To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: prasa łódzka

Informacji takiej wagi nie znajdziemy w dzisiejszej prasie. O pierwszym śniegu 100 lat temu pisało się inaczej:

Pierwszy śnieg. Obudziwszy się, ujrzeliśmy miasto, jak dziewicę idącą do ślubu, przybraną w białe szaty, z pod których było widać niezupełnej świeżości plamy przypominające nieupraną „przez zapomnienie” spódniczkę …
Śnieg leżał na dachach i ogrodach niewielką warstwą, na ulicach zamieniał się pod kołami w błoto. O godz. 11 zaczęło niebo znów sypać białe płatki, które jednak topniały.

Źródło” „Rozwój” 6.12.1913 (sobota).

Może to być policzek wymierzony prawicowym antysemitom, ale trzeba przypomnieć fakt, że niepodległość zawdzięczamy również rewolucji niemieckiej i Żydom. Największym wrogiem wolnej Polski byli sami Polacy. Zanim odzyskali niepodległość już szykowali się do wojny domowej…

Jak doszło do rozbrojenia Niemców i unieszkodliwienia silnego garnizonu pruskiego, okupującego ziemie polskie? Interesujące szczegóły tych listopadowych wydarzeń z roku 1918 przedstawił 19 lat później „Głos Poranny”. Autor artykułu opublikowanego 11 listopada 1937 roku, Jan Urbach opierał się na dokumentach niemieckich i wspomnieniach polskich wojskowych. Poniżej przedstawiamy jego obszerne fragmenty…

* * *

Krótkotrwały był żywot ludowego rządu lubelskiego. Polska Komisja Likwidacyjna, w skład której wchodzili również endecy i konserwatyści, a która uważała się za jedyną reprezentację zachodniej Małopolski, odmówiła posłuszeństwa temu pierwszemu polskiemu rządowi. Lwów krwawił już w walce z Ukraińcami, w Warszawie rządził jeszcze von Beseler, a członkowie rządu ludowego sami uznali swą władzę za tymczasową. Daszyński w „Pamiętnikach” opisał scenę charakterystyczną: w bankach lubelskich było niewątpliwie kilkanaście milionów koron, rząd przejął od Austriaków zapasy cukru na 7-8 milionów, a mimo to borykał się z wielkimi trudnościami finansowymi. Wszyscy pracowali bezinteresownie i minister skarbu Medard Downarowicz na zapytanie premiera Daszyńskiego, czy skarb dysponuje większymi funduszami, z uśmiechem poinformował, że ma… swoich aż 400 koron!

Reakcja, endecja, dla której dość nagłe usunięcie Austriaków i ukonstytuowanie suwerennego rządu, i to ludowego, było wielką niespodzianką, szybko ocknęła się i poczęła nie przebierać w środkach, aby sparaliżować działalność władzy polskiej. Próbowano skłonić Roję [generał Bolesław Roja], aby wyruszył z Krakowa na Lublin, a gdy to nie udało się, wówczas gen. Rozwadowski miał odegrać rolę „usmiritiela”, lecz i ten wycofał się z tej przykrej imprezy. Owe wysiłki godne lepszej sprawy czyniono w chwili, gdy Lwów był w ogniu walki i rząd ludowy poważną cześć nowo utworzonej armii wysłał na odsiecz bohatersko walczącej młodzieży lwowskiej.

Tymczasem dziejowe zdarzenia toczą się szybko w sposób nader dla nas korzystny. W dniu 9 listopada 1918 wybucha w Niemczech rewolucja. Kajzer Wilhelm II, zdawało się przed wojną wszechpotężne bożyszcze, przemawiające z chorobliwą butą przy każdej okazji o swym bohaterstwie i odwadze, po przegranej wojnie, jako nędzny tchórz pozostawia armię i ucieka do Holandii… W garnizonach wybucha bunt żołnierski, po usunięciu oficerskiego zwierzchnictwa formują się rady żołnierskie. Nareszcie drgnęła i Warszawa. Tegoż dnia, w którym wybuchła rewolucja w Berlinie, tj. 9 listopada, również w garnizonie niemieckim w Warszawie w godzinach wieczornych ukonstytuowała się pierwsza rada żołnierska. (…)

Według niemieckich źródeł na przestrzeni 61 250 km kw. części Królestwa pod okupacją pruską było wojska niemieckiego 38 batalionów landszturmu, jeden pułk dragonów, 4 szwadrony landszturmu i jedna nowo utworzona bateria artylerii polowej. Z tej informacji wynikałoby, że wszystkiego około 35 000 żołnierzy, jednak pułkownik Różycki przypuszcza, że ogółem było około 80 000 wojska i urzędników.

Na wiadomość o rewolucji berlińskiej pierwszy uciekł z Warszawy generał gubernator von Beseler. Podobno rada regencyjna ułatwiła ucieczkę „bohaterskiemu” zdobywcy Belgii, który po krzyżacku rządził Polską. Uciekł, ponieważ obawiał się spotkania oko w oko z Piłsudskim, który znajdował się już w drodze z Magdeburga do Warszawy. W dniu 10 listopada 1918 roku rano przybył Piłsudski z Sosnkowskim i tego dnia komenda naczelna POW oraz władze organizacyjne PPS rzuciły hasło rozbrojenia Niemców w Warszawie.

Jednocześnie w garnizonie niemieckim rozegrały się wypadki, które niewątpliwie poważnie zaważyły na szali dni listopadowych . (…) Okazuje się, że Żydy rozbroiły garnizon pruski w Warszawie, skłaniając żołnierzy do oddania broni wojsku polskiemu, do zaniechania oporu, do całkowitego zaufania Piłsudskiemu (…) ta broń odegrała niezmiernie ważną rolę przy odparciu pierwszych najazdów, a więc użyta była przede wszystkim przeciwko Sowietom. Źródła niemieckie podają, że po ucieczce „bohatera” generała von Beselera, pozostał szef sztabu gubernatorstwa, pułkownik Nethe, który zamierzał uchwycić władzę i stawić opór „napastnikom” polskim. Wspomina o tym i pułkownik Różycki.

Wówczas — według oficjalnego sprawozdania niemieckiego — rudowłosy żyd – sierżant”, dr. praw Domke, rodem ze Śląska Górnego, wraz z Żydami Himelreichem, pisarzem sądu gubernialnego i Metzem, żołnierzem, w płomiennych przemówieniach na radzie żołnierskiej przekonali obecnych, że… nie należy dopuścić do zbrojnej utarczki z polakami… Wzburzenie Polaków przeciw Niemcom jest zupełnie usprawiedliwione, nie można też odmówić Polakom do pewnego stopnia prawa własności w stosunku do zapasów, nagromadzonych w magazynach niemieckich… Rada żołnierska winna wszelkimi siłami dążyć do polubownego załatwienia sprawy, uważając za swoje najważniejsze zadanie jak najszybszą ewakuację do kraju…

W przemówieniu na niemieckiej radzie żołnierskiej żołnierz Żyd Metz na projekt pułkownika Nethe, by skoncentrować wszystkie siły zbrojne w obrębie cytadeli i Pragi i zmusić Polaków do zezwolenia na wywóz wszystkim zapasów broni, oświadczył, że:

Słuszna jest w stosunku do Niemców nienawiść i uraza Polaków, zniszczonych doszczętnie i wyczerpanych przez ustawiczne sekwestry i rekwizycje. Z tego względu Polacy nigdy nie zgodzą się pertraktować z junkrami, jako przedstawicielami dawnego systemu….

Ponieważ owym mówcom – Żydom niektórzy na radzie stawiali zarzut, iż właściwie nie mają oni piśmiennych zapewnień i zobowiązań ze strony Piłsudskiego, wówczas dr. Domke oświadczył, że należy bez jakichkolwiek dokumentów ufać słowom Piłsudskiego. Celowo obszerniej opisałem przebieg pamiętnej nocnej rady żołnierskiej, bowiem zwycięstwo wniosków Domkego, Metza i Himelreicha, klęska junkra Nethego, umożliwiły znacznie szybsze rozbrojenie okupantów bez większych ofiar. (…)

Piłsudski natychmiast po przyjeździe do Warszawy 10 listopada odbył późnym wieczorem naradę z delegacją niemieckiej rady żołnierskiej. Na czele jej stał dr. Domke; poznańczyk Marcinkowski był tłumaczem. Rozmowa odbyła się w nader przyjaznym nastroju. Delegacja bez wahań przyjęła warunki Piłsudskiego: oddanie broni i sprzętu wojennego, oddanie parku kolejowego oraz zaniechanie przez żołnierzy niemieckich porachunków ze swymi oficerami.

W nocy z 10 na 11 listopada zaczęto rozbrajać oddziały, poszczególnych oficerów, żołnierzy niemieckich i obsadzać peowiakami, akademikami i robociarzami najważniejsze obiekty wojskowe. O 9 rano komendant Piłsudski udał się do gmachu gubernatorskiego, gdzie zebrała się niemiecka rada żołnierska, do której wśród niezwykłej ciszy przemówił:

Żołnierze niemieccy, przemawia do was więzień stanu dotychczasowego waszego rządu. Rząd ten doprowadził was na brzeg przepaści, lecz wyście wydarli z jego rąk władzę i ustanowiliście swój własny, żołnierski rząd! Wyście zmęczeni tym pięcioletnim blisko krwawieniem. Celem waszego nowego rządu, rady żołnierskiej, jest doprowadzenie szczęśliwie was do waszych chat, do waszych żon i dzieci, do waszej ojczyzny. Pamiętajcie, że stać się to tylko wtedy może, jeżeli okażecie absolutny posłuch tej waszej nowej władzy. Znajdujecie się wśród narodu, który wasz dotychczasowy rząd traktował bezwzględnie, z cała brutalnością. Ja, jako przedstawiciel narodu polskiego, oświadczam wam, że naród polski za grzechy waszego rządu nad wami mścić się nie chce i będzie!

Garnizon niemiecki w Warszawie liczył 12 000 żołnierzy i 18 000 urzędników, służby pomocniczej, szpitalnej, razem 30 tysięcy ludzi, czyli liczba poważna, która byłaby groźna w razie oporu. Rozbrajanie w stolicy odbywało się, jak wspomnieliśmy, na ogół spokojnie, planowo, bez większych krwawych ofiar. Żołnierze niemieccy gorliwie wypełniali rozkazy rady żołnierskiej i oddawali broń. Niemiecka rada żołnierska wydała piękną odezwę do „Braci Polaków”, o której pisze urzędowy raport niemiecki, że „każdy jej wiersz świadczył dostatecznie o tym, że Żydzi brali udział w jej układaniu”.

Na początku rozbrajania zastrzelony został junkier – lejtenant von Honwald, który stawiał opór i nie chciał podporządkować się radzie żołnierskiej. Wieczorem, około godz. 9-tej 11 listopada, poważniejsza strzelanina wynikła w pobliżu dworca wiedeńskiego, wywołując popłoch. Wspomina o niej śp. p. pułkownik Boerner. Była to potyczka, którą musiał stoczyć oddział akademików z kilkunastu oficerami niemieckimi, którzy strzelali z hotelu „Polonia”. O wiele groźniej było w pobliżu cytadeli, w której przebywał i nie chciał poddać się pułk, tzw. „Jablonnaregiment”, około 2 000 bagnetów, zbuntowany przez pułkownika Nethe i grupę najbardziej znienawidzonych oficerów. Pułk nie chciał podporządkować się dyrektywom rady żołnierskiej. Kompania tego pułku obsadziła ratusz warszawski i dopiero, gdy peowiacy ustawiali w pobliskich domach karabiny maszynowe i przypuścili 13 listopada zdecydowany atak, kompania pruska po pewnym oporze dała się rozbroić.

Cytadela została otoczona i dopiero 16 listopada podpisano umowę, w myśl której żołnierzom zezwolono zabrać ze sobą broń boczną, karabiny, a oddziałom karabinów maszynowych – ciężkie karabiny. Uzbrojenie jednak zostanie wyznaczonym oficerom polskim wydane za pokwitowaniem przed przekroczeniem granicy w Mławie i Skalmierzycach. Lekkie karabiny maszynowe, amunicja i pozostały materiał wojenny został bezzwłocznie wydany.
Doniosłe znaczenie miało szybkie obsadzenie przez peowiaków stacji granicznych w Mławie i Skalmierzycach, zaś linii kolejowej z Ostrołęki do granicy Prus przez polskich podchorążych z Ostrowia. W ciągu dni 11, 12, 13 listopada peowiacy, akademicy, robotnicy, chłopi, legioniści, dawni żołnierze armii rosyjskiej, młodzież szkolna prawie na całym terenie b. Królestwa z wielką ofiarnością przeprowadziła rozbrojenie wszystkich posterunków niemieckich.

Jedną z najpiękniejszych kart zdolności organizacyjnych narodu polskiego był egzamin, jaki w tym okresie zdało kolejnictwo nasze. W dniu 13 listopada kursowały koleje prawie na wszystkich liniach, i tegoż dnia odszedł pierwszy transport wojskowych do Niemiec, ostatni zaś 19-go. Przez punkty graniczne w Mławie i Skalmierzycach w ciągu dni sześciu wyjechało 30 000 Niemców.

W Mławie przy przekroczeniu granicy Niemcy oddali władzom polskim 12 000 karabinów, 120 karabinów maszynowych, 2 miliony naboi karabinowych, mnóstwo granatów ręcznych. Również i w Skalmierzycach oddano moc broni. W ten sposób rada żołnierska dotrzymała słowa i bez zbytecznego rozlewu krwi zostali ewakuowani okupanci, którzy całe uzbrojenie i zapasy pozostawili odrodzonemu państwu polskiemu…

* * *

Już po opracowaniu tego materiału natrafiłem na tekst wykorzystujący fragmenty tego samego artykułu z „Głosu Porannego”, zatytułowany Rola Żydów Niemieckich w rozbrajaniu garnizonu pruskiego. Jak świadczyłby tytuł , celem autora (autorki ?) przede wszystkim było przypomnienie mało znanego epizodu z listopada 1918 roku. Jednak z komentarzy pod tekstem można wnioskować, że do zdarzeń opisanych przez „Głos” podchodzi z wyraźną rezerwą, jeśli nie z powątpiewaniem. Najpoważniejszym zarzutem wobec artykułu sprzed 76 lat jest fakt, że jego autor – redaktor Jan Urbach – był ojcem znanego skądinąd Jerzego Urbana…

Do końca 1915 roku wojska niemieckie i austriackie opanowały całe Królestwo Polskie. Front zatrzymał się na linii od Zatoki Ryskiej przez Baranowicze, Tarnopol, po Kamieniec Podolski na brzegach Dniestru. Okupanci podzielili ziemie polskie na dwie strefy i ustanowili urzędy gubernatorskie: niemiecki – w Warszawie i austriacki – w Lublinie. Poza wojskowymi i politycznymi sprawami gubernatorstwa zajmowały także problemami gospodarczymi. W początkowym okresie okupacji w Królestwie obowiązywał nadal rosyjski rubel. Niemcy do spraw walutowych podchodzili pragmatycznie: jeśli brakowało rosyjskich monet, to tłoczyli ich namiastki niemieckie.

O nowej monecie zdawkowej informowała Gazeta Łódzka 20 września 1916 roku:

W najbliższych dniach na ziemiach podlegających władzy głównodowodzącego na Wschodzie, będą puszczone w obieg monety jedno, dwu i trzy kopiejkowe na ogólną sumę 1 miljona rubli, co usunie brak monety zdawkowej i ułatwi ruch asygnat kas pożyczkowych wartości jednego rubla. Monety, wybite w wielkości monet rosyjskich, mają na przedniej stronie krzyż w formie Żelaznego Krzyża, napis rosyjski, oznaczający wartość monety i liczbę 1916, na odwrotnej stronie napis: „Gebiet das Oberbefehlshabers Ost”.

kopiejka1 kopiejka2

Nowe kopiejki były rozwiązaniem doraźnym. Już w grudniu 1916 roku władze okupacyjne wprowadziły do obiegu markę polską. Ta waluta przetrwała do Polski niepodległej. Obowiązywała do 29 kwietnia 1924 roku, kiedy została zastąpiona przez polskiego złotego.
polish_banknote_from_1917_-_10_marek_polskich

Bywa, że amant zachwycony pięknością fryzury swej wybranki nie może się oprzeć…  Ale, na Amora, panowie, więcej delikatności! Przecież jest tyle innych miejsc…

lodzianka-1910wlosy

Źródło: Kalendarz Humorystyczny „Łodzianka” rok 1910.

W sierpniu 1914, w pierwszych dniach wielkiej wojny, niemieckie wojska zbombardowały i spaliły Kalisz. Miasto bezbronne, opuszczone przez wojsko rosyjskie. Do dziś nie udało się ustalić prawdziwej przyczyny tego barbarzyństwa. Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku „Rozwój”, opublikowanym w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był przed wojną pomocnikiem komisarza cyrkułu, a po wyjściu Rosjan został naczelnikiem miejskiej policji. Kostenko odmówił współpracy z niemieckim komendantem. Aresztowany w czwartek 6 sierpnia wraz ze współpracownikiem, Cieślakiem, stanął przed sądem wojennym…
* * *
Śledztwo w sprawie wypadków kaliskich rozpoczęło się już wcześniej. Jego rezultatem było rozstrzelanie owych kilkunastu pod wiatrakiem. Były już pewne papiery. Na śledztwie tym zeznawał i dr. Dresser, który nakładał opatrunki i wyjmował kule z ciała mniej rannym. Dowiódł on, że niektóre kule w ciałach żołnierzy pochodziły z mauzerów, niektóre zaś były karabinowe.
Na śledztwie powiedziano mu, że to wykluczone, aby zabłąkana kula karabinowa mogła zabić żołnierza. Dr. Dresser natychmiast po śledztwie Kalisz opuścił, udając się w stronę Warszawy.
Po dokładnym przesłuchaniu odesłano Kostenkę i Cieślaka do Poznania. Zawiązano im znów oczy i popędzono na dworzec. Tu wpakowano ich do wagonu, gdzie zdjęto im opaski. Warta składała się z czterech żołnierzy i podoficera, który trzymał w ręku szablę obnażoną i rewolwer. Była to już godzina siódma wieczór. Od rana nie mieli nic w ustach, wargi i gardło zaschło tak, że Cieślak już przed sądem nie mógł słowa wymówić, bo język mu zdrętwiał. Dokonano koło nich tak ścisłej rewizji, że kazano im zdjąć obuwie i kamizelki, które zabrano do poprucia. Kiedy w wagonie znów odezwał się Cieślak, pytając dokąd jadą, to podoficer przyłożył mu szablę do twarzy i krzyczał, że jeśli się jeszcze raz odezwie, to mu język utnie… Przywieziono ich do Poznania i umieszczono w więzieniu, pod silną strażą. Na jednej tylko stacji otrzymali po filiżance kawy.

Kalisz-dworzec

Dworzec kolejowy w Kaliszu – przed I wojną

 

A teraz oceńmy psychiczne walki tych ludzi, którzy od 9 rano do 7 wieczór przepędzili czas z zawiązanymi oczyma. Widzieli oni już takich w Kaliszu, których wiedli pod wiatrak i rozstrzeliwali. Mieli tak samo zawiązane oczy. Szli w tą samą stronę i stali u tego samego wiatraka.
Przyjazd niespodziewany samochodu, był, jak utrzymywali sami, dla nich ratunkiem. Przynajmniej na razie! Jadąc jednak w towarowym wagonie sądzili, że jadą dalej pod tym samym zarzutem. Czekali końca przez 10 z górą godzin i w Ostrowie jeszcze nie byli pewni, że przekonali władzę o swojej niewinności. Że w tych papierach jest już może zapisany wyrok śmierci.
- Z każdą godziną jednak – mówił Kostenko – człowiek coraz bardziej drętwiał. Już własna osoba nie wchodziła w grę. Przed oczyma stała tylko osierocona rodzina.
W więzieniu przyjęto ich dosyć uprzejmie.
- Jutro pójdziecie na szubienicę – mówił z ironią uradowany dozorca. Nie powtarzał tego tylko im. To był zwykły jego komplement dla wszystkich tu przybywających, ale o tym nikt z nowoprzybyłych nie wiedział.
- Już tu kilkunastu powiesili – mówił dalej – I was tu niedługo potrzymam.
Zdenerwowanie i wyczerpanie tak jednak bardzo ich ogarnęło, że rzuciwszy się na pryczę drewnianą natychmiast zasnęli. W nocy obudzono ich i zabrano im do rewizji palta i rzeczy. Potem trudno już było zasnąć.
Kostenko był żonaty z poddaną niemiecką, więc umiał trochę po niemiecku. Zażądał adwokata, ale żaden przyjść nie chciał. Podobno palestra tych spraw początkowo nie miała bronić.
- Zaczęto opróżniać Poznań, więc więźniów wysłano do obozu w Hafelbergu*. W Hafelbergu z początku straszne panowały stosunki. Zagnieździła się okropna zaraza ; w starym obozie ludzie marli, jak muchy; z trzech tysięcy osób wymarło dwie trzecie. Pocieszał katolików ksiądz, który bardzo słabo mówił po polsku. Zalecał cierpienia ofiarować Bogu. Czasami wyprowadzał na cmentarz zwłoki i wtedy pocieszał strapionych w ten sposób: „Moi mili, kochani bracia, jeden z was odszedł, ale to nic, nie smućcie się bardzo, bo i wy tam pójdziecie”. Potem wracał do obozu i sprzedawał różańce i koronki.

plan1914

Mapa zniszczeń w Kaliszu

Cieślaka uwolnili i pozwolili mu wrócić po 9 miesiącach do Kalisza. Kostenkę wysłano do Celle**. Główna strzelanina w Kaliszu zaczęła się właśnie dnia tego, w którym go wywieziono. Atak nastąpił nocą. Zniszczono ulice: Mariańską, Warszawską, Złotą, Rzeźniczą i Kapitulną. Było to wymierzenie sprawiedliwości jakoby za wykroczenia przeciwko armii niemieckiej. Bombardowanie powtórzyło się w sobotę i niedzielę. Potem miasto podpalono słomą i naftą. „Sprawiedliwości” stało się zadość…

Konsul hiszpański odwiedził obóz w Kistryniu***, był tam też Eltlinger rejent z Warszawy. Chcieli mu podać petycję — odmówił, bo dał słowo, że żadnych petycji ani dowodów brać nie będzie, nie przyjął nawet bułek czarnych, nie wiadomo z jakiej mieszaniny pieczonych. Dziwił się tylko, widząc takie pieczywo…

Koniec

*Być może chodzi o Hafenberg w Niemczech

**Celle k. Hanoweru

***Kostrzyń nad Odrą

* * *

Na tym kończymy wspomnienia Mikołaja Kostenki. Dalszych losów kaliskiego policjanta niestety nie znamy…
Dziennik „Rozwój” nadał cyklowi artykułów podtytuł „Przyczynek do pruskiego tyraństwa”, co wydaje się uzasadnione wobec tak brutalnego potraktowania miasta i jego mieszkańców. Podczas trzytygodniowego ostrzeliwania i podpalania miasta zniszczeniu uległo ponad 400 budynków mieszkalnych, 9 zakładów przemysłowych i kilka budynków użyteczności publicznej, m.in. ratusz i teatr. Straty oceniono na gigantyczną kwotę 33,6 mln rubli. Pod koniec 1914 roku miasto liczyło tylko około 5000 mieszkańców, podczas gdy w roku 1910 – łącznie z ludnością niestałą i wojskiem – ponad 50 tysięcy. Do sprawy kaliskiej tragedii będziemy jeszcze wracać przy okazji wspomnień innych świadków.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop