To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: pabianice

Myślisz, że ekologia to „wynalazek” końca XX wieku? Może więc zdziwić Cię rozprawa, jaka odbyła się sto lat temu przed piotrkowskim sądem okręgowym. Oskarżeni zostali pabianiccy przemysłowcy – akcjonariusze firm produkujących wyroby bawełniane i papiernicze oraz prowadzący farbiarnie tkanin: „R. Kindler”, „Oskar Krusze i Fidler”, „Krusche i Ender”, „Robert Saenger”, „Schleicher i Falsman”. Zarzucano im, że odpadami ze swoich zakładów zanieczyszczają rzekę Dobrzynkę, wskutek czego woda w rzece i jej odnogach stała się szkodliwa dla zdrowia mieszkańców Pabianic.
Proces przeciw trucicielom Dobrzynki trwał 5 lat. Pisał o nim w grudniu 1912 roku łódzki dziennik „Rozwój”:

Na śledztwie sądowem okazało się, że woda w Dobrzynce została zanieczyszczona tak, że jest niezdatna nietylko do wewnętrznego, lecz i do zewnętrznego użytku, gdyż fabrykanci wpuszczają wprost do rzeki odpływy fabrykacyj, zawierające substancye trujące.
Starzy mieszkańcy Pabianic Mateusz Morzyszek i Tomasz Biskupski pamiętają, że przed laty woda w Dobrzynce była zupełnie czysta, lecz w miarę tego, jak powstawały fabryki, woda ulegała zanieczyszczeniu.
Piotrkowski sąd okręgowy skazał fabrykantów za „zepsucie wody”, przewidziane w art. 4. 111 ust. kar. na grzywny do 200 rubli, nie zobowiązując ich poza tem do niczego.

Takie rozstrzygnięcie nie zadowoliło ani mieszkańców Pabianic, ani oskarżającego fabrykantów prokuratora Jewdokimowa. Wniesiono protest do izby sądowej w Warszawie. Wyższa instancja podtrzymała kary grzywny, ale nakazała także fabrykantom zaprzestać zanieczyszczania rzeki, zainstalować urządzenia oczyszczające ścieki, no i oczyścić koryto Dobrzynki.
Wyrok nie pozostawiał wątpliwości, co będzie gdyby przemysłowcy nakazanych prac nie wykonali:

Roboty powyższe mają być dokonane przez fabrykantów w ciągu pół roku od daty uprawomocnienia się wyroku, po upływie zaś tego czasu ulegają wykonaniu przez policyę na koszt fabryczny.

Dobrzynka, rzeka o długości nieco ponad 25 kilometrów ma swoje źródła w okolicach Tuszyna, przepływa przez Pabianice, by na obrzeżach Łodzi wpaść do Neru. W górnym odcinku woda jest na tyle czysta, że żyją w niej raki. Dolny odcinek rzeki, od Pabianic, przez prawie dwa wieki służył natomiast za kanał ściekowy dla miasta i zakładów przemysłowych.

Wyrok warszawskiej izby sądowej z 1912 roku nie na wiele przydał się Dobrzynce. Protesty mieszkańców i zabiegi prokuratora Jewdokimowa, przyniosły tylko doraźny efekt. Wkrótce nadeszły dramatyczne i ważne wydarzenia, przy których sprawy czystości rzeki odeszły w cień. Bezmyślne trucie Dobrzynki trwało aż do lat 90 ubiegłego wieku. Wtedy zakłady przemysłowe w większości poupadały lub zmuszone zostały do zainstalowania oczyszczalni ścieków. Miasto Pabianice podłączyło zaś swoją kanalizację do Grupowej Oczyszczalni Ścieków w Łodzi.

Po 100 latach wracamy do punktu wyjścia. W styczniu 2013 roku „Życie Pabianic” poinformowało, że „Dobrzynka wraca do życia”. Wróciły do rzeki, która jeszcze niedawno była ściekiem, ryby. Na jej brzegach zagnieździły się sokoły, myszołowy, czaple, czarne bociany. Widziano ponoć także orła bielika i kszyki. Widziano bobry. Lecz ludzie mówią, a mówią uczenie: „Niech was nie zmyli to bobrze żeremie…”

Bo z Dobrzynką, po ponad wiekowym truciu, tak szybko nie może być dobrze…

Dla zainteresowanych tematem – pasjonująca opowieść o rzece: Dobrzynka – od źródeł do ujścia

Niby napad, jak na Dzikim Zachodzie, ale z jakże zaskakującym finałem!  Niezwykły rozbój relacjonował 3 czerwca 1912 roku łódzki dziennik „Rozwój”.

tramwaj-linii-8-na-petli-lodz-fabryczna

(a) Napad bandycki. Wczoraj o godz. 11 i pół wieczorem ostatni pociąg kolei elektrycznej podjazdowej, zabrawszy z Łodzi dwa dodatkowe wagony, jechał w kierunku Pabianic. Na wagonie motorowym, prowadzonym przez maszynistę: Kazimierza Gawłowskiego, na platformie znajdował się konduktor Józef Dębicki, wewnątrz siedziało sześciu pasażerów; w wagonach dodatkowych, które miały być zepchnięte do remizy, prócz konduktora Władysława Jabłonowskiego nie było nikogo.
Na skręcie pomiędzy ulicą Wólczańską, a mostem kolei obwodowej, kiedy konduktor Dębicki zbliżył się do jednego z pasażerów, aby kupił bilet; ten szybko wyjął rewolwer i grożąc, że będzie strzelał, rozkazał konduktorowi, oraz innym pasażerom podnieść ręce do góry. Bandyta szybko zdjął przewieszoną przez ramię konduktora torbę, w której znajdowało się 19 rubli gotówką i poszedł do wagonów dodatkowych. Tutaj zwrócił się do konduktora Jabłonowskiego z żądaniem, aby oddał mu pieniądze, a gdy ten, sądząc, że to żarty, roześmiał się, bandyta, strzelił z rewolweru; kula przeszła koło ucha Jabłonowskiego i przebiła szybę wagonu.
Po zrabowaniu torby Jabłonowskiemu, w której było 27 rubli gotówką i bilety pasażerskie, bandyta dał sygnał, aby maszynista zatrzymał pociąg, a przy zwolnieniu biegu wyskoczył z wagonu i z łupem zniknął w ciemnościach.
Charakterystyczne było zachowanie się bandyty, gdy jeden z pasażerów zamiast podniesienia rąk oddał bandycie zwitek banknotów. Bandyta rzucił pieniądze mówiąc: „Ja nie chcę prywatnych pieniędzy, tylko rządowe”.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop