Jak sto lat temu na Ziemi Łódzkiej żegnano Stary i witano Nowy Rok? Kto to dziś jeszcze pamięta? Kto chce pamiętać o tym, w pogoni za promocjami w supermarketach? Czy rodaków kupujących całymi workami chińskie fajerwerki,  jeszcze to cokolwiek obchodzi?

31 grudnia 1914 roku przypadał w czwartek. Dopiero co opadł kurz bitewny po miesiącu zażartych walk pomiędzy armiami trzech zaborców. Wynik wielkiej bitwy dookoła Łodzi zwanej Bitwą Łódzką, albo „małą bitwą narodów”, pozostał w zasadzie nierozstrzygnięty, żadna ze stron nie osiągnęła zakładanych celów. Był to jednak remis ze wskazaniem na Niemców. Rosjanie 6 grudnia musieli wycofać się z Łodzi, za linię rzek Bzury i Rawki. Następnego dnia do Ziemi Obiecanej wkroczyły wojska niemieckie.

142919

Łódź – zniszczony dom przy ulicy Aleksandrowskiej. Źródło: FotoPolska.eu

Stary zaborca ustąpił miejsca nowemu okupantowi. W takiej sytuacji największym powodem do radości  było zakończenie walk. Krajobraz po bitwie był jednakże przerażający. Na polach bitewnych wokół Łodzi pozostało 200 tysięcy trupów różnych narodowości, m.in. Polaków. W gruzach legły Konstantynów i Lutomiersk, inne miejscowości, jak: Tuszyn, Zgierz, Pabianice czy Aleksandrów uległy poważnym zniszczeniom. Także Łódź mocno ucierpiała wskutek niemieckich bombardowań.

W drugiej połowie grudnia 1914 roku nadszedł czas porządków.  W „Nowym Kurjerze Łódzkim” pojawia się makabryczna i zdumiewająca wiadomość o pracach polowych w grudniu.

W wielu wsiach w okolicy Łodzi, gdzie pociski poryły doły i gdzie polegli pochowani zostali na polach ornych o tyle płytko, że po zmyciu powierzchni przez deszcz widać było części ich ciał, włościanie wspólnemi siłami wykopali groby wzdłuż dróg i przenieśli zwłoki.
Następnie każdy wyrównał swe kawałki ziemi i w tych dniach przystąpiono do robót polnych. W braku dostatecznej liczby koni do pługa, wraz z koniem zaprzęgają się ludzie.
Jedno jest tylko zmartwienie, skąd wziąć na wiosnę ziarna do siewu?

Uprzedzając fakty, warto dodać, że ci z włościan, którzy ze zdobyciem ziarna jakoś sobie poradzili i pola obsiali, zyskali w Nowym Roku kolejne zmartwienie: jak zebrane zbiory uchronić przed skonfiskowaniem przez okupanta?

Łódzka prasa podaje głównie urzędowe informacje o wydarzeniach frontowych oraz o problemach z zaopatrzeniem w żywność. Sporo miejsca zajmują też obwieszczenia gubernatora miasta – generała majora Hansa Gerecke. Wprowadza on konsekwentnie swoje porządki. Gazety niemal codziennie zamieszczają jego rozporządzenia, jak te poniżej:

Wszelki ruch uliczny w Łodzi i na przedmieściach zakazany jest po 9 wieczorem. Chodzić po ulicy dozwolone jest tylko osobom upoważnionym przez piśmienne pozwolenie urzędu gubernialnego. Pozwolenia tego rodzaju udzielane będą tylko lekarzom, akuszerom, straży ogniowej oraz milicji.

Wszelkie restauracje, kawiarnie i lokale publiczne muszą, być zamykane o godz. 9 wieczorem. Wyjątek stanowią restauracje tych hoteli, gdzie są rozkwaterowani oficerowie i tylko dla użytku tychże oficerów.

Przynajmniej 3 dorożki muszą stać także stale od godz. 9 do 12 w nocy przed Grand-Hotelem do użytku gubernatora.

W okręgu łódzkiej cesarsko-niemieckiej gubernji sprzedawane i rozpowszechniane być mogą tylko pisma niemieckie, austrjackie i wychodzące w Łodzi. Winni przekroczenia tego przepisu będą karani.

Podaje się do wiadomości publicznej, że i w wieczór sylwestrowy rozporządzenie o godzinach ruchu w nocy również moc swą utrzymuje. Lokale publiczne muszą być zamknięte po godz. 9 wieczorem.

Kto w tych warunkach myślał, jak zabawić się w sylwestrową noc? Zapowiadany w teatrze „Scala” przy ulicy Cegielnianej wielki sylwestrowy bal maskowy został odwołany. Co to za Sylwester, który kończy się o godzinie 21?

W Nowym Roku gubernator witał łodzian kolejnymi zarządzeniami:

Osobom obcym wstęp na dworzec, jak również i na plant kolejowy, jest wzbroniony.
Posterunki mają nakazane, osoby kręcące się po dworcu i plancie kolejowym, aresztować lub wrazie nie zatrzymania się na trzykrotne wezwanie, zastrzelić.

We wszystkich miejscach sprzedaży, w restauracjach, hotelach, zajazdach i. t. p. ceny powinny być wyszczególnione w markach i fenigach. Wykaz cen w rublach i kopiejkach również ma nadal pozostać.

Niestety, podawanie cen w dwóch walutach nie rozwiązało problemów z zaopatrzeniem tych placówek. Felietonista „Nowego Kurjera” podsumował swoje kawiarniane doświadczenia poniższym tekstem:

W kawiarni. Ktoby chciał dziś traktować poważnie szyldy przedsiębiorstw, rzekłbym mu, iż kiep imię jego. Wojna nie tknęła wprawdzie szyldów. Natomiast z gruntu zmieniła fizjonomję wewnętrzną zakładów. Można w nich dostać, wszystkiego, byle nie tego, co szyld obwieszcza.
Widzę na bocznej ulicy szyld kawiarni i napisy dodatkowo; „dziś flaki”, „lody”, „zimne przekąski”‚ nie licząc tak fundamentalnych zapowiedzi, jak – kawa, herbata, czekolada i świeże ciasto…
Wchodzę. Siadam
- Kawa biała – dyktuję.
Są w sklepie trzy osoby. Wszystkie się ździwiły.
- Kawa? Jakto kawa ?
- Przecież kawiarnia…
- No więc co ? To zaraz musi być kawa?
- Więc o herbatą proszę.
Herbata mogłaby być. A ma pan ze sobą cukier?
- Mam.
- To bardzo dobrze.
- A drzewo pan ma?
- Nie, skądże…
- To jak może być herbata?
Jestem już zły.
- Więc co właściwie można dostać?
- Może papierosy zagraniczne…
- Przecież na szyldzie wyraźnie napisane, że..
- Co to na szyldzie… Szyld nie jest komunikat urzędowy, żeby to musiało być prawdą, co tam napisano.

Lecz zaklinam – niech żywi nie tracą nadziei – dawno temu pocieszał  rodaków wieszcz Juliusz, chcąc zjadaczy chleba w anioły przerobić… Nie udało się, bo… Niech zgadnę: bo chleba zabrakło?