To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: bomba

We wtorek rano, 13 grudnia 1932 roku wstrząsnęła Łodzią wiadomość o zamachu przed gmachem urzędu wojewódzkiego. U zbiegu ulic Ogrodowej i Zachodniej, pod pałacem Poznańskiego, w którym mieściły się wówczas władze województwa, eksplodowała puszka z materiałem wybuchowym. Śmierć poniosła jedna osoba.

Pierwsze przesłuchania naocznych świadków oraz aresztowanych podejrzanych nie wniosły nic ważnego do śledztwa. Dochodzenie nabrało tempa, gdy śledczy ruszyli tropem kolporterów ulotek, wzywających do gwałtownych wystąpień w obronie zapomóg finansowych dla robotników sezonowych. W kręgu podejrzeń znaleźli się kierownicy kilku związków zawodowych.

plac_wolnosci

Plac Wolności

Ustalono, że w dniu zamachu, wieczorem, w lokalu kartelu Zjednoczenia Zawodowego Polskiego (ZZP) doszło do bójki i strzelaniny. Dopiero interwencja policji ostudziła krewkich związkowców. W efekcie kilka osób aresztowano, a lokal opieczętowano. Postanowiono przyjrzeć się bliżej działalności związkowców. Śledczy skupili uwagę na dwóch najbardziej „aktywnych” działaczach: byłym prezesie związku NPR-Prawica – Romanie Kuchciaku i jego sekretarzu – Janie Rzetelskim.

Kuchciak zeznał, że przyczyną awantury w lokalu związkowym była sprzeczka z powodu podziału funduszy, zebranych i nie wykorzystanych na obronę sądową jednego z członków kartelu – Rybarczyka. Obecny prezes – Tomesz, uważał, że wobec rezygnacji Rybarczyka z obrońcy, pieniądze należy przekazać żonie skazanego. Kuchciak, Rzetelski i ich zwolennicy opowiedzieli się natomiast za podziałem pieniędzy pomiędzy członków zarządu. Po przesłuchaniu Kuchciaka zwolniono z aresztu.

Jednak kolejne zeznania i poszlaki utwierdziły śledczych w przekonaniu, że kartel, który nieraz wywoływał wśród robotników wrzenie oraz podburzał ich do wystąpień, może być zamieszany w zamach. Możliwe, że to właśnie on wydał odezwy oraz przygotował bomby. Dokonano rewizji w mieszkaniach przywódców związku. U Kuchciaka, w domu przy ulicy Odyńca 5, znaleziono odezwy nawołujące do wystąpień 13 grudnia. Materiały skonfiskowano, a Kuchciaka oraz Rzetelskiego ponownie aresztowano.

palac_poznanskiego

Pałac Poznańskiego

Roman Kuchciak początkowo miotał się w zeznaniach i zaprzeczał jakoby miał coś wspólnego z zamachem. Próbował dorobić sobie alibi, powołując się na kilku świadków z innych związków zawodowych. Dopiero kiedy nie potwierdzili jego zeznań, przyznał się do zorganizowania zamachu. Podał szczegóły akcji i nazwiska wspólników. Natychmiast aresztowano cały zarząd związku, w sumie 19 osób. Podczas przesłuchań wyszło na jaw, że w trakcie wieczornej awantury Kuchciak domagał się, aby wszystkie pieniądze oddano jemu, gdyż „z narażeniem życia podłożył bomby pod województwo i magistrat”.

Szybko udało się odtworzyć przebieg zdarzeń. Ustalono, że całą akcją kierował Kuchciak. 13 grudnia przygotował dwie bomby i jedną z nich wręczył Rzetelskiemu i Wiśniewskiemu, którzy otrzymali zadanie dokonania zamachu na urząd wojewódzki. Zamachowcy udali się na posesję przy ulicy Ogrodowej 71. Wiśniewski odbezpieczył zapalnik i przerzucił bombę przez mur w kierunku gmachu urzędu. W tym samym czasie dwaj zamachowcy, Klimczak i Renosik- czekali przy zbiegu ulic Piotrkowskiej i Zielonej. Po chwili podszedł do nich Wiśniewski, który wrócił spod urzędu wojewódzkiego i wręczył im drugą bombę. Renosik poszedł z nią na plac Wolności, do magistratu. Odbezpieczoną bombę podłożył w przedsionku urzędu. Na szczęście nie wybuchła, w porę została zauważona i usunięta. Obie bomby były wykonane z puszek po konserwach i posiadały zapalniki czasowe. Miały wybuchnąć kilka minut po odbezpieczeniu.

Dalsze przesłuchania zamachowców przyniosły kolejne rewelacje. Okazało się, że banda Kuchciaka miała na sumieniu więcej przestępstw. 17 czerwca 1931 roku dokonała doskonale zorganizowanego napadu na kasjera „Karolewskiej Manufaktury”. Łupem związkowych bandytów padło 27 tysięcy złotych przeznaczonych na wypłaty dla robotników. Policja znalazła pieniądze podczas kolejnej rewizji w lokalu związku, schowane za piecem. Banda planowała też następne napady: na Bank Polski, kolekturę loterii państwowej oraz Bank Spółdzielczy przy ulicy Ogrodowej.

kuchciak

Główny organizator tych przestępczych akcji, 32-letni Roman Kuchciak był dobrze znanym działaczem związkowym. Wskutek wielu kontrowersyjnych działań jego nazwisko ciągle pojawiało się na łamach łódzkiej prasy. Był typem karierowicza o marnych zdolnościach i wykształceniu, ale niezwykle wysokich aspiracjach. Popularność wśród robotników zyskał dzięki sprytnemu uprawianiu demagogii. W pewnych kręgach pracowniczych wyrobił sobie opinię jedynego sprawiedliwego, który odkrył tajemnicę zła i jedynego, który potrafi walczyć o lepsze jutro mas. Kuchciak prowadził politykę negacji wszystkiego. Ze wszystkiego był niezadowolony, ze wszystkim walczył, a jednocześnie potrafił czerpać inspiracje od Hitlera i od komunistów. Jego intrygi w politycznym środowisku powodowały rozłamy i egzotyczne sojusze. Wreszcie udało mu się zostać prezesem kartelu ZZP. Po paru latach dyktatorskich rządów, jego pozycja osłabiła się. Przyjaciele i sojusznicy zaczęli się od niego odsuwać. Pozbawiono go prezesury, ale nadal posiadał wpływ na kartel. Przestępcza działalność miała go wzmocnić, lecz przyniosła mu totalny upadek. Chorobliwie ambitny Kuchciak nawet w więzieniu troszczył się o swój image i dopytywał czy gazety o nim piszą i czy na pewno dały jego fotografię…

- Ja panu mówię, że nie będę wisiał. Odegram jeszcze w Polsce wielką rolę – przekonywał przed procesem swojego ulubionego policjanta, inspektora Noska.

Sprawcy zamachu i napadu w liczbie 8 osób, stanęli przed sądem okręgowym w Łodzi 30 stycznia 1933 roku. Podczas trwającej dwa dni rozprawy sąd udowodnił winę wszystkim oskarżonym uznając, iż pod przykrywką działalności politycznej zajmowali się rabunkiem oraz bandytyzmem. Główny oskarżony – Kuchciak, nie zgodził się z zarzutami. Utrzymywał, że jego akcje nie zagrażały bezpieczeństwu publicznemu. Nie przyznał się do inicjowania i kierowania nimi. Tłumaczył, że wykonał petardy, a nie bomby, które nie mogły nikogo zabić.

- To była czysta działalność polityczna. A działalność polityczna musi być głośna i wyraźna – wyjaśniał oskarżony Kuchciak.

Jako kierującego bandą, skazano go za napad i zamach bombowy łącznie na 15 lat ciężkiego więzienia. Janowi Rzetelskiemu zasądzono 12 lat, a Stanisławowi Klimczakowi – 11. Feliksa Wiśniewskiego za podrzucenie bomby ukarano sześcioma latami pozbawienia wolności. Z grona „bombiarzy” sąd najłagodniej potraktował Bolesława Renosika skazując go na dwa i pół roku więzienia. Za napad na kasjera „Karolewskiej Manufaktury” Stanisławowi Śmigielskiemu i Antoniemu Rybakowi wymierzono po 6 lat, a Józefowi Grodzickiemu – 8 lat więzienia. W maju 1933 roku w wyniku apelacji sąd zmniejszył wymiary kar, przeciętnie o połowę.

zamach01

Od lewej: Roman Kuchciak, Stanisław Klimczak, Feliks Wiśniewski, Bolesław Renosik, Jan Rzetelski

Roman Kuchciak nie zrealizował swoich ambitnych planów politycznych. Zginął podczas niemieckiej okupacji. Prawdopodobnie rozstrzelany w podwarszawskiej Magdalence.

We wtorek rano, 13 grudnia 1932 wstrząsnęła Łodzią wiadomość o wybuchu przed gmachem urzędu wojewódzkiego. Po mieście krążyły pogłoski o niezwykle tragicznych skutkach zamachu. Aby powstrzymać rozpowszechnianie niesprawdzonych informacji, władze wydały oficjalny komunikat o poniższej treści:

W dniu dzisiejszym o godzinie 10 minut 20 rano została podrzucona koło urzędu wojewódzkiego niewielka puszka z jakimś materjałem wybuchowym. W pewnym momencie puszka eksploatowała, w wyniku czego została zabita przechodząca ulicą kobieta – żydówka, której nazwiska dotąd nie ustalono, oraz lekko raniona została jedna osoba.
W gmachu urzędu wojewódzkiego naskutek wybuchu wyleciało kilka szyb.
W tym samym czasie ujawniona została w przedsionku magistratu analogiczna puszka z materiałem wybuchowym, która na szczęście nie zdążyła eksplodować.
Znajdująca się na miejscu policja puszkę tę w porę usunęła.
Na miejsce wypadku przybyły niezwłocznie władze bezpieczeństwa oraz sądowe i wszczęły energiczne dochodzenie. Kilka osób w związku z tym wypadkiem zostało przez władze natychmiat zatrzymanych.
Będący w drodze do Warszawy p. wojewoda Jaszczołt natychmiast powrócił do Łodzi.

Szczegóły tragicznego zdarzenia 14 grudnia relacjonował „Głos Poranny”:

Punktualnie o godzinie 10.20 rozległa się w pobliżu pałacu Poznańskich, gdzie mieści się urząd wojewódzki, NIEZWYKLE SILNA DETONACJA. Słychać ją było na ul. Nowomiejskiej, Ogrodowej, Zachodniej i Stodolnianej. W momencie wybuchu wyleciały z brzękiem szyby w kilku oknach parterowych biur województwa.
W tej samej chwili rozległy się PRZERAŹLIWE KRZYKI I JĘKI. Z ust licznych przechodniów wydarł sie niesamowity okrzyk zgrozy. Okazało się bowiem, że na chodniku w odległości 30 metrów od filji urzędu pocztowego, przy ul. Zachodniej, w miejscu, gdzie znajduje się oszklona galerja, dawny ogród zimowy w Pałacu Poznańskich, EKSPLODOWAŁA PUSZKA Z MATERJAŁEM WYBUCHOWYM.
Eksplozji towarzyszył wysoki słup dymu. Po chwili, kiedy gęsty tuman dymu się rozwiał, stwierdzono, że na chodniku leżą dwie kobiety. JEDNA Z NICH BYŁA ROZSZARPANA przez eksplodujący materiał wybuchowy. Druga była ranna w twarz.
Momentalnie nadbiegła policja, która ZAMKNĘŁA CAŁĄ ULICĘ DLA WSZELKIEGO RUCHU i zaalarmowała pogotowie ratunkowe kasy chorych. Po upływie krótkiego czasu przybyły władze bezpieczeństwa i władze sądowo – śledcze.

Po dokonaniu wizji lokalnej oraz przesłuchaniu naocznych świadków zatrzymano 8 osób do dalszych wyjaśnień. Rozpoczęło się intensywne śledztwo, które przyniosło pierwsze efekty już po kilku godzinach. Tego samego dnia udało się ustalić tożsamość zabitej kobiety, mimo, że nie miała przy sobie żadnych dokumentów. Była nią 48-letnia Żydówka – Mindla Filozof, z domu Goldberg. Ustalono, że w feralny wtorek szła ona od strony ulicy Stodolnianej w kierunku Ogrodowej. Gdy znalazła się za urzędem pocztowym, po stronie gmachu województwa, zauważyła na chodniku jakąś paczkę zawiniętą w papier. Podniosła zawiniątko i odpakowała je. Kiedy zobaczyła, że jest to blaszana puszka bez wartości, wyrzuciła ją. W tej samej chwili nastąpił wybuch, który rozerwał kobietę: wyrwał jej wnętrzności i oderwał fragmenty ciała. Eksplozja była tak silna, że skrawione strzępy ciała zbierano w promieniu kilkunastu metrów! Oderwaną rękę odnaleziono kilkadziesiąt metrów od miejsca wybuchu.
Mindla była żoną tragarza Chaima Filozofa. Zajmowała się roznoszeniem po domach nabiału i drobiu. Tragicznego dnia wyszła z domu przy ulicy Zawiszy ok. godz. 7. Zwykle wracała ok. południa. Kiedy nie przyszła na obiad i nie pojawiła się do wieczora, zaniepokojony mąż zgłosił to na policję. Zawezwany do prosektorium, rozpoznał w zabitej swoją żonę.
Drugą poszkodowaną była 20-letnia robotnica Chana Krajka. Została lekko ranna w twarz. Na miejscu udzielił jej pomocy lekarz pogotowia.
Puszkę z materiałem wybuchowym znaleziono również w przedsionku magistratu przy Placu Wolności, skąd prowadziła droga do głównej kasy miejskiej. Na paczkę zawiniętą w biały papier natknął się pod oszklonymi drzwiami pracownik gospodarczy – Kowalski. Mimo, że spod papieru wystawał lont, Kowalski nie zorientowany co trzyma w ręku, zaniósł pakunek do dozorcy urzędu. Ten podejrzewając, że rzecz może być niebezpieczna, dostarczył ją policjantom.
Dochodzenie w celu wykrycia sprawców nabrało tempa, gdy śledczy ruszyli tropem kolporterów ulotek wzywających do gwałtownych wystąpień w obronie zapomóg finansowych dla robotników sezonowych. W kręgu podejrzeń znaleźli się kierownicy kilku co agresywniejszych związków zawodowych.
Okazało się, że w dniu zamachu, wieczorem w lokalu jednego ze związków doszło do bójki i strzelaniny. Policja postanowiła bliżej przyjrzeć się krewkim związkowcom, co rychło doprowadziło ją do sprawców zamachu.
O aresztowaniu zamachowców oraz o szczegółach ich przestępczej działalności – już wkrótce…

We wtorek rano, 13 grudnia 1932 roku wstrząsnęła Łodzią wiadomość o zamachu przed gmachem urzędu wojewódzkiego. U zbiegu ulic Ogrodowej i Zachodniej, pod pałacem Poznańskich, w którym mieściły się wówczas władze województwa, eksplodowała jakaś puszka z materiałem wybuchowym. Śmierć poniosła jedna osoba, druga została lekko ranna. Wybuch był tak silny, że oderwaną dłoń zabitej kobiety znaleziono kilkanaście metrów od ciała. Ofiar mogło być dużo więcej, gdyby policja nie znalazła i nie usunęła drugiej takiej samej puszki podrzuconej w przedsionku urzędu.
Władze bezpieczeństwa w związku z zamachem ogłosiły specjalny komunikat.
Więcej o zamachu – już jutro.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop