniła rolę okna na świat dla przemysłowego miasta. Liczyło wtedy około 40 tysięcy mieszkańców i było drugim pod tym względem w Królestwie Polskim, po Warszawie.

fabryczny_0

Dworzec Fabryczny przed rozbiórką

Przemysł łódzki potrzebował sprawnej komunikacji z rynkami zbytu na wschodzie oraz z kopalniami węgla w Zagłębiu Dąbrowskim. Nic dziwnego, że wkrótce po uruchomieniu „Wiedenki” przystąpiono do budowy drogi bitej do stacji w Rokicinach. Powstała w latach 1847-1852 i przez kilkanaście lat sunęły nią furmanki z tekstyliami w jedną stronę, a z węglem i bawełną w drugą. Transport konny nie był jednak w stanie obsłużyć rozwijającego się przemysłu łódzkiego. Miasto pilnie potrzebowało bezpośredniego połączenia z siecią europejskich kolei. Powstał więc pomysł budowy linii kolejowej Rokiciny – Łódź – Kalisz, ale z tych zamierzeń nic nie wyszło. W 1858 roku nowy plan przedstawiła grupa łódzkich przemysłowców. Linia miała połączyć kolej Warszawsko – Wiedeńską od stacji Rokiciny z Łodzią, Ozorkowem, Łęczycą , Kutnem i Krośniewicami. Tam dochodziłaby do kolei warszawsko-bydgoskiej. Rozbieżność interesów przemysłowców oraz sprzeciw kół wojskowych cesarstwa projekt ten odesłały do lamusa.

rokiciny

Stacja Rokiciny

Kolejny, zaprezentowany w 1864 roku , zakładał budowę stacji węzłowej w połowie drogi między Rogowem a Rokicinami, w sąsiedztwie wsi Koluszki nad Mrogą. Nie zdecydowano się na wykorzystanie stacji w Rokicinach, która od lat służyła jako punkt przeładunkowy towarów do Łodzi i Tomaszowa. Prawdopodobnie plany rozbudowy zablokował właściciel majątku Michał Bończa-Brujewicz , nie godząc się na sprzedaż potrzebnych gruntów. Stacja o nazwie Koluszki, łącząca Łódź ze światem miała więc powstać wśród pól i lasów pomiędzy wsiami Felicjanów i Żakowice. Projekt firmował swoim nazwiskiem Jan Bloch, znany warszawski bankier i współinwestor kolei w Rosji. W lecie 1865 roku zawiązało się pod jego kierownictwem towarzystwo złożone z bankierów i przedsiębiorców: Józefa Jabłkowskiego, Augustyna Repphana, Maurycego Mamrotha, Edwarda Frankensteina, Matyasa Rozena i Karola Scheiblera. Kapitał towarzystwa wyniósł 1 250 000 rubli i był podzielony na 12 500 akcji sturublowych. Udziałowcy szybko osiągnęli swój cel. Prawdopodobnie dzięki zaangażowaniu się namiestnika Królestwa Polskiego, hrabiego Fiodora Berga, w lipcu 1865 roku wydany został ukaz carski zezwalający na budowę linii kolejowej Łódź – Koluszki. 14 sierpnia podpisano umowę i zatwierdzono Statut Towarzystwa Drogi Żelaznej Fabryczno-Łódzkiej. Otrzymało ono koncesję na eksploatację linii przez 75 lat. Po tym czasie miała przejść na własność państwa. Naczelnym inżynierem został Hipolit Cieszkowski (1835—1907), późniejszy budowniczy ponad 200 stalowych mostów na trasach kolejowych Królestwa.

most_

Budowa mostu pod Bedoniem – rycina z Tygodnika Ilustrowanego 1866 r.

Początek robót nastąpił błyskawicznie. Niektóre źródła podają, że prace rozpoczęto już w lipcu. Według innych nastąpiło to dopiero 1 września. Prace pod kierunkiem inżynierów: Antoniego Łukaszewskiego, Franciszka Grabowskiego i Teodora Schlesingera, postępowały bardzo sprawnie. Przy budowie zaangażowano 2400 robotników. Ułożono jeden tor, ale zostało przygotowane miejsce również pod drugi. Szybkie tempo budowy było możliwe z braku większych przeszkód terenowych. Powstał tylko jeden mały most w pobliżu wsi Dobroń. Mimo, że była to praca ręczna, a materiały transportowano furmankami, już 18 listopada 1865 roku główny inżynier Cieszkowski zgłosił prezesowi Blochowi całkowite zakończenie robót torowych. Linia długości ponad 27 kilometrów (25,5 wiorst), wykonana w standardzie europejskim, takim jak „Wiedenka”, została w całości sfinansowana przez kapitał krajowy. Ponad połowę wyłożyli przemysłowcy łódzcy. Koszty inwestycji wyniosły 1 528 800 rubli. Jedną wiorstę (ok. 1077 m) budowano za 58 000 rubli, czyli poniżej średniej dla Królestwa, która wynosiła 60 000.

781559

Dworzec w Koluszkach

Pierwszy pociąg wjechał oficjalnie do Łodzi 19 listopada 1865 roku. Był to dla miasta dzień szczególny. Uroczyste otwarcie kolei fabryczno-łódzkiej zaszczycił swoją obecnością sam namiestnik Królestwa hrabia Berg. Otwarto jednak tylko ruch towarowy, bo taka była najpilniejsza potrzeba. Pasażerów kolej zaczęła wozić dopiero od 1 czerwca następnego roku. Dla ich obsługi wybudowano dworce w Koluszkach, Andrzejowie i Łodzi. Pierwszy łódzki dworzec postawiono w miejscu, gdzie dziś znajduje się Łódzki Dom Kultury. Tory kolejowe dochodziły wtedy do ulicy Dzikiej (obecnie Sienkiewicza). Było to rozwiązanie tymczasowe. W ciągu kolejnych dwóch lat przy ówczesnej ulicy Widzewskiej (obecnie Kilińskiego) powstał nowy budynek według projektu Adolfa Schimmelpfenniga. Potem dobudowano magazyny, wieżę ciśnień i parowozownię. Stację towarową postawiono po południowej stronie torów. Przy ulicach Składowej i Węglowej ulokowano składy węglowe. Bez tego paliwa nie mogłyby działać łódzkie fabryki.
Kolej fabryczno-łódzka od początku była linią bardzo obciążoną, a przez to dochodową. W 1881 roku przewieziono nią 10 procent towarów i 6,5 procent (250 tysięcy) pasażerów w zaborze rosyjskim. Mimo, że stanowiła ledwie 1,8 procenta długości wszystkich linii kolejowych Królestwa Polskiego. W 1901 roku jej przepustowość wzrosła wskutek zakończenia rozbudowy o drugi tor.

dworzec-fabryczny

Dworzec Fabryczny podczas niemieckiej okupacji

Stary Dworzec Fabryczny był przez ponad 100 lat głównym łódzkim oknem na świat. Pozwolił na dynamiczny rozwój przemysłu oraz całego miasta. Przetrwał burzliwe czasy rewolucji 1905 roku i dwóch wojen światowych. Mimo, że podczas pierwszej został podpalony i w dużej części zniszczony przez Niemców. Przeszedł jedną odbudowę oraz trzy przebudowy i modernizacje. Ostatnią w latach 1972-74. Najstarszy łódzki dworzec służył pasażerom do 15 października 2011 roku. Został wtedy zamknięty, a w czerwcu następnego roku wyburzony. W tym samym miejscu wybudowano nowy dworzec z podziemnymi torami i peronami. Najnowocześniejszy i najdroższy w Polsce. Ze starego nic nie pozostało, poza imitacją fragmentu jego elewacji z dekoracyjnymi attykami i sztukateriami.

* * *

Tekst jest fragmentem książki „Sekrety Łodzi” przygotowywanej przez wydawnictwo Księży Młyn.

denat

Odwiózł denata do szpitala w stanie ciężkim.

Odniósł ranę tłuczoną w okolicy lewego guza.

Takie „kwiatki” można znaleźć na wielkomiejskim bruku. Ich urodzaj nie wynika jednak ze szczególnej żyzności tegoż bruku, ale z pośpiechu reporterów i redaktorów sensacyjnych popołudniówek…

Źródło: Express Wieczorny Ilustrowany 13 maja 1925.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop