Jak pisano skargi do władz 100 lat temu w Krakowie? Z fantazją, humorem i cierpką ironią. Ilustrowany Kuryer Codzienny otrzymał w lipcu 1914 roku od mieszkańców ulicy Garbarskiej takie oto pismo:

Skoro tylko „ciemność zapada”, zjawiają się na naszej ulicy spóźnieni goście, nucąc przeraźliwym głosem arye operetkowe. Już wiedzą mieszkańcy ulicy Garbarskiej, co robił „Orfeusz w piekle” i jak należy tłumaczyć cnotę „Zuzanny” i jak brzęczały dolary „Księżniczki” i jak się bawi „Wesoła wdówka” i jak się śpiewa „Buffalo Billa i jak się strzela na „Manewrach jesiennych” — a wszystko to niestety jest śpiewane. Dobry słuch ma Kraków, ale głos obrzydliwy. Gdy jednak milknie nieco uroczy śpiew, niema końca echom walenia niemiłosiernie w bramy, pokutujące zapewne za sprawiedliwy sen kamienicznych kluczników lub za lenistwo popsutych dzwonków elektrycznych. Dlatego upraszamy publiczną skargą o kilka kilo salmiaku do dzwonków i tylko o jednego trzeźwego, statecznego, energicznego (o ile możliwe) żołnierza policyjnego, aby się go wszelkie niepokoje bały teraz i zawsze, aż się wprowadzą na tę ulicę żywioły, mające temperament zgodny z temperamentem gwałcących świętą ciszę nocną.

Może w lipcu 1914 roku  prośba o energicznego policjanta dla uspokojenia nocnych marków była uzasadniona, ale stanowczo spóźniona. Wkrótce dokuczać miały mieszczanom z Garbarskiej jeszcze większe niepokoje czasu wojennego. Mieli jednak i swoją satysfakcję. Wybuch wojny i zagrożenie twierdzy Kraków rosyjską inwazją spowodował, że magistrat w porozumieniu z cesarsko-królewską komendą zarządził w 1915 roku całkowitą prohibicję…

Kraków, ul. Garbarska

Kraków, ulica Garbarska ok. roku 1910