To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: dziennik narodowy

Podawaliśmy już szereg wypadków wskazujących, że w niektórych szkołach ilość godzin nauki religji została ograniczona, lub zupełnie nauka ta nie jest wykładana. Obecnie Kurjer Zachodni z dnia 8 bm. podaje, że w Sosnowcu grono rodziców uczennic gimnazjum im. Emilji Plater zamierza w najbliższym czasie poczynić starania o zorganizowanie prywatnych kursów nauki religji.
Jak wiadomo, w wymienionem gimnazjum, z powodu niczem nie dającego się wytłumaczyć stanowiska kuratorjum, od dwóch miesięcy nie ma prefekta i uczennice pozbawione są wykładów religji. Rodzice w obawie przed skutkami takiego stanu rzeczy, mogącemi się odbić ujemnie w opanowaniu wiadomości, przewidzianych w programie szkolnym, muszą sami pomyśleć o daniu młodzieży możności wypełnienia luki, spowodowanej znanem zarządzeniem kuratorjum szkolnego.
A więc dochodzi już do tego, że tak jak w szkołach ateistycznych rodzice muszą się troszczyć o prywatne nauczanie swych dzieci lekcji religii. Art. 120 konstytucji mówi, że w każdym zakładzie naukowym, kształcącym młodzież poniżej lat 18, nauka religji jest obowiązkowa.
Co na to władze szkolne?

["Prawdziwy postęp" - Dziennik Narodowy - Łódź 20.11.1931 r.]

Niezwykle demokratyczna Konstytucja Marcowa z 1921 roku, której obszerne fragmenty mogłoby wykorzystać i dziś każde demokratyczne państwo, zawierała też absurdy i sprzeczności. W preambule naród polski Bogu Wszechmogącemu i Opatrzności dziękował za odzyskanie niepodległości. Okazało się, że „męstwo i wytrwałość” pokoleń Polaków były tylko w tym dziele siłą pomocniczą. Gwarantując wszystkim obywatelom Rzeczpospolitej wolność sumienia i wyznania oraz prawo do organizowania publicznych nabożeństw wszystkim wyznaniom, Konstytucja uznała jednak wyznanie rzymsko-katolickie za równiejsze (tj. „naczelne”) wśród równych, bo jest „religją przeważającej większości narodu”. Państwo polskie przyznało, że Kościół Rzymsko-Katolicki rządzi się własnymi prawami czyli, że jest państwem w państwie. Wszystkie inne związki wyznaniowe musiały jednak podporządkować się prawu polskiemu.
Wspomniany w powyższej notce prasowej artykuł 120 Konstytucji nakładał obowiązek nauczania religii „w każdym zakładzie naukowym, którego program obejmuje kształcenie młodzieży poniżej lat 18, utrzymywanym w całości lub w części przez Państwo lub ciała samorządowe”. Konstytucja nie określała co zrobić z młodzieżą nie należącą do żadnego związku wyznaniowego. Widocznie ustawodawca nie przewidywał istnienia takich dziwaków.
Mając na uwadze fakt, że ponad 20 procent społeczności Sosnowca stanowili Żydzi oraz, że istniały tam znaczące mniejszości protestanckie, władze samorządowe mogły mieć poważny problem ze zrealizowaniem tego konstytucyjnego wymogu. Trudno przecież przypuszczać, że działo się tak, bo w 1931 sosnowiecki magistrat opanowały siły  masońsko-ateistyczne wrogie chrześcijaństwu.
Po ponad 80 latach jesteśmy w punkcie wyjścia: każda próba dyskusji o wycofaniu się państwa i samorządów z organizowania i finansowania lekcji religii, wywołuje ostrą reakcję przedstawicieli „naczelnego” kościoła oraz ich służby. Straszą natychmiast upadkiem moralnym społeczeństwa, oskarżają o bezpardonową walkę z religią rzymską. Niezłomny obrońca kościoła i moralności, błogosławiony Pius IX, jeszcze w XIX wieku wyznaczył kierunki współczesnej ewangelizacji. Potępiony będzie każdy kto uważa, że człowiek ma swobodę wyboru i prawo wyznawania religii, jaką uzna dla siebie za najlepszą, lub nie wyznawania żadnej religii. Potępiony będzie każdy kto uzna, że w naszej epoce nie jest już konieczne, by religia katolicka miała status jedynej religii państwowej. Zbawieni zaś będą tylko ci, co walczą o nowe państwo kościelne i narzucają wszystkim swoje katolickie prawa i poglądy.
Takie w gruncie rzeczy są cele obrońców religii w szkołach, krzyżów w sejmie, zleceniodawców poświęcania rur i murów oraz innych egzorcyzmów. Opowiastki o dobroczynnym wpływie lekcji religii na moralność młodzieży i narodu można między bajki włożyć. Chodzi jedynie o utrzymanie władzy nad posłuszną owczarnią. Za państwowe pieniądze. Bo Rzeczpospolita może ciąć wydatki na naukę, szpitale, żłobki i przedszkola, obniżać emerytury i płace nauczycieli. Ba, może nawet tych nauczycieli zwalniać z pracy. Nie może tylko tknąć etatów katechetów i kapelanów. Bo Bóg Miłosierny Polsce by tego nie wybaczył…

To był zwyczajny pogrzeb. Odbył się 7 września 1916 roku, pośrodku wojennej zawieruchy, w okupowanym przez Austriaków Piotrkowie Trybunalskim. Ostatnia droga człowieka, którego proces kilka lat wcześniej elektryzował Europę. Polskie gazety pełne relacji frontowych, zajęte problemami gospodarki wojennej, ledwie wspomniały o tym fakcie. Na kilka zdań więcej zdobył się jednak piotrkowski „Dziennik Narodowy”:
* * *
W południe jesienne dn. 7 bm. z bramy więzienia piotrkowskiego ruszył skromny pogrzeb w surowej prostocie więziennej. Trumna sosnowa, poprzedzona przez ks. Wojciechowskiego, kryła zwłoki głośnego sprawcy mordu na Jasnej Górze, Damazego Macocha. Tłum gapiów przygodnych odprowadził jedynie z ciekawości zwłoki na cmentarz.
Macoch umarł wskutek gruźlicy płuc i silnej skrofulozy* ogólnej, która zaatakowała ze szczególną siłą szyję i gardło. Ostatnie miesiące jego życia, pełne okropnych cierpień fizycznych i katuszy moralnych, mogą stanowić przykład pokuty.
Choroba ciągnęła się od szeregu miesięcy. Władze austrjackie, obejmując zarząd wiezienia piotrkowskiego w jesieni 1914 roku zastały Macocha już tak chorego, że musiano go osadzić w specjalnej sali dla niedomagających. W styczniu rb. stan jego zdrowia już pogorszył się znacznie, wobec czego przywieziono go do szpitala więziennego, gdzie pod opieką d-ra Rothbauma pozostawał bez przerwy do końca życia.
Początkowo nie przeczuwał zbliżającej się śmierci i często zapewniał lekarza, że czuje się coraz lepiej; dopiero z początkiem lipca w rozmowie z komendantem więzienia kap. Żdżarskim, Macoch zwierzył się, że czuje zbliżający się koniec.
Wówczas przyjął po raz pierwszy ostatnie Sakramenty. Konał w najzupełniejszem osamotnieniu.
Komendant więzienia pragnąc rozproszyć ten ciężki nastrój osamotnienia, który go przygniatał, zapytywał go kilkakrotnie; czy zechce widzieć się z niegdyś bliskim sobie człowiekiem, wspólnikiem zbrodni Starczewskim. Na sam dźwięk tego nazwiska popadał Macoch w najwyższe rozdrażnienie. Nie chciał go widzieć absolutnie. Przed samą śmiercią prosił otoczenie, by go nie chowano na cmentarzu, ponieważ nie czuje się godnym leżeć z innymi ludźmi; prosił, by go pochowano na drodze cmentarnej, aby na znak kary, grób jego tratowali ludzie po wieki. Zwłoki Macocha spoczęły na cmentarzu opodal grobów żołnierskich.

* * *
Ostatnie życzenie Macocha nie zostało spełnione. Jego grób nie jest deptany przez przechodniów. A na starą płytę z piaskowca niedawno ktoś nałożył kamienną tablicę z napisem „śp. ksiądz Damazy Macoch wielki grzesznik i wielki pokutnik prosi o modlitwę”.
Jeszcze na 6 lat przed śmiercią, w roku 1910, Macoch żył jak książę-playboy. Potem został gwiazdą mediów. Podczas procesu w 1912 roku, na który ściągnęły tabuny dziennikarzy z całej Europy, a nawet z USA, podpowiadał fotografowi, jak powinien robić mu zdjęcia. W areszcie prowadził tak ożywioną korespondencję, że ktoś napisał humorystyczny 7-zwrotkowy wierszyk „Tydzień Macocha w Piotrkowie”. Tydzień pełen pisania listów i deklaracji:

Poniedziałek
W celi, gdzie słabo kaganek się pali,
Damazy Macoch pisze list do Lali,
A że w nim wciąż się żal serdeczny wzmaga,
Iż ją zasypał – przebaczenia błaga.
Wtorek
Damazy Macoch, wsłuchan w nocną ciszę,
Do policmajstra piotrkowskiego pisze
I przeprasza go, że od zbrodni czasu
Sprawiał mu ciągle tyle ambarasu.
Środa
Damazy Macoch, siedząc w turmy kątku,
Chce z całym światem być dzisiaj w porządku,
Więc śle, spełniając grzeczności powinność,
Władzom krakowskim dzięki za gościnność.

I tak dalej: czwartek, piątek, sobota, niedziela..listy, pisma, listy…
Gdyby sprawa toczyła się dziś, Macoch – dawny pisarz gminny – napisałby zapewne autobiografię, bestseller, na którym zbiłby fortunę i nie musiał żałować utraconych dochodów z klasztoru. Może dostawałby też prowizję od zdjęć z procesu sprzedawanych jako pocztówki. Zgodnie z wyrokiem sądu carskiego, na wolność miał wyjść w roku 1924. Miałby wtedy zaledwie 53 lata i przed sobą być może wielką karierę w biznesie medialnym.

* * *

*przewlekła gruźlica węzłów chłonnych szyi

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop