Rasizm niejedno ma imię. W III Rzeszy, kraju germańskich „nadludzi”, dochodziło do takich absurdów, jak ten przedstawiony w „Głosie Porannym” 21 lutego 1935 roku.

Jest w Berlinie „klinika dla lalek”, gdzie przywraca się zdrowie ofiarom gier dziecięcych. Ostatnio zgłosiła się do tego zakładu pięcioletnia dziewczynka z wspaniałą „Józefiną Baker”. Murzyńska gwiazda miała złamaną rękę, które to uszkodzenie jej mała właścicielka z wielkiem przejęciem prosiła naprawić, co jej uroczyście przyrzeczono.
Gdy w parę dni później mała klientka przyszła po swą lalkę, usłyszała, co następuje :
- Jesteśmy niepocieszeni, panieneczko, ale nie mogliśmy wykonać zamówienia. Naprawianie czarnych lalek jest nam surowo wzbronione.

Tymczasem łódzka publika czekała niecierpliwie na premierę nowego filmu z Czarną Wenus – „ZouZou”, nie przejmując się karnacją gwiazdy. Widać sądzili, że ciemne laleczki potrafią nie mniej niż blade…