To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Wpadki i wypadki

We wtorek rano, 13 grudnia 1932 wstrząsnęła Łodzią wiadomość o wybuchu przed gmachem urzędu wojewódzkiego. Po mieście krążyły pogłoski o niezwykle tragicznych skutkach zamachu. Aby powstrzymać rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji, władze wydały oficjalny komunikat o poniższej treści:

W dniu dzisiejszym o godzinie 10 minut 20 rano została podrzucona koło urzędu wojewódzkiego niewielka puszka z jakimś materjałem wybuchowym. W pewnym momencie puszka eksploatowała, w wyniku czego została zabita przechodząca ulicą kobieta – żydówka, której nazwiska dotąd nie ustalono, oraz lekko raniona została jedna osoba.
W gmachu urzędu wojewódzkiego naskutek wybuchu wyleciało kilka szyb.
W tym samym czasie ujawniona została w przedsionku magistratu analogiczna puszka z materiałem wybuchowym, która na szczęście nie zdążyła eksplodować.
Znajdująca się na miejscu policja puszkę tę w porę usunęła.
Na miejsce wypadku przybyły niezwłocznie władze bezpieczeństwa oraz sądowe i wszczęły energiczne dochodzenie. Kilka osób w związku z tym wypadkiem zostało przez władze natychmiat zatrzymanych.
Będący w drodze do Warszawy p. wojewoda Jaszczołt natychmiast powrócił do Łodzi.

Szczegóły tragicznego zdarzenia 14 grudnia relacjonował „Głos Poranny”:

Punktualnie o godzinie 10.20 rozległa się w pobliżu pałacu Poznańskich, gdzie mieści się urząd wojewódzki, NIEZWYKLE SILNA DETONACJA. Słychać ją było na ul. Nowomiejskiej, Ogrodowej, Zachodniej i Stodolnianej. W momencie wybuchu wyleciały z brzękiem szyby w kilku oknach parterowych biur województwa.
W tej samej chwili rozległy się PRZERAŹLIWE KRZYKI I JĘKI. Z ust licznych przechodniów wydarł sie niesamowity okrzyk zgrozy. Okazało się bowiem, że na chodniku w odległości 30 metrów od filji urzędu pocztowego, przy ul. Zachodniej, w miejscu, gdzie znajduje się oszklona galerja, dawny ogród zimowy w Pałacu Poznańskich, EKSPLODOWAŁA PUSZKA Z MATERJAŁEM WYBUCHOWYM.
Eksplozji towarzyszył wysoki słup dymu. Po chwili, kiedy gęsty tuman dymu się rozwiał, stwierdzono, że na chodniku leżą dwie kobiety. JEDNA Z NICH BYŁA ROZSZARPANA przez eksplodujący materiał wybuchowy. Druga była ranna w twarz.
Momentalnie nadbiegła policja, która ZAMKNĘŁA CAŁĄ ULICĘ DLA WSZELKIEGO RUCHU i zaalarmowała pogotowie ratunkowe kasy chorych. Po upływie krótkiego czasu przybyły władze bezpieczeństwa i władze sądowo – śledcze.

Po dokonaniu wizji lokalnej oraz przesłuchaniu naocznych świadków zatrzymano 8 osób do dalszych wyjaśnień. Rozpoczęło się intensywne śledztwo, które przyniosło pierwsze efekty już po kilku godzinach. Tego samego dnia udało się ustalić tożsamość zabitej kobiety, mimo, że nie miała przy sobie żadnych dokumentów. Była nią 48-letnia Żydówka – Mindla Filozof, z domu Goldberg. Ustalono, że w feralny wtorek szła ona od strony ulicy Stodolnianej w kierunku Ogrodowej. Gdy znalazła się za urzędem pocztowym, po stronie gmachu województwa, zauważyła na chodniku jakąś paczkę zawiniętą w papier. Podniosła zawiniątko i odpakowała je. Kiedy zobaczyła, że jest to blaszana puszka bez wartości, wyrzuciła ją. W tej samej chwili nastąpił wybuch, który rozerwał kobietę: wyrwał jej wnętrzności i oderwał fragmenty ciała. Eksplozja była tak silna, że skrawione strzępy ciała zbierano w promieniu kilkunastu metrów! Oderwaną rękę odnaleziono kilkadziesiąt metrów od miejsca wybuchu.
Mindla była żoną tragarza Chaima Filozofa. Zajmowała się roznoszeniem po domach nabiału i drobiu. Tragicznego dnia wyszła z domu przy ulicy Zawiszy ok. godz. 7. Zwykle wracała ok. południa. Kiedy nie przyszła na obiad i nie pojawiła się do wieczora, zaniepokojony mąż zgłosił to na policję. Zawezwany do prosektorium, rozpoznał w zabitej swoją żonę.
Drugą poszkodowaną była 20-letnia robotnica Chana Krajka. Została lekko ranna w twarz. Na miejscu udzielił jej pomocy lekarz pogotowia.
Puszkę z materiałem wybuchowym znaleziono również w przedsionku magistratu przy Placu Wolności, skąd prowadziła droga do głównej kasy miejskiej. Na paczkę zawiniętą w biały papier natknął się pod oszklonymi drzwiami pracownik gospodarczy – Kowalski. Mimo, że spod papieru wystawał lont, Kowalski nie zorientowany co trzyma w ręku, zaniósł pakunek do dozorcy urzędu. Ten podejrzewając, że rzecz może być niebezpieczna, dostarczył ją policjantom.
Dochodzenie w celu wykrycia sprawców nabrało tempa, gdy śledczy ruszyli tropem kolporterów ulotek wzywających do gwałtownych wystąpień w obronie zapomóg finansowych dla robotników sezonowych. W kręgu podejrzeń znaleźli się kierownicy kilku co agresywniejszych związków zawodowych.
Okazało się, że w dniu zamachu, wieczorem w lokalu jednego ze związków doszło do bójki i strzelaniny. Policja postanowiła bliżej przyjrzeć się krewkim związkowcom, co rychło doprowadziło ją do sprawców zamachu.
O aresztowaniu zamachowców oraz o szczegółach ich przestępczej działalności – już wkrótce…

We wtorek rano, 13 grudnia 1932 roku wstrząsnęła Łodzią wiadomość o zamachu przed gmachem urzędu wojewódzkiego. U zbiegu ulic Ogrodowej i Zachodniej, pod pałacem Poznańskich, w którym mieściły się wówczas władze województwa, eksplodowała jakaś puszka z materiałem wybuchowym. Śmierć poniosła jedna osoba, druga została lekko ranna. Wybuch był tak silny, że oderwaną dłoń zabitej kobiety znaleziono kilkanaście metrów od ciała. Ofiar mogło być dużo więcej, gdyby policja nie znalazła i nie usunęła drugiej takiej samej puszki podrzuconej w przedsionku urzędu.
Władze bezpieczeństwa w związku z zamachem ogłosiły specjalny komunikat.
Więcej o zamachu – już jutro.

Niby napad, jak na Dzikim Zachodzie, ale z jakże zaskakującym finałem!  Niezwykły rozbój relacjonował 3 czerwca 1912 roku łódzki dziennik „Rozwój”.

tramwaj-linii-8-na-petli-lodz-fabryczna

(a) Napad bandycki. Wczoraj o godz. 11 i pół wieczorem ostatni pociąg kolei elektrycznej podjazdowej, zabrawszy z Łodzi dwa dodatkowe wagony, jechał w kierunku Pabianic. Na wagonie motorowym, prowadzonym przez maszynistę: Kazimierza Gawłowskiego, na platformie znajdował się konduktor Józef Dębicki, wewnątrz siedziało sześciu pasażerów; w wagonach dodatkowych, które miały być zepchnięte do remizy, prócz konduktora Władysława Jabłonowskiego nie było nikogo.
Na skręcie pomiędzy ulicą Wólczańską, a mostem kolei obwodowej, kiedy konduktor Dębicki zbliżył się do jednego z pasażerów, aby kupił bilet; ten szybko wyjął rewolwer i grożąc, że będzie strzelał, rozkazał konduktorowi, oraz innym pasażerom podnieść ręce do góry. Bandyta szybko zdjął przewieszoną przez ramię konduktora torbę, w której znajdowało się 19 rubli gotówką i poszedł do wagonów dodatkowych. Tutaj zwrócił się do konduktora Jabłonowskiego z żądaniem, aby oddał mu pieniądze, a gdy ten, sądząc, że to żarty, roześmiał się, bandyta, strzelił z rewolweru; kula przeszła koło ucha Jabłonowskiego i przebiła szybę wagonu.
Po zrabowaniu torby Jabłonowskiemu, w której było 27 rubli gotówką i bilety pasażerskie, bandyta dał sygnał, aby maszynista zatrzymał pociąg, a przy zwolnieniu biegu wyskoczył z wagonu i z łupem zniknął w ciemnościach.
Charakterystyczne było zachowanie się bandyty, gdy jeden z pasażerów zamiast podniesienia rąk oddał bandycie zwitek banknotów. Bandyta rzucił pieniądze mówiąc: „Ja nie chcę prywatnych pieniędzy, tylko rządowe”.

Może trudno to sobie wyobrazić, ale 100 lat temu, kiedy zatonął luksusowy liniowiec „Titanic”, prasa po obu stronach Atlantyku podawała wiadomości o katastrofie niemal na bieżąco. Umożliwiło to małe urządzenie nadawczo-odbiorcze, przesyłające sygnały radiowe kodem Morse’a. Tzw. telegraf „bez drutu”, choć wynaleziony ledwie kilka lat wcześniej, był już powszechnie stosowany do nadawania sygnałów wzywających na pomoc. Teraz okazał się niezwykle użyteczny do przesyłania korespondencji prasowych. Jako, że katastrofa miała miejsce na oceanie, daleko od lądu, w nocy z niedzieli na poniedziałek, pierwsze wiadomości prasowe ukazały się w Łodzi we wtorek. Informacje docierały wprawdzie szybko, ale gorzej było z ich wiarygodnością.

16 kwietnia 1912 roku dziennik „ROZWÓJ” publikował depesze z dnia poprzedniego i bieżące:

Nowy Jork, 15 kwietnia (wł.) Okręt „Titanic” zawiadamia telegrafem bez drutu, że pomimo ciężkich, uszkodzeń, zwłaszcza na przodzie okrętu, płynie wolno w stronę Halifaxu, holowany przez okręt „Wirginia”. Wszyscy pasażerowie uratowani i w liczbie 1650 przeniesieni na pokład okrętu „Carpadia”. Jest nadzieja, że „Titanic” pomimo uszkodzeń, dopłynie do portu.

Londyn, 15 kwietnia (wł.) Wielki nowo zbudowany okręt parowy „Titanic”, należący do kompanii transatlantyckiej „White Stare”, odbywający swą pierwszą podróż pomiędzy Southampton i Nowym Jorkiem, a mający na pokładzie 3 tys. osób, natknął się na wysokości Nowej Fundlandyi na góry lodowe i został silnie uszkodzony. Pierwsze telegramy donoszą, że kobiety, znajdujące się na pokładzie, zostały uratowane.

Nowy Jork, 16 kwietnia (wł.) Władze portowe (…) otrzymały wiadomość telegrafem bez drutu późnym wieczorem, że okrętowi „Titanic” grozi zatonięcie. Okręty holownicze usiłowały wyciągnąć go na płytką wodę pod Casse-Roe.

Londyn, 16 kwietnia (wł.) Według ostatnich telegramów, katastrofa „Titanica” wydarzyła się w niedzielę o godz. 10 wieczorem. Ostatnie słowo, otrzymane przez telegraf bez drutu brzmiało: toniemy. Od tej chwili połączenie radio-telegraficzne przerwało się. Góra lodowa, która spowodowała katastrofę, napotkała poprzednio kilka innych okrętów, które tylko z wielkim trudem zdołały ją ominąć. Między innemi był w niebezpieczeństwie okręt francuski „Niagara”, wiozący wychodźców; doznał on lekkich uszkodzeń. Nieszczęściem dla „Titanica” było, że w chwili katastrofy spadła gęsta mgła. Zachodzi obawa, że płynące masy lodowe spowodują dalsze katastrofy.

Nowy Jork, 16 kwietnia (wł.) Pomimo ostatnich niepokojących wiadomości o stanie „Titanica”, tutejszy przedstawiciel linii okrętowej Wite-Star, wyraża przekonanie, że „Titanic”, chociażby odniósł bardzo poważne uszkodzenia w przedniej części, nie zatonie, ponieważ system klapowy wyklucza zupełnie możliwość tego.

Nowy Jork, 16 kwietnia (wł.) Ostatnie doniesienia wykazują, że wiadomości o uratowaniu „Titanica” ze wszystkimi pasażerami były bałamutne. Okręt zatonął. Można uważać za rzecz pewną, że pasażerowie i marynarze w znacznej części zginęli.

Następnego dnia ( środa 17 kwietnia) w „ROZWOJU” ukazał się obszerniejszy materiał o katastrofie „Titanica”.

Straszna katastrofa największego okrętu

O katastrofie okrętu „Titanic” nadeszły dotąd bardzo skąpe wiadomości.
Okręt „Titanic”, dopiero co zbudowany, zaopatrzony był we wszystkie możliwe przyrządy bezpieczeństwa, odznaczał się przepychem, przechodzącym wszystkie tego rozmiaru urządzenia.
Rozmiary tego okrętu są – jak wiadomo – olbrzymie, jest on 250 metrów długi, a 30 m wysoki. Pojemność jego wynosi 45,000 ton. Może on wygodnie pomieścić 2500 osób. Dzienniki porównywają ten okręt z największym gmachem wiedeńskim, z ratuszem i stwierdzają, że okręt ten jest dwa razy dłuższy od ratusza. Długość jego jest o 114 metrów większa od wysokości wieży tumu św. Szczepana w Wiedniu. Kominy są tak olbrzymie, że w każdym z nich zmieściłaby się lokomotywa i kilka wagonów. Okręt ten posiada nietylko kabiny, ale całe mieszkania z salonami, z basenami do pływania, z placami do gry w tenisa i do innych gier, sale do gimnastyki, łazienki parowe itd.

Katastrofa nastąpiła w pobliżu Nowej Fundlandyi, gdzie o tym czasie płyną z północy wielkie masy lodu, przypędzane falami z Grenlandyi. „Titanic” zderzył się właśnie z jedną z takich gór lodowych, mającą 15 kilometrów długości. Zapewniają, że tylko dzięki nadzwyczajnej konstrukcji, „Titanic” nie rozbił się całkowicie. Na okręcie znajduje się 129 pieców i 27 kotłów. W razie uszkodzenia jednego pieca lub kotła, okręt może płynąć jeszcze dalej. Drzwi do poszczególnych sal i kabin zamykają się automatycznie w chwili, gdy tylko woda wtargnie do okrętu.

Wobec tego uważają całkowite zniszczenie okrętu za wykluczone. Mimo to wątpić należy czy okręt ten da się naprawić, ponieważ w całej Ameryce niema tak wielkich doków, w których możnaby tak olbrzymi okręt umieścić, a potem naprawić. W tym celu musianoby okręt przewieść do Anglii, nie wiadomo jednak, czy „Titanic” będzie mógł w obecnym stanie odbyć tak wielką podróż.

Szczegóły uratowania podróżnych dotąd nie są znane. Wiadomo tylko, że najpierw ocalono wszystkie kobiety, a potem zajęto się ratunkiem innych podróżnych. Wielkie usługi oddały przytem okrętowi aparaty telegrafu bez drutu Marconiego, przy pomocy których zawiadomiono szybko inne okręty o katastrofie.

Wczoraj w nocy nadeszły do Paryża alarmujące depesze donoszące, że wiadomości o ocaleniu podróżnych okrętu „Titanic”, są nieprawdziwe. Depesze te znalazły potwierdzenie we wczorajszem nadzwyczajnem wydaniu „New York Heralda”, który doniósł, że ocalono tylko 675 podróżnych, a przeszło 1000 zginęło w morzu. Okręt „Titanic” zatonął. Po morzu pływają tylko szczątki okrętu.

Redakcya „Echo de Paris”, która tak samo, jak i redakcje innych dzienników, zwróciła się do dyrekcyi „White-Star-Line” nie otrzymała prawdziwych informacyj. Zdaje się jednak, że dyrekcya już wczoraj wiedziała o katastrofie okrętu, jednak wiadomość tę zataiła.

Dzienniki londyńskie potwierdzają wiadomość o strasznej katastrofie, której ofiarą padł okręt „Titanic”. Jest to największa katastrofa okrętów, jaka wogóle kiedykolwiek się wydarzyła. Była to pierwsza jazda okrętu „Titanic”, który przed kilkoma dniami wyruszył w swoją podróż z Southampton, wśród ogromnych uroczystości.

Katastrofa, zdaje się, nastąpiła w chwili, gdy większość podróżnych była w teatrze, znajdującym się na okręcie, na przedstawieniu. Podczas katastrofy panowała ogromna mgła.

Okręt-olbrzym dostał się z powodu tej mgły między dwie wielkie góry lodowe, które go zdruzgotały. Okręty „Virginian” i „Carpatia”, które pośpieszyły pierwsze na pomoc, zdołały ocalić tylko część podróżnych. Są to przeważnie kobiety i dzieci. Wielu innych podróżnych ocaliło się na łodziach ratunkowych. Okazało się jednak, że na okręcie „Titanic” znajdowało się za mało łodzi ratunkowych, było ich bowiem tylko 20.

Inne okręty, które pośpieszyły na pomoc, przybyły za późno. Ogółem zginęło 1683 podróżnych. Na okręcie znajdowało się 20 podróżnych z Niemiec i Austro-Węgier. Między nimi znajdował się niejaki Emil Tassigu z Wiednia. Niewiadomo, jaki los spotkał tych podróżnych. Ocalono przeważnie podróżnych I i II klasy.

Jako przyczynę katastrofy podają także i tę okoliczność, że kapitan chciał uzyskać rekord szybkości i zmienił kurs, wybierając drogę zanadto wysuniętą na północ, pełną o tej porze gór lodowych.
Spotkanie z temi górami lodowemi przyniosło okrętowi zgubę. Straty materyalne są ogromne. Na okręcie znajdowały się klejnoty, wartości 5 milionów koron, wiezione przez pewnego handlarza dyamentów i papiery wartościowe, wartości 200 mili. kor. Ponadto znajdowało się na okręcie 3400 worków pocztowych z przesyłkami pieniężnymi.

Między podróżnymi był też jeden z Rotschildów i amerykański miliarder Vanderbildt. Czy ich ocalono – niewiadomo. Na okręcie znajdowało się ogółem 2350 osób, z których 900 należało do załogi. „Titanic” zatonął wczoraj o godz. 2 min. 20 rano.

Dyrekcya „White Star Line” donosi, że z 2,200 pasażerów i załogi „Titanic” prawdopodobnie tylko 675 osób zostało wyratowanych. Parowiec „Olimpic” donosi, że ocalały przeważnie tylko kobiety i dzieci.

Parowiec „Olimpic” donosi dalej za pomocą telegramu Marconiego do Cap Race, że okręt „Carpatia”, który nad ranem dopłynął do miejsca katastrofy, znalazł tylko szczątki okrętu.

Luty 1936 roku był niezwykle atrakcyjny dla warszawskich amatorów hokeja. Ogromne lodowisko na Wiśle pozwalało każdemu chętnemu zaznać tego sportu.  W mieście Łodzi zaś mroźny ten miesiąc przyniósł sporo tragicznych wydarzeń.  „Głos Poranny” 15 i 16 lutego  informował o śmiertelnych wypadkach oraz samobójstwie.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop