To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: pojedynki

Niezwykły skutek braku odpowiedzi  w sprawie honorowej przedstawił 6 grudnia 1913 roku dziennik „Rozwój”. Francuz, hrabia de Malroy, nie doczekawszy reakcji niemieckiego lejtnanta Forstnera na wyzwanie, wystosował list otwarty, który opublikował w „Le Journal” 29 listopada 1913 roku. Oto jego treść:

Dnia 23 b. m. wysłałem z Brukseli pod adresem pańskim list polecony, piętnujący jego nikczemne postępowanie. Zaszczyciłem pana żądaniem satysfakcyi honorowej, w imieniu alzatczyków i lotaryńczyków Francyi.
Dla wyszukania sekundantów i oznaczenia miejsca spotkania dałem panu czas do piątku włącznie.
List otrzymał pan, skoro nie został mi zwrócony, ale według swego zwyczaju stchórzył pan.
Jest pan podłym łobuzem, ostatnim z tchórzów i gdyby nawet pańscy zwierzchnicy zabronili mu odpowiedzieć na wyzwanie z Francyi, powinien pan był podać się do dymisyi, aby mieć możność pojedynkowania się.
Okrył pan nazwisko swoje hańbą niezatartą.
Nie jesteś pan godzien noszenia szpady. Zbeszcześcił pan mundur swój i pułk.
Omyliłem się sądząc, że bodaj jedna morda z waszej zgrai posiada choć jeden atom odwagi.
Nie szablą, lecz harapem i silnem kopnięciem w okolice krzyża, karci się takiego nikczemnego tchórza…

pojedynek1

O co chodziło francuskiemu hrabiemu? Nie, nie była to zwykła osobista uraza, jakich wiele dostarcza życie wojskowe i cywilne. Sprawa była międzynarodowa. W Alzacji i Lotaryngii, francuskich regionach należących od wojny prusko-francuskiej (1870-1871) do Niemiec, przeważała ludność niemiecka, ale zżyta z francuską mniejszością. Przesiąknięta francuską kulturą, bardzo odległą od pruskich metod deptania godności obywatelskich. Wynikało stąd mnóstwo konfliktów, których nie próbowali łagodzić wojskowi ze wschodnich landów Niemiec. W tej napiętej sytuacji pruski lejtnant von Forstner, pozwolił sobie na publicznie wyzywanie Alzatczyków od hultajów, których należy zabijać za odpowiednią nagrodą…

Posłowie alzaccy w tej sprawie wnieśli do parlamentu interpelację o treści:

Czy wiadomem jest kanclerzowi państwa, że w pułku piechoty Nr 99 w Saverne pewien oficer
dopuścił się wobec alzacko-lotaryńskich żołnierzy wysoce obelżywych i uczucia całej ludności najciężej obrażających wyrażeń, a władza wojskowa nie postarała się o odpowiednie ukaranie i co zamyśla kanclerz, ażeby obronić żołnierzy alzacko-lotaryńskich od podobnych obelg, a całą ludność Alzacyi i Lotaryngii od tego rodzaju prowokacyj?

Z Francji posypały się wyzwania na pojedynek pod adresem Forstnera, które ten odsyłał, nie rozpieczętowując nawet listów. Jednym z wyzywających był redaktor dziennika „l’Autorite“, Paweł Cassagnac, który po odesłaniu mu listu, powtórne wyzwanie wysłał telegraficznie. I na nie pruski lejtnant nie raczył odpowiedzieć. Nadzieje hrabiego de Malroy na honorowe rozstrzygnięcie sporu też okazały się płonne…

Długie, prawie czteroletnie obrady Sejmu Wielkiego obfitowały w wydarzenia dramatyczne i konfliktowe. Atmosfera bywała gorąca. Posłom często puszczały nerwy, zwłaszcza, że poza polityką, w grę wchodziło jeszcze bardzo rozbuchane szlacheckie poczucie honoru.  Poniżej fragmenty książki Bartłomieja Szyndlera „Pojedynki”.

W czasie Sejmu Czteroletniego [Kazimierz] Rzewuski został bohaterem kolejnego pojedynku. Stało się to za przyczyną strażnika polnego koronnego i zarazem posła podolskiego, Józefa Mierzejewskiego. 6 grudnia 1791 r. sejm uchwalił Deklarację zakazującą pod karami przyjmowania kancelariom i sądom manifestów i protestacji wymierzonych przeciwko Konstytucji 3 maja i innym uchwałom sejmowym. Na następnej sesji, w dniu 9 grudnia, zabrał głos poseł podolski Mierzejewski, przeciwnik Ustawy Majowej, który następnie oświadczył, że pragnie mówić w sprawie będącej przedmiotem debaty. Po czym, zaczął odczytywać „mowę pisaną”, ganiąc w niej Konstytucję 3 maja. Mierzejewskiemu często przerywano. Wówczas zirytowany oznajmił, że jeszcze swego wystąpienia nie zakończył. Na to Rzewuski, który posłował z tego samego co mówca województwa, zauważył ironicznie: „Jak początek nie do rzeczy, tak i koniec nie będzie lepszy”; zaś poseł poznański Celestan Sokolnicki, najwięcej przeszkadzający Mierzejewskiemu w jego wystąpieniu, zawołał: „Odpowiem ja temu jurypale!” W tym momencie z pomocą Mierzejewskiemu pośpieszył wojewoda wołyński, książę Hieronim Sanguszko, mówiąc do Sokolnickiego: „Nie masz Wać tyle dowcipu, abyś mu odpowiedział”. Na co zaczepiony wypalił: „Alboż to ja flaki mam w głowie jak książę”. Obrażony Sanguszko zerwał się z miejsca i ruszył w kierunku Sokolnickiego, lecz drogę, zastąpił mu Rzewuski, który złapał księcia za suknie. Doszło między nimi do gwałtownej sprzeczki i szamotania. Do zajścia przyłączyli się inni posłowie i w izbie sejmowej powstała wielka wrzawa. Temperatura scysji była tak wysoka, że wojewoda wołyński — jak donosił król Stanisław August w liście swemu posłowi w Londynie, Franciszkowi Bukatemu – „poszedł na górę wodę pić, bo się czuł bardzo zapalonym”.

Syn księcia wojewody, Eustachy Sanguszko, postanowił pomścić zniewagę ojca. W nocy posłał Rzewuskiemu kartelusz, wyzywając go na pojedynek na następny dzień. Król, dowiedziawszy się o tym, wysłał o północy swego adiutanta Gołkowskiego, aby doręczył obu Sanguszkom i Rzewuskiemu „areszt pojedynkowy”. Gołkowski zastał w domu jedynie księcia wojewodę Rzewuski, uprzedzony o areszcie królewskim, pojechał natychmiast do Eustachego Sanguszki i nalegał, ze względu na zaistniałą sytuację, żeby bezzwłocznie odbyć pojedynek, mówiąc „Co ma być jutro, niech będzie zaraz”.

Poprosiwszy na sekundantów Michała Wielhorskiego i księcia Józefa Poniatowskiego obaj przeciwnicy udali się w ich towarzystwie zaraz do ogrodu Bielińskich i tam przy świetle księżyca stoczyli walkę na pałasze. Sanguszko raniony został lekko w rękę, Rzewuski otrzymał cięcie w twarz. Na tym pojedynek przerwano, rywale się pogodzili, po czym zjedli razem kolację.

Do grona posłów niezadowolonych z uchwalenia Kontytucji 3 maja należał też poseł sandomierski, Albin Skórkowski. Przy każdej nadarzającej się okazji napadał on w sejmie na Ustawę Majową, a w dodatku szukał zwady z posłami z obozu patriotyczno-reformatorskiego. Szczególną nienawiścią pałał Skórkowski do posła krakowskiego, Aleksandra Linowskiego, który swoimi mocnymi mowami w izbie i licznymi pismami, znacznie się przyczynił do utorowania drogi w sejmie dla Konstytucji 3 maja. Linowski, pragnąc dokuczyć oponentom występujacym na forum sejmu przeciwko Ustawie Majowej, dziękował im za każdym razem ironicznie, że tak „przychylnie” odnoszą się do Konstytucji.

Na jednej z sesji czerwcowych sejmu ganił Konstytucję kasztelan przemyski, Antoni Czetwertyński. Kiedy zakończył swą mowę, Linowski pośpieszył, jak zwykle z publicznym „podziękowaniem”. Skórkowski, zabierając z tego powodu głos, oświadczył, że będąc stanowczym przeciwnikiem Konstytucji, nie życzy sobie niczyich ironicznych pochwał. Dotknięty tymi słowami Linowski wyzwał Skórkowskiego na pojedynek. Początkowo zamierzali się bić w mieszkaniu pisarza polnego, Kazimierza Rzewuskiego. Później zmienili ten zamiar i postanowili udać się na Wolę.

Pojedynek odbył się 29 czerwca 1791 r. Skórkowskiemu towarzyszyli jako sekundanci, kasztelan lubaczowski Adam Rzyszczewski i pułkownik wojsk koronnych Konstanty Janikowski. Linowski natomiast przybył w otoczeniu posłów podolskich, Józefa Zajączka i Kazimierza Rzewuskiego oraz kasztelana raciąskiego Tadeusza Mostowskiego i komisarza skarbowego Antoniego Lanckorońskiego. Linowski ciął Skórkowskiego w rękę, ale sam oberwał w nos. Na tym pojedynek przerwano, a obaj rywale pogodzeni przyrzekli sobie przyjaźń.

Poseł kaliski, Jan Suchorzewski, wyzwał na pojedynek marszałka Sejmu Czteroletniego, Stanisława Nałęcz Małachowskiego. Suchorzewski był bodajże największym krzykaczem sejmowym. Często w impulsywny sposób oponował przeciwko rozpatrywanym na sesjach postępowym projektom reform, a później starał się nie dopuścić do ich uchwalenia. Za swą działalność opozycyjną i warcholską w sejmie był sowicie wynagradzany przez hetmana wielkiego koronnego, Franciszka Ksawerego Branickiego, który nie szczędził mu dukatów z własnej szkatuły.

15 stycznia 1791 r. odbyła się w Teatrze Bogusławskiego premiera komedii Juliana Ursyna Niemcewicza „Powrót posła”. ”Celem moim – wspomina autor sztuki – było dać na pośmiewisko wszystkie zastarzale, a jeszcze nie wykorzenione przesądy nasze. Skupiłem je wszystkie na osobie starosty Gadulskiego, który płacze, że liberum veto ma być zniesionym, wynosi pod niebo elekcję królów i korzyści stąd dla szlachty przez ujmowanie jej starostwami, urzędami, pensjami; było to niejakie torowanie drogi do zbawiennych zasad rządowych, które się w Konstytucji Trzeciego Maja rozwinąć miały” (…).

Występujący w „Powrocie posła” negatywny bohater, starosta Gadulski, miał tyle cech charakterystycznych posła kaliskiego, Suchorzewskiego, iż nikt prawie nie wątpił, że to on właśnie został ośmieszony w sztuce. Rozgniewany wielce Suchorzewski, podbuntowany dodatkowo przez zelantów hetmańskich, zaatakował gwałtownie Niemcewicza w sejmie, w dniu 18 stycznia 1791 r., oskarzając go, iż w swej sztuce „prawo narodu wolnej elekcji przysięgą króla zatwierdzone [...] znieważył i wydrwił, a komedianci powtórzyli, że przez sukcesję kajdany zachwalił i uwielbił”. Oskarżył także policję w Warszawie, że pozwoliła na „złe użycie teatru”. Domagał się, aby marszałkowie sejmowi, Stanisław Małachowski i Kazimierz Nestor Sapieha, zwołali Sąd Sejmowy dla osądzenia autora komedii „Powrót posła” oraz policji.

Podczas przemówienia Suchorzewskiego rozlegały się śmiechy i drwiny na sali. Kiedy zaś zakończył swe przemówienie i skontatował, że nikt go nie popiera, wymógł na sekretarzu sejmowym odczytanie swego projektu o zwołanie Sądu Sejmowego. Po czym domagał się, dyskusji, ale zewsząd rozlegały się głosy: „Nie ma zgody nawet na deliberacje”. Poseł słonimski Sołtan zwrócił nawet uwagę Małachowskiemu, że dopuścił do zmiany porządku obrad, który tego dnia przewidywał dyskusję w sprawach skarbowych. Małachowski, korzystając skwapliwie z upomnienia, stwierdził, że projekt Suchorzewskiego nie nadaje się do dyskusji, jako nie mający związku z tematem obrad, po czym odroczył sesję do następnego dnia. Suchorzewski, nie mogąc ścierpieć doznanej porażki, wyzwał marszałka sejmowego na pojedynek. Suchorzewskiego znów z kolei wyzwał na pojedynek Tadeusz Czacki, zarzucając mu, że swoim zachowaniem uwłaczył czci cnotliwego męża – tj. Małachowskiego. Do skrzyżowania broni jednakże nie doszło, gdyż sprawę udało się załatwić polubownie. Poseł kaliski tylko się ośmieszył. Warszawę obiegło wiele wierszyków satyrycznych. Jeden z nich, ułożony przez Franciszka Zabłockiego, zaczynał się następująco:

„Mości panie kaliski! Wiadomość się szerzy,
Którą ja mam za potwarz, której nikt nie wierzy,
Przynajmniej nie powinien bez największej trwogi,
Komu miła ojczyzna, komu i ty drogi,
A czym się cieszą wspólni nam nieprzyjaciele:
Że po życie marszałka wydałeś kartele”.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop