To ci historia!

Mało znane i nieznane historie z tej ziemi…

Wpisy w kategorii: Wpadki i wypadki

Może trudno to sobie wyobrazić, ale 100 lat temu, kiedy zatonął luksusowy liniowiec „Titanic”, prasa po obu stronach Atlantyku podawała wiadomości o katastrofie niemal na bieżąco. Umożliwiło to małe urządzenie nadawczo-odbiorcze, przesyłające sygnały radiowe kodem Morse’a. Tzw. telegraf „bez drutu”, choć wynaleziony ledwie kilka lat wcześniej, był już powszechnie stosowany do nadawania sygnałów wzywających na pomoc. Teraz okazał się niezwykle użyteczny do przesyłania korespondencji prasowych. Jako, że katastrofa miała miejsce na oceanie, daleko od lądu, w nocy z niedzieli na poniedziałek, pierwsze wiadomości prasowe ukazały się w Łodzi we wtorek. Informacje docierały wprawdzie szybko, ale gorzej było z ich wiarygodnością.

16 kwietnia 1912 roku dziennik „ROZWÓJ” publikował depesze z dnia poprzedniego i bieżące:

Nowy Jork, 15 kwietnia (wł.) Okręt „Titanic” zawiadamia telegrafem bez drutu, że pomimo ciężkich, uszkodzeń, zwłaszcza na przodzie okrętu, płynie wolno w stronę Halifaxu, holowany przez okręt „Wirginia”. Wszyscy pasażerowie uratowani i w liczbie 1650 przeniesieni na pokład okrętu „Carpadia”. Jest nadzieja, że „Titanic” pomimo uszkodzeń, dopłynie do portu.

Londyn, 15 kwietnia (wł.) Wielki nowo zbudowany okręt parowy „Titanic”, należący do kompanii transatlantyckiej „White Stare”, odbywający swą pierwszą podróż pomiędzy Southampton i Nowym Jorkiem, a mający na pokładzie 3 tys. osób, natknął się na wysokości Nowej Fundlandyi na góry lodowe i został silnie uszkodzony. Pierwsze telegramy donoszą, że kobiety, znajdujące się na pokładzie, zostały uratowane.

Nowy Jork, 16 kwietnia (wł.) Władze portowe (…)otrzymały wiadomość telegrafem bez drutu późnym wieczorem, że okrętowi „Titanic” grozi zatonięcie. Okręty holownicze usiłowały wyciągnąć go na płytką wodę pod Casse-Roe.

Londyn, 16 kwietnia (wł.) Według ostatnich telegramów, katastrofa „Titanica” wydarzyła się w niedzielę o godz. 10 wieczorem. Ostatnie słowo, otrzymane przez telegraf bez drutu brzmiało: toniemy. Od tej chwili połączenie radio-telegraficzne przerwało się. Góra lodowa, która spowodowała katastrofę, napotkała poprzednio kilka innych okrętów, które tylko z wielkim trudem zdołały ją ominąć. Między innemi był w niebezpieczeństwie okręt francuski „Niagara”, wiozący wychodźców; doznał on lekkich uszkodzeń. Nieszczęściem dla „Titanica” było, że w chwili katastrofy spadła gęsta mgła. Zachodzi obawa, że płynące masy lodowe spowodują dalsze katastrofy.

Nowy Jork, 16 kwietnia (wł.) Pomimo ostatnich niepokojących wiadomości o stanie „Titanica”, tutejszy przedstawiciel linii okrętowej Wite-Star, wyraża przekonanie, że „Titanic”, chociażby odniósł bardzo poważne uszkodzenia w przedniej części, nie zatonie, ponieważ system klapowy wyklucza zupełnie możliwość tego.

Nowy Jork, 16 kwietnia (wł.) Ostatnie doniesienia wykazują, że wiadomości o uratowaniu „Titanica” ze wszystkimi pasażerami były bałamutne. Okręt zatonął. Można uważać za rzecz pewną, że pasażerowie i marynarze w znacznej części zginęli.

Następnego dnia ( środa 17 kwietnia) w „ROZWOJU” ukazał się obszerniejszy materiał o katastrofie „Titanica”.

Straszna katastrofa największego okrętu

O katastrofie okrętu „Titanic” nadeszły dotąd bardzo skąpe wiadomości.
Okręt „Titanic”, dopiero co zbudowany, zaopatrzony był we wszystkie możliwe przyrządy bezpieczeństwa, odznaczał się przepychem, przechodzącym wszystkie tego rozmiaru urządzenia.
Rozmiary tego okrętu są – jak wiadomo – olbrzymie, jest on 250 metrów długi, a 30 m wysoki. Pojemność jego wynosi 45,000 ton. Może on wygodnie pomieścić 2500 osób. Dzienniki porównywają ten okręt z największym gmachem wiedeńskim, z ratuszem i stwierdzają, że okręt ten jest dwa razy dłuższy od ratusza. Długość jego jest o 114 metrów większa od wysokości wieży tumu św. Szczepana w Wiedniu. Kominy są tak olbrzymie, że w każdym z nich zmieściłaby się lokomotywa i kilka wagonów. Okręt ten posiada nietylko kabiny, ale całe mieszkania z salonami, z basenami do pływania, z placami do gry w tenisa i do innych gier, sale do gimnastyki, łazienki parowe itd.

Katastrofa nastąpiła w pobliżu Nowej Fundlandyi, gdzie o tym czasie płyną z północy wielkie masy lodu, przypędzane falami z Grenlandyi. „Titanic” zderzył się właśnie z jedną z takich gór lodowych, mającą 15 kilometrów długości. Zapewniają, że tylko dzięki nadzwyczajnej konstrukcji, „Titanic” nie rozbił się całkowicie. Na okręcie znajduje się 129 pieców i 27 kotłów. W razie uszkodzenia jednego pieca lub kotła, okręt może płynąć jeszcze dalej. Drzwi do poszczególnych sal i kabin zamykają się automatycznie w chwili, gdy tylko woda wtargnie do okrętu.

Wobec tego uważają całkowite zniszczenie okrętu za wykluczone. Mimo to wątpić należy czy okręt ten da się naprawić, ponieważ w całej Ameryce niema tak wielkich doków, w których możnaby tak olbrzymi okręt umieścić, a potem naprawić. W tym celu musianoby okręt przewieść do Anglii, nie wiadomo jednak, czy „Titanic” będzie mógł w obecnym stanie odbyć tak wielką podróż.

Szczegóły uratowania podróżnych dotąd nie są znane. Wiadomo tylko, że najpierw ocalono wszystkie kobiety, a potem zajęto się ratunkiem innych podróżnych. Wielkie usługi oddały przytem okrętowi aparaty telegrafu bez drutu Marconiego, przy pomocy których zawiadomiono szybko inne okręty o katastrofie.

Wczoraj w nocy nadeszły do Paryża alarmujące depesze donoszące, że wiadomości o ocaleniu podróżnych okrętu „Titanic”, są nieprawdziwe. Depesze te znalazły potwierdzenie we wczorajszem nadzwyczajnem wydaniu „New York Heralda”, który doniósł, że ocalono tylko 675 podróżnych, a przeszło 1000 zginęło w morzu. Okręt „Titanic” zatonął. Po morzu pływają tylko szczątki okrętu.

Redakcya „Echo de Paris”, która tak samo, jak i redakcje innych dzienników, zwróciła się do dyrekcyi „White-Star-Line” nie otrzymała prawdziwych informacyj. Zdaje się jednak, że dyrekcya już wczoraj wiedziała o katastrofie okrętu, jednak wiadomość tę zataiła.

Dzienniki londyńskie potwierdzają wiadomość o strasznej katastrofie, której ofiarą padł okręt „Titanic”. Jest to największa katastrofa okrętów, jaka wogóle kiedykolwiek się wydarzyła. Była to pierwsza jazda okrętu „Titanic”, który przed kilkoma dniami wyruszył w swoją podróż z Southampton, wśród ogromnych uroczystości.

Katastrofa, zdaje się, nastąpiła w chwili, gdy większość podróżnych była w teatrze, znajdującym się na okręcie, na przedstawieniu. Podczas katastrofy panowała ogromna mgła.

Okręt-olbrzym dostał się z powodu tej mgły między dwie wielkie góry lodowe, które go zdruzgotały. Okręty „Virginian” i „Carpatia”, które pośpieszyły pierwsze na pomoc, zdołały ocalić tylko część podróżnych. Są to przeważnie kobiety i dzieci. Wielu innych podróżnych ocaliło się na łodziach ratunkowych. Okazało się jednak, że na okręcie „Titanic” znajdowało się za mało łodzi ratunkowych, było ich bowiem tylko 20.

Inne okręty, które pośpieszyły na pomoc, przybyły za późno. Ogółem zginęło 1683 podróżnych. Na okręcie znajdowało się 20 podróżnych z Niemiec i Austro-Węgier. Między nimi znajdował się niejaki Emil Tassigu z Wiednia. Niewiadomo, jaki los spotkał tych podróżnych. Ocalono przeważnie podróżnych I i II klasy.

Jako przyczynę katastrofy podają także i tę okoliczność, że kapitan chciał uzyskać rekord szybkości i zmienił kurs, wybierając drogę, zanadto wysuniętą na północ, pełną o tej porze gór lodowych.
Spotkanie z temi górami lodowemi przyniosło okrętowi zgubę. Straty materyalne są ogromne. Na okręcie znajdowały się klejnoty, wartości 5 milionów koron, wiezione przez pewnego handlarza dyamentów i papiery wartościowe, wartości 200 mili. kor. Ponadto znajdowało się na okręcie 3400 worków pocztowych z przesyłkami pieniężnemi.

Między podróżnymi był też jeden z Rotschildów i amerykański miliarder Vanderbildt. Czy ich ocalono – niewiadomo. Na okręcie znajdowało się ogółem 2350 osób, z których 900 należało do załogi. „Titanic” zatonął wczoraj o godz. 2 min. 20 rano.

Dyrekcya „White Star Line” donosi, że z 2,200 pasażerów i załogi „Titanic” prawdopodobnie tylko 675 osób zostało wyratowanych. Parowiec „Olimpic” donosi, że ocalały przeważnie tylko kobiety i dzieci.

Parowiec „Olimpic” donosi dalej za pomocą telegramu Marconiego do Cap Race, że okręt „Carpatia”, który nad ranem dopłynął do miejsca katastrofy, znalazł tylko szczątki okrętu.

Luty 1936 roku był niezwykle atrakcyjny dla warszawskich amatorów hokeja. Ogromne lodowisko na Wiśle pozwalało każdemu chętnemu zaznać tego sportu.  W mieście Łodzi zaś mroźny ten miesiąc przyniósł sporo tragicznych wydarzeń.  „Głos Poranny” 15 i 16 lutego  informował o śmiertelnych wypadkach oraz samobójstwie.

Jakimi talentami musiał wyróżniać się zduńskowolski organista, że zasłużył sobie na tak zdecydowane poparcie? 5 lutego 1930 roku (środa) „Kurjer Łódzki” informował o ostrym konflicie pomiędzy parafiankami a proboszczem. Krewkie niewiasty musiała uspokajać policja oraz ksiądz dziekan sieradzki.

Okazuje się, że w międzywojniu wymiar sprawiedliwości nie był aż tak surowy,  jak obecnie sądzimy. Przynajmniej w sprawach o zabójstwo nieposłusznych żon.  Dzisiaj 6 lat (nawet najcięższego) więzienia za morderstwo wydaje się łagodnym wyrokiem. 1 lutego 1930 roku „Kurier Łódzki” informował o procesie  niewiernego małżonka-mordercy:



Sto lat temu, 25 styczniu 1912 roku z reporterską rzetelnością łódzki „Rozwój” informował o wpadkach i wypadkach:

(a) Napad. Dziś w południe na rogu ulicy Zagajnikowej i Dzielnej w fabryce Dawida Nojgoldberga napadło 4-ch ludzi na pracownika kantoru, Stanisława Bugaj i pod groźbą zabójstwa zażądali od niego wydania pieniędzy, które niósł z banku dla administracyi fabrycznej. Gdy na wezwanie napadnięty podniósł ręce do góry, bandyta przeszukał mu kieszenie, zabrał 290 rb., jakie miał przy sobie, poczem wszyscy czterej bandyci bezkarnie zbiegli w kierunku ulicy Wierzbowej. Ocalala tylko dziesięciorublówka w złocie, którą Bugaj miał w kieszeni od kamizelki.

(p) Samoobrona konia. W dniu wczorajszym przechodnie na ul. Młynarskiej nr 15 byli świadkami ciekawego wypadku. Do dość dużego wozu załadowanego po brzegi węglem, zaprzężony był dość mizernie wyglądający koń, który mimo nieświetnego swego wyglądu, ciągnął ciężar, jak mógł. Gdy jednak jedno z kół wpadło w rów, koń, chociaż wytężał wszystkie siły wozu nie mógł wyciągnąć. Wówczas woźnica począł biedne zwierze w nielitościwy sposób okładać batem. Nie pomogły nawet perswazye i przestrogi przechodniów. Wreszcie koń, zniecierpliwiony widocznie postępowaniem swego pana, tak nieszczęśliwie kopnął go, że zmiażdżył mu kość czołową i nosową, przyczem woźnica doznał wstrząśnienia mózgu. Przybyły lekarz Pogotowia, po opatrunku na miejscu wypadku, wstanie groźnym i nieprzytomnym odwiózł ofiarę „końskiej samoobrony” do szpitala Poznańskich. Nazwisko i adres woźnicy nieznane.

Wtedy chyba nie było jeszcze pewne, że kobieta to człowiek, stąd bywały i  takie ogłoszenia:

1 stycznia 1930 roku Kurjer Łódzki relacjonował sądowy finał brutalnej napaści na policjanta.

Rejent Rokosowski musiał mieć przykre wspomnienia z Sylwestra 1929/1930 w Zduńskiej Woli. Kurjer Łodzki 1 stycznia 1930 (środa) donosił:

Powitanie Nowego Roku oraz karnawał to nie tylko czas zabawy i radości. Stare kroniki wypadków pełne były zdarzeń bulwersujących i tragicznych.

2 stycznia 1934 r. Głos Poranny informował [pisownia oryginalna]:

We wsi Gruszczyce pow. kaliskiego, w zagrodzie Stefana Kozłowskiego wydarzył się straszny wypadek. Gdy domownicy przebudzili się w dniu onegdajszym, znaleźli 2-letniego Piotra Kozłowskiego, w kołysce w kałuży krwi.
Stwierdzono, że dziecko ma przegryzioną krtań i nie żyje. O wypadku natychmiast powiadomiono policję, która wszczęła dochodzenie, w toku którego ustalono, że sprawcą morderstwa jest kot, który w nocy, gdy wszyscy pogrążeni byli we śnie, wskoczył na kołyskę i zagryzł chłopca. Następnie kot zniknął i poszukiwania za nim nie dały rezultatu.

* * *
W dniu wczorajszym o godz. 9.15 rano pociąg osobowy Nr 556, zdążający z Pabjanic do Łodzi, na przejeździe kolejowym  pod wsią Retkinia najechał na stojącą na torze i przyglądającą się orkiestrze miejscowej straży ogniowej 8-letnią Zofję Gawlik, mieszkankę tej wsi. Koła pociągu zmasakrowały ciało dziewczynki. Zwłoki nieszczęśliwej zabezpieczono na miejscu do czasu zejścia władz sądowo – lekarskich.(p)
* * *
w dniu onegdajszym dom przy ulicy Mianowskiego 33 [w Łodzi] był widownią tragicznego wypadku. W domu tym zamieszkują małżonkowie Ryczkowscy, którzy posiadają trzymiesięczną córeczkę imieniem Helusia.
Matka dziecka, Zofja, chcąc je uspokoić, włożyła mu do ust smoczek, sama zaś zajęła się pracą domową. Po pewnym czasie, gdy matka zajrzała do  dziecka, stwierdziła z przerażeniem, że Helena nie żyje. Wezwany lekarz pogotowia  ratunkowego stwierdził śmierć niemowlęcia wskutek uduszenia się smoczkiem (p)
* * *
Nocy Sylwestrowej liczni przechodnie znaleźli w kałuży krwi przy zbiegu ulic Wólczańskiej i Żwirki [w Łodzi] ciało jakiegoś młodego mężczyzny.
Niezwłocznie powiadomiono  policję. Przybyły na miejsce lekarz pogotowia stwierdził kilka ran kłutych klatki piersiowej i po udzieleniu pierwszej pomocy przewiózł poszkodowanego do szpitala św. Józefa przy ul. Drewnowskiej.
Ofiara jest nieprzytomna. Zdołano jednak stwierdzić, iż nazywa się Stanisław Pudlarz, ma lat 31, adresu jednak jego  nie udało się ustalić, jak również powodu napadu.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2012 To ci historia! Design by SRS Solutions