To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: łódź

Tylko w jednym tygodniu maja 1925 roku więzieniem ukarano 23 łódzkich rodziców. Za nieposyłanie dzieci do szkoły…

Według spisu ludności Cesarstwa Rosyjskiego z 1897 roku Łódź była miastem analfabetów. Aż 55 procent mężczyzn i 66 procent kobiet nie umiało pisać i czytać. Było tu gorzej niż w Warszawie, gdzie analfabetyzm wśród mężczyzn wynosił 42 procent, a wśród kobiet 51 procent. Niższe wskaźniki analfabetyzmu miały też wielkie miasta rosyjskie: Petersburg i Moskwa. Destrukcyjna polityka carskich władz doprowadziła do wielkich zaniedbań w oświacie. Podczas I wojny światowej i niemieckiej okupacji próbowano w Łodzi szukać sposobu wprowadzenia powszechnego i obowiązkowego nauczania. Jednak zniszczenia wojenne i rabunkowa polityka okupanta doprowadziły miasto do ruiny. W tych warunkach bardziej myślano o fizycznym przetrwaniu niż o popularyzacji wiedzy.

pic_1-a-842-1

Posłowie i senatorowie udający się na posiedzenie Sejmu. Pierwszy z lewej – senator Stefan Kopciński – rok 1930

Sprawa dojrzała na tyle, że już z chwilą oddania przez Niemców szkolnictwa władzom polskim, zaczęto przygotowywać projekt powszechnego nauczania. Prace trwały w ciągu całego 1918 roku. Prowadził je Wydział Szkolnictwa powołany przez Magistrat. Powstał wtedy projekt Abrahama Szwajcera, członka Rady Miejskiej i dyrektora gimnazjum. Przewidywał on rozpoczęcie stopniowego wprowadzenia obowiązkowego nauczania w Łodzi już na przełomie lat 1918/19. Rada Miejska 2 października 1918 roku podjęła uchwałę, wzywającą Magistrat do powołania specjalnej komisji w sprawie wprowadzenia w Łodzi „przymusu szkolnego”. Komisja postała i przygotowany przez A. Szwajcera „Statut Miejscowy o wprowadzeniu przymusu szkolnego w mieście Łodzi” przyjęła do realizacji. Zanim zdążyła wystąpić o jego zatwierdzenie do państwowych władz okupacyjnych, władz już nie było. W listopadzie Niemcy wycofali się z Polski, a trzy miesiące później naczelnik Piłsudski wydał dekret „O obowiązku szkolnym”.

W lutym 1919 roku odbyły się pierwsze wybory samorządowe w Łodzi. Zwyciężyły partie robotnicze: Polska Partia Socjalistyczna i Narodowy Związek Robotniczy. Miały w programie likwidację analfabetyzmu, upowszechnianie czytelnictwa oraz rozwój bibliotek. Na stanowisko prezydenta miasta powołano dotychczasowego komisarza ludowego – tkacza Aleksego Rżewskiego, natomiast przewodniczącym Rady Miejskiej został nauczyciel Antoni Remiszewski.

174348

Szkoła Podstawowa im. Stanisława Staszica w roku 1928. Źródło: Fotopolska.eu

Brak rozporządzeń wykonawczych dekretu „O obowiązku szkolnym” zmobilizował nowe władze do kontynuowania prac nad szczegółowym programem upowszechniania oświaty. 30 czerwca 1919 roku Rada Miejska przyjęła uchwałę o wprowadzeniu w roku szkolnym 1919/20 obowiązku szkolnego dla dzieci z roczników: 1908, 1909 i 1910. Łódź, jako pierwsze miasto w niepodległej Polsce, zaczęła realizować powszechny obowiązek szkolny. W tym celu powołano Komisję Powszechnego Nauczania (KPN). Jej przewodniczącym został dr Stefan Kopciński, człowiek bardzo zasłużony dla łódzkiej oświaty. Komisja działała na podstawie samorządowego Statutu Szwajcera dostosowanego do wytycznych państwowego Dekretu, przy czym łódzki program szedł dalej. Państwo ustanawiało obowiązek szkolny na najwyżej siedem lat. Po przekroczeniu czternastego roku życia dziecko nie podlegało już temu obowiązkowi. W Łodzi dzieci musiały chodzić do szkoły dopóki nie uzyskały świadectwa ukończenia 7-klasowej szkoły powszechnej. Jeśli po skończeniu 14 lat nie uzyskały świadectwa, zobowiązano je do uczęszczania na wieczorowe kursy uzupełniające.

Wdrażanie obowiązku powszechnego nauczania i kontrola jego realizacji, napotykała wiele trudności. Brakowało wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej, odpowiednich pomieszczeń i pomocy dydaktycznych. Wielkim problemem była rejestracja dzieci podlegających obowiązkowi szkolnemu. Niska świadomość społeczna, brak zrozumienia wagi powszechnego nauczania oraz słaba sprawność organizacyjna instytucji państwowych powodowały, że rejestracja znacznie się przeciągała. Aby usprawnić pracę korzystano z pomocy policji. Zobowiązano właścicieli domów do sporządzania wykazów dzieci mieszkających w ich budynkach. Komisja była zmuszona do stosowania kar administracyjnych. Sytuację pogarszała wojna z bolszewikami. Napływ uciekinierów i urzędów z kresów wschodnich spowodował, że część budynków przeznaczonych na szkoły została zajęta. Mimo to, systematycznie rosła liczba uruchamianych szkół powszechnych i liczba dzieci objętych nauczaniem. Ogromnym sukcesem było oddanie do użytku pierwszej, zbudowanej od podstaw, miejskiej szkoły przy ulicy Zagajnikowej 32 (dziś Kopcińskiego). Otwarcie nastąpiło 8 października 1922 roku, a obiekt z dumą opisał Dziennik Zarządu Miasta Łodzi:

Gmach przedstawia się imponująco na zewnątrz, a wzbudza podziw wewnętrznym urządzeniem. Sale szkolne jasne, słoneczne i obszerne, a urządzone z uwzględnieniem wszelkich wymogów higieny. Naukę pobierać będzie kilkaset dzieci w szeregu klas równorzędnych. W gmachu znajdują się kąpiele natryskowe i higieniczne.

Po prawie trzech latach Zarząd miasta mógł pochwalić się wzniesieniem 8 placówek i projektami budowy kilku następnych.

szkola022

Wiejska szkoła około roku 1920

Wielkim problemem w pierwszych latach programu powszechnej oświaty był opór ze strony rodziców. Dzieci często musiały zarabiać na utrzymanie rodziny albo pomagać rodzicom. Z tego powodu nie były zgłaszane do rejestru szkolnego lub na wiele dni opuszczały zajęcia. Słaba frekwencja miała miejsce zwłaszcza w miesiącach wiosennych. Z tego powodu w Statucie dodano zapis dotyczący kar za niewypełnianie obowiązku szkolnego. Nie było w tym nic drastycznego, taką możliwość dawał też Dekret Piłsudskiego. Odpowiedzialnością za uczęszczanie dzieci do szkoły obarczono ojców. Gdy dziecko nie miało ojca odpowiadała matka lub opiekunowie. Ukrywanie dziecka przed zapisaniem do szkoły czy nieposyłanie na lekcje bez uzasadnionej przyczyny, groziło karą aresztu lub grzywny. Wydział Wykonawczy KPN korzystał z tych procedur i często prosił policję o bezwzględne osadzanie w areszcie, gdy nie udaje się ściągnąć grzywny za niedopełnianie obowiązku szkolnego. Policja niezbyt gorliwie te prośby wykonywała, co skutkowało zażaleniami do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Bywało, że magistrat otrzymywał w odpowiedzi żądanie opłacenia utrzymania osób zatrzymanych w areszcie na takiej podstawie.

Kto nie posyła dzieci do szkoły, idzie do aresztu – ostrzegała prasa.

I rzeczywiście, w jednym tylko tygodniu maja 1925 roku za nieposyłanie dzieci do szkoły, wskutek wyroku Komisji Powszechnego Nauczania, karę jednodniowego aresztu odbyło 23 rodziców. Informacje te odniosły właściwy skutek. Już na początku lat dwudziestych przeciętna frekwencja w szkołach osiągnęła poziom 89 procent, porównywalny do notowanego w Wielkiej Brytanii. Pewnie dlatego program upowszechniania oświaty opracowany przez Szwajcera oraz sposób jego realizacji w Łodzi, stały się wzorem dla wielu innych miast II RP.

Obrońcy narodowych interesów nawołują: „kupuj u swego”, „jedz polską żywność”, „odpoczywaj w polskich górach i nad polskim morzem”… Ale czy ktoś zagląda w paszport sprzedawcy marynarek, albo żąda aktu chrztu od dostawcy pizzy…?

W okresie międzywojennym teoretycznie łatwiej było realizować chwytliwe hasła wspierania narodowego handlu i przemysłu. Wiele firm otwarcie deklarowało swoje „słuszne” pochodzenie narodowe i wyznanie. Były reporter „Expressu Wieczornego”, Adam Ochocki wspominał po latach:

Niemal cały przemysł i handel konfekcyjny znajdował się w rękach żydowskich przedsiębiorców. Nie mogła tego ścierpieć Narodowa Demokracja, nawołująca poprzez swych liderów do bojkotu żydowskich towarów i zaopatrywania się wyłącznie w sklepach chrześcijańskich. „Swój do swego po swoje!” – darli się endecy za swym wodzem, osławionym adwokatem Kazimierzem Kowalskim. Ba, ale, gdzie „prawdziwi” Polacy mają kupować konfekcję, jeśli w mieście brak innych tanich źródeł zakupu?

kupujcie

Na fali tego gospodarczego patriotyzmu w latach trzydziestych ubiegłego wieku przy ulicy 11-go Listopada (Obrońców Stalingradu, dziś Legionów) otworzył się „Chrześcijański Dom Odzieżowy”. Mimo reklamy w pismach narodowo-katolickich i na plakatach oraz niezłej lokalizacji szło mu nietęgo. Prawdopodobnie dlatego, że chciał sprzedawać dużo drożej niż sklepy przy pobliskiej Nowomiejskiej. Wspomniany już reporter Adam Ochocki próbował bliżej przyjrzeć się temu zjawisku. W poszukiwaniu sensacyjnych tematów zatrzymał się któregoś dnia przed witryną chrześcijańskiego sklepu przy 11 listopada. Na wystawie prezentował się świetnie garnitur identyczny, jak u „Lewina i Ajzena” przy placu Wolności. Zaintrygowany reporter odwiedził Ajzena i spytał:

- Widział pan te ubrania na 11-go Listopada?
- Dlaczego miałem nie widzieć? Muszę wiedzieć, co konkurenci sprzedają.
- Ich ubrania wyglądają identycznie jak te, które są u pana. Ale oni sprzedają o dwadzieścia, trzydzieści złotych drożej. Czy ich konfekcja jest lepsza?
- Nie może być lepsza, bo to są te same ubrania, które ja mam. Szyli je ci sami chałupnicy brzezińscy, z tego samego towaru. Kupili je u tych samych hurtowników co ja, po takiej samej cenie, tylko oni chcą więcej zarobić i na tym polega cały witz! - wyjaśnił kupiec.

„Chrześcijański Dom Odzieżowy”, który miał sprzedawać wyłącznie polskie towary, zatrudniał żydowskich chałupników! Dla prostych odbiorców narodowej propagandy mógł to być prawdziwy szok. Gdzie podziały się idee głoszone publicznie przez przywódców endeckich? Aby upewnić się, jak w praktyce działa chrześcijański handel, reporter wybrał się do sklepu przy 11 Listopada wraz z doświadczonym pracownikiem Ajzena.

Udawałem, że przywiodła mnie chęć kupna. Gdy mierzyłem ubranie, mój rzeczoznawca starannie, fachowo je obmacał, zbadał podszewkę i fastrygi, po czym mrugnął do mnie porozumiewawczo, jakby chciał powiedzieć, że nie zawiódł mnie nos reporterski. Mimo zdobycia tak rewelacyjnej nowiny, sklep opuszczałem nieco zawiedziony. Nikt mnie nie zatrzymywał, nikt nie wybiegł za mną na ulicę, a gdy spytałem o cenę, sprzedawca rzucił mi ją od niechcenia i zajął się czymś innym.

Najwyraźniej bardzo brakowało w tym sklepie sprzedawcy, któremu chce się pracować i który potrafi tak oczarować klienta, aby nie wyszedł bez zakupu. Jak zamierzał „Chrześcijański Dom Odzieżowy” konkurować z kupcami z placu Wolności i Nowomiejskiej, którzy znali mnóstwo sposobów na zainteresowanie i zatrzymanie nabywcy. Na przykład takie:

Kupiec, widząc po zachowaniu klienta, że go czeka ciężka przeprawa i kto wie, czy w ogóle dojdzie do uzgodnienia ceny, wołał rozpaczliwie:
- Kieszenie! Zobacz pan tylko te kieszenie!
Klient zapuszcza rękę do kieszeni i – nieruchomieje. Wyczuwa pod palcami obecność metalowego krążka, dokładnie – srebrną pięciozłotówkę! Już nie targując się, unosi pośpiesznie ze sklepu nabytek, nie wiedząc, iż kupiec opuściłby mu znacznie więcej, niż wynosiła wartość „znaleźnego”.

chrzescijanski-dom1

Dziennik „Republika” w grudniu 1936 roku ujawnił, że udziałowcami  ”Chrześcijańskiego Domu Odzieżowego” są narodowcy, m.in. mecenas Kowalski i jego brat oraz, że wbrew głoszonym publicznie zasadom zatrudniają u siebie żydowskich krawców. Kowalski uznał to za zniesławienie i pozwał przed sąd redaktora odpowiedzialnego „Republiki”, Wacława Smólskiego. Po przesłuchaniu świadków sąd ustalił, że faktycznie ubrania dla chrześcijańskiego sklepu szyli Żydzi. Mieli zakaz pokazywania się klientom, więc pracowali rano lub wieczorem, kiedy wejście dla osób postronnych było zamknięte. Nie udało się natomiast udowodnić, że mecenas Kowalski był udziałowcem spółki. W tej sytuacji sąd uznał, że zarzut zniesławienia mecenasa był uzasadniony i skazał redaktora Smólskiego na 3 miesiące aresztu z zawiesze­niem i 500 złotych grzywny.

00098

Czy polscy krawcy muszą wykradać modele Żydom?

Ale w tej precedensowej sprawie nie wyrok był najważniejszy. Jej sedno tkwiło w sposobie tłumaczenia właścicieli sklepu, dlaczego zatrudniają Żydów, choć twierdzą publicznie, że wspierają polską wytwórczość. Chodziło im rzekomo o to, by wyłudzić od Ży­dów modele i przez to podnieść poziom polskiego rzemiosła. Z tym beznadziejnie prostackim wyjaśnieniem rozprawił się bez litości obrońca Smólskiego, adwokat Lederman. Jeśli tak rzeczywiście jest – stwierdził – to panowie z „Chrześcijańskiego Domu Odzieżowego” popełnili przestępstwo. Wszak wyłudzenie jest przestępstwem. Ale któż uwierzy, że aby uszyć ubranie za ledwie 20 złotych, trzeba posuwać się aż do kradzieży wzorów? Jaką opinię mają narodowcy o polskich krawcach, jeśli uważają, że nie potrafią samodzielnie uszyć prostego ubrania..? To obraża polskiego rzemieślnika… Miał rację?

Na podstawie: Adam Ochocki „Reporter przed konfesjonałem czyli jak  się przed wojną robiło gazetę”. Wszystkie cytaty pochodzą z tej książki.

I modlitwa płynęła potężnemi dźwiękami, odrywała się od ziemi, płynęła wzwyż ku niebu, co jakby w odpowiedzi pogodnym uśmiechem wiosennego słońca zdawało się symbolizować nadchodzącą wiosnę w życiu narodu…

Na tak niebotyczne poziomy dotarła myśl autorów okolicznościowego wydawnictwa „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej”, wydanego w lipcu 1916 roku. Zapewne wielu uczestników tych wydarzeń odczuwało podobną ekstazę. My jednak unikając wzniosłej mistyki, starajmy się trzymać ziemi i szukać faktów.

125-0W grudniu 1915 roku wojska niemieckie i austriackie zajęły całe Królestwo Polskie. Rosjanie zostali wypchnięci za linię przebiegającą od Zatoki Ryskiej przez Baranowicze, Tarnopol, po Kamieniec Podolski na brzegach Dniestru. Okupanci utworzyli na ziemiach polskich dwie strefy i ustanowili w nich urzędy gubernatorskie: niemiecki w Warszawie i austriacki w Lublinie.

125-001

Komitet obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja w Łodzi

Po 1,5 roku wojny państwa centralne wprawdzie opanowały znaczną część Europy, ale do ich zwycięstwa nadal było daleko. Walka na dwa fronty wyczerpywała siły tych dwóch państw. Od początku wojny Niemcy rozrzucali na terenach polskich pod rosyjskim zaborem ulotki z wiele obiecującą odezwą dowództwa armii. Przedstawiali się w niej jako wyzwoliciele spod rosyjskiego jarzma i proponowali wspólną walkę z barbarzyńskim zaborcą ze wschodu. Jednocześnie nie wahali się stosować wobec zdobytych terenów okrutnych metod wojny totalnej. Najwięcej na ten temat mieli do powiedzenia mieszkańcy najbardziej poszkodowanych miast: Kalisza i Częstochowy.

125-003

Łódź – czoło pochodu na ulicy Piotrkowskiej przy rogu ulicy Nawrot

Po opanowaniu zaboru rosyjskiego okupanci grabili co mogli, ale oficjalnie zmienili politykę wobec ludności polskiej. Chodziło im głównie o pozyskanie rekruta, potrzebnego do dalszego prowadzenia wyczerpującej wojny. Okazją do sprawdzenia intencji władz okupacyjnych była przypadająca w maju 1916 roku 125 rocznica Konstytucji 3 Maja. Niespodziewanie okazało się, że niemieckie i austriackie gubernatorstwa nie stawiały żadnych przeszkód w urządzeniu obchodów rocznicowych. W miastach Królestwa powstały więc komitety do organizacji uroczystości i szybko przystąpiły do pracy. Według autorów wspomnianego wydawnictwa nastąpił wtedy moment odrodzenia narodu, niczym mitycznego feniksa z popiołów:

 125 lat minęło od chwili owej, co błysnęła, jak wspaniały meteor, a po której nastała epoka dla nas męczeństwa, niewoli, epoka szatańskich wysiłków, dążących do upodlenia i zabicia w żywym narodzie ducha. Próżna praca. Duch narodu wielkiego odradza się nieustannie, jak feniks z popiołów, a z ognia udręczeń wychodzi coraz piękniejszy, coraz silniejszy czystszy.

125-004

Łódź – komitet obchodów i duchowieństwa katolickie

We wszystkich kościołach katolickich w Łodzi 3 maja 1916 roku odbyły się uroczyste nabożeństwa. Nawet salę gimnastyczną szkoły Handlowej Kupiectwa Łódzkiego zamieniono w kaplicę. Przed specjalnie urządzonym ołtarzem odprawiono mszę dla uczniów, zakończoną poświęceniem sztandaru szkolnego. Okolicznościowe nabożeństwa odbyły się również w kościele ewangelickim Świętej Trójcy oraz w synagodze gminy starozakonnych przy ulicy Wolborskiej i w synagodze przy ulicy Spacerowej.

125-005

Pochód w Pabianicach

O godzinie 12 w południe z rynku Targowego wyruszył pochód. Przechodził kolejno ulicami: Nowo-Targową, Średnią, Nowym Rynkiem i Piotrkowską, aż do kościoła Św. Stanisława Kostki. O rozmiarach pochodu świadczył fakt, że kiedy jego koniec formował się jeszcze na placu Targowym, czoło sięgało już Nowego Rynku. Hasło do rozpoczęcia pochodu dał hejnał, wykonany przez heroldów. Duchowieństwo zaintonowało „Boże, coś Polskę” i poszli… Jak relacjonują autorzy pamiątkowego albumu:

Pieśń, podchwycona przez przeszło 50-tysięczną rzeszę, zelektryzowała wszystkich. Zapanował nastrój tak uroczysty, iż tysiące obecnych: kobiet i mężczyzn, dzieci i pokrytych siwizną starców nie mogło powstrzymać łez wzruszenia na dźwięki tej pieśni błagalnej, bijącej do Niebios jedną, jedyną przebolesną prośbą: „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić, Panie”.

Przez cały czas trwania pochodu biły dzwony w kościele ewangelickim Świętej Trójcy. Dźwięki dzwonów kościoła Św. Stanisława Kostki powitały pochód, gdy zbliżył się do końca swojej drogi. Kiedy delegacje ze sztandarami wkroczyły do kościoła, chór odśpiewał pieśń „Boże Ojcze”, a następnie hymn „Boże, coś Polskę”. Proboszcz parafii NP Marii, ks. Popławski, wygłosił potem wzniosłe kazanie okolicznościowe, przypominające istotę święta Trzeciego Maja.

125-002Po kazaniu ks. oficjał Henryk Przeździecki poświęcił tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę kaplicy bocznej. Wykonana z ciemno-czerwonego marmuru tablica zawierała następujący napis:

ROKU WIELKIEJ WOJNY
I WIELKICH NADZIEI NARODU W DNIU PIERWSZEGO W ŁODZI
UROCZYSTEGO OBCHODU
ROCZNICY KONSTYTUCJI 3 MAJA
NA WIECZNĄ RZECZY PAMIĄTKĘ 1916.

Poza wybitnie religijnym, uroczystości 3-majowe miały charakter zdecydowanie antyrosyjski. „Gazeta Łódzka” 4 maja 1916 roku wspominała i upominała:

Walczący o niepodległość Ojczyzny przemożnej sile wroga uledz musieli. Od tej pory rozpoczyna się bezprzykładny w dziejach okres prześladowań naszego narodu i bohaterskich walk jego o wolność. Czyż dziś nie znajdujemy się w analogicznych warunkach politycznych. Czyż i dziś jeszcze nie mamy ugodowców – moskalofilów, jak ongi targowiczan, i rozumnych obywateli, którzy, jak konfederaci barscy, widzą jedyną drogę do wyzwolenia Ojczyzny w walce zbrojnej, do upadłego, z ciemiężcą, który łamał traktaty, poczynionych obietnic nie dotrzymywał i jako cel postawił sobie zagładę duszy polskiej. Lecz ani szubienice, ani kazamaty, ani tajgi syberyjskie ducha narodu złamać niezdolne, czego dowodem był wczorajszy uroczysty obchód rocznicy Konstytucji majowej.

Podobne uroczystości odbyły się w Pabianicach, Zgierzu, Konstantynowie, Aleksandrowie oraz Kaliszu – niespełna 2 lata temu zrównanym z ziemią przez niemieckie wojsko i w Częstochowie, w której na początku wojny zamordowano bez powodu kilkunastu mieszkańców, ponad tysiąc mężczyzn wywieziono do Niemiec, jako „polskich bandytów”, a na miasto nałożono wysoką kontrybucję.

125-007

Pochód 3-majowy w Kaliszu

Zachwyceni przebiegiem łódzkich uroczystości autorzy pamiątkowego albumu upajali się poczuciem wspólnoty:

Wszystkie świątynie katolickie, odpowiednio przybrane, przepełnione były zastępami wiernych, zespolonych we wspólnych pieniach narodowych i gorących o lepszą przyszłość modłach.

Jedność ta była jednakże ułudą. Zapomniano, że państwa nie zbuduje się na jedności, bo jest ona na dłuższą metę niemożliwa w żadnej tak dużej grupie ludzi, jak naród. Podstawą państwa jest zdolność jej obywateli do kompromisu, zaakceptowanie odmienności i ich prawa do życia. Kompromis ten albo jest narzucony siłą przez władcę, albo, jak w demokratycznych narodach, budowany oddolnie wskutek zrozumienia przez obywateli wspólnoty interesów.

Konstytucja 3 Maja miała być takim kompromisem, zaproponowanym przez światlejszą mniejszość przy znacznym udziale króla. Ten trudny do osiągnięcia, ale możliwy, kompromis miał ratować upadającą Polskę. Niestety, nie wszyscy byli na niego gotowi. Większość decydująca o losach kraju nie była… W pracach nad Konstytucją brało udział zaledwie kilka osób. Z grona katolickiego kleru: tylko biskup kamieniecki Adam Stanisław Krasiński oraz księża: Hugo Kołłątaj i Stanisław Staszic. Jedynym duchownym wśród sygnatariuszy był Józef Korwin Kossakowski, biskup inflancki i kurlandzki.

Przeciwnikami Konstytucji byli ci, w których interesy godziły proponowane zmiany: znaczna część magnaterii, która musiałaby pożegnać się ze swoją pozycją oraz znaczna część szlachty, która nie chciała uznania pańszczyźnianego chłopa za obywatela i nadania praw mieszczanom. Z tych samych powodów Konstytucja była nie do przyjęcia dla wyższego kleru. Kuria rzymska i polski kler obawiali się ponadto, że Polacy nie poprzestaną na tej kompromisowej Konstytucji. Podejrzewali, że – wzorem rewolucjonistów francuskich – pozbawią ich wkrótce funkcji państwowych, odbiorą majątki i zlikwidują przywileje. Pierwszy krok został zrobiony: ustawa wprowadziła 20-procentowy podatek dla duchowieństwa.

125-006

Obchody 3 maja 1916 roku przed ratuszem w Zgierzu

Katolickiego kleru nie mógł zadowolić katolicki początek preambuły „W imię Boga, w Trójcy Świętej jedynego”, ani nawet artykuł I, stanowiący, że „Religią narodową panującą jest i będzie wiara święta rzymska katolicka ze wszystkimi jej prawami; przejście od wiary panującej do jakiegokolwiek wyznania jest zabronione pod karami apostazji…” Było to bowiem tylko potwierdzenie istniejącego stanu. Nie zadowalało go również pozostawienie prymasa na stanowisku prezesa Komisji Edukacyjnej oraz jego udział w radzie królewskiej.
Gdy, w porozumieniu z carycą Katarzyną II, polscy magnaci: Stanisław Szczęsny Potocki, Franciszek Ksawery Branicki i Seweryn Rzewuski zawiązali w maju 1792 roku Konfederację Targowicką mieli poparcie biskupów liczących na przywrócenie dotychczasowego ustroju. Biskup inflancki Józef Kazimierz Kossakowski został nawet przywódcą konfederacji na Litwie.

Podczas insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku za zdradę i współpracę z Konfederacją Targowicką powieszeni zostali wysocy przedstawiciele katolickiego duchowieństwa, biskupi: Ignacy Jakub Massalski i Józef Kazimierz Kossakowski. Na karę śmierci został skazany również biskup Wojciech Skarszewski, ale w jego sprawie interweniowali u Kościuszki: król i nuncjusz papieski. Kościuszko zagrożony ekskomuniką zmienił karę śmierci na dożywocie, co w istniejącej sytuacji nie było żadną karą. Śmierć poniósł wówczas także prymas Michał Jerzy Poniatowski, młodszy brat króla, „głowa duchowieństwa polskiego”. Do dziś nie jest wyjaśnione czy była to śmierć wskutek choroby, czy samobójstwo spowodowane obawą przed czekająca na niego szubienicą.

223 lata po uchwaleniu Konstytucji, tak jak w latach poprzednich, uroczystości upamiętniające uchwalenie ustawy rządowej 3 maja 1791 roku, odbywają się w kościołach. Księża i biskupi odprawiają msze za pomyślność Ojczyzny, upominają Polaków i ich przedstawicieli, że nie dość troszczą się o dobro Ojczyzny. Kto jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień… Przypomnijmy tylko, że w 1792 roku w kościołach warszawskich czytano list pasterski biskupa Antoniego Onufrego Okęckiego, w którym wzywał on do modłów, za pomyślność Konfederacji Targowickiej, oczywiście „dla dobra Ojczyzny podjętej”. Tej samej Targowicy, która jest do dziś synonimem zdrady narodowej… Lekarzu, lecz się sam…

* * *

Wszystkie zdjęcia pochodzą z albumu „125-lecie Konstytucji na ziemiach Piotrkowskiej, Sieradzkiej i Kaliskiej” – Lipiec 1916 roku. Wydawcy: M. Daszewski i R. Piątkowski.

Nie hetero, nie homo, nie partnerskie, nie radzieckie, nie zdradzieckie, ale… potajemne. Związki potajemne są największym zagrożeniem dla Narodu i Ojczyzny. A nawet nie one same, ale ich ujawnianie. Korzystając więc z wolności słowa i prawa do oceny stanowczo sprzeciwiamy się ujawnianiu wszelkich takich związków. Takich, jak te w rodzinie pana Kazimierza.

- Tylko nic nie mów pani o tem, że z tobą figluję. Czemu się śmiejesz?
– A bo proszę łaski pana, myślę sobie jaka to z pana i naszej pani dobrana para, gdyż pani zawsze o to samo mnie prosi, gdy pan Kazimierz odchodzi…

*   *   *

W relacjach krypto, jak dowodzą naukowe, habilitowane autorytety, nie ma żadnego pożycia. Jest co najwyżej jałowe użycie drugiego człowieka, traktowanego jak przedmiot. To wyłącznie wygodne i łatwe praktykowanie egoistycznych pragnień. Na koszt społeczeństwa, ale nie w interesie społecznym. W interesie (za przeproszeniem) społecznym jest zachować milczenie. Zwłaszcza, gdy pojawia się taki ambaras, że się zachce trojgu na raz…

Nie, nie, jeszcze raz nie: społeczeństwo nie może ujawniać tajemnic tego słodkiego, miłego życia w nietrwałych, jałowych związkach osób, z których nie ma żadnego pożytku. Powinnością wszystkich homofobów i ciemnogrodzian, a nawet więcej – wszystkich przyzwoitych ludzi, jest bronić nas przed ujawnianiem takich związków. Spuśćmy zatem zasłonę milczenia na krótkie sam na sam pana Kazimierza i służącej, dajmy na to, Marysi. Ciii, pani się zbliża…

W głowach z betonu nie ma wolnej miłości, są stosunki małżeńskie, albo akty nierządne, Torquemada od dawna tu gości…

Źródło: „Łodzianka Kalendarz Humorystyczny” na rok 1903.

Grupa studentów Politechniki Łodzkiej w ramach projektu Problem Based Learning wykonała animację 3D Starego Rynku w Łodzi. Modele powstały na bazie zdjęć archiwalnych rynku z lat 30 XX w.

Studentom udało się odtworzyć północną i wschodnią stronę Rynku. Projekt zrealizował zespół w składzie: Mateusz Andrzejewski, Maciej Badura, Joanna Olczyk, Agnieszka Świderska, Dariusz Woźniak, pod opieką dr inż. Adama Wojciechowskiego.

Stary Rynek był kiedyś centralnym punktem Łodzi, w tym miejscu miasto zostało założone w 1414 roku (prawa miejskie król Jagiełło przyznał mu w 1423 r.). Już w początkach XIX wieku stanęły przy Rynku murowane domy. Przez stulecia miejsce to tętniło życiem: odbywały się na nim targi, a w połowie lat 20 ub. wieku powstał tu zieleniec.

Podczas okupacji Rynek znalazł się na terenie getta. Kiedy getto Niemcy likwidowali, zniszczyli budynki okalające Stary Rynek. Powojennej odbudowy dokonano już wg. nowych planów, dlatego miejsce to dziś wygląda inaczej niż przed wojną.  M.in. nie ma już południowej zabudowy, w jej miejscu utworzono park Staromiejski.

Poniższe zdjęcia Rynku pochodzą z serwisu: fotopolska.eu

Stary Rynek stanowi dziś stanowi rażący konstrast wobec elegancko odrestaurowanej pobliskiej Manufaktury. Od lat nie może ruszyć plan renowacji tej części miasta. I to mimo, że raz w roku – 29 lipca – władze miasta pod obeliskiem na Starym Rynku składają uroczyście kwiaty w rocznicę powstania miasta. Być może dzięki pracy studentów i jej upowszechnieniu sprawa rewitalizacji zainteresuje większą liczbę łodzian i wreszcie coś zacznie się tu dziać.

Przy Rynku ma siedzibę Stowarzyszenie Przyjaciół Starego Miasta, które na swojej stronie internetowej prezentuje gotowy projekt rewitalizacji.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop