To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: Jan Karski

Ówczesna Polska sprawiała często wrażenie, że zależy jej na zantagonizowaniu wszystkich potencjalnych sojuszników. Nawet nie z cynicznym rozmysłem, ale niejako przy okazji polskiej pychy i buty, tak łatwo podnoszącej swój łeb…

14 października 1934 na stadionie we Lwowie w meczu piłki nożnej Polska zremisowała Rumunia 3:3 (1:1). Mecz był towarzyski, a wynik polubowny tak, jak stosunki pomiędzy tymi dwoma krajami. Już w 1921 roku podpisały one umowę o przymierzu, w której zobowiązywały się wspomagać wzajemnie na wypadek, gdyby jedna ze stron została zaatakowana na swych granicach wschodnich. Głównym wrogiem dla obydwu państw był ZSRR, stąd traktat i towarzyszącą mu tajną konwencje wojskową przedłużano co pięć lat aż do marca 1936 roku. Intensywnie rozwijała się współpraca wojskowa. Uzgadniano plany rozwoju obu armii oraz zasady współdziałania operacyjnego. Organizowano dwustronne konferencje sztabów, prowadzono wzajemną wymianę oficerów-stażystów. Korzyści z tej współpracy czerpał również polski przemysł zbrojeniowy, który dostarczał sprzęt do modernizowania rumuńskiej armii. Na przykład w 1932 roku Rumuni zamówili kilkadziesiąt samolotów typu P-11 z Polskich Zakładów Lotniczych. Dwa lata później podpisano umowę na dostarczenie 100 tysięcy masek przeciwgazowych. Jednak stosunki między tymi dwoma krajami i narodami były wzorcowe tylko na pozór…

Latem 1934 roku przyszły dyplomata Jan Kozielewski (znany później jako kurier Karski) odbywał praktyki w Bukareszcie. Jego wspomnienia z dwumiesięcznego pobytu w polskiej ambasadzie w Rumunii zostały opublikowane w książce Waldemara Piaseckiego „Jan Karski. Jedno życie”. Poniżej prezentujemy fragment dotyczący doświadczeń rumuńskich dziennikarzy podczas tygodniowej wizyty w Polsce. Brzmią zadziwiająco współcześnie…

* * *

Arno umówił go kiedyś z dwoma dziennikarzami, ludźmi przed trzydziestką, którzy mieli okazję spędzić w Polsce tydzień. Byli przed wyjazdem zdeklarowanymi polonofilami. Po wizycie nieco im przeszło. Wspominał dlaczego:

Opowiadali mi, że byli na ogół postrzegani jako przybysze z jakiegoś egzotycznego, mniej cywilizowanego czy nawet dzikiego miejsca. Zupełnie na serio pytano ich, jakim językiem posługują się Rumuni, czy w miastach jest elektryczność, tramwaje i samochody. Nie wierzyli, że Rumunia ma lotnictwo. Nie były to jednak pytania złośliwe, ale raczej wynikające z ignorancji. Napotkani Polacy nie wiedzieli, jak się nazywają najważniejsze miasta rumuńskie. Stolica Bukareszt myliła im się często z… Budapesztem. Wśród przebłysków szczątkowej wiedzy przebijała się świadomość, że Rumunia jest monarchią, z królem i królową. Jednak mało kto był już w stanie podać ich imiona.

laweczka

Ławeczka Jana Karskiego w Parku Ocalałych w Łodzi

Równocześnie napotkani rodacy byli skłonni do edukowania rumuńskich dziennikarzy na temat Polski, jej potęgi i misji cywilizacyjnej. Także tradycyjnych wartości, w tym polskiego patriotyzmu, religijności i gościnności oraz innych talentów. Przekonywali, że Polacy są wyjątkowi, bo przez sto dwadzieścia trzy lata pod zaborami zachowali język ojczysty. Nie chcieli wierzyć, że wielu ludom na Bałkanach to samo udało się przez ponad czterysta lat niewoli tureckiej. Twierdzili, że są bardzo muzykalni, choć na dziesięciu Polaków trudno znaleźć jednego grającego na jakimś instrumencie, podczas gdy na dziesięciu Rumunów ciężko znaleźć jednego, który by na czymś nie grał.
Goście dzięki polskim kolegom dziennikarzom starali się także zorientować, co w prasie piszczy na temat Rumunii. Obraz był smutny. Portretowano ten kraj jako kuriozalny przez rozmaite sensacje, daleki od cywilizacji przez relacje z zabitych deskami regionów. Skupiano się chętnie, z nutą pewnej zazdrości, na dworze królewskim. Czasami na wydarzeniach sportowych, w których Polska napotykała jako rywala Rumunię.
Ci młodzi inteligentni ludzie i profesjonalni dziennikarze wrócili z Polski rozczarowani. Nie tyle może ignorancją Polaków na temat Rumunii, ile silnym przeświadczeniem, że zasługuje ona na swego rodzaju polskie lekceważenie.
Praktykant Kozielewski był rozmową poruszony. Nie tylko tym, co słyszał. Także tym, że obaj rozmówcy mówili biegłym francuskim, na poziomie, o jakim on mógł chwilowo marzyć. Byli inteligentni, oczytani. Bardzo dobrze ubrani.
Bał się przyznać przed samym sobą, że w gruncie rzeczy mają rację. Polska, pewna siebie i niezachwianie przekonana o swej dziejowej roli, na innych patrzy z góry. Przypominał sobie, że kiedy szykował się do przyjazdu na praktykę w Czerniowcach, szukał po encyklopediach hasła „Rumun”. Nie znalazł. Nie występowało jako niezasługujące na uwagę. Mógłby je znaleźć dopiero w 1938 roku w encyklopedii Ultima Thule, gdzie „Rumun” się wreszcie pojawił z następującą charakterystyką: „jest pracowity, trzeźwy, bardzo muzykalny (piękna muzyka i tańce), lecz do tej pory ciemny i zabobonny”, uzupełnianą o informację: „zwłaszcza w górach zachowały się liczne wierzenia i obrządki przedchrześcijańskie”. Kiedy wiele lat później wspominaliśmy z Janem Karskim tamte czasy, konkludował:

Ówczesna Polska sprawiała często wrażenie, że zależy jej na zantagonizowaniu wszystkich potencjalnych sojuszników. Nawet nie z cynicznym rozmysłem, ale niejako przy okazji polskiej pychy i buty, tak łatwo podnoszącej swój łeb… Niestety, podejrzenia o coś takiego chętnie i szybko wtedy odrzucałem…

* * *

Tekst pochodzi z biografii Jana Karskiego „Jedno życie. Tom 1: Madagaskar” autorstwa Waldemara Piaseckiego.

Czy można pokazać życie człowieka w krótkim 60-sekundowym filmiku? Polsat Viasat History dowodzi, że 1 minuta wystarczy. Szybko, krótko i ciekawie. Tylko w ten sposób dziś zainteresuje się widzów historią i ludźmi, którzy ją tworzyli.

jan_nowak-jezioranski

Jan Nowak – Jeziorański

Cykl „Polscy Herosi XX wieku” poświęcony jest wybitnym postaciom, które trwale zapisały się w dziejach naszego kraju. Od 14 marca można oglądać odcinki przedstawiające działaczy podziemia podczas II wojny światowej. W pierwszym, zatytułowanym „II Wojna Światowa – działania podziemne”, przedstawiono Stanisława Likiernika – polskiego żołnierza, podpułkownika Wojska Polskiego, żołnierza Armii Krajowej i uczestnika Powstania Warszawskiego. Uchodził za symbol swojego pokolenia - młodych, romantycznych polskich bojowników, z których większość zginęła w latach 1939 – 1945. Był pierwowzorem postaci Stanisława Skiernika „Kolumba” w powieści Romana Bratnego „Kolumbowie. Rocznik 20″ (1957). Jako żołnierz Kedywu brał udział w najważniejszych akcjach sabotażowych i wykonywał wyroki podziemnego sądu. Walczył w Powstaniu Warszawskim, podczas którego był wielokrotnie ranny. Odznaczono go orderem Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych. Po wojnie wyjechał do Francji, gdzie ukończył studia i pracował na stanowiskach dyrektorskich w firmie Philips. Ma podwójne obywatelstwo: polskie i francuskie.

stanislaw_likiernik

Stanisław Likiernik

W kolejnym odcinku Polsat Viasat History zaprezentuje losy Elżbiety Zawackiej – polskiej bojowniczki o wolność podczas II wojny światowej. Jedynej kobiety należącej do elitarnej grupy tzw. cichociemnych. Poznamy także dzieje Jana Nowaka – Jeziorańskiego, Jana Karskiego, Władysławy Macieszy, Krystyny Skarbek, Ryszarda Kuklińskiego i Witolda Pileckiego.

Historie „Polskich Herosów XX wieku” można oglądać tylko na antenie Polsat Viasat
History.

Czołem, bracia Rodacy, Wszechpolacy i inni jacy tacy. Słyszeliście o kurierze Janie Karskim? Uważacie go za patriotę i bohatera, tak? Słusznie… A wiecie, co Karski myślał o antysemitach i nacjonalistach, tych co uważają się za „prawdziwych” Polaków? Poczytajcie…

Wspominając (…) po wielu latach, Karski nie bez pewnego żalu dodawał: Tej „wojnie akademickiej” kibicowały nie tylko środowiska inteligenckie. Na łamach szczerze znienawidzonego przez moją formację „Wszechpolaka” publikował Stanisław Statkiewicz, przedstawiany jako robotnik z Pabianic. Miał on reprezentować lud roboczy w poparciu dla walki studentów o Polskę prawdziwych Polaków przeciwko „sanacyjnym zdrajcom i ich janczarom”, czyli i mnie jako jednemu z tych „janczarów”. Byłem już po studiach, kiedy jego wiersz, utrzymany w konwencji ody, o wymownym tytule „Akademikowi”, gloryfikował wszechpolską walkę o panowanie na uczelniach…
Nie zajęło wiele czasu, by wycinek tej poezji trafił na stół przyniesiony z profesorskiego gabinetu. Karski czytał ze sztucznym patosem, podkreślając swój dystans i obrzydzenie:

Długo, długo znicz płonął, tak płonął jak świeca

Na poddaszu w Krakowie, w Warszawie czy w Wilnie

Stolik trzeszczał kulawy, ziąb ciągnął od pieca.

Tyś się uczył lat tyle, tyle lat, tak pilnie.

W piersi jeno znicz płonął i oczy gorzały

Ból ci czaszkę rozsadzał, hej, myśli szalały…

Krzywda, zbrodnia w ojczyźnie, tyś łbem tłukł o ściany,

Jęczał głucho, jak wicher w skalistym wąwozie…

Naród drzemał zakuty przez Żydów w kajdany,

Tyś go budził, znicz płonął… Rozpaczy i grozie nie uległeś!

Tyś Polski całej krzywdzicieli siłą wepchnął do ghetta, od siebie oddzielił.

Ustaliłeś granice krwią zlane obficie:

Padł Wacławski w Wilnie, padł Wieśniak w Przytyku

Znicz w twej duszy poczęty, potężny jak życie

Zmienił Polski oblicze, Hej Akademiku!

Wielkiej Polski Rzeźbiarzu z uniwersytetów Wilna, Lwowa, Krakowa,

Hej cześć ci za ghetto!

On już wtedy bił pokłony za getto urządzane Żydom. Na razie ławkowe uczelniane… – konstatował gorzko Jan Karski. Objaśniał, że przywoływane w tekście nazwisko Stanisława Wieśniaka należało do chłopa, który zginął podczas zamieszek antyżydowskich w miejscowości Przytyk w maju 1936 roku. Sam nie brał w nich udziału. Został trafiony kulą wystrzeloną przez spanikowanego Żyda Szulima Leskę, któremu wcześniej tłum powybijał okna. Narodowcy uczynili Wieśniaka ofiarą „żydowskiej zbrodni z premedytacją” i bohaterem walki o polskość…

winieta_wszechpolak

Getto dla Żydów powstało w polskich uczelniach zanim pierwszy niemiecki żołnierz postawił stopę na naszej ziemi we wrześniu 1939. On tylko nadal mu niemiecki ordnung i doprowadził do perfekcji przemysłowe przetwórstwo ludzi.

Tekst pochodzi z biografii Jana Karskiego „Jedno życie. Tom 1: Madagaskar”

jedno-zycie

Nic nie zabija prawdy skuteczniej niż banał… Nie wiem, jak można opowiedzieć coś o tym „łobuzie” Karskim, tak, by uniknąć banału…

Już 20 maja pojawił się w księgarniach pierwszy tom opowieści o Janie Karskim. Takiej publikacji o legendarnym emisariuszu jeszcze nie było i już nie będzie. To pewne, gdyż Jan Kozielewski (znany jako Karski) tak szczegółowo swoją historię opowiedział tylko jednemu człowiekowi, współpracownikowi i przyjacielowi Waldemarowi Piaseckiemu. A przecież ta porywająca opowieść o życiu legendarnego emisariusza, miała wcale nie powstać. Karski przez wiele lat żył sobie w spokoju i dawał o sobie zapomnieć. Trzeba było kilku lat nalegań autora, aby zgodził się na spisanie swoich przeżyć. Niestety, Karski nie doczekał jej ukończenia. Poza tym zastrzegł, żeby jego historię opublikować dopiero 10 lat po jego śmierci. 

Powstała opowieść pełna dramatycznych wydarzeń z fascynującymi detalami i wydarzeniami dotąd nieopisywanymi. Czyta się ją jak najlepszą beletrystykę. Waldemar Piasecki, autor tej niezwykłej książki jest polskim dziennikarzem i pisarzem mieszkającym w Nowym Jorku. W ostatnich latach życia Jana Karskiego był jego sekretarzem, koordynatorem działalności publicznej, a przede wszystkim przyjacielem. Jest współautorem dokumentu TVP „Moja misja” o Janie Karskim i autorem przekładu na polski „Story of a Secret State” („Tajne Państwo”) – wojennego bestsellera Jana Karskiego.

Pierwszy tom biografii Jana Karskiego, zatytułowany „Madagaskar” trafił już do księgarń. Poniżej publikujemy fragment tego unikalnego opisu dziejów II Rzeczpospolitej.

jedno-zycie

„Był 9 lipca 2000 roku, krótko po dziewiętnastej. Restauracja »Julian« w podwaszyngtońskim Chevy Chase w ten weekendowy wieczór nie był przepełniona gośćmi. Profesor Jan Karski mieszał w coctailowej szklance swój ulubiony »Manhattan« z dwiema kostkami lodu. […]
– Już chyba nie zdążymy… – powiedział nagle.
– Z czym?
– Z tą książką… Chyba że będę ci opowiadał stamtąd. – Uniósł w górę wskazujący palec.
Zaprotestowałem ostro. Jak zawsze, kiedy stroił sobie z tego żarty. Żarty? Nigdy nie mówił: »kiedy umrę«, »kiedy odejdę«. Pokazywał w górę.
– Obiecaj mi jedno. Gdybyśmy nie zdążyli, nie opublikujesz książki o mnie wcześniej niż po dziesięciu latach. Do wszystkiego trzeba dystansu. Jak go nie masz, widzisz drzewa, jak masz, widzisz las… – użył swojej ulubionej metafory.
Dodał, że powinienem zmierzyć się z tym, co ludzie będą o nim mówić, kiedy go już nie będzie.
[…] Wróciliśmy do apartamentu Profesora około dwudziestej drugiej. Rozmawialiśmy długo. Miał poczucie uciekającego czasu. Śpieszył się.
– Nic nie zabija prawdy skuteczniej niż banał… – mówił. – Nie wiem, jak można opowiedzieć coś o tym »łobuzie« Karskim, tak, by uniknąć banału. Próbuj, jak chcesz. Nie będę przeszkadzał… W końcu nikt nie wie o mnie tyle co ty”.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop