To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy w kategorii: Wpadki i wypadki

Jakimi talentami musiał wyróżniać się zduńskowolski organista, że zasłużył sobie na tak zdecydowane poparcie? 5 lutego 1930 roku (środa) „Kurjer Łódzki” informował o ostrym konflicie pomiędzy parafiankami a proboszczem. Krewkie niewiasty musiała uspokajać policja oraz ksiądz dziekan sieradzki.

Bunt w Rzeczpospolitej Babińskiej

Jak donosiliśmy, w parafii rzymsko-katolickiej w Zduńskiej Woli powstał zatarg na tle usunięcia organisty z miejscowego kościoła. Zatarg przybierał z dniem każdym ostry charakter i w rezultacie w niedzielę w czasie nabożeństwa około godziny 12-ej doszło do ekscesów, które tylko dzięki taktownemu zachowaniu się proboszcza parafii, zakończyły się względnie spokojnie.

Jak się dowiadujemy wczoraj awantury powtórzyły się, lecz tym razem następstwa były poważniejsze. Grupa kobiet w godzinach rannych wkroczyła do zakrystii w chwili, gdy ksiądz proboszcz przygotowywał się do spełnieniu obrządków religijnych. Kobiety, wtargnęły do zakrystji, ujęły księdza i obezwładniwszy, domagały się przyjęcia organisty do pracy. Proboszcz mimo gróźb odmówił. Zbuntowane kobiety wyprowadziły księdza z cmentarza kościelnego, zabraniając mu powrócić.
Ksiądz proboszcz powiadomił o zajściu policję, która przybywszy na miejsce usiłowała rozpędzić kobiety. Stawiły one policji czynny opór. Stanowisko kobiet zmusiło policję do czynnego zareagowania i aresztowania opornych.
W związku z powyższem na miejsce ekscesów przybył ks. dziekan sieradzki i łącznie z przedstawicielami policji wpłynął na uspokojenie zbuntowanych. Obecnie porządek w mieście przywrócono całkowicie.

Okazuje się, że w międzywojniu wymiar sprawiedliwości nie był aż tak surowy,  jak obecnie sądzimy. Przynajmniej w sprawach o zabójstwo nieposłusznych żon.  Dzisiaj 6 lat (nawet najcięższego) więzienia za morderstwo wydaje się łagodnym wyrokiem. 1 lutego 1930 roku „Kurier Łódzki” informował o procesie  niewiernego małżonka-mordercy:



Sto lat temu, 25 styczniu 1912 roku z reporterską rzetelnością łódzki „Rozwój” informował o wpadkach i wypadkach:

(a) Napad. Dziś w południe na rogu ulicy Zagajnikowej i Dzielnej w fabryce Dawida Nojgoldberga napadło 4-ch ludzi na pracownika kantoru, Stanisława Bugaj i pod groźbą zabójstwa zażądali od niego wydania pieniędzy, które niósł z banku dla administracyi fabrycznej. Gdy na wezwanie napadnięty podniósł ręce do góry, bandyta przeszukał mu kieszenie, zabrał 290 rb., jakie miał przy sobie, poczem wszyscy czterej bandyci bezkarnie zbiegli w kierunku ulicy Wierzbowej. Ocalala tylko dziesięciorublówka w złocie, którą Bugaj miał w kieszeni od kamizelki.

(p) Samoobrona konia. W dniu wczorajszym przechodnie na ul. Młynarskiej nr 15 byli świadkami ciekawego wypadku. Do dość dużego wozu załadowanego po brzegi węglem, zaprzężony był dość mizernie wyglądający koń, który mimo nieświetnego swego wyglądu, ciągnął ciężar, jak mógł. Gdy jednak jedno z kół wpadło w rów, koń, chociaż wytężał wszystkie siły wozu nie mógł wyciągnąć. Wówczas woźnica począł biedne zwierze w nielitościwy sposób okładać batem. Nie pomogły nawet perswazye i przestrogi przechodniów. Wreszcie koń, zniecierpliwiony widocznie postępowaniem swego pana, tak nieszczęśliwie kopnął go, że zmiażdżył mu kość czołową i nosową, przyczem woźnica doznał wstrząśnienia mózgu. Przybyły lekarz Pogotowia, po opatrunku na miejscu wypadku, wstanie groźnym i nieprzytomnym odwiózł ofiarę „końskiej samoobrony” do szpitala Poznańskich. Nazwisko i adres woźnicy nieznane.

Wtedy chyba nie było jeszcze pewne, że kobieta to człowiek, stąd bywały i  takie ogłoszenia:

1 stycznia 1930 roku Kurjer Łódzki relacjonował sądowy finał brutalnej napaści na policjanta.

Przykre musiał mieć wspomnienia z Sylwestra 1929/1930 roku rejent Rokosowski ze Zduńskiej Woli. Kurjer Łodzki 1 stycznia 1930 (środa) donosił (styl i ortografia oryginalne):
Onegdaj wieczorem, o czem obszernie doniosło wczorajsze „Echo” w Zduńskiej Woli, w powiecie łaskim dokonano zuchwałego napadu bandyckiego na kancelarię i mieszkanie rejenta Rokosowskiego, zamieszkującego w najruchliwszym punkcie miasta. Według przeprowadzonego dochodzenia było siedmiu zamaskowanych i uzbrojonych bandytów. Napad miał miejsce o godzinie 5 po południu. Dwóch złoczyńców pilnowało wejścia do lokalu, podczas gdy pięciu innych z rewolwerami gotowemi do strzału w rękach wkroczyło do wnętrza. W mieszkaniu i kancelarji znajdował się rejent Rokosowski z rodziną oraz pracownicy biura w liczbie 11 osób. Bandyci, steroryzowawszy obecnych grozą użycia broni, powiązali wszystkich, poczem przystąpili do rabunku. Przedewszystkiem zrewidowali stoły i biurka, z których zrabowali kilkaset złotych. Z kolei bandyci kazali sobie otworzyć kasę ogniotrwałą, w której przechowywano 2000 złotych w gotówce oraz weksle i papiery wartościowe, wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Bandyci zadowolili się gotówką, nie naruszając weksli i papierów.
Napad trwał około 2 godzin, przyczem odbywał się tak cicho, że nikt z przechodniów i sąsiadów rejenta nie mógł przypuszczać niczego złego. W ostatniej chwili, gdy bandyci kończyli gospodarkę, rejentowi Rokosowskiemu udało się nieznacznie oswobodzić z więzów i zbiec do sąsiedniego pokoju. Bandyci usiłowali pochwycić rejenta. Ten jednak zamknąwszy drzwi, pochwycił fuzję i oddał dwa strzały. Spłoszeni bandyci rzucili się do ucieczki. Powiadomiony o zuchwałym napadzie naczelnik wojewódzkiego Urzędu śledczego inspektor Nosek zarządził za zbiegłymi bandytami pościg. Około północy na bandytów natknęła się na torze kolejowym Pabianice – Łask. Osaczeni złoczyńcy rozpoczęli strzelaninę, a korzystając z ciemności rozbiegli się. Mimo to jednego z nich udało się zatrzymać. Jest nim niejaki Majer Binem, niewiadomego miejsca zamieszkania.

Dalsze ślady za zbiegami doprowadziły policję pod Konstantynów, gdzie jeden z bandytów wpadł do zagrody wieśniaczej, nakazując wieśniakom pod grozą dwóch rewolwerów zaprzęgać konie. Przeszkodziło temu zjawienie się policji. Bandyta, ostrzeliwując się, zrezygnował wkrótce z obrony i poddał się. Nazwiska drugiego bandyty nie zdołano narazie ustalić, ponieważ odmawia on wszelkich zeznań. Obydwóch złoczyńców, którym odebrano rewolwery oraz sto kilkadziesiąt naboi, przewieziono do więzienia. Wczoraj władzom śledczym nie udało się wpaść na trop dalszych 5 bandytów. Ślady doprowadziły do gminy Rąbień pod Łodzią, gdzie jednak zatarły się. Dalszy pościg, nad którym czuwa osobiście inspektor Nosek, trwa. Wyniki śledztwa trzymane są narazie w ścisłej tajemnicy.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop