„Pozostawił po sobie testament, w którym wyraża gorące życzenie, aby Litwa jak najprędzej porozumiała się z Polską” (…).. pozbawił się życia z powodów niewyjaśnionych w swojem mieszkaniu, bezpośrednio po powrocie od lekarza” – donosiła z Rygi Polska Agencja Telegraficzna (PAT) w styczniu 1933 r.

31 grudnia 1932 roku w Kownie zastrzelił się starszy brat pierwszego prezydenta Polski – Stanisław Narutowicz (na Litwie znany jako Stanislovas Narutavičius). Bezpośrednie przyczyny tego desperackiego kroku nie zostały do końca wyjaśnione. Pozostawiony testament wskazywał, że chodziło o niepowodzenia polityczne. Jako litewski działacz o polskim pochodzeniu Narutowicz musiał być srodze rozczarowany stanem stosunków pomiędzy dwoma ojczyznami. Wyglądały one bowiem znacznie gorzej niż obecnie. Litwini uzyskali niepodległość z poczuciem historycznych krzywd doznanych od Polaków, które wzmocniło jeszcze odebranie im stolicy – Wilna wraz z okręgiem. Pozostali na Litwie Polacy czuli się szykanowani przez władze litewskie, a wielu polskich polityków było rozczarowanych faktem, iż prastare ziemie Rzeczpospolitej Obojga Narodów pozostawały poza granicami odrodzonego państwa polskiego. Nie były to dobre podstawy do współpracy i obustronnej życzliwości. Możliwe jednak, jak twierdzą historycy litewscy, że Narutowicza do samobójstwa skłoniły problemy prywatne i choroba.

Stanisław Narutowicz był człowiekiem znanym i zasłużonym dla młodego państwa litewskiego. Urodził się w rodzinnym majątku Brewiki na Żmudzi. Pochodził z rodziny szlacheckiej osiadłej tam od pokoleń. Jego ojciec – Jan Narutowicz był uczestnikiem powstania styczniowego. Stanisław przez wiele lat działał w organizacjach niepodległościowych i oświatowych. Zajmował się również dziennikarstwem, wydawał w 1890 roku pismo „Tygodnik Powszechny”. Od września 1917 roku był członkiem Taryby (Rady Litewskiej) oraz współtwórcą i sygnatariuszem aktu niepodległości Litwy (16 lutego 1918). Potem jednak zrezygnował z udziału w Radzie, bo nie chciał pogodzić się z polityką uległości wobec Niemiec. Wrócił do swojego gospodarstwa w Brewikach, ale nie zaprzestał działalności politycznej: w latach 1919–31 był radnym okręgu telszańskiego. Przez pewien czas pracował w sądzie okręgowym w Kownie jako sędzia (miał wykształcenie prawnicze uzyskane na uniwersytecie w Sankt Petersburgu).

Stanisław Narutowicz był politykiem lojalnym wobec Litwy, działał na rzecz tego kraju i jej mieszkańców, ale nie zapominał o swoich polskich korzeniach. Co ciekawe: na akcie niepodległości Litwy podpisał się polskim nazwiskiem. Był bardzo zaangażowany w projekt zbliżenia pomiędzy dwoma narodami, które przez kilka wieków żyły w jednym państwie. Bracia Narutowiczowie byli dobrym przykładem powiązań polsko-litewskich. Obaj skończyli tak tragicznie, jak tragicznie nierozwiązywalne okazały się polsko-litewskie konflikty. Polscy narodowcy nienawidzili Gabriela m.in. z powodu brata Litwina. Stanisławowi również nie pomagało to pokrewieństwo, jak również koligacje rodzinne z marszałkiem Piłsudskim (był żonaty z Joanną Billewicz – kuzynką Piłsudskiego).

Stanisław Narutowicz zabił się niemal dokładnie w 10 rocznicę śmierci brata. Miał 70 lat. Pochowano go w rodzinym grobowcu na cmentarzu w miasteczku Olsiady (Alsedžiai). Działalność w kierunku pojednania polsko-litewskiego próbował kontynuować syn Stanisława – Kazimierz. Również bez powodzenia. Po radzieckiej inwazji na Litwę w 1940 roku został zesłany wraz z rodziną za koło podbiegunowe. Po wojnie zamieszkał w Poznaniu, gdzie zmarł w 1987 roku.

Pamięć o Polaku, który był litewskim patriotą, przetrwała w odrodzonej Litwie. W 1995 roku na miejscu pochówku Narutowicza gmina postawiła pomnik z napisem: „Prawnik, sygnatariusz 1918 roku – STANISLOVAS NARUTAVICIUS (1862–1932 r.)”. W Wilnie jego imieniem nazwano jedną z ulic, a litewska poczta w 2002 roku wydała znaczek z jego podobizną. W zeszłym roku ukazała się w Wilnie książka profesora Stasysa Vaitekunasa „Stanislovas Narutavičius: sygnatariusz i jego czasy“. Media litewskie tak przedstawiają bohatera publikacji: „Był jednym z tych ludzi, którzy szukali dobrych stosunków z Polską, ale nigdy nie chciał, aby Polska i Litwa znów stały się jednym państwem. Niestety, niektórzy nadal nazywają go zdrajcą narodu, najemnikiem, choć nigdy nie sprzedał swojego kraju”.

Mimo wciąż nie rozwiązanych wielu problemów w kontaktach polsko-litewskich, można wnioskować, że są już lepsze prognozy na przyszłość. Może to szansa, aby kiedyś powstało powiedzienie: Polak, Litwin dwa bratanki, do kawioru i kaszanki…