To ci historia!

Historie mało znane, nieznane i zapomniane

Wpisy z tagiem: emeryk syrewicz

Ciąg dalszy mało znanego pamiętnika Wiktora Jaworskiego – oficera, przedstawiciela Rządu Tymczasowego. Sensacyjna relacja uczestnika powstania styczniowego napisana w Zurychu w 1867 roku. Wspomnienia pod tytułem „Notatki o powstaniu w łęczyckim powiecie” przez Stanisława Bellinę, opublikowane zostały przez Agatona Gillera w zbiorze „Polska w walce” [Paryż, rok 1868]. Pisownia oryginalna, śródtytuły – clivie.

Część V – Letnia partyzantka: obławy, uniki, potyczki

W miesiącu czerwcu byliśmy ciągle ścigani przez Moskwę, chociaż jeszcze piechota nie stała pod bronią. Moskale wiedząc o jej organizowaniu i słysząc, że liczba jej dochodziła do 600, pragnęli przed wystąpieniem wyłapać ochotników i tym sposobem nie dopuścić wzmocnienia się łęczyckiego powstania. Dla tem skuteczniejszego polowania, zwykle jednocześnie nachodzili na nas z powiatów łęczyckiego, łowickiego, gostyńskiego, piotrkowskiego i sieradzkiego. My jednak zawsze za pomocą dobrych poczt narodowych, przewożąc ochotników w miejsca wolne od nieprzyjaciela, unikaliśmy obławy i udaremniali zabiegi.

Jednego razu pomiędzy kolumnami, które naszły nasz powiat, przybyło tysiąc żołdaków pod komendą jenerała Radina z Piotrkowa. Niewielu kozaków z tego oddziału przypadkowie spotkało się z hufcem kapitana Skrzyńskiego, który niedawno z Kujaw przybył w Łęczyckie. Jego jezdzcy, po większej części synowie zamożniejszej szlachty, tem nieoczekiwanem spotkaniem Moskali pod Strzygowem (9 lipca) spłoszyli się i mimo wezwań dowódzcy i wołania „koledzy, więc mnie odstępujecie!” haniebnie pierzchnęli. Skrzyński na czele tylko kilku wiernych honorowi i męztwu wytrzymał napad, którego uniknąć nie mógł, a będąc rannym, rozsiekany został przez kozaków. Młodzież ta szlachecka będąc wraz z gminem, powodowana ambicją, byłaby się dzielnie biła, – będąc zas samą, zapomniała w chwili popłochu o obowiązkach honoru i powinności polskiego żołnierza, i odddała na pastwę swego walecznego dowódzcę.

Przez nasz powiat często przebiegał hufiec pułkownika Syrewicza. Lubiony przez kolegow bywał Syrewicz ostrzegany przez rossyjskich oficerów o grożących mu wyprawach, dla czego mógł uniknąć niebezpiecznych z przeważającemi siłami spotkań. Oddział jego był słaby tak pod względem liczby, doboru ludzi jako i komendy, lecz miał tę zasługę, iż się trzymał nierozproszony przez cztery miesiące. Pułkownik Syrewicz, wzywał mnie do siebie na adjutanta, lecz nie mogłem woli jego spełnić, nie otrzymawszy od mego dowódzcy pozwolenia tranzlokacji.

Pokazywały się także w łęczyckim powiecie: hufiec konny pułkownika Calliera, naczelnika sił zbrojnych województwa Mazowieckiego; oddziały Władysława Grabowskiego z Rawskiego; Lipińskiego któremu w lipcu odebrano komendę; kapitana Sokołowskiego z Rawskiego i rotmistrza Sokołowskiego z Gostyńskiego.

W drugiej połowie sierpnia jazda łęczycka Parczewskiego, 95 koni, wpędzona została w Kaliskie przez rzekę Wartę, nad którą ściągały się kolumny Moskwy zamierzające osaczyć i uderzyć na jenerała, naczelnika dwóch województw Taczanowskiego, który miał pod swojemi rozkazami blisko 1000 jazdy i kilkaset piechoty. Parczewski przez dni kilka, codzień musiał się potykać z awangardą moskiewską do dwustu koni liczącą i tylko ład i odwaga jego żołnierzy uratowały go od porażki. Wartę przebył wpław. Gdy Moskale przyszli nad brzeg ze zdziwieniem spostrzegli naszych na drugiej stronie. Powstańcy otoczeni wymknęli się zręcznie niwecząc nadzieje łatwego trjumfu. Parczewski w tych bojach utracił do trzydziestu ludzi, z resztą, sam ranny, połączył się z Taczanowskim, który wkrótce potem miał spotkanie z siedemdziesięciu kubańskimi kozakami pod Sędziejowicami.

 


Ciąg dalszy mało znanego pamiętnika Wiktora Jaworskiego – oficera, przedstawiciela Rządu Tymczasowego. Krytyczna, miejscami sensacyjna relacja uczestnika powstania. Wspomnienia pod tytułem „Notatki o powstaniu w łęczyckim powiecie” przez Stanisława Bellinę, opublikowane zostały przez Agatona Gillera w zbiorze „Polska w walce” [Paryż, rok 1868]. Pisownia oryginalna, śródtytuły – clivie.

Część IV – łódzkie igraszki z Moskwą

Kapitan Skowroński zaraz w pierwszych dniach po zainstalowaniu się, założył szkołę podoficerską, której instruktorami byli dwaj oficerowie z rossyjskiego wojska: kapitanowie Jabłoński (Krasocin) i P… Jabłoński wiele przyczynił się do wyćwiczenia oficerów i żołnierzy, lecz P… w kilka tygodni usunięty być musiał z oddziału za gorszący postępek. Jednocześnie zajął się formowaniem hufca konnego, dla którego w krótszym czasie można było potrzebną ilość koni i broni sprowadzić. Hufiec ten w liczbie siedemdziesięciu pięciu ludzi wymusztrowanych wystąpił w pole 1 lipca pod dowództwem wysłanego przez Rząd Narodowy z Warszawy do naszego powiatu, rotmistrza Walentego Parczewskiego, który dawniej służył w huzarach pruskich. Parczewskiemu dodany był jako zastępca Orłowski, były oficer dragonów z wojska rosyjskiego.

Oddział Parczewskiego sam tylko działając w Łęczyckiem, staczać musiał częste potyczki z Moskwą, z których prawie zawsze wychodził zwycięzko, nigdy nie pierzchnął przed wrogiem i tem zjednał sobie chwałę dobrych żołnierzy. Dnia 8 lipca pod Walewicami w Łowickiem kawalerja Walentego Parczewskiego w połączeniu z konnym hufcem pułkownika Emeryka Syrewicza, siedemdziesięciu jeźdźców liczącym, potykała się walecznie przez kilka godzin z jedną rotą moskiewskiej piechoty i kilkudziesięciu kozakami wysłanymi w Łowicza. W tej bitwie stracili dwóch podoficerów zabitych i jednego oficera rannego; Moskale mieli w zabitych i rannych kilkunastu żołnierzy; plac boju nie został rozegranym. Syrewicz był poprzednio sztab-lekarzem wojsk rossyjskich stojących w Łęczycy, zkąd udał się do powstania, wierny powołaniu Polaka.

Nazajutrz zamiast hufca kapitana Skrzyńskiego, w którym służyli Łęczycanie, spotkali niespodziewanie Parczewski i Syrewicz pod Balkowem dwie roty piechoty moskiewskiej, dwa szwadrony jazdy i dwa działa. Moskale byli w zasadce, Polacy jednak pomimo wiele mniejszej siły odnieśli nad nimi zupełne zwycięztwo. Nieprzyjaciel stracił tu dużo rannych i sześćdziesięciu trzech zabitych żołnierzy. Pomiędzy rannymi był rotmistrz huzarów, który umarł w drodze do Łęczycy. Kilkanaście koni i kilkanaście sztucerów było prócz tego nagrodą dla walecznych. Z naszej strony mieliśmy poległych ośmiu, pomiędzy którymi był adjutant dowódzcy Tatarowicz (Kraszewski) były junkier z wojska rossyjskiego i kilkunastu rannych. Gdyby oddział Skrzyńskiego, który w porę przybył na plac boju, nie był się cofnął, lecz wypełnił dany mu rozkaz zajścia z tyłu szarżującym huzarom – Moskwa byłaby całą jazdę straciła. Nasi w ostatku walką na szable przeważyli zwycięztwo. Nieustraszoną odwagą i męztwem odznaczyli się tu: rotmistrz Parczewski, kapitan Orłowski, porucznicy
Skrzyński i Żukowski (Zawada).

Zasługuje na wzmiankę alarmowanie Łodzi, miasta liczącego do 40 000 mieszkańców a posiadającego na załodze 1 000 piechoty moskiewskiej, parę szwadronów jazdy i baterję lekkiej artylerji pod komendą pułkownika barona Bremsena, naczelnika wojennego okręgu Zgierskiego i powiatu Sieradzkiego. Porucznik S. J. otrzymał rozkaz prowadzić trzy połączone hufce Skowrońskiego, Skrzyńskiego i Syrewicza ze Zgierza w bok od Łodzi, – co spełnił, lecz przeciw życzeniu Skowrońskiego podsunął się do wsi Radogosz, bardzo blisko miasta. Skowroński postanowił skorzystać z tej okazji i spłoszyć Moskwę, uważającą się za zupełnie bezpieczną w Łodzi a wcale nie spodziewającą się zuchwałych gości. Porucznik J. jako miejscowości dobrze świadomy, wraz z Skowrońskim i kilkunastu ochotnikami, po części oficerami, ułożył, iż należy wpaść do drugiego rynku Nowym zwanego kilkoma na raz rogatkami.

Plan powiódł się zupełnie i nasi ochotnicy znaleźli się w jednej chwili o zmroku w Rynku wśród największej trwogi Moskwy, która za zborny punkt tenże Rynek miała. Złudzona ciągłemi strzałami i komendą wszystkich broni, mniemała, iż ma do czynienia z silnym nieprzyjacielem i dla tego nie wyszła z odpornej pozycji karabataljonu, w jakiej pod kierunkiem majora Kalińskiego stanęła na alarm i ograniczyła się strzelaniem na oślep rotowym ogniem. Powstańcy wystrzeliwszy z rewolwerów w Moskali, wyjechali główną ulicą przez Stary Rynek, gdzie także Moskwa kwaterująca na oślep do nich strzelała. Z polskiej strony policzyli się wszyscy zdrowi, zaś Moskwa straciła jednego zabitego, dwóch rannych i dwa karabiny. Od moskiewskich strzałów padła zabita żydówka i żyd został ranny w rynku gdy wyglądali z okna pierwszego piętra. Moskwa wystraszona czuwała noc całą pod bronią i nie chciała wierzyć nazajutrz, iż była igraszką kilkunastu śmiałków. Alarm ten miał miejsce 18 czerwca 1863 r. o godzinie 9 wieczór.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2014 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop