To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: małżeństwo

kawaler-dp-1914-07-16-10

Polak, kawaler, lat 40. pragnie ożenić się córką właściciela dóbr, skromną, inteligientną panną lub wdówką nie starszą, jak 26-30 lat. Reflektant posiada 70 tys. mk w gotówce, ma zamiar za poradą i ewentualną dalszą pomocą od przyszłego teścia nabyć stosowny do wpłaty majątek ziemski z uregulowanemi hipotekami i możliwością prowadzenia jakiegoś przemysłu w zakres gospodarstwa wiejskiego wchodzącego. Łask, oferty uprasza się do eksped Kurjera pod nr. 5946.

Taką, super ofertę matrymonialną opublikował Dziennik Poznański 16 lipca 1914 roku. Jakie znaczenie w przyszłym biznesie z teściem miały wiek i inteligencja kandydatki na żonę, chyba nie da się już ustalić…

onafaszysty0

Nie pomyślano nie tylko o przykazaniach dla mężów. A co z kobietami stanu wolnego? Przecież nie godzi się pozostawiać tych biednych stworzeń bez życiowych drogowskazów. Ale wystarczy zamienić męża na księdza i problem będzie rozwiązany. Przecież te 10 przekazań dla kobiet jest z powodzeniem głoszone od lat z ambon. Bo najważniejsza jest tradycja…

Źródło: Ilustrowana Republika, rok 1935, nr 50.

W tym roku mija 200. rocznica śmierci oraz 250. rocznica urodzin księcia Józefa Poniatowskiego. „Służąc Ojczyźnie, stał się symbolem poświęcenia i wierności” – napisali posłowie w specjalnej uchwale upamiętniającej wodza Księstwa Warszawskiego. Tylko, że z tą wiernością książęcą bywało różnie…

Przesuwają się w życiu księcia kobiety, jak cienie. Wszystkich wymieniać nie sposób. Może kto ułoży kiedyś tę galerję, nazwiskami i portretami ją uwypukliwszy, ale, jakkolwiek ona się wydłuży, zupełną nie będzie – twierdził w 1913 roku Wiktor Gomulicki ["Złoty Róg" 5 stycznia 1913 r.].

„Galeria” taka, nawet niezupełna, nie powstała, bo biografowie nie byli zainteresowani skatalogowaniem bardziej i mniej wytwornych dam, które przewinęły się przez książęce sypialnie. Więcej zajmowało ich upamiętnienie wyczynów księcia na polach bitew oraz dzieło wypromowania go jako bohatera romantycznego.

Listę znanych nam książęcych podbojów miłosnych otwiera austriacka hrabianka Maria Karolina Thun und Hohenstein. Zakochany po uszy książę chciał się koniecznie żenić, ale podobno stryj wybił mu to z głowy, bo szukał dla niego lepszej partii. „Pepi” pisał w liście do siostry, że młodsza od niego o 6 lat Karolina zdaje się mieć wszystkie cechy, jakich oczekiwałby on od kobiety, którą chciałby poślubić. Książę poszedł na wojnę z Turcją, a potem wezwał go do Warszawy król Staś i gdzieś po drodze wielka miłość do Karoliny wyparowała… Z notek biograficznych tej arystokratki dowiedzieć się można, że miała muzyczne uzdolnienia: potrafiła pięknie śpiewać i grać na gitarze. W 1793 wyszła za mąż za angielskiego arystokratę Lorda Gillforda, znanego lepiej jako Richard Meade. Miała z nim syna i dwie córki. Żyła krótko – zmarła w Wiedniu 8 sierpnia 1800 roku. Niektóre źródła podają, że było to w roku 1804.

Uczucie, jakie żywił Józef do Karoliny, nie musiało być aż tak silne, by ujarzmić jego wybujały temperament. Całymi latami solidnie pracował na sławę polskiego Don Juana. Przez łoże księcia przechodziły tabuny kobiet, przede wszystkim arystokratki. Ale w „galerii” książęcej znajdziemy przedstawicielki różnych klas społecznych: od księżniczek, poprzez artystki, aż do prostych mieszczek i służących…

Spośród tych kobiet warto wspomnieć kilka postaci ze względu na rolę, jaką odegrały w życiu księcia, albo z powodu ich niezwykłej osobowości i biografii. Do takich osobistości należy z pewnością księżna Rozalia Lubomirska, z Chodkiewiczów. Była córką hrabiego Jana Mikołaja Chodkiewicza, marszałka i starosty żmudzkiego, oraz Marii Ludwiki Rzewuskiej, córki Wacława hetmana Rzewuskiego. Rozalia urodziła się w 1768 w Czarnobylu, stąd nazywano ją „Różyczką z Czarnobyla”. Była piękną kobietą o wspaniałej figurze, niebieskich oczach i rudoblond włosach. Zadarty nosek dodawał jej twarzy szczególnego, nieco niewinnego uroku. W wieku 19 lat Rozalia poślubiła kasztelana kijowskiego Aleksandra Lubomirskiego. Rok później urodziła córkę Aleksandrę. „Różyczka” była, jak byśmy to dziś powiedzieli, kobietą wyzwoloną. Lubiła towarzystwo, zabawę, podróże, romanse. Małżeństwo z kasztelanem było dla niej zbyt nudne i pospolite. Częściej bywała w Warszawie lub za granicą niż w mężowskich prowincjonalnych włościach. Próbowała usidlić księcia Józefa, ale efekt widać nie był zadowalający, bo potem zakochała się w Tadeuszu Mostowskim, młodym, przystojnym i wykształconym senatorze.

Anegdota warszawska opowiada, jak to Rozalia z dwoma równie uroczymi przyjaciółkami arystokratkami: Barbarą Kossowską i Julią Potocką, chciały zrobić niezwykłą niespodziankę księciu Poniatowskiemu. Po przekupieniu kamerdynera, przebrane za Gracje, zakradły się do sypialni księcia. Tam zamierzały poddać swą urodę jego osądowi, tak jak greckie boginie rywalizujące o miano najpiękniejszej. Czekały na księcia ukryte za kotarą. Ale książę nie miał zwyczaju wracać do domu samotnie. Tym razem towarzyszyła mu piękna tancerka. Anegdota, niestety, tutaj dyskretnie się kończy, nie znamy rozstrzygnięcia konkursu o względy nowożytnego księcia-Parysa. Być może do żadnej rywalizacji nie doszło i całe towarzystwo spędziło resztę nocy w rozkosznej zgodzie i harmonii… W końcu była to epoka markiza de Sade…

W 1792 roku Lubomirska podążyła wraz z córką za swym faworytem – Mostowskim do rewolucyjnego Paryża. Był to drugi pobyt Rozalii nad Sekwaną. W odróżnieniu od pierwszego, sprzed 4 lat, ten zakończył się tragicznie. Oskarżona o spiskowe konszachty z dworem Marii Antoniny oraz lekceważące wyrażanie się o ludziach rewolucji została aresztowana w październiku 1793 roku. Resztę życia spędziła w rewolucyjnych więzieniach. Nie pomogły starania polskich dyplomatów, w tym Kościuszki, ani ekskluzywna znajomość z wielkim Goethe, z którym ponoć nasza dama pijała kawę i prowadziła dysputy literackie. Piękną Rozalię zgilotynowano 30 czerwca 1794 roku, a jej córkę odesłano do Polski.

Legenda mówi, że gdy ostrze gilotyny spadło na szyję „Różyczki”, jej matka miała ujrzeć w rodzinnym pałacu Chodkiewiczów w Młynowie widmo córki z głową oddzieloną od tułowia. Według innej legendy, duch zgilotynowanej Rozalii pojawia się w pałacu Lubomirskich w Opolu Lubelskim.

Druga ze wspomnianych Gracji księcia Józefa – Julia Potocka, z domu księżniczka Lubomirska zakończyła życie niespełna miesiąc po Rozalii Lubomirskiej – 26 sierpnia 1794 roku. Tyle, że w nieco mniej dramatycznych okolicznościach. Dopadła ją prozaiczna gruźlica płuc. Urodzona w 1766 roku dama była najmłodszą córką marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego i Izabeli Lubomirskiej z Czartoryskich. Julię uważano za jedną z najpiękniejszych Polek końca XVIII wieku. Była utalentowana aktorsko, a jej taniec wywoływał powszechny podziw. W salonach warszawskich mówiono o niej „Giulietta la bella” czyli po prostu „Piękna Julia”.

Nie wiemy czy poza wspomnianym wyżej epizodem z Gracjami w książęcej sypialni łączył Julię jakiś bliższy związek z księciem Poniatowskim. Dla opinii publicznej była ona niezwykłym w czasach stanisławowskich okazem cnót, wierności i stałości uczuć. W 1785 roku matka wydała ją za hrabiego Jana Potockiego, ekscentrycznego podróżnika i pisarza, późniejszego autora niezwykłej powieści „Rękopis znaleziony w Saragossie”. Po ślubie młoda para wyruszyła w trzyletnią podróż po Europie. Julia większość czasu spędziła z matką przebywającą wtedy w Paryżu i Wersalu. Hrabia Potocki był zajęty swoimi sprawami. Małżonkowie przeżywali pierwszy kryzys, ale kiedy wracali do Polski w 1788 roku, towarzyszyli im już dwaj synowie: Alfred (1785) i Artur (1787). Jan włączył się w życie polityczne jako poseł na Sejm Czteroletni. Julia działała w stronnictwie wspierającym Konstytucję 3 Maja. Wtedy poznała księcia Eustachego Sanguszkę, młodego oficera i posła na Sejm Wielki. Wybuchnął romans, o którym wiedziała cała Warszawa, nie wyłączając hrabiego małżonka… Potem nastąpiły przymusowe rozstania kochanków spowodowane wojną w obronie Konstytucji oraz powstaniem kościuszkowskim. Julia wyjechała do matki do Łańcuta. Książę Eustachy walczył o wolność ojczyzny, a Julia chora, coraz słabsza pisała do niego listy. Zmarła podczas pobytu w Krakowie. Jej przedwczesna śmierć tragicznie przerywająca wielką miłość, stała się pożywką do powstania legendy o Białej Damie. Ludzie mówią, że duch smutnej Julii Potockiej ukazuje się w pałacu w Łańcucie. Że przy rokokowym biurku w chińskim apartamencie pisze do ukochanego nieukończone listy…

Ciąg dalszy wspomnień o kobietach księcia Poniatowskiego już wkrótce…

W tym roku mija 200. rocznica śmierci oraz 250. rocznica urodzin księcia Józefa Poniatowskiego. Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą naczelnego wodza Księstwa Warszawskiego. „Służąc Ojczyźnie, stał się symbolem poświęcenia i wierności” – pokreślili posłowie. Tyle tylko, że z tą wiernością książęcą bywało różnie…

I wtedy dojrzał nadbiegających wprost ku niemu piechurów rosyjskich. Ostatkiem sił skoczył z koniem do Elstery i w jej nurcie został znów ranny kulą karabinową w lewą pierś na wylot. Nie miał już sił, by poderwać konia do skoku na brzeg przeciwny. Zsunął się z siodła i zniknął pod wodą.

Tak Karol Koźmiński opisywał w powieści biograficznej bohaterską śmierć księcia Poniatowskiego. Jednak zanim książę stał  się bohaterem narodowym, patronem ulic i placów, zanim stanął na pomnikach, był bohaterem salonów i … alków. Kobiety odgrywały w jego życiu wielką rolę. Wielką, bo było ich zadziwiająco wiele. Jak udało mu się to, co dla większości mężczyzn jest nieosiągalne? Próbował na to pytanie odpowiedzieć 100 lat temu Wiktor Gomulicki w artykule „Książę Józef i kobiety” ["Złoty Róg" 5 stycznia 1913 r.]:

I do księcia Józefa  przyczepić można banalną etykietę: „wielbiciel kobiet”. Ale to nie będzie ścisłe. Nie tyle książę był wielbicielem kobiet,  ile  kobiety wielbicielkami księcia.  Anegdotyczna historja Warszawy stwierdza, że był czas, gdy „wszystkie piękne damy szalały za księciem”. Podobno bez pokrzywdzenia prawdy, można by dodać: i nie-piękne. Jaką drogą bratanek króla  Stanisława doszedł do  wyniku, dla ogółu mężczyzn tak bardzo ponętnego? Był-że kornym sługą rodu niewieściego, czy też jego tyranem? (…) Ktoś rozpatrujący te sprawy przez  bardzo ostrą soczewkę krytyczną powiedziałby, że książę w stosunku do kobiet ujawniał niezmiernie grzeczne, wymyślnie powabne i niesłychanie wytworne lekceważenie.

Cytowany już K. Koźmiński relacjonował sytuację księcia świeżo przybyłego do Polski  w 1789 roku następująco:

Cała Warszawa, a przede wszystkim piękniejsza jej połowa, oglądała się za księciem. W Wiedniu był jednym z najelegantszych kawalerów, tu w Warszawie był pierwszym. Królewicz z bajki w oczach kobiet, dyktator mody dla mężczyzn. Nic dziwnego, że czerpiąc bez ograniczenia ze szczodrej szkatuły królewskiej, przy wrodzonej lekkomyślności i krwistym temperamencie – szalał.

Warto dodać, że owa szczodra szkatuła była wówczas w rękach stryja naszego bohatera czyli króla Stanisława Poniatowskiego, a jej zasoby wcale nie były nieprzepastne. Ciągle przecież brakowało pieniędzy na wyekwipowanie wojska, a ogromne długi króla spłaciła dopiero caryca po III rozbiorze.

Tymczasem Warszawa bawiła się w najlepsze. W końcu XVIII stulecia stolica upadającej Rzeczypospolitej nazywana była Paryżem Północy. I nie wynikało to porównanie bynajmniej z nadzwyczajnego rozwoju sztuk i nauk, ale liczby balów i swobody obyczajowej. Książę Poniatowski czuł się tu świetnie. Mimo ciągłych problemów z wierzycielami, jego rezydencja – podarowany przez stryja pałac „Pod Blachą” – stała się centrum warszawskich rozrywek i życia towarzyskiego. „Blacha się bawi” – mówiono w mieście.

Kobiety same lgnęły do księcia Poniatowskiego, nie musiał specjalnie zabiegać o ich względy. Za­in­te­re­so­wa­nie płci pięk­nej zapewniały mu nie tylko tytuł książęcy i pozy­cja kró­lew­skie­go bra­tan­ka. Był przystojnym męż­czy­zną, harmonijnie zbudowanym, choć niewysokim, zawsze elegancko ubranym.

Książę Józef jest jedną z najdoskonalszych męskich postaci, jakie widzieć można. Stopa jego, noga cała pełna najpiękniejszego rysunku; odzież przyobleka ją całą jak ulana, leżąc bez najmniejszego fałdka. Kurtka okrywa równie pięknie jego pierś i ramiona pełne i opina wytworne kształty. Rysy twarzy mają wiele wyrazu męskiego, para czarnych wielkich oczu je ożywia

- opisywał wygląd księcia Friedrich Schultz niemiecki literat z Inflant i dodawał:

On był jednym z pierwszych, który lekki, otwarty, wysoko zawieszony powóz (w Niemczech zwany whisky, a w Polsce kabrioletem) w Warszawie w modę wprowadził. Z początku zaprzęgał do niego cztery konie, niebawem osiem, w poręcz jedne za drugimi, powożąc z siedzenia stojący, co wyglądało bardzo malowniczo i widzom przywodziło na myśl starożytnych w cyrkach woźniców. Konie miał zawsze najpiękniejsze, pełne ognia, rosłe…

Z upływem lat bujna czupryna księcia przerzedzała się. Postępujące łysienie ukrywał za pomocą pół­pe­ru­ki zwanej tupecikiem. Później nosił już całą perukę i sztuczne bokobrody. Kiedy w 1813 wyłowiono z Elstery zwłoki księcia z łysą głową był pewien problem z identyfikacją ciała. Rozpoznano go po szlifach i miniaturach odznaczeń przypiętych do munduru.

Dla księcia Józefa w miłości nie liczyły się tytuły, majątki, ani inne korzyści, jakie mógł zyskać na romansach z damami wysoko urodzonymi. Nie dał się namówić na małżeństwo z rozsądku. Choć swatano go z siostrami Czartoryskimi, Rzewuską, Zamoyską, zawsze udawało mu się od ślubu jakoś wykręcić. Inaczej było z niedoszłym związkiem z księżniczką saksońską Marią Augustą. Ta prawnuczka króla Augusta III Wettina przez prababki skoligacona była z Piastami, Jagiellonami i Wazami, a jedna z jej prababek była córką Jana III Sobieskiego.

Pomysł wydania niezbyt urodziwej saskiej królewny za bratanka ostatniego króla polskiego był efektem zapisu w Konstytucji 3 Maja. Stwierdzano tam wyraźnie, że: „Dynastia przyszłych królów polskich zacznie się na osobie Fryderyka Augusta, dzisiejszego Elektora Saskiego… Gdyby zaś dzisiejszy Elektor Saski nie miał potomstwa płci męskiej, tedy mąż, przez Elektora, za zgodą Stanów Zgromadzonych, Córce Jego dobrany, zaczynać ma linię następstwa płci męskiej do tronu polskiego”. Kiedy powstało Księstwo Warszawskie, Napoleon I, chcąc być w zgodzie z prawem, oddał tron Fryderykowi Augustowi. Faktycznie nie miał on syna, ale tylko jedną córkę. Maria Augusta Wettin została uznana za sukcesorkę polskiego tronu. Potrzebowała tylko odpowiedniego męża. Kandydat – książę Józef – wydawał się wprost idealny.

Na przełomie 1809 i 1810 roku odbyły się zaręczyny dwudziestosiedmioletniej infantki z czterdziestosiedmioletnim Poniatowskim. Wtedy jednak okazało się, że „Pepi” został po raz drugi ojcem nieślubnego dziecka. Piękna Zofia Czosnowska z Potockich urodziła mu syna. Zaręczyny zostały zerwane przez Fryderyka Augusta, który od dawna z trudem tolerował swobodne obyczaje księcia. Mówiło się wtedy, że „pełna nauki i rozumu”, chociaż „dość czerwona i otyła” Maria Augusta pokochała księcia i była skłonna wybaczyć mu wszelkie wybryki. Niestety, ponoć po drugiej stronie nie było aż takiego zaangażowania. Książę nie rozumu i wiedzy szukał przecież u kobiet… Maria Augusta nigdy nie wyszła za mąż i nie została królową. Zmarła jako bezdzietna panna w Dreźnie w 1863 roku.

Ciąg dalszy wspomnień o kobietach księcia Poniatowskiego już wkrótce…

Nie hetero, nie homo, nie partnerskie, nie radzieckie, nie zdradzieckie, ale… potajemne. Związki potajemne są największym zagrożeniem dla Narodu i Ojczyzny. A nawet nie one same, ale ich ujawnianie. Korzystając więc z wolności słowa i prawa do oceny stanowczo sprzeciwiamy się ujawnianiu wszelkich takich związków. Takich, jak te w rodzinie pana Kazimierza.

- Tylko nic nie mów pani o tem, że z tobą figluję. Czemu się śmiejesz?
– A bo proszę łaski pana, myślę sobie jaka to z pana i naszej pani dobrana para, gdyż pani zawsze o to samo mnie prosi, gdy pan Kazimierz odchodzi…

*   *   *

W relacjach krypto, jak dowodzą naukowe, habilitowane autorytety, nie ma żadnego pożycia. Jest co najwyżej jałowe użycie drugiego człowieka, traktowanego jak przedmiot. To wyłącznie wygodne i łatwe praktykowanie egoistycznych pragnień. Na koszt społeczeństwa, ale nie w interesie społecznym. W interesie (za przeproszeniem) społecznym jest zachować milczenie. Zwłaszcza, gdy pojawia się taki ambaras, że się zachce trojgu na raz…

Nie, nie, jeszcze raz nie: społeczeństwo nie może ujawniać tajemnic tego słodkiego, miłego życia w nietrwałych, jałowych związkach osób, z których nie ma żadnego pożytku. Powinnością wszystkich homofobów i ciemnogrodzian, a nawet więcej – wszystkich przyzwoitych ludzi, jest bronić nas przed ujawnianiem takich związków. Spuśćmy zatem zasłonę milczenia na krótkie sam na sam pana Kazimierza i służącej, dajmy na to, Marysi. Ciii, pani się zbliża…

W głowach z betonu nie ma wolnej miłości, są stosunki małżeńskie, albo akty nierządne, Torquemada od dawna tu gości…

Źródło: „Łodzianka Kalendarz Humorystyczny” na rok 1903.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop