To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: marlena dietrich

„Gdyby Kleopatra miała krótszy nos, całe oblicze ziemi wyglądałoby inaczej” – twierdził słynny filozof Pascal. Człowiek – „myśląca trzcina” musi pogodzić się z faktem, że jego losy zależą w dużej mierze od pozornie nic nieznaczących przypadków i detali…

Ale co do nosa słynnej królowej Egiptu, to wiadomo o nim niewiele. Rzymski denar z końca starej ery nie jest dla niego łaskawy. Można rzec: to nie twarz, to potwarz… Nie ma to oczywiście żadnego znaczenia dla słuszności pascalowego twierdzenia…

Oczywiste, że do detali tak ważnych, jak nos Kleopatry, należą także nosy słynnych gwiazd sceny i filmu. Niejedna z kandydatek na filmową divę, patrząc w lustro, ma wielkie rozterki: „oczy błękitne, jak toń jeziora, usta niczym dojrzała wiśnia, owal twarzy pierwsza klasa, ale nos… za długi, garbaty, za mały, zbyt zadarty, nos nie do przyjęcia!
steel_engraving2

 

A przecież moda „nosowa” zmieniała się. W połowie XIX wieku ideały kobiecego piękna przedstawiano na portretach grawerowanych w stali. Romantyczne damy, blade i pogrążone w zadumie, miały drobne dziecięce twarze, ale ich nosy dziś uznalibyśmy za nieproporcjonalnie duże. Współcześni uważali taki wygląd za bardzo arystokratyczny.

 

Lill Langtry w roku 1885Nieco później wzorcem urody stała się brytyjska aktorka Lillie Langtry, która występowała na scenach po obu stronach Atlantyku. Powszechnie twierdzono, że dama ta była ucieleśnieniem klasycznego piękna, a opinia dotyczyła oczywiście również jej dużego, długiego nosa. Zdobyła uwielbienie publiczności oraz uznanie wyższych sfer. Została nawet kochanką księcia Walii – przyszłego króla Edwarda VII. Słynny pisarz George B. Shaw powiedział o niej z ironią: „Nie podoba mi się ta pani Langtry, ona nie ma prawa być inteligentną, odważną i niezależną, i do tego jeszcze piękną”.

Evelyn Nesbit jako Gibson Girl

 

 

 

Na przełomie XIX i XX wieku karierę robiły rysunki idealnych dziewcząt autorstwa Charlesa Gibsona. Główną inspiracją dla postaci „Gibson Girl” była żona Gibsona – Irene Langhorne i jej siostry. Dziewczyny Gibsona miały kręcone włosy, nosiły je wysoko podpięte z przodu, często z puszczonymi luźno pojedynczymi kosmykami lub z opadającą na ramię częścią fryzury. Rysunkowe ideały Gibsona odbiegały nieco od oryginałów, szczególnie dotyczyło to nosów, które w rzeczywistości były dużo większe.

Gloria SwansonW latach dwudziestych XX wieku, kiedy rodził się hollywoodzki system gwiazd, ranga twarzy i nosów czołowych aktorek niezwykle wzrosła. Wiele kobiet z różnych sfer chciało upodobnić się do Mary Pickford czy Glorii Swanson. Nieprzypadkowo właśnie wtedy rozpoczęła się złota era poprawiaczy urody: wizażystów i chirurgów plastycznych.
Gloria Swanson, kobieta o twarzy niemal doskonałej, ozdobionej bardzo kształtnym, lecz troszkę przydługim nosem, przeżyła z jego powodu chwile grozy. Jeśli wierzyć anegdocie, jaką zamieścił tygodnik „Kino” w roku 1930. Podobno, gdy skończyła w 1919 roku swój pierwszy film z Cecillem de Mille „Don’t change your husband” (Nie zmieniaj męża), słynny reżyser poprosił ją… by udała się do chirurga plastycznego i kazała obciąć sobie koniec nosa! Gloria nie wzięła tej prośby na serio i do drugiego filmu „Male and Female” (Mężczyzna i Kobieta) zjawiła się w nowej sukni, lecz z tym samym nosem… Cecil de Mille spojrzał na nią gniewnie, a w końcu rozkazał kategorycznie:

- Ma pani natychmiast udać się do chirurga! Nos pani psuje mi wszystkie zdjęcia! Rzuca cienie. Stale twarz jest w plamach!

Gloria w płacz! Nie pójdzie do żadnego doktora i nie da się kroić! Może Cecil de Mille jest genialny, ale ona woli już nie grać i w ogóle może nigdy więcej nie stanąć przed obiektywem… Zrobiło się dramatycznie, dalsza kariera gwiazdy srebrnego ekranu stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Tygodnik „Kino” pozwolił sobie przy tej okazji wyobrazić jak piękna Gloria wyglądałaby z innym nosem…

gloria0001

Gloria z noskiem prostym

gloria0002

Gloria z noskiem lekko zadartym

gloria0003

Gloria z noskiem lekko garbatym

gloria0004

Gloria z noskiem ostrym

Na szczęście dobry los uratował Glorii nos. Choć mogło też być inaczej. Może to za długi nos spowodował postęp w technice filmowej. Wynaleziono nowe lampy, zrobiono próbę z Glorią Swanson, a właściwie z jej nosem. Mistrz de Mille był zadowolony: „Nie ma cieni!” – zawyrokował.

W kilka miesięcy później Gloria spotkała się przypadkiem z chirurgiem, z którego usług nie chciała skorzystać.

- Dobrze, że panią spotykam – powitał ją uprzejmie – Czy uwierzy pani, że pięć procent moich pacjentek prosi mnie, bym im zrobił nos a la Gloria Swanson?

Utrapienie z tymi nosami!

W latach trzydziestych najjaśniejszymi gwiazdami na hollywoodzkim firmamencie były Greta Garbo i Marlena Dietrich. Gdy Garbo, w wieku niespełna dwudziestu lat, trafiła do Ameryki była wysoką, trochę niezdarną i zakompleksioną dziewczyną. Po angielsku mówiła słabo, a w jej twarzy można było dostrzec wiele defektów: zbyt długi nos, ostre rysy, krzywe zęby. Do tego fatalna fryzura. Z przeciętnej Szwedki wizażyści i oświetleniowcy stworzyli „boską Gretę”.

Greta Garbo w 1925 r. Greta Garbo w karykaturze Greta Garbo jako Anna Karenina
Greta Garbo Grerta Garbo Greta Garbo

Posiadała najdłuższe w dziejach filmu naturalne rzęsy, które oświetlone z góry, rzucały niezwykły cień na policzki. Mówiono, że tak idealnie regularnych rysów nie stworzyłby żaden wybitny artysta. Nawet wydatny nos Grety okazał się doskonale skrojony, jakby według zasad klasycznych proporcji.
Nic dziwnego, że twarz Garbo doczekała się nawet naukowej rozprawki. Literaturoznawca francuski Barthes nazwał ją „wspaniałą twarzą-przedmiotem”, „ideą”, i enigmatycznie opisywał ten fenomen:

Czy to w koronie, czy pod filcowym kapeluszem jej twarz jest zawsze ze śniegu i samotności. Przydomek Boska bez wątpienia w mniejszym stopniu miał oddawać stan najwyższego piękna niż esencję jej osoby cielesnej, która zstąpiła z niebios, gdzie rzeczy są ukształtowane i doprowadzone do największej klarowności.

Z Marleną Dietrich był jeszcze większy kłopot. Prawdopodobnie, gdyby nie trafiła w odpowiednim momencie pod rękę Josefa von Sternberga, jej talenty zmarnowałyby się. W latach dwudziestych nie wyglądała jak wamp. Była nieco otyłą dziewczyną o pospolitej twarzy, wyposażonej w wątpliwej urody szeroki nos. Ten kaczo-wklęsły nos był źródłem kompleksów i wielkim wyzwaniem dla filmowego wizerunku gwiazdy. Aby kusić i zniewalać twarz Marleny wymagała mnóstwa zabiegów: nienaturalnie wyprofilowano jej brwi, doklejono długie sztuczne rzęsy, specjalny makijaż rozjaśniał twarz, powiększał oczy i tuszował nieciekawy kształt nosa. Ważnym elementem makijażu były lekko błyszczące usta, malowane na ciemno, z charakterystycznym łukiem nad górną wargą. W projekt upiększenia nowej gwiazdy zaangażowany był sam Max Factor.

marlene-1924 marlenedietrich_0 Marlena Dietrich
marlenedietrich dietrich_-shanghai-express marlenedietrichdietrichmarlenesevensinners

Jan Kochańczyk w książce „Filmowe kłamstwa i manipulacje, czyli sposób na pranie mózgu” przytacza opinię hollywoodzkiego charakteryzatora Richarda A. Bakera:

…makijażem można dodać każdemu aż 60 – 70 procent urody. Operatorzy filmowi, stosując odpowiednie oświetlenie, mogą dodać dalsze 10 procent. Dawniej to oni właśnie po mistrzowsku tuszowali braki urody Marleny Dietrich (jej „kaczy nos” nabierał cech greckiej doskonałości)…

W filmach z Dietrich stosowano specjalne oświetlenie górne, które maskowało wygląd nosa i dawało pod nim niezwykły efekt „cienia motylka”. Podkreślano w ten sposób tajemniczy wygląd gwiazdy. Jej twarz na ekranie rzadko można zobaczyć z profilu. Kiedy już nie było innego wyjścia, pokazywano ją z odpowiedniego dystansu, aby linia nosa nie zakłócała wizerunku idealnego piękna. Sceny miłosne i dialogi wyglądały dosyć dziwacznie, gdy widz obserwował profil aktora, a obok niego twarz Marleny zawsze zwróconą frontem do kamery.

Kilka lat przed śmiercią Sternberg (zmarł w 1969 roku) podczas spotkania z młodymi filmowcami w Londynie zgodził się pokazać swoją technikę zdjęć. Zaprowadzono go do studia, postawiono przed kamerą jakąś dziewczynę. Sternberg ustawił światła i nagle:

Popatrzcie, ona wygląda naprawdę cudownie, zrobił z niej Marlenę – wyszeptał ktoś z ekipy…

Helena HanfstaenglI na koniec jeszcze jeden nos, który wprawdzie nie należał do olśniewającej gwiazdy Hollywood, ale dramatycznie (niestety) wpłynął na losy świata. Helen Hanfstaengl, brzydkawa pół-Niemka, pół-Amerykanka, miała podobno „wyrazistą twarz, bystre niebieskie oczy, włosy modnie zaczesane do tyłu i ubierała się tradycyjnie, ale szykownie”. Adolf Hitler był nią zachwycony. Nic dziwnego, że w 1923 roku, ścigany przez policję po nieudanym puczu monachijskim, przyszły führer schronił się w jej domu. Był załamany tak bardzo, że wyciągnął pistolet i chciał się zastrzelić. Helen przekonała go, że są ludzie, którzy liczą na niego, wierzą,  iż to on uratuje kraj. Hitler oddał jej broń i poddał się policji. Amerykański dziennikarz Andrew Nagorski w książce „Hitlerland” napisał, że Helen Hanfstaengl, „w najgorszy możliwy sposób wpłynęła na bieg historii”. Jej nos w pewien sposób jest współwinny śmierci milionów Europejczyków i niesłychanych zniszczeń…

A przecież wielu ludzi używa własnego nosa z dużo lepszym skutkiem. Nie tylko dla ludzkości, ale i dla swoich prywatnych celów. Tak, jak w tym zgrabnym wierszyku Antoniego Marianowicza:

Nos był najmilszym mym kompanemFilmowe kłamstwa i manipulacje
I niezawodną mą busolą.
On mi wskazywał zawsze trasę
I nastawienia ideolo…
On zastępował ucho, oko
I wśród organów dzierżył prym,
Więc zadzierałem go wysoko
I wszystko zawsze miałem w nim.
Węszymy, gdzie bessa, a gdzie hossa
Gdzie słuszna linia, dobry wikt!
Jeśli będziemy mieli nosa ,
To nam po nosie nie da nikt!

Czy kogoś dziwi, że utrata nosa może być większą tragedią niż utrata twarzy? Czy ktoś jeszcze nie rozumie rozpaczy asesora kolegialnego Kowalewa*, który w nader niejasnych okolicznościach zgubił był swój nos:

… człowiek bez nosa – to diabli wiedzą co: ptak, nie ptak, obywatel, nie obywatel – nic tylko wziąć i wyrzucić przez okno…

* bohater opowiadania Mikołaja Gogola „Nos”

Źródła:
„Nie dam sobie obciąć nosa – rzekła Gloria Swanson” – Tygodnik „Kino” 1930 nr 34
Zbigniew Pitera „Filmowy Sezam”
Jan Kochańczyk „Filmowe kłamstwa i manipulacje, czyli sposób na pranie mózgu”

http://notespoetycki.blogspot.com/2013/01/nos-kleopatry-samobojstwo-hitlera.html

http://punkanthropology.bloog.pl/id,5648579,title,Nos-Dietrich,index.html?smoybbtticaid=611f55

Dupa niezła, ale czy nam nie potrzeba także twarzy? – zastanawiał się nad jej kandydaturą asystent Sternberga.

W grudniu 1930 roku odbyła się amerykańska premiera nowego filmu Josefa von Sternberga „Maroko”. Okazał się wielkim sukcesem i utorował niemieckiej aktorce grającej główną rolę, Marlenie Dietrich, drogę do światowej kariery. Za swoją kreację otrzymała ona w 1931 roku jedyną w karierze nominację do Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Film dostał łącznie cztery nominacje do tej nagrody, także za: najlepszą scenografię, najlepsze zdjęcia i najlepszą reżyserię. Ale niewiele brakowało, aby amerykańska kariera niemieckiej aktorki skończyła się tak szybko, jak szybko się zaczęła. Wszystko za sprawą zazdrosnej żony…

Marlena i Josef na dworcu w Berlinie 24 kwietnia 1930 roku

O tej zaskakującej sprawie informował 17 sierpnia 1930 roku tygodnik „Kino”:

Niemiecka aktorka filmowa, Marlena Dietrich, której rola w filmie „Niebieski Anioł” stała się rewelacyjną dla jej talentu otrzymała, jak wiadomo engagement do Hollywood. Sukces swój Marlena Dietrich zawdzięczała pono wpływom reżysera Józefa Sternberga i stąd wynikł skandal.

Oto małżonka Sternberga, podejrzewając romans męża z fascynującą gwiazdą ekranu, zwróciła się o pomoc i opiekę do amerykańskich organizacyj kobiecych, które w Stanach Zjednoczonych posiadają wielkie znaczenie i umieją energicznie przeprowadzać swoje postulaty. Pod wpływem zazdrosnej pani Sternberg amerykańskie kobiety ogłosiły zdecydowany bojkot wszystkich filmów, w których wystąpiłaby Marlena Dietrich.

Nie pomogły zaprzeczenia artystki, że nie zamierza rozbijać szczęścia małżeńskiego Sternbergów, ani zapewnienia pozostałego w Berlinie jej męża, że stosunki jego z żoną są jak najlepsze. Amerykanki nie ustąpiły i Marlena Dietrich musiała opuścić Hollywood. Obecnie udała się do Afryki, gdzie ma nakręcać niemiecką wersję kolonjalnego filmu „Marokko”.

Josef i Marlena podczas pracy nad „Błękitnym Aniołem” w roku 1929

Tu wyjaśnić należy pewne nieścisłości w tej informacji. Po pierwsze: Dietrich wcale nie musiała wyjeżdżać do Afryki. Akcja filmu toczyła się wprawdzie w Maroku, ale scen plenerowych nie kręcono w naturalnych warunkach. Egzotyczne pejzaże odtworzono w warunkach studyjnych i na plażach Kalifornii. Żeby było ciekawiej: Marlena po przybyciu do USA zamieszkała u Sternbergów!

Po drugie: żoną Sternberga nie była jakaś „kura domowa”, nieustannie cierpiąca z powodu mężowskich „skoków w bok”, ale aktorka Riza Royce. Co prawda nie grała głównych ról, ale była postacią dość znaną, choćby z serialu Bonanza. Oczywiste, że wiedziała wszystko o bardzo luźnych obyczajach panujących w świecie filmu, bo żyła w nim od dawna. W roku 1930, po czterech latach pożycia, Sternbergowie szukali pretekstu do rozstania. Przyjaciółka Rizy, scenarzystka Frederica Sagor Maas, rozpowiadała, że małżeństwo Sternbergów nie może być skonsumowane, ponieważ „według Rizy, sprzęt Josefa jest uszkodzony”. Związek męża z „niemieckim Aniołem” był nawet na rękę „pani Sternberg”, bo dawał szansę na korzystny rozwód, do którego zresztą wkrótce doszło.

Riza Royce

W tle tej erotyczno-obyczajowej rozgrywki toczyła się prawdziwa walka o moralność. Środowiska konserwatywne i religijne próbowały wprowadzić obyczajowy kaganiec dla przemysłu filmowego. Hollywood uważano za największego winowajcę rzekomego upadku moralnego Ameryki. Od kilku lat działało cenzorskie biuro Willa Haysa, które ostrzyło sobie nożyczki na co odważniejsze sceny filmowe. Filmowcy musieli używać przemyślnych wybiegów, aby ich filmy nie zostały pozbawione kluczowych epizodów lub by właściciele kin nie odmówili ich wyświetlania. W tych warunkach groźby zazdrosnej żony należało traktować bardzo poważnie. Prawdopodobnie Sternbergowie osiągnęli jakiś kompromis, bo bojkotu najnowszego filmu nie było, natomiast jeszcze w tym samym roku doszło do rozwodu.

Co do związku Josefa von Sternberga z Marleną Dietrich, to temat na osobną opowieść. Był na tyle skomplikowany i pokręcony, jak i ta para. Spotkali się po raz pierwszy w Berlinie podczas naboru kandydatek do filmu „Błękitny Anioł”. Pilnie szukano wtedy partnerki dla słynnego Emila Janningsa. Po latach Josef, z właściwą sobie ironią, tak opisał w autobiografii odkrycie nowej gwiazdy:

Dzień rozpoczęcia zdjęć zbliżał się, w powietrzu wisiała katastrofa. Chodziły słuchy, że kobieta, której szukam, nie istnieje. Przeglądając album reklamowy ze zdjęciami aktorek, zatrzymałem się na płaskim, mało interesującym portrecie panny Dietrich. Gdy zapytałem o nią mojego asystenta, tak jak pytałem o inne, wzruszył tylko ramionami i burknął: Dupa niezła, ale czy nam nie potrzeba także twarzy? (…) Miała oczy przymknięte. Jannings powiedział mi potem, że krowa przymyka oczy tylko wtedy, gdy się cieli (…) Wyznała, że nie potrafi grać, że nikt nie umie jej korzystnie fotografować, że prasa odnosi się do niej źle, że nakręciła trzy filmy, w których była naprawdę straszna. Daję słowo – zdarzyło mi się to pierwszy raz – nigdy żaden aktor, któremu proponowałem rolę, nie przyznał się z całą otwartością do swoich braków. Później wyszło na jaw, że grała strasznie nie w trzech, ale w dziewięciu filmach…

Opowieści Sternberga trzeba jednak traktować z przymrużeniem oka. Maria Magdalena, która na początku kariery filmowej przyjęła imię Marleny, nie była głupią gęsią, marzącą o bajkowej karierze w „Fabryce Snów”. Od dzieciństwa uczyła się gry na skrzypcach i podobno miała spore szanse na karierę skrzypaczki, ale porzuciła grę po kontuzji ręki. Już jako nastolatka występowała w filmach i w kabarecie. Kiedy poznała Sternberga była już mężatką i matką pięcioletniej córeczki Marii. Nauczona w domu rodzinnym dyscypliny, silnej woli i ukrywania swych uczuć Marlena nie była z pewnością jedynie bezwolną wykonawczynią poleceń mistrza Josefa. Nawet on przyznawał, że książkę – materiał na scenariusz do „Maroka” podsunęła mu właśnie Marlena. Podobno ona wymyśliła również sposób na uchronienie kultowej sceny – pierwszego w kinie pocałunku lesbijskiego – przed nożycami cenzora.

http://youtu.be/jO0h190oboE

Aktorka otwarcie przyznawała się do biseksualizmu. W Berlinie bywała często w lesbijskich lokalach, gdzie poznawała nowe partnerki. Później też miała wiele kochanek, m. in. pisarkę Mercedes de Acosta, aktorki: Magdalenę del Rio, znaną jako Imperio Argentyna i Tallulah Bankhead. Mówiono, że poszła do łóżka nawet ze swoją największą ekranową rywalką – Gretą Garbo! Poza związkiem ze Sternbergiem, miała też romanse z wieloma innymi sławnymi mężczyznami. Spośród aktorów byli to: Gary Cooper, Jean Gabin, Frank Sinatra, John Wayne, Kirk Douglas, James Stewart, Yul Brynner. Spośród literatów: Erich M. Remarque czy Ernest Hemingway.

Przez swój kontrowersyjny, swobodny styl życia zraziła do siebie środowiska konserwatywne i purytańskie. Natomiast Niemcy długo jeszcze po II wojnie światowej nie mogli jej wybaczyć, że odrzuciła szansę zostania gwiazdą ekranów III Rzeszy, potępiła nazizm i przyjęła amerykańskie obywatelstwo. Odmawiając Hitlerowi i występując z recitalami na frontach dla amerykańskich żołnierzy Marlena skazała się na potępienie przez rodaków i była traktowana jak zdrajczyni. W 1960 roku, gdy przyjechała z koncertami do Berlina obrzucono ją jajkami i wyzwiskami typu „Dietrich do domu!”, „Zuchwała dziwka”, „Podła nikczemna zdrajczyni”.
Za swą działalność podczas wojny Marlena Dietrich otrzymała Medal Wolności – najwyższe odznaczenie cywilne w USA oraz francuską Legię Honorową.

Po wojnie rzadziej grała w filmach, poświęciła się karierze estradowej. Zmarła w Paryżu w 1992 roku. Pochowana została w Berlinie, obok swojej matki, niedaleko domu, w którym przyszła na świat. W dowód osobliwe rozumianej pamięci w 1993 roku nieznani sprawcy sprofanowali grób Marleny Dietrich na cmentarzu Friedhof. Na płycie napisano „zdzira w futrze”, nagrobek obrzucono śmieciami i błotem.
Dopiero w setną rocznicę jej urodzin burmistrz Berlina oficjalnie przeprosił Dietrich za to, że „Niemcy nie docenili jej twórczości za życia”. Rok później nadano jej honorowe obywatelstwo Berlina, a jedno z centralnych miejsc w nowym berlińskim City nazwano placem Marleny Dietrich.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop