To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: konstytucja 3 maja

I modlitwa płynęła potężnemi dźwiękami, odrywała się od ziemi, płynęła wzwyż ku niebu, co jakby w odpowiedzi pogodnym uśmiechem wiosennego słońca zdawało się symbolizować nadchodzącą wiosnę w życiu narodu…

Na tak niebotyczne poziomy dotarła myśl autorów okolicznościowego wydawnictwa „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej”, wydanego w lipcu 1916 roku. Zapewne wielu uczestników tych wydarzeń odczuwało podobną ekstazę. My jednak unikając wzniosłej mistyki, starajmy się trzymać ziemi i szukać faktów.

125-0W grudniu 1915 roku wojska niemieckie i austriackie zajęły całe Królestwo Polskie. Rosjanie zostali wypchnięci za linię przebiegającą od Zatoki Ryskiej przez Baranowicze, Tarnopol, po Kamieniec Podolski na brzegach Dniestru. Okupanci utworzyli na ziemiach polskich dwie strefy i ustanowili w nich urzędy gubernatorskie: niemiecki w Warszawie i austriacki w Lublinie.

125-001

Komitet obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja w Łodzi

Po 1,5 roku wojny państwa centralne wprawdzie opanowały znaczną część Europy, ale do ich zwycięstwa nadal było daleko. Walka na dwa fronty wyczerpywała siły tych dwóch państw. Od początku wojny Niemcy rozrzucali na terenach polskich pod rosyjskim zaborem ulotki z wiele obiecującą odezwą dowództwa armii. Przedstawiali się w niej jako wyzwoliciele spod rosyjskiego jarzma i proponowali wspólną walkę z barbarzyńskim zaborcą ze wschodu. Jednocześnie nie wahali się stosować wobec zdobytych terenów okrutnych metod wojny totalnej. Najwięcej na ten temat mieli do powiedzenia mieszkańcy najbardziej poszkodowanych miast: Kalisza i Częstochowy.

125-003

Łódź – czoło pochodu na ulicy Piotrkowskiej przy rogu ulicy Nawrot

Po opanowaniu zaboru rosyjskiego okupanci grabili co mogli, ale oficjalnie zmienili politykę wobec ludności polskiej. Chodziło im głównie o pozyskanie rekruta, potrzebnego do dalszego prowadzenia wyczerpującej wojny. Okazją do sprawdzenia intencji władz okupacyjnych była przypadająca w maju 1916 roku 125 rocznica Konstytucji 3 Maja. Niespodziewanie okazało się, że niemieckie i austriackie gubernatorstwa nie stawiały żadnych przeszkód w urządzeniu obchodów rocznicowych. W miastach Królestwa powstały więc komitety do organizacji uroczystości i szybko przystąpiły do pracy. Według autorów wspomnianego wydawnictwa nastąpił wtedy moment odrodzenia narodu, niczym mitycznego feniksa z popiołów:

 125 lat minęło od chwili owej, co błysnęła, jak wspaniały meteor, a po której nastała epoka dla nas męczeństwa, niewoli, epoka szatańskich wysiłków, dążących do upodlenia i zabicia w żywym narodzie ducha. Próżna praca. Duch narodu wielkiego odradza się nieustannie, jak feniks z popiołów, a z ognia udręczeń wychodzi coraz piękniejszy, coraz silniejszy czystszy.

125-004

Łódź – komitet obchodów i duchowieństwa katolickie

We wszystkich kościołach katolickich w Łodzi 3 maja 1916 roku odbyły się uroczyste nabożeństwa. Nawet salę gimnastyczną szkoły Handlowej Kupiectwa Łódzkiego zamieniono w kaplicę. Przed specjalnie urządzonym ołtarzem odprawiono mszę dla uczniów, zakończoną poświęceniem sztandaru szkolnego. Okolicznościowe nabożeństwa odbyły się również w kościele ewangelickim Świętej Trójcy oraz w synagodze gminy starozakonnych przy ulicy Wolborskiej i w synagodze przy ulicy Spacerowej.

125-005

Pochód w Pabianicach

O godzinie 12 w południe z rynku Targowego wyruszył pochód. Przechodził kolejno ulicami: Nowo-Targową, Średnią, Nowym Rynkiem i Piotrkowską, aż do kościoła Św. Stanisława Kostki. O rozmiarach pochodu świadczył fakt, że kiedy jego koniec formował się jeszcze na placu Targowym, czoło sięgało już Nowego Rynku. Hasło do rozpoczęcia pochodu dał hejnał, wykonany przez heroldów. Duchowieństwo zaintonowało „Boże, coś Polskę” i poszli… Jak relacjonują autorzy pamiątkowego albumu:

Pieśń, podchwycona przez przeszło 50-tysięczną rzeszę, zelektryzowała wszystkich. Zapanował nastrój tak uroczysty, iż tysiące obecnych: kobiet i mężczyzn, dzieci i pokrytych siwizną starców nie mogło powstrzymać łez wzruszenia na dźwięki tej pieśni błagalnej, bijącej do Niebios jedną, jedyną przebolesną prośbą: „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić, Panie”.

Przez cały czas trwania pochodu biły dzwony w kościele ewangelickim Świętej Trójcy. Dźwięki dzwonów kościoła Św. Stanisława Kostki powitały pochód, gdy zbliżył się do końca swojej drogi. Kiedy delegacje ze sztandarami wkroczyły do kościoła, chór odśpiewał pieśń „Boże Ojcze”, a następnie hymn „Boże, coś Polskę”. Proboszcz parafii NP Marii, ks. Popławski, wygłosił potem wzniosłe kazanie okolicznościowe, przypominające istotę święta Trzeciego Maja.

125-002Po kazaniu ks. oficjał Henryk Przeździecki poświęcił tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę kaplicy bocznej. Wykonana z ciemno-czerwonego marmuru tablica zawierała następujący napis:

ROKU WIELKIEJ WOJNY
I WIELKICH NADZIEI NARODU W DNIU PIERWSZEGO W ŁODZI
UROCZYSTEGO OBCHODU
ROCZNICY KONSTYTUCJI 3 MAJA
NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ 1916.

Poza wybitnie religijnym, uroczystości 3-majowe miały charakter zdecydowanie antyrosyjski. „Gazeta Łódzka” 4 maja 1916 roku wspominała i upominała:

Walczący o niepodległość Ojczyzny przemożnej sile wroga uledz musieli. Od tej pory rozpoczyna się bezprzykładny w dziejach okres prześladowań naszego narodu i bohaterskich walk jego o wolność. Czyż dziś nie znajdujemy się w analogicznych warunkach politycznych. Czyż i dziś jeszcze nie mamy ugodowców – moskalofilów, jak ongi targowiczan, i rozumnych obywateli, którzy, jak konfederaci barscy, widzą jedyną drogę do wyzwolenia Ojczyzny w walce zbrojnej, do upadłego, z ciemiężcą, który łamał traktaty, poczynionych obietnic nie dotrzymywał i jako cel postawił sobie zagładę duszy polskiej. Lecz ani szubienice, ani kazamaty, ani tajgi syberyjskie ducha narodu złamać niezdolne, czego dowodem był wczorajszy uroczysty obchód rocznicy Konstytucji majowej.

Podobne uroczystości odbyły się w Pabianicach, Zgierzu, Konstantynowie, Aleksandrowie oraz Kaliszu – niespełna 2 lata temu zrównanym z ziemią przez niemieckie wojsko i w Częstochowie, w której na początku wojny zamordowano bez powodu kilkunastu mieszkańców, ponad tysiąc mężczyzn wywieziono do Niemiec, jako „polskich bandytów”, a na miasto nałożono wysoką kontrybucję.

125-007

Pochód 3-majowy w Kaliszu

Zachwyceni przebiegiem łódzkich uroczystości autorzy pamiątkowego albumu upajali się poczuciem wspólnoty:

Wszystkie świątynie katolickie, odpowiednio przybrane, przepełnione były zastępami wiernych, zespolonych we wspólnych pieniach narodowych i gorących o lepszą przyszłość modłach.

Jedność ta była jednakże ułudą. Zapomniano, że państwa nie zbuduje się na jedności, bo jest ona na dłuższą metę niemożliwa w żadnej tak dużej grupie ludzi, jak naród. Podstawą państwa jest zdolność jej obywateli do kompromisu, zaakceptowanie odmienności i ich prawa do życia. Kompromis ten albo jest narzucony siłą przez władcę, albo, jak w demokratycznych narodach, budowany oddolnie wskutek zrozumienia przez obywateli wspólnoty interesów.

Konstytucja 3 Maja miała być takim kompromisem, zaproponowanym przez światlejszą mniejszość przy znacznym udziale króla. Ten trudny do osiągnięcia, ale możliwy, kompromis miał ratować upadającą Polskę. Niestety, nie wszyscy byli na niego gotowi. Większość decydująca o losach kraju nie była… W pracach nad Konstytucją brało udział zaledwie kilka osób. Z grona katolickiego kleru: tylko biskup kamieniecki Adam Stanisław Krasiński oraz księża: Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Jedynym duchownym wśród sygnatariuszy był Józef Korwin Kossakowski, biskup inflancki i kurlandzki.

Przeciwnikami Konstytucji byli ci, w których interesy godziły proponowane zmiany: znaczna część magnaterii, która musiałaby pożegnać się ze swoją pozycją oraz znaczna część szlachty, która nie chciała uznania pańszczyźnianego chłopa za obywatela i nadania praw mieszczanom. Z tych samych powodów Konstytucja była nie do przyjęcia dla wyższego kleru. Kuria rzymska i polski kler obawiali się ponadto, że Polacy nie poprzestaną na tej kompromisowej Konstytucji. Podejrzewali, że – wzorem rewolucjonistów francuskich – pozbawią ich wkrótce funkcji państwowych, odbiorą majątki i zlikwidują przywileje. Pierwszy krok został zrobiony: ustawa wprowadziła 20-procentowy podatek dla duchowieństwa.

125-006

Obchody 3 maja 1916 roku przed ratuszem w Zgierzu

Katolickiego kleru nie mógł zadowolić katolicki początek preambuły „W imię Boga, w Trójcy Świętej jedynego”, ani nawet artykuł I, stanowiący, że „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji…” Było to bowiem tylko potwierdzenie istniejącego stanu. Nie zadowalało go również pozostawienie prymasa na stanowisku prezesa Komisji Edukacyjnej oraz jego udział w radzie królewskiej.
Gdy, w porozumieniu z carycą Katarzyną II, polscy magnaci: Stanisław Szczęsny Potocki, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski zawiązali w maju 1792 roku Konfederację Targowicką mieli poparcie biskupów liczących na przywrócenie dotychczasowego ustroju. Biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski został nawet przywódcą konfederacji na Litwie.

Podczas insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku za zdradę i współpracę z Konfederacją Targowicką powieszeni zostali wysocy przedstawiciele katolickiego duchowieństwa, biskupi: Ignacy Jakub Massalski i Józef Kazimierz Kossakowski. Na karę śmierci został skazany również biskup Wojciech Skarszewski, ale w jego sprawie interweniowali u Kościuszki: król i nuncjusz papieski. Kościuszko zagrożony ekskomuniką zmienił karę śmierci na dożywocie, co w istniejącej sytuacji nie było żadną karą. Śmierć poniósł wówczas także prymas Michał Jerzy Poniatowski, młodszy brat króla, „głowa duchowieństwa polskiego”. Do dziś nie jest wyjaśnione czy była to śmierć wskutek choroby, czy samobójstwo spowodowane obawą przed czekająca na niego szubienicą.

223 lata po uchwaleniu Konstytucji, tak jak w latach poprzednich, uroczystości upamiętniające uchwalenie ustawy rządowej 3 maja 1791 roku, odbywają się w kościołach. Księża i biskupi odprawiają msze za pomyślność Ojczyzny, upominają Polaków i ich przedstawicieli, że nie dość troszczą się o dobro Ojczyzny. Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień… Przypomnijmy tylko, że w 1792 roku w kościołach warszawskich czytano list pasterski biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego, w którym wzywał on do modłów, za pomyślność Konfederacji Targowickiej, oczywiście „dla dobra Ojczyzny podjętej”. Tej samej Targowicy, która jest do dziś synonimem zdrady narodowej… Lekarzu, lecz się sam…

* * *

Wszystkie zdjęcia pochodzą z albumu „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej” – Lipiec 1916 roku. Wydawcy: M. Daszewski i R. Piątkowski.

Długie, prawie czteroletnie obrady Sejmu Wielkiego obfitowały w wydarzenia dramatyczne i konfliktowe. Atmosfera bywała gorąca. Posłom często puszczały nerwy, zwłaszcza, że poza polityką, w grę wchodziło jeszcze bardzo rozbuchane szlacheckie poczucie honoru.  Poniżej fragmenty książki Bartłomieja Szyndlera „Pojedynki”.

W czasie Sejmu Czteroletniego [Kazimierz] Rzewuski został bohaterem kolejnego pojedynku. Stało się to za przyczyną strażnika polnego koronnego i zarazem posła podolskiego, Józefa Mierzejewskiego. 6 grudnia 1791 r. sejm uchwalił Deklarację zakazującą pod karami przyjmowania kancelariom i sądom manifestów i protestacji wymierzonych przeciwko Konstytucji 3 maja i innym uchwałom sejmowym. Na następnej sesji, w dniu 9 grudnia, zabrał głos poseł podolski Mierzejewski, przeciwnik Ustawy Majowej, który następnie oświadczył, że pragnie mówić w sprawie będącej przedmiotem debaty. Po czym, zaczął odczytywać „mowę pisaną”, ganiąc w niej Konstytucję 3 maja. Mierzejewskiemu często przerywano. Wówczas zirytowany oznajmił, że jeszcze swego wystąpienia nie zakończył. Na to Rzewuski, który posłował z tego samego co mówca województwa, zauważył ironicznie: „Jak początek nie do rzeczy, tak i koniec nie będzie lepszy”; zaś poseł poznański Celestan Sokolnicki, najwięcej przeszkadzający Mierzejewskiemu w jego wystąpieniu, zawołał: „Odpowiem ja temu jurypale!” W tym momencie z pomocą Mierzejewskiemu pośpieszył wojewoda wołyński, książę Hieronim Sanguszko, mówiąc do Sokolnickiego: „Nie masz Wać tyle dowcipu, abyś mu odpowiedział”. Na co zaczepiony wypalił: „Alboż to ja flaki mam w głowie jak książę”. Obrażony Sanguszko zerwał się z miejsca i ruszył w kierunku Sokolnickiego, lecz drogę, zastąpił mu Rzewuski, który złapał księcia za suknie. Doszło między nimi do gwałtownej sprzeczki i szamotania. Do zajścia przyłączyli się inni posłowie i w izbie sejmowej powstała wielka wrzawa. Temperatura scysji była tak wysoka, że wojewoda wołyński — jak donosił król Stanisław August w liście swemu posłowi w Londynie, Franciszkowi Bukatemu – „poszedł na górę wodę pić, bo się czuł bardzo zapalonym”.

Syn księcia wojewody, Eustachy Sanguszko, postanowił pomścić zniewagę ojca. W nocy posłał Rzewuskiemu kartelusz, wyzywając go na pojedynek na następny dzień. Król, dowiedziawszy się o tym, wysłał o północy swego adiutanta Gołkowskiego, aby doręczył obu Sanguszkom i Rzewuskiemu „areszt pojedynkowy”. Gołkowski zastał w domu jedynie księcia wojewodę Rzewuski, uprzedzony o areszcie królewskim, pojechał natychmiast do Eustachego Sanguszki i nalegał, ze względu na zaistniałą sytuację, żeby bezzwłocznie odbyć pojedynek, mówiąc „Co ma być jutro, niech będzie zaraz”.

Poprosiwszy na sekundantów Michała Wielhorskiego i księcia Józefa Poniatowskiego obaj przeciwnicy udali się w ich towarzystwie zaraz do ogrodu Bielińskich i tam przy świetle księżyca stoczyli walkę na pałasze. Sanguszko raniony został lekko w rękę, Rzewuski otrzymał cięcie w twarz. Na tym pojedynek przerwano, rywale się pogodzili, po czym zjedli razem kolację.

Do grona posłów niezadowolonych z uchwalenia Kontytucji 3 maja należał też poseł sandomierski, Albin Skórkowski. Przy każdej nadarzającej się okazji napadał on w sejmie na Ustawę Majową, a w dodatku szukał zwady z posłami z obozu patriotyczno-reformatorskiego. Szczególną nienawiścią pałał Skórkowski do posła krakowskiego, Aleksandra Linowskiego, który swoimi mocnymi mowami w izbie i licznymi pismami, znacznie się przyczynił do utorowania drogi w sejmie dla Konstytucji 3 maja. Linowski, pragnąc dokuczyć oponentom występujacym na forum sejmu przeciwko Ustawie Majowej, dziękował im za każdym razem ironicznie, że tak „przychylnie” odnoszą się do Konstytucji.

Na jednej z sesji czerwcowych sejmu ganił Konstytucję kasztelan przemyski, Antoni Czetwertyński. Kiedy zakończył swą mowę, Linowski pośpieszył, jak zwykle z publicznym „podziękowaniem”. Skórkowski, zabierając z tego powodu głos, oświadczył, że będąc stanowczym przeciwnikiem Konstytucji, nie życzy sobie niczyich ironicznych pochwał. Dotknięty tymi słowami Linowski wyzwał Skórkowskiego na pojedynek. Początkowo zamierzali się bić w mieszkaniu pisarza polnego, Kazimierza Rzewuskiego. Później zmienili ten zamiar i postanowili udać się na Wolę.

Pojedynek odbył się 29 czerwca 1791 r. Skórkowskiemu towarzyszyli jako sekundanci, kasztelan lubaczowski Adam Rzyszczewski i pułkownik wojsk koronnych Konstanty Janikowski. Linowski natomiast przybył w otoczeniu posłów podolskich, Józefa Zajączka i Kazimierza Rzewuskiego oraz kasztelana raciąskiego Tadeusza Mostowskiego i komisarza skarbowego Antoniego Lanckorońskiego. Linowski ciął Skórkowskiego w rękę, ale sam oberwał w nos. Na tym pojedynek przerwano, a obaj rywale pogodzeni przyrzekli sobie przyjaźń.

Poseł kaliski, Jan Suchorzewski, wyzwał na pojedynek marszałka Sejmu Czteroletniego, Stanisława Nałęcz Małachowskiego. Suchorzewski był bodajże największym krzykaczem sejmowym. Często w impulsywny sposób oponował przeciwko rozpatrywanym na sesjach postępowym projektom reform, a później starał się nie dopuścić do ich uchwalenia. Za swą działalność opozycyjną i warcholską w sejmie był sowicie wynagradzany przez hetmana wielkiego koronnego, Franciszka Ksawerego Branickiego, który nie szczędził mu dukatów z własnej szkatuły.

15 stycznia 1791 r. odbyła się w Teatrze Bogusławskiego premiera komedii Juliana Ursyna Niemcewicza „Powrót posła”. ”Celem moim – wspomina autor sztuki – było dać na pośmiewisko wszystkie zastarzale, a jeszcze nie wykorzenione przesądy nasze. Skupiłem je wszystkie na osobie starosty Gadulskiego, który płacze, że liberum veto ma być zniesionym, wynosi pod niebo elekcję królów i korzyści stąd dla szlachty przez ujmowanie jej starostwami, urzędami, pensjami; było to niejakie torowanie drogi do zbawiennych zasad rządowych, które się w Konstytucji Trzeciego Maja rozwinąć miały” (…).

Występujący w „Powrocie posła” negatywny bohater, starosta Gadulski, miał tyle cech charakterystycznych posła kaliskiego, Suchorzewskiego, iż nikt prawie nie wątpił, że to on właśnie został ośmieszony w sztuce. Rozgniewany wielce Suchorzewski, podbuntowany dodatkowo przez zelantów hetmańskich, zaatakował gwałtownie Niemcewicza w sejmie, w dniu 18 stycznia 1791 r., oskarzając go, iż w swej sztuce „prawo narodu wolnej elekcji przysięgą króla zatwierdzone [...] znieważył i wydrwił, a komedianci powtórzyli, że przez sukcesję kajdany zachwalił i uwielbił”. Oskarżył także policję w Warszawie, że pozwoliła na „złe użycie teatru”. Domagał się, aby marszałkowie sejmowi, Stanisław Małachowski i Kazimierz Nestor Sapieha, zwołali Sąd Sejmowy dla osądzenia autora komedii „Powrót posła” oraz policji.

Podczas przemówienia Suchorzewskiego rozlegały się śmiechy i drwiny na sali. Kiedy zaś zakończył swe przemówienie i skontatował, że nikt go nie popiera, wymógł na sekretarzu sejmowym odczytanie swego projektu o zwołanie Sądu Sejmowego. Po czym domagał się, dyskusji, ale zewsząd rozlegały się głosy: „Nie ma zgody nawet na deliberacje”. Poseł słonimski Sołtan zwrócił nawet uwagę Małachowskiemu, że dopuścił do zmiany porządku obrad, który tego dnia przewidywał dyskusję w sprawach skarbowych. Małachowski, korzystając skwapliwie z upomnienia, stwierdził, że projekt Suchorzewskiego nie nadaje się do dyskusji, jako nie mający związku z tematem obrad, po czym odroczył sesję do następnego dnia. Suchorzewski, nie mogąc ścierpieć doznanej porażki, wyzwał marszałka sejmowego na pojedynek. Suchorzewskiego znów z kolei wyzwał na pojedynek Tadeusz Czacki, zarzucając mu, że swoim zachowaniem uwłaczył czci cnotliwego męża – tj. Małachowskiego. Do skrzyżowania broni jednakże nie doszło, gdyż sprawę udało się załatwić polubownie. Poseł kaliski tylko się ośmieszył. Warszawę obiegło wiele wierszyków satyrycznych. Jeden z nich, ułożony przez Franciszka Zabłockiego, zaczynał się następująco:

„Mości panie kaliski! Wiadomość się szerzy,
Którą ja mam za potwarz, której nikt nie wierzy,
Przynajmniej nie powinien bez największej trwogi,
Komu miła ojczyzna, komu i ty drogi,
A czym się cieszą wspólni nam nieprzyjaciele:
Że po życie marszałka wydałeś kartele”.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop