To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Różne takie

Ziemianin – przedsiębiorca to w świadomości Polaków była postać podejrzana. Jeszcze dziś spotyka się opinie, że kogoś kto liczył zyski i straty, a nie walczył o niepodległość z bronią w ręku, nie można nazwać patriotą.

Wolałbym z lichem dawne ubóstwo nasze, trochę nawet starego nieładu, a większe zasoby ducha, a gorętsze serca, a silniejsze uczucia. Niech mi nikt nie dowodzi, że można być najlepszym gospodarzem, agronomem, spekulantem, przemysłowcem i najczulszym a najpoetyczniejszym z ludzi. To są podobno żywioły, które z sobą nigdy w parze chodzić nie będą.

Przerobi się świat na wielki kantor gospodarsko-industrjalno-komersyjny, ludzie na komisantów, książki na regestra, życie na rachubę podwójną przez habet i debet… i zapewne… komuś z tém będzie dobrze, ale nam starszym i leniwego umysłu ludziom, tęskno za szaraczkową przeszłością naszą!!

Józef Ignacy Kraszewski w powieści „Choroby wieku” z 1856 roku trafnie przedstawiał rozterki Polaków połowy XIX wieku. Stawiał tezę o podstawowej sprzeczności między wartościami duchowymi, rzekomo wyższymi, a rozwojem gospodarczym. Modernizacja gospodarki wiejskiej oraz aktywność w przemyśle i finansach rzekomo miały być sprzeczne z charakterem narodowym Polaków. Porządek, solidna kalkulacja, efektywne działanie, poprawianie materialnego bytu – obce polskiej tradycji. W opinii wielu wręcz zagrażały istnieniu narodu, który zbyt upodabniał się do Niemców czy Holendrów. Stąd wynikały uprzedzenia i zła sława przedsiębiorczych Polaków, którzy otwierali zakłady przemysłowe, przetwórnie płodów rolnych, zajmowali się handlem czy udzielali pożyczek. Dotyczyło to w szczególności ziemian, którzy mieli być ostoją tradycyjnych wartości.

jablkowski-jozef

Okres po rozbiorach jest u nas postrzegany jako czas tragicznych w skutkach powstań narodowych. Ale były to również dziesięciolecia postępu technicznego, narodzin przemysłu i masowej komunikacji. Także na ziemiach polskich pod zaborami rozwijała się myśl ekonomiczna i powstawały podwaliny nowoczesnej gospodarki. Produkcją i handlem zajmowali się nie tylko obcy: Niemcy, Czesi czy Żydzi. Także Polacy. Jednemu z takich ludzi poświęcona była niedawna prelekcja w Muzeum Okręgowym w Sieradzu. Należał z pewnością do pionierów modernizacji wsi oraz prekursorów polskiej przedsiębiorczości. O dziewiętnastowiecznym wizjonerze biznesu, Józefie Jabłkowskim opowiadała jego praprawnuczka Monika Jabłkowska.

Jabłkowscy herbu Wczele pochodzą z Jabłkowa w powiecie wągrowieckim. Pierwszy datowany zapis z 1399 roku dotyczy Wczelicza z Jabłkowa.  Do województwa sieradzkiego rodzina przybyła około 1710 roku. W 1715 roku Wojciech Jabłkowski kupił od Psarskich dobra Smaszków pod Błaszkami za 12 tysięcy 200 zł polskich. W lipcu 1728 roku sprzedał tę wieś Michałowi Wargawskiemu. Znaczącą postacią w rodzinie był starosta zgierski, a od 1744 podstoli sieradzki – Ludwik Jabłkowski  urodzony około roku 1690 – właściciel Orzeżyna. Dwukrotnie żonaty: najpierw z Marianną Rupniewską, potem Joanną z Lipskich. Umarł około 1750 roku. Jego syn z pierwszego małżeństwa – Jan Jabłkowski, cześnik szadkowski sprzedał Orzeżyn za 67 tysięcy złotych w roku 1781 Zbierzchowskiemu. Druga żona Ludwika – Joanna po jego śmierci wyszła w 1752 roku powtórnie za mąż za właściciela Cielc Mateusza Zarembę Cieleckiego. Potem Cielce przeszły na własność Jabłkowskich. Według „Regestru Diecezjów” Franciszka Czaykowskiego, czyli rejestru właścicieli ziemskich w Koronie w latach 1783-84, wieś należała już wtedy do Jabłkowskiego, nieznanego z imienia. Inne źródło podaje, że Cielce nabył ojciec Józefa – Ignacy Jabłkowski (ok. 1790-1834) od Felicjana Otockiego herbu Dołęga dopiero w 1806 roku. Jabłkowscy byli również właścicielami m. in. majątku Wola Krokocka i Krokocice, kupionego w 1780 od Walewskich.

jablkowski-dwor_0

16 sierpnia 1817 roku w dworku w Cielcach przyszedł na świat Józef Antoni Jabłkowski , syn Ignacego i Zuzanny z d. Kożuchowskiej. Przyszły przedsiębiorca otrzymał staranne wykształcenie. Posługiwał się pięcioma językami. Poza polskim i rosyjskim, również francuskim, niemieckim i angielskim. Uczęszczał do Szkoły Tymczasowo – Wydziałowej na Lesznie w Warszawie. Miała ona siedzibę w pałacu Działyńskich, który obecnie znajduje się przy alei Solidarności 74. Młody Jabłkowski zamieszkał na stancji pułkownika Józefa Paszkowskiego. Ten uczestnik kampanii rosyjskiej Napoleona, wykładowca szkół wojskowych i powstaniec listopadowy w roku 1833 otrzymał zezwolenie na prowadzenie pensji męskiej dla kilku chłopców. Mieściła się przy ulicy Świętokrzyskiej i działała przez 13 lat. Wykładali w niej znakomici profesorowie zamkniętego po powstaniu Uniwersytetu Warszawskiego. W programie nauczania i wychowania były coroczne wycieczki po kraju, które prowadził Paszkowski. Pokazywał młodzieży kopalnie i zakłady metalurgiczne w Olkuskiem oraz fabryki włókiennicze w Łodzi, Zgierzu, Zduńskiej Woli. Być może Jabłkowski był ich uczestnikiem i stąd wzięło się jego zainteresowanie przemysłem.

jablkowski-dzialynski-palace

Po ukończeniu szkoły w Warszawie wyjechał do pruskiego Wrocławia, gdzie w latach 1836-39 studiował prawo i agronomię na Królewskim Uniwersytecie zu Breslau. Potem wrócił do Cielc i objął majątek po ojcu. Cielce stały się poligonem doświadczalnym Józefa – reformatora i przedsiębiorcy. Jabłkowski należał do szczupłego grona posiadaczy ziemskich w Królestwie , którzy gospodarzyli nie z obowiązku wobec rodzinnej tradycji, ale dla rozwoju majątku. Gospodarstwo rolne uważał za taką samą działalność,  jak każde inne przedsiębiorstwo, które może dobrze prosperować, jeśli jest właściwie zarządzane. Aby poprawić wydajność pracy folwarku, w 1846 roku przeprowadził oczynszowanie chłopów.

Oddał włościanom ziemię w wieczyste użytkowanie wzorując się na hrabim Andrzeju Zamoyskim (1800-1874), przywódcy reformatorskiego obozu ziemiańskiego. Najważniejszym punktem programu Zamoyskiego była „praca organiczna”. Aby pobudzić naród polski do „życia”, konieczne było wyrwanie Polaków z apatii i nauczenie pracowitości. Dlatego pierwszą rzeczą, którą uczynił Zamoyski po przejęciu rodzinnych dóbr, było zniesienie pańszczyzny i przeprowadzenie oczynszowania chłopów, oparte na długoletnich dzierżawach. W tym kierunku poszła też reforma Jabłkowskiego w dobrach cieleckich. Każdy czynszownik otrzymał ziemię w użytkowanie, a na własność zagrodę, narzędzia i zwierzęta gospodarskie. Zawierano umowy czynszowe, czasowe lub wieczyste, zabezpieczone hipotecznie. Dla bezrolnych przewidziane były dzierżawy. Na wypadek nieurodzaju stworzono rezerwę zbożową. Chłopi mogli otrzymać także pożyczkę na zagospodarowanie. Przy drodze do Tomisławic powstało dla czynszowników całe osiedle czteroizbowych murowanych domków z ogródkiem.

Jabłkowskiemu bliskie były idee pozytywistyczne, które rozkwitły w Polsce dopiero po powstaniu styczniowym. Podstawy pod przyszłe zmiany w świadomości elit polskich tworzyło czasopismo „Roczniki Gospodarstwa Krajowego”. Mocno propagowało ono konieczność postępu w rolnictwie. Poprawa efektywności gospodarowania miała prowadzić do podniesienia poziomu życia i wzmocnienia poczucia wspólnoty wśród całej społeczności.  Służyć temu miał m. in. rozwój przetwórstwa płodów rolnych oraz szerzenie oświaty na wsi. Jabłkowski od 1858 roku należał do prezydium sekcji ogólnej „Roczników”.

jablkowski-rsp

Pod zarządem Józefa majątek Cielce systematycznie wzrastał. W 1850 roku obejmował już około 1660 ha i kilka wsi, w tym Tomisławice, Krąków i Zielęcin. Z pozytywistycznego programu postępowego ziemiaństwa wprost wynikało założenie przez Jabłkowskiego cukrowni w Cielcach.

Gazeta Codzienna w styczniu  1852 roku informowała:

We wsi Cielcach pow. Kaliskim, założona została nowa fabryka cukru z buraków, należąca do W. Józefa Jabłkowskiego; znakiem fabrycznym do znaczenia wyrobów z tej fabryki, będzie pieczęć okrągła z napisem na około „fabryka cukru w Cielcach” a w środku litery J. J.

Do zarządzania cukrownią właściciel zaangażował polskie kierownictwo i , aby zapewnić rozwój fabryki, 33 procent udziałów przekazał jej administratorowi. Dla ułatwienia transportu wyrobów zbudowano kolej wąskotorową łączącą Cielce ze stacją kolei Warszawsko-Kaliskiej w Kociołkach (Błaszki). Zakład początkowo produkował rocznie mączkę cukrową o wartości od 58 000 do 64 000 rubli i zatrudniał około 80 osób. Po kilku latach zatrudnienie wzrosło do 150. Przy fabryce powstała kolonia mieszkalna dla pracowników. Mieli oni wolne niedziele, co w ówczesnym przemyśle nie było normą. Według niektórych źródeł  działalność przemysłowa Józefa Jabłkowskiego zaczęła się wcześniej, już w roku 1848. Miał wtedy uruchomić w dobrach Ralewice fabrykę szklaną. Prawdopodobnie chodzi o małą hutę szkła, zamkniętą w 1877 roku. Z braku drewna, jak podaje podaje Słownik Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich.

jablkowski-wagon

Chęć do pracy organicznej spowodowała powołanie w 1852 roku szkółki powszechnej. Nielegalne, bo bez oficjalnego pozwolenia władz. Dzięki łapówkom dla carskich urzędników szkoła mogła funkcjonować i nauczać wiejskie dzieci. Musiała mieć niezły poziom, skoro Jabłkowscy posyłali tam także własne potomstwo. W szkolnictwo Józef zainwestuje jeszcze dwadzieścia lat później. W Kaliszu w roku 1873 przy ówczesnej ulicy Nadwodnej (dziś Parczewskiego) z jego inicjatywy powstała prywatna szkoła realna, znana później jako szkoła Pawłowicza. Ukończyło ją czterech synów Józefa.

Tymczasem Jabłkowski otwierał kolejne przedsięwzięcia. W 1860 roku z dwoma wspólnikami założył Dom Handlowo-Komisowy Rolników Kaliskich. Powołana na 6 lat spółka zajmowała się komisową sprzedażą artykułów rolnych i innych m. in bawełny, cukru, tkanin, metali i wyrobów kolonialnych. Także sprowadzaniem wszelkich towarów na zamówienie oraz działalnością bankową. Firma posiadała filie w Koninie, Kole i Sieradzu. Gwarantowała wspólnikom wypłacanie corocznej 5-procentowej dywidendy.

Dom Handlowo-Komisowy przetrwał powstanie styczniowe i po 6 latach zakończył działalność. W jego miejsce ci sami wspólnicy w 1866 roku  powołali do życia w Kaliszu Dom Handlowo – Komisowy Jabłkowski, Radoliński, Skupieński i S-ka, z kapitałem 150 tysięcy rubli w akcjach sturublowych. Nowa spółka miała poszerzony zakres działalności finansowej, o kredyty osobiste, lokaty terminowe, rachunki na żądanie. Miała też skupować udziałów innych firm oraz nabywać lasy do odsprzedaży. Przez 9 lat działania „Dom” wypłacał rocznie 8-9 procent dywidendy.

jablkowski-akcje

Jednak najgłośniejszym biznesem, w którym miał udziały Józef Jabłkowski była spółka akcyjna budująca Drogę Żelazną Fabryczno-Łódzką z Koluszek do Łodzi. W lecie 1865 roku zawiązało się pod kierownictwem Jana Blocha, znanego bankiera i współinwestora kolei w Rosji, towarzystwo złożone z bankierów i przedsiębiorców. Oprócz Jabłkowskiego znaleźli się w nim Augustyn Repphan, Maurycy Mamroth, Edward Frankenstein, Matyas Rozen i Karol Scheibler. Kapitał towarzystwa wyniósł 1 250 000 rubli i był podzielony na 12 500 akcji sturublowych. Józef Jabłkowski objął akcje założycielskie na sumę 250 tys. rubli (20% kapitału) i wszedł do rady zarządzającej. W gronie założycieli był jedynym ziemianinem i jedyną osobą pochodzenia polskiego. W lipcu 1865 roku Towarzystwo otrzymało zezwolenie na budowę linii kolejowej. 14 sierpnia podpisano umowę i zatwierdzono statut Towarzystwa, które uzyskało koncesję na eksploatację linii przez 75 lat. Prace rozpoczęto 1 września, a już 18 listopada 1865 roku zakończono roboty torowe. Kolej o długości 25,5 wiorst (ponad 27 kilometrów) powstała w niespełna 3 miesiące. Pierwszy pociąg wjechał oficjalnie do Łodzi 19 listopada 1865 roku.

dw-fabryczny

Kolej fabryczno-łódzka była linią bardzo dochodową. Udział w przedsięwzięciu tej rangi dawał zabezpieczenie finansowe dla rodziny Jabłkowskich na pokolenia. Niestety, wkrótce przyszła katastrofa, która zniweczyła wszystkie dotychczasowe osiągnięcia biznesowe Józefa Jabłkowskiego. W 1876 umarł bezpotomnie jeden z akcjonariuszy spółki Dom Handlowo-Komisowy, Roman Radoliński. Jego spadkobiercy bezpodstawnie oskarżyli pozostałych wspólników o ukrywanie majątku. Józef Jabłkowski i Antoni Skupieńskizostali aresztowani, a spółka postawiona w stan upadłości.

O sprawie donosił w maju 1877 roku Kurjer Warszawski:

Otrzymujemy wiadomość dotyczącą regulacji interesów kaliskiego domu handlowego „Jabłkowski, Radoliński, Skupieński i S-ka”, którego upadłość wyrokiem sądu okręgowego z dnia 26-go marca r. b. uznaną została, iż wyznaczeni dwaj kuratorowie masy — w dniu 12-tym kwietnia dokonali opieczętowania kantoru i składów upadłego domu, a następnie jeden z kuratorów udał się dla dopełnienia tejże czynności w majątkach: Zborowie, Żelazkowie, Cielcach, Krakowie, Tomisłowicach, Zichcinie, oraz Piątku małym, Zernikach, Karnowie, Dąbrowie, Łychowie i Młyniskach. Obecnie kuratorowie pracują nad sporządzeniem bilansu na zasadzie ksiąg i rachunków handlowych, do czego zbierane są też informacje od upadłych dłużników.

jablkowski-reklamaJózef spędził dwa lata w więzieniu i, mimo późniejszej rehabilitacji, stracił cały majątek. W wyniku licytacji sprzedano wszystkie nieruchomości i dobra ziemskie Jabłkowskich. Po uwolnieniu z więzienia Józef z rodziną przeprowadził się do Warszawy, gdzie podjął pracę u znanego fabrykanta Wilhelma Raua. Ostatnie lata życia przepracował jako inspektor fabryk metalurgicznych. W tym czasie podjął jeszcze jedno przedsięwzięcie, które miało kolosalne znaczenie dla jego potomków. Podczas zjazdu rodzinnego na początku lat 80-tych powołał związek rodowy Spójnia mający wspierać jego dzieci w trudnych sytuacjach i mobilizować do rozwoju zawodowego. Był to rodzaj kasy zabezpieczającej, do której pieniądze wpłacali zarabiający członkowie rodziny. Dzięki tym funduszom w roku 1884 rodzina założyła przy ulicy Widok 6 sklep z galanterią dla Anieli, najmłodszej córki Józefa. Cztery lata później przeniesiono go do lokalu przy ulicy Hożej 8. Były to początki słynnego z elegancji Domu Towarowego „Bracia Jabłkowscy”, znaku firmowego międzywojennej Warszawy. Oddany w 1914 roku siedmiokondygnacyjny budynek, projektu Karola Jankowskiego i Franciszka Lilpopa, był w owym czasie jednym z najnowocześniejszych w stolicy. Przetrwał dwie wojny i doczekał likwidacji firmy w roku 1950.

Józef Antoni Jabłkowski zmarł 4 maja 1889 roku w Warszawie. Jego syn, Józef Jabłkowski junior zlecił opracowanie szczegółowego życiorysu ojca, jako lektury dla kolejnych pokoleń rodziny. Firma „Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy”, zlikwidowana przez władze komunistyczne, została po latach reaktywowana i w 2013 roku odzyskała swój budynek przy ulicy Brackiej 25.

Cywilizacja teraźniejsza zaślepia nas, nie dając rozpoznać granicy, gdzie kończy się rozumna zapobiegliwość i postęp rozsądny, a poczyna szał handlarski, spekulacyjny i zupełne zmaterializowanie ludzkości. (…) Nigdzie jeszcze równolegle postęp materialny nie sprowadził za sobą rozwinienia i spotęgowania moralnego – chleb będzie, ale serc nie stanie…

- dywagował Józef Ignacy Kraszewski w powieści „Choroby wieku”. Słynny pisarz, pokrzepiciel polskich serc, zapomniał jednak przekazać rodakom pewnej ważnej maksymy, aktualnej do dziś:

Dlaczego biednyś? Boś głupi. Dlaczego głupiś? Boś biedny…

Żadne czarowanie duchem i potęgą moralną nie ma sensu, gdy pusto w portfelu i do garnka nie ma co włożyć… I nie wypada przy tym usprawiedliwiać się lenistwem umysłowym, albowiem, jak mawiał słynny fraszkopisarz:

Głupota nie zwalnia od myślenia…

* * *

20634070_1820394248273186_7302553973641183232_n

Historię XIX-wiecznego wizjonera biznesu – Józefa Jabłkowskiego, przedstawiła jego praprawnuczka Monika Jabłkowska z Warszawy. Wraz z nią do Muzeum Okręgowego w Sieradzu 3 sierpnia 2017 roku przyjechały dwie prawnuczki wizjonera biznesu: Ewa Mackiewicz i Teresa Tymieniecka, obie Jabłkowskie z domu.

W 1683 roku, jako naczelny wódz wojsk sprzymierzonych, wyzwolił Wiedeń z tureckiego oblężenia. Teraz wraca. W wiedeńskim muzeum otwarto pierwszą wystawę w całości poświęconą polskiemu królowi Janowi III Sobieskiemu.

1_foto-johannes-stoll-belvedere-wien

Foto: Johannes Stoll – Belvedere Wien

Od pamiętnej bitwy pod Wiedniem postać Jana III Sobieskiego (1629–1696) jest nierozerwalnie związana z dziejami austriackiej stolicy. Zwycięstwem nad Turkami zapewnił sobie miejsce w historii świata oraz w pamięci Austriaków. Aby pamięć tę odświeżyć i utrwalić, wiedeńskie Muzeum Belvedere wspólnie z polskimi muzeami, zorganizowało wystawę, która jak nigdy dotąd w niemieckojęzycznym obszarze językowym, pozwala na poznanie polskiego monarchy.

1_foto-sandro-zanzinger-belvedere-wien

Foto: Sandro Zanzinger – Belvedere Wien

Ekspozycja przygotowana z czterema polskimi rezydencjami królewskimi: Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, Zamkiem Królewskim w Warszawie, Muzeum Łazienki Królewskie oraz Zamkiem Królewskim na Wawelu prezentowana jest w wiedeńskim Pałacu Zimowym – byłej rezydencji księcia Eugeniusza Sabaudzkiego. W reprezentacyjnych salach zwiedzający podążają śladami życia i działalności Jana III Sobieskiego. Kolejne sekcje wystawy prezentują: pochodzenie i drogę na tron Sobieskiego, jego rolę mecenasa sztuk, Jana III jako męża i ojca. Osobny rozdział zajmuje bitwa pod Wiedniem, w której Sobieski jako naczelny wódz poprowadził sprzymierzone wojska do zwycięstwa nad Turkami.

2_foto-sandro-zanzinger-belvedere-wien

Foto: Sandro Zanzinger – Belvedere Wien

Na wystawie zgromadzono najważniejsze dzieła związane z osobą króla: obrazy, precjoza, i militaria. Prezentowane są królewskie trofea i cenne tkaniny, które Jan III częściowo przekazał jako wota kościołom i klasztorom w Polsce. Odwiedzający mają unikalną okazję zobaczenia w jednym miejscu dzieł z polskich kolekcji kościelnych, m.in. z klasztoru oo. Paulinów na Jasnej Górze, Dominikanów w Krakowie czy Benedyktynek w Krzeszowie. Po raz pierwszy zaprezentowano zagranicznej publiczności XVII-wieczny kabinet, który Jan Sobieski otrzymał od papieża Innocentego XI w podziękowaniu za obronę chrześcijaństwa. W uznaniu za powstrzymanie tureckiej nawały król nazwany został przez papieża „obrońcą wiary”. Miał zostać także uhonorowany pomnikami przy katedrach. Niestety, nie został. Wiedeńska wystawa prezentuje jeden z niezrealizowanych projektów, z francuskiej Owernii.

3_foto-johannes-stoll-belvedere-wien

Foto: Johannes Stoll – Belvedere Wien

Ekspozycja w Muzeum Belvedere w Wiedniu będzie czynna do 1 listopada 2017 roku.

Wypadki zatruć tlenkiem węgla zdarzają się od kiedy ludzie zaczęli ogniem ogrzewać zamknięte pomieszczenia. Wielu nieszczęśników poniosło śmierć z tej – nieustalonej wtedy – przyczyny. Jak donosiła Gazeta Kaliska 29 grudnia 1894:

Szczęśliwiej zakończył się wypadek w Woleniu, majątku p. Gutowskiego. Z wtorku na środę w nocy usłyszano we dworze stukanie do okna i wołanie, iż „dziewczyny zagorzały!” Córki pp. G. pośpieszyły do oficyny, gdzie mieszka służba dworska i zastały cztery dziewczyny, leżące prawie już bez przytomności. Dzięki energicznemu ratunkowi niebezpieczeństwo usunięto. Przyczyną było zawczesne zasunięcie blachy, zanim drzewo dobrze się spaliło. Cztery położyły się spać, piąta zaś zajęta była robotą swoją i ta, słysząc jęki swych towarzyszek i sama czując co chwila zwiększający się szum w głowie, wreszcie mdłości, dobywszy reszty sił, pobiegła donieść o wypadku. (Gazeta Kaliska, 1894, r. 102, za: http://sieradzkiewsie.blogspot.com).

dziewczyny

Tylko zmęczone czy..?

Czad, zwany cichym zabójcą, to silnie trujący, bezbarwny i bezwonny gaz. Jego chemiczna nazwa – tlenek węgla – nie brzmi groźnie, prawda? A przecież każdego roku zabija w Polsce ponad sto osób, a blisko dwa tysiące podtruwa. Do organizmu dostaje się z wdychanym powietrzem. W układzie oddechowym tlenek węgla wiąże się z hemoglobiną, 210 razy szybciej niż tlen i blokuje jego dopływ do organizmu. W ten sposób uniemożliwia prawidłowe rozprowadzanie tlenu we krwi, powoduje uszkodzenia mózgu i innych narządów. W zależności od stężenia w powietrzu i częstości oddechów, może powodować lekki ból głowy, zawroty głowy, utratę przytomności, nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, zawał, a nawet śmierć. Błyskawicznie następujące osłabienie i utrata świadomości powodują, że ucieczka z zaczadzonego pomieszczenia nie jest możliwa.

Dopiero pod koniec XVIII wieku istnienie trującego gazu, którego nie czuć, odkrył angielski uczony Joseph Priestley. Trzeba było dziesiątków następnych lat, aby wiedza o zagrożeniach podczas rozpalania ognia dotarła do zwykłych ludzi. Niestety, nadal jest niedostateczna…

Nie ulega najmniejszej kwestii, że w razie przyjęcia przez parlament nowego projektu szkolnego, armia duchownych opanuje szkolnictwo… 

Od początku otwarcia sesji w parlamencie panuje gorączka i wrzawa. Publiczność na galeriach niecierpliwi się i burzy. Posłowie zjawiają się na posiedzenia z ogromnymi tekami, wypchanymi materiałami dowodowymi. W bibliotece parlamentu ruch i praca, jak przed świętami w sklepie delikatesowym. Bibliotekarze nie mogą nadążyć w przynoszenia aktów, protokołów sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat.

Chodzi o najważniejszą własność, jaką posiada europejskie społeczeństwo, o szkołę. Bój toczy się nie tylko w parlamencie. Całokształt życia, wszystkie jego dziedziny zaprząta myśl o tej sprawie. Mównicę publiczną opanowała niepodzielnie kwestia szkolna. Po każdym zgromadzeniu czy wykładzie opuszcza ona salę i z manifestacyjną pompą przy blasku pochodni, śpiewie tłumów, przechadza się ulicami. Opanowała prasę, przesiewa się przez wiersze artykułów wstępnych, porywając żywiołowym swym nurtem wszystkie znane i zasłużone pióra.

395550

Miejska szkoła katolicka w Krotoszynie, powstała na przełomie wieków XIX I XX jako niemiecka. Źródło: fotopolska.eu

Kto z kim walczy i o co? Walczy prawica parlamentu z lewicą, konserwatyści z socjalistami i liberałami. Walczą o nowy projekt szkolny ministerstwa Sztuki i Nauki, który zakłada wprowadzenie przymusu szkolnego i subwencji państwowych dla szkół prywatnych. Wydawałoby się, że konserwatyści naturalnie idą przeciw projektowi, a cała lewica popiera go… Nic podobnego! Projekt wyszedł od prawicy, a lewica go zwalcza. Prawdziwe oblicze tej niesłychanej maskarady kryje się głęboko w życiu ekonomicznym kraju. Konserwatywnej prawicy, ściślej mówiąc – katolikom chodzi o przyszłego wyborcę oraz o władzę nad nim. Prawica wskrzesza dawno temu wysuniętą zasadę: „ufundujmy katolicką szkołę początkową – kościół się potem sam ufunduje”.

Fasada tego projektu teoretycznie nie pozostawia nic do zarzucenia. Inaczej się jednak przedstawia w praktyce. Wiadomo powszechnie, że równość szkół prywatnych kościelnych, a rządowych przed prawem, tj. przed rządem, jest fikcją. Szkoły klasztorne opierają istnienie swe przede wszystkim na wielkich dobrach i majątkach klasztornych. Nauczyciele tych szkół, to ludzie utrzymywani kosztem kościoła. Nowy projekt zakłada złożenie całego ciężaru utrzymania szkół klasztornych na barki gmin. Wprowadza również zapomogi dla wszystkich szkół, jakie powstaną w kraju z programem rządowym. Ponieważ jednak na zakładanie szkół pozwolić sobie mogą tylko bogate sfery czy organizacje społeczne, przeto równość zapomóg jest frazesem, który pokrywa inną prawdę: pieniądze dla tego, który ma pieniądze. Nie ulega najmniejszej kwestii, że w razie przyjęcia przez parlament nowego projektu szkolnego, armia duchownych opanuje szkolnictwo, wydzierając narodowi, za jego własne pieniądze, wszelką kontrolę nad narodową szkołą. Dlaczego rząd na to się zgadza?

Trzydzieści lat temu przymus szkolny proponowała lewica, a jeszcze 4 lata temu katolicy byli przeciw. Dziś, pod pozorem wprowadzenia przymusu szkolnego, chcą oni zniszczyć świeckie nauczanie i za pieniądze gmin oraz rządu prowadzić antynarodową politykę szkolną. Antynarodową, bo walka, jaką prowadzą partie katolickie nie liczy się ani z dobrem państwa, ani narodu…

* * *

Powyższy tekst jest skróconą i uwspółcześnioną wersją artykułu, który ukazał się w roku 1913 w polskiej prasie socjalistycznej. Dotyczył sytuacji w państwie belgijskim. Walka o szkołę w Belgii toczyła się od połowy XIX wieku. Plany rozwoju szkół państwowych proponowane przez liberalne rządy były bojkotowane przez wyższych urzędników kościelnych. Obok świeckich szkół, powstawały katolickie. Trwała ostra rywalizacja o uczniów i o nauczycieli, którą liberałowie przegrali. Szkoły katolickie objęły siecią cały kraj i miały o wiele więcej uczniów niż szkoły świeckie. Zasada „ufundujmy katolicką szkołę początkową – kościół się potem sam ufunduje” znakomicie sprawdziła się w praktyce. W latach 70-tych XIX wieku powstała Partia Katolicka, która oddała rządy liberałom tylko w latach 1878 – 1884. Rządziła w Belgii do maja 1938 roku, tylko z przerwą na okupację niemiecką podczas I wojny światowej. Partie wolne od katolickich dogmatów doszły do władzy dopiero po II wojnie światowej. W latach 50-tych XX wieku socliberalny rząd wprowadził przywileje dla szkół świeckich, co doprowadziło do czteroletniej kolejnej walki z katolikami o szkolnictwo. Dopiero w 1958 roku największe partie podpisały tzw. Pakt Szkolny, który zagwarantował nauczanie oparte na konstytucyjnej zasadzie wolności oświaty i jej niezależności od partii rządzących.

Wprowadzenie przymusu szkolnego powszechnie uważa się za znaczny krok cywilizacyjny, pozwalający na budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Tak stało się w wielu krajach, w których powstało państwowe szkolnictwo ze świeckim programem nauczania. Belgijska partia rządząca przed I wojną światową postanowiła za państwowe pieniądze stworzyć sieć szkół katolickich uczących według własnego programu. Urządzić powszechną katechezę, zamiast powszechnego nauczania.

Belgia jest państwem federacyjnym, składających się obecnie z 3 regionów:  flamandzkiego, walońskiego oraz stołecznej Brukseli. Pomiędzy etnicznymi regionami Flamandii i Walonii do dziś istnieją poważne różnice. W początkach wieku XX były jeszcze głębsze i jak wieszczył dziennik socjalistyczny „Naprzód”:

Belgia wallońska wolnomyślna i Belgia flamandzka konserwatywno-katolicka, Belgia flamandzka rolnicza i wallońska przemysłowa, dzięki stronniczemu projektowi szkolnemu katolików oddzielają się od siebie coraz bardziej nie przebytym murem…

Źródło: „Naprzód” Organ centralny polskiej partii socyalno-demokratycznej, 29 listopada 1913 roku.

W chwili koronacji na cesarza Francuzów Napoleon Bonaparte miał już własny empirowy tron i projektantów gotowych do kompletnego wykonania nowej oprawy rodzącego się imperium.

Empire, styl w architekturze i sztuce pierwszego cesarstwa, nie rozpoczął się 2 grudnia 1804 roku, ale kilka lat wcześniej. Poprzedził go okres Konsulatu (1799-1804), kiedy to Bonaparte, sprawował praktycznie samodzielną władzę. Już wtedy wprowadzał dworski ceremoniał i kompletował rekwizyty władzy. Potęgę nowego cesarstwa miały ukazywać nie tylko architektura i sztuka wyposażania wnętrz, ale również literatura, teatr, malarstwo oraz stroje.

empire-chambre-de-l-empereur-malmaison

Salon empirowy na zamku Malmaison

Wódz uważał się za znawcę piękna, ale w dziełach sztuki szukał przede wszystkim metod do wysławiania własnej wielkości i swoich wojennych sukcesów. „Jesteś wielki jak świat” – często mówili mu podwładni, ale to nie wystarczało. Za I cesarstwa, tak jak w czasach Ludwika XIV, władza szczegółowo określała normy dla artystycznej twórczości. Gorliwi urzędnicy „od sztuki” zapewniali cesarza, że „po dziesięciu latach będzie już mógł oczekiwać pojawienia się arcydzieł”.

Przyszłość okazała się mniej różowa. Cesarstwo upadło, a empirowe „arcydzieła” mimo pewnej popularności, doczekały się także ostrej krytyki. Leon Libonis – francuski rzeźbiarz i ilustrator w końcu XIX wieku rozprawił się z nimi stanowczo. Poniżej: obszerne fragmenty książki „Styl cesarstwa (empire)” – wydawnictwo Jan Fiszer Warszawa, 1903 r.

Styl ten wraz ze stylem pierwszej Republiki, który jest przejściowym, obejmuje przeciąg 23 lat, od r. 1792 do r. 1815. Francuskiemu przemysłowi artystycznemu straszny cios zadały okropne wypadki polityczne, które wstrząsnęły końcem XVIII stulecia. Francja, oddana na pastwę obcemu najściu i wojnie domowej, zrujnowana przez wychodźstwo ludzi i majątków, bez znaczenia w Europie, pozbawiona została źródeł dochodowych publicznych i prywatnych. Wszystkie sprawy zostały wstrzymane, bogate pracownie, skąd wychodziły na świat arcydzieła, płacone dzisiaj na wagę złota, zamknęły się, artyści i robotnicy popadli w najgłębszą nędzę; jedni poszli szukać szczęścia za granicą, inni, więksi patrioci, zapisali się do armii broniącej Francji na kresach, lub do armii, broniącej Republiki w Wandei. Śliczna sztuka XVIII wieku upadła. (…)

Arcydzieła, zbierane od wieków w pałacach, zamkach, a szczególnie w kościołach, oddane były na stopienie, inne zostały zrabowane, zdeptane i zmiażdżone przez zwycięzców ciemnych i barbarzyńskich, którzy niszczyli te prawdziwe cuda inteligencji ludzkiej. Meble i przedmioty sztuki dawnych rezydencji królewskich zostały wystawione na sprzedaż, ale wiele z tych sprzedaży przerwano dla braku kupujących. Meble i przedmioty najcenniejsze podzielono na dwie części; pierwsza miała być zachowana, aby figurować w zbiorach narodowych francuskich, druga służyła na zamianę z cudzoziemcami za broń, amunicję i zapasy żywności. (…)

Wtedy to na tą nieszczęśliwą epokę bardzo zgubny wpływ wywarł David*, zamiłowany aż do fanatyzmu w bogach i bohaterach starożytności, których starał się przywrócić do życia w swoich obrazach. Dzięki wielkiemu talentowi propagował on wszędzie to szalone zamiłowanie do starożytności, co tym łatwiej mu poszło, że upodobanie podobne zaczęło się już zjawiać w ostatnich czasach panowania Ludwika XVI. David, jak Lebrun** za czasów Ludwika XIV, dawał wzory na wszystko i kierował wszystkimi uroczystościami publicznymi, pochodami, przedstawieniami, rysował kostiumy członków zgromadzenia, uczniów szkół, i wszystko to w guście starożytnym, z togami, tunikami, peplum, itd.

hope-imperial-sofa-1802

Sofa w stylu empire

Po kampanii egipskiej [1798] meble wzbogaciły się nowym nabytkiem; można było widzieć piramidy, służące za biurka, i obeliski jako części składowe mebli domowych. Takie wprowadzenie prostoty starożytnej do umeblowania nowożytnego było po prostu śmiesznym. Robić z drzewa profile, gzymsy i ornamenty, które mogą być tylko z marmuru, znaczy to zaprzeczać wszelkiej idei artystycznej.

Obok Davida, człowiekiem który wywarł największy wpływ na rozwój stylu tej epoki, był budowniczy Percier, ze swoim kolegą Fontaine. Ci dwaj architekci, a szczególniej Percier, mieli wielką łatwość kompozycji i wykonania, ale ciągle prześladowało ich wspomnienie form czystych i suchych starożytności. Artystą wybornym pod każdym względem i któremu zawdzięczamy najlepsze produkcje epoki był malarz Prud’hon, którego kompozycje mitologiczne pełne są gustu i odznaczają się rysunkiem i wdziękiem, godnemi najlepszych dzieł XVIII wieku. Na nieszczęście prace jego nie dotyczyły nigdy dzieł całkowitych, a odnosiły się głównie do płaskorzeźb i figur z brązu, zdobiących sprzęty. (…)

Cesarz obstalował u Percier’a wielką liczbę rysunków do dekoracji i umeblowania mieszkań cesarskich. Percier wybrał do wykonania mebli braci Jacob, synów Grzegorza Jacoba, rzeźbiarza Ludwika XVI, zmarłego w r. 1789. Ci stolarze artyści wykonali już dla Perciera w 1793 r. meble, przeznaczone dla Konwencji, i to zapewne było początkiem pracy wspólnej, którą podjęli także dla odrestaurowania pałaców cesarskich. Około roku 1804 jeden z braci Jacob zmarł i pozostawił drugiemu kierunek pracowni, a ten ostatni połączył ze swoim nazwisko Desmaltera. Dzieła tych stolarzy, czy to wykonane przez każdego z nich z osobna, czy też wspólnie, są liczne i piękne; pałac Fontainebleau, Wersalu i Muzeum mebli narodowych, są pełne ich wyrobów; umeblowanie sali Marszałków w dawnym pałacu Tuileries jest ich dziełem.

Najważniejszem dziełem Jacoba i Desmaltera jest szafka na klejnoty cesarzowej Marii Ludwiki. Nic nie okazuje lepiej, jak ten mebel, do jakiego stopnia zły smak doszedł w przeciągu tak krótkiego czasu. Aby się o tym przekonać, trzeba się przyjrzeć owej szafie, o kompozycji nędznej, o ścianach rozpaczliwie płaskich, ozdobionych ornamentami miedzianymi, w stylu banalnym. Była ona jednak w tej epoce uważaną za jedno z najpiękniejszych dzieł, znanych w stolarstwie, a zapłacono za nią nie do uwierzenia wysoką sumę 55,000 franków. Pomimo wszystko, nie można zaprzeczyć, że robota stolarska tego mebla jest wykonana mistrzowską ręką, jako wyrób rzemieślniczy; co zaś do figur brązowych, w stylu Prud’hona, to zasługiwały one na lepsze pomieszczenie.

kolobrzeg_palac_brunszwickich

Pałac Brunszwickich w Kołobrzegu

Podziw dla gustu francuskiego był tak wielki i tak rozpowszechniony wówczas w Europie, że pomimo zasmucających wojen tej epoki i niewielkiej ilości wdzięku, jaki styl Cesarstwa przedstawia, został on jednakże przyjętym powszechnie. Sława Jacoba i Desmaltera rozeszła się wszędzie; dostarczyli oni mebli dla dworu hiszpańskiego, wykonali dla cesarza rosyjskiego część mebli do jego rezydencji w Ermitażu, i pracowali wiele dla Anglii.(…)

Pomnikiem najwspanialszym z wystawionych przez cesarza jest łuk triumfalny de l’Etoile, wzniesiony podług planów budowniczego Chalgrina. Roboty rozpoczęte w r. 1806 zostały przerwane w r. 1813, i po różnych przygodach budowa została dopiero ukończona za Ludwika Filipa. Z innych ważniejsze są: kościół 8-tej Magdaleny, który miał być świątynią wielkiej armii; pałac Giełdy, wreszcie pałac przy ulicy d’Orsay, przeznaczony na ministerstwo spraw zagranicznych, pod który kamień węgielny położony został w 1810 r. Roboty przy tej budowie zostały przerwane w r. 1814, podjęte znowu za Restauracji i nareszcie wykończone za Ludwika Filipa.

Główny charakter stylu cesarstwa jest bardzo typowy i niepodobny do żadnego innego, nawet do starożytnego, który tak bardzo starano się skopiować. Architektura jest tylko niezręczną kopią pomników starożytności. Dekoracja, ornamentyka, to starożytność, zawsze starożytność, ale napuszona, śmieszna, zimna; jest to orgia palm, wieńców o kwiatach praskich i liściach policzonych, anemicznych godeł wojennych, kasków karnawałowych itp., ułożonych ciężko i bez wdzięku. (…)

Gdy patrzymy na ten długi szereg wieków, w ciągu których przeszły z takim triumfem francuskie pomysły artystyczne, to nie rozumiemy, w jaki sposób te tradycje siły, wdzięku i elegancji mogły runąć i zginąć w przeciągu 10-12 lat zaledwie, i zrobić miejsce tak płaskiej sztuce, jaką jest styl cesarstwa.

jacobdesmalter-tronnapoleona-1804

Równie krytyczne opinie o stylu I cesarstwa można spotkać także współcześnie. Tak zrecenzowano ją na portalu historiasztuki.eu:

Wojskowa dyktatura Napoleona, który samozwańczo proklamował się strażnikiem zdobyczy rewolucji, oparła nowy styl „empire” na podstawach klasycznych, tłumaczonych jednak obecnie na inny sposób. Umiłowany „ideał piękna” i harmonii przygłuszają obecnie swym hukiem zwycięskie armaty i światowa sława cesarza. Sztuka nie budzi już ducha wolności, jak dawniej marzyło się Winckelmannowi****. Staje przed nią teraz zadanie opanowania ludzkiej świadomości nieco ociężałym majestatem. Promotorzy empiru domagali się prostoty ogołoconych ścian i nawet mistrzów XVIII wieku ganili za niepotrzebny przepych, chcąc jednak uniknąć wrażenia ubóstwa, sami wprowadzali liczne ozdoby, pokrywając ściany mnóstwem motywów dekoracyjnych, które nadawały budowlom charakter niezdarnego luksusu.

Takie to paradoksy rodzą się, kiedy sztuka ma realizować z góry narzucone założenia. Mimo to, styl empire znalazł uznanie w ówczesnym świecie, a także później. Popularny stał się przede wszystkim w krajach opanowanych przez Francję, ale również w Stanach Zjednoczonych, Rosji i Anglii. Chociaż często w tych krajach poszukiwano własnych form wyrażenia potęgi imperialnego państwa, bywały to rozwiązania podobne do francuskich.
Szczególnie widać to w architekturze. W Rosji w stylu empire na początku XIX wieku powstały m.in. w Sankt Petersburgu budynki Instytutu Górniczego i Admiralicji. W Polsce można zobaczyć ten styl w Kołobrzegu – w pałacu rodziny Brunszwickich (von Braunschweig).
Do popularyzacji form empirowych znacząco przyczyniło się wydanie w 1812 roku katalogu z projektami wnętrz autorstwa P.F. Fontaine’a i M. Perciere’a. Po upadku cesarstwa w 1815 r. imperialny styl stracił jednak we Francji na znaczeniu, bo zabrakło możnego protektora. Empirowe meble nie bardzo nadawały się do skromniejszych wnętrz mieszczańskich, a odrestaurowana monarchia miała już zdecydowanie mniejsze ambicje…

***

*Jacques-Louis David (ur. 30 sierpnia 1748 w Paryżu, zm. 29 grudnia 1825 w Brukseli), francuski malarz, główny reprezentant klasycyzmu, nadworny malarz Napoleona Bonaparte.
** Charles Le Brun (1619-1690) – francuski malarz, architekt i dekorator okresu baroku, współtwórca stylu Ludwika XIV.

*** Pierre-Paul Prud’hon (1758-1823) – francuski malarz i rysownik, reprezentujący malarstwo klasyczne w formie i jednocześnie romantyczne w treści i nastroju. Był nauczycielem rysunku żon Napoleona, pełnił również funkcję nadwornego malarza.

****Johann Joachim Winckelmann (1717-1768) – niemiecki archeolog i historyk sztuki, który przyczynił się do narodzin klasycyzmu. W swoich pracach dowodził, że szczytem sztuki jest osiągnięcie piękna, czego artysta dokonać może tylko kiedy sam sobie narzuci rygorystycznie przestrzeganą koncepcję dzieła ze „szlachetną prostotą i spokojną wielkością”.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop