To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: szkolnictwo

Nie ulega najmniejszej kwestii, że w razie przyjęcia przez parlament nowego projektu szkolnego, armia duchownych opanuje szkolnictwo… 

Od początku otwarcia sesji w parlamencie panuje gorączka i wrzawa. Publiczność na galeriach niecierpliwi się i burzy. Posłowie zjawiają się na posiedzenia z ogromnymi tekami, wypchanymi materiałami dowodowymi. W bibliotece parlamentu ruch i praca, jak przed świętami w sklepie delikatesowym. Bibliotekarze nie mogą nadążyć w przynoszenia aktów, protokołów sprzed kilkunastu lub kilkudziesięciu lat.

Chodzi o najważniejszą własność, jaką posiada europejskie społeczeństwo, o szkołę. Bój toczy się nie tylko w parlamencie. Całokształt życia, wszystkie jego dziedziny zaprząta myśl o tej sprawie. Mównicę publiczną opanowała niepodzielnie kwestia szkolna. Po każdym zgromadzeniu czy wykładzie opuszcza ona salę i z manifestacyjną pompą przy blasku pochodni, śpiewie tłumów, przechadza się ulicami. Opanowała prasę, przesiewa się przez wiersze artykułów wstępnych, porywając żywiołowym swym nurtem wszystkie znane i zasłużone pióra.

395550

Miejska szkoła katolicka w Krotoszynie, powstała na przełomie wieków XIX I XX jako niemiecka. Źródło: fotopolska.eu

Kto z kim walczy i o co? Walczy prawica parlamentu z lewicą, konserwatyści z socjalistami i liberałami. Walczą o nowy projekt szkolny ministerstwa Sztuki i Nauki, który zakłada wprowadzenie przymusu szkolnego i subwencji państwowych dla szkół prywatnych. Wydawałoby się, że konserwatyści naturalnie idą przeciw projektowi, a cała lewica popiera go… Nic podobnego! Projekt wyszedł od prawicy, a lewica go zwalcza. Prawdziwe oblicze tej niesłychanej maskarady kryje się głęboko w życiu ekonomicznym kraju. Konserwatywnej prawicy, ściślej mówiąc – katolikom chodzi o przyszłego wyborcę oraz o władzę nad nim. Prawica wskrzesza dawno temu wysuniętą zasadę: „ufundujmy katolicką szkołę początkową – kościół się potem sam ufunduje”.

Fasada tego projektu teoretycznie nie pozostawia nic do zarzucenia. Inaczej się jednak przedstawia w praktyce. Wiadomo powszechnie, że równość szkół prywatnych kościelnych, a rządowych przed prawem, tj. przed rządem, jest fikcją. Szkoły klasztorne opierają istnienie swe przede wszystkim na wielkich dobrach i majątkach klasztornych. Nauczyciele tych szkół, to ludzie utrzymywani kosztem kościoła. Nowy projekt zakłada złożenie całego ciężaru utrzymania szkół klasztornych na barki gmin. Wprowadza również zapomogi dla wszystkich szkół, jakie powstaną w kraju z programem rządowym. Ponieważ jednak na zakładanie szkół pozwolić sobie mogą tylko bogate sfery czy organizacje społeczne, przeto równość zapomóg jest frazesem, który pokrywa inną prawdę: pieniądze dla tego, który ma pieniądze. Nie ulega najmniejszej kwestii, że w razie przyjęcia przez parlament nowego projektu szkolnego, armia duchownych opanuje szkolnictwo, wydzierając narodowi, za jego własne pieniądze, wszelką kontrolę nad narodową szkołą. Dlaczego rząd na to się zgadza?

Trzydzieści lat temu przymus szkolny proponowała lewica, a jeszcze 4 lata temu katolicy byli przeciw. Dziś, pod pozorem wprowadzenia przymusu szkolnego, chcą oni zniszczyć świeckie nauczanie i za pieniądze gmin oraz rządu prowadzić antynarodową politykę szkolną. Antynarodową, bo walka, jaką prowadzą partie katolickie nie liczy się ani z dobrem państwa, ani narodu…

* * *

Powyższy tekst jest skróconą i uwspółcześnioną wersją artykułu, który ukazał się w roku 1913 w polskiej prasie socjalistycznej. Dotyczył sytuacji w państwie belgijskim. Walka o szkołę w Belgii toczyła się od połowy XIX wieku. Plany rozwoju szkół państwowych proponowane przez liberalne rządy były bojkotowane przez wyższych urzędników kościelnych. Obok świeckich szkół, powstawały katolickie. Trwała ostra rywalizacja o uczniów i o nauczycieli, którą liberałowie przegrali. Szkoły katolickie objęły siecią cały kraj i miały o wiele więcej uczniów niż szkoły świeckie. Zasada „ufundujmy katolicką szkołę początkową – kościół się potem sam ufunduje” znakomicie sprawdziła się w praktyce. W latach 70-tych XIX wieku powstała Partia Katolicka, która oddała rządy liberałom tylko w latach 1878 – 1884. Rządziła w Belgii do maja 1938 roku, tylko z przerwą na okupację niemiecką podczas I wojny światowej. Partie wolne od katolickich dogmatów doszły do władzy dopiero po II wojnie światowej. W latach 50-tych XX wieku socliberalny rząd wprowadził przywileje dla szkół świeckich, co doprowadziło do czteroletniej kolejnej walki z katolikami o szkolnictwo. Dopiero w 1958 roku największe partie podpisały tzw. Pakt Szkolny, który zagwarantował nauczanie oparte na konstytucyjnej zasadzie wolności oświaty i jej niezależności od partii rządzących.

Wprowadzenie przymusu szkolnego powszechnie uważa się za znaczny krok cywilizacyjny, pozwalający na budowanie społeczeństwa obywatelskiego. Tak stało się w wielu krajach, w których powstało państwowe szkolnictwo ze świeckim programem nauczania. Belgijska partia rządząca przed I wojną światową postanowiła za państwowe pieniądze stworzyć sieć szkół katolickich uczących według własnego programu. Urządzić powszechną katechezę, zamiast powszechnego nauczania.

Belgia jest państwem federacyjnym, składających się obecnie z 3 regionów:  flamandzkiego, walońskiego oraz stołecznej Brukseli. Pomiędzy etnicznymi regionami Flamandii i Walonii do dziś istnieją poważne różnice. W początkach wieku XX były jeszcze głębsze i jak wieszczył dziennik socjalistyczny „Naprzód”:

Belgia wallońska wolnomyślna i Belgia flamandzka konserwatywno-katolicka, Belgia flamandzka rolnicza i wallońska przemysłowa, dzięki stronniczemu projektowi szkolnemu katolików oddzielają się od siebie coraz bardziej nie przebytym murem…

Źródło: „Naprzód” Organ centralny polskiej partii socyalno-demokratycznej, 29 listopada 1913 roku.

Tylko w jednym tygodniu maja 1925 roku więzieniem ukarano 23 łódzkich rodziców. Za nieposyłanie dzieci do szkoły…

Według spisu ludności Cesarstwa Rosyjskiego z 1897 roku Łódź była miastem analfabetów. Aż 55 procent mężczyzn i 66 procent kobiet nie umiało pisać i czytać. Było tu gorzej niż w Warszawie, gdzie analfabetyzm wśród mężczyzn wynosił 42 procent, a wśród kobiet 51 procent. Niższe wskaźniki analfabetyzmu miały też wielkie miasta rosyjskie: Petersburg i Moskwa. Destrukcyjna polityka carskich władz doprowadziła do wielkich zaniedbań w oświacie. Podczas I wojny światowej i niemieckiej okupacji próbowano w Łodzi szukać sposobu wprowadzenia powszechnego i obowiązkowego nauczania. Jednak zniszczenia wojenne i rabunkowa polityka okupanta doprowadziły miasto do ruiny. W tych warunkach bardziej myślano o fizycznym przetrwaniu niż o popularyzacji wiedzy.

pic_1-a-842-1

Posłowie i senatorowie udający się na posiedzenie Sejmu. Pierwszy z lewej – senator Stefan Kopciński – rok 1930

Sprawa dojrzała na tyle, że już z chwilą oddania przez Niemców szkolnictwa władzom polskim, zaczęto przygotowywać projekt powszechnego nauczania. Prace trwały w ciągu całego 1918 roku. Prowadził je Wydział Szkolnictwa powołany przez Magistrat. Powstał wtedy projekt Abrahama Szwajcera, członka Rady Miejskiej i dyrektora gimnazjum. Przewidywał on rozpoczęcie stopniowego wprowadzenia obowiązkowego nauczania w Łodzi już na przełomie lat 1918/19. Rada Miejska 2 października 1918 roku podjęła uchwałę, wzywającą Magistrat do powołania specjalnej komisji w sprawie wprowadzenia w Łodzi „przymusu szkolnego”. Komisja postała i przygotowany przez A. Szwajcera „Statut Miejscowy o wprowadzeniu przymusu szkolnego w mieście Łodzi” przyjęła do realizacji. Zanim zdążyła wystąpić o jego zatwierdzenie do państwowych władz okupacyjnych, władz już nie było. W listopadzie Niemcy wycofali się z Polski, a trzy miesiące później naczelnik Piłsudski wydał dekret „O obowiązku szkolnym”.

W lutym 1919 roku odbyły się pierwsze wybory samorządowe w Łodzi. Zwyciężyły partie robotnicze: Polska Partia Socjalistyczna i Narodowy Związek Robotniczy. Miały w programie likwidację analfabetyzmu, upowszechnianie czytelnictwa oraz rozwój bibliotek. Na stanowisko prezydenta miasta powołano dotychczasowego komisarza ludowego – tkacza Aleksego Rżewskiego, natomiast przewodniczącym Rady Miejskiej został nauczyciel Antoni Remiszewski.

174348

Szkoła Podstawowa im. Stanisława Staszica w roku 1928. Źródło: Fotopolska.eu

Brak rozporządzeń wykonawczych dekretu „O obowiązku szkolnym” zmobilizował nowe władze do kontynuowania prac nad szczegółowym programem upowszechniania oświaty. 30 czerwca 1919 roku Rada Miejska przyjęła uchwałę o wprowadzeniu w roku szkolnym 1919/20 obowiązku szkolnego dla dzieci z roczników: 1908, 1909 i 1910. Łódź, jako pierwsze miasto w niepodległej Polsce, zaczęła realizować powszechny obowiązek szkolny. W tym celu powołano Komisję Powszechnego Nauczania (KPN). Jej przewodniczącym został dr Stefan Kopciński, człowiek bardzo zasłużony dla łódzkiej oświaty. Komisja działała na podstawie samorządowego Statutu Szwajcera dostosowanego do wytycznych państwowego Dekretu, przy czym łódzki program szedł dalej. Państwo ustanawiało obowiązek szkolny na najwyżej siedem lat. Po przekroczeniu czternastego roku życia dziecko nie podlegało już temu obowiązkowi. W Łodzi dzieci musiały chodzić do szkoły dopóki nie uzyskały świadectwa ukończenia 7-klasowej szkoły powszechnej. Jeśli po skończeniu 14 lat nie uzyskały świadectwa, zobowiązano je do uczęszczania na wieczorowe kursy uzupełniające.

Wdrażanie obowiązku powszechnego nauczania i kontrola jego realizacji, napotykała wiele trudności. Brakowało wykwalifikowanej kadry nauczycielskiej, odpowiednich pomieszczeń i pomocy dydaktycznych. Wielkim problemem była rejestracja dzieci podlegających obowiązkowi szkolnemu. Niska świadomość społeczna, brak zrozumienia wagi powszechnego nauczania oraz słaba sprawność organizacyjna instytucji państwowych powodowały, że rejestracja znacznie się przeciągała. Aby usprawnić pracę korzystano z pomocy policji. Zobowiązano właścicieli domów do sporządzania wykazów dzieci mieszkających w ich budynkach. Komisja była zmuszona do stosowania kar administracyjnych. Sytuację pogarszała wojna z bolszewikami. Napływ uciekinierów i urzędów z kresów wschodnich spowodował, że część budynków przeznaczonych na szkoły została zajęta. Mimo to, systematycznie rosła liczba uruchamianych szkół powszechnych i liczba dzieci objętych nauczaniem. Ogromnym sukcesem było oddanie do użytku pierwszej, zbudowanej od podstaw, miejskiej szkoły przy ulicy Zagajnikowej 32 (dziś Kopcińskiego). Otwarcie nastąpiło 8 października 1922 roku, a obiekt z dumą opisał Dziennik Zarządu Miasta Łodzi:

Gmach przedstawia się imponująco na zewnątrz, a wzbudza podziw wewnętrznym urządzeniem. Sale szkolne jasne, słoneczne i obszerne, a urządzone z uwzględnieniem wszelkich wymogów higieny. Naukę pobierać będzie kilkaset dzieci w szeregu klas równorzędnych. W gmachu znajdują się kąpiele natryskowe i higieniczne.

Po prawie trzech latach Zarząd miasta mógł pochwalić się wzniesieniem 8 placówek i projektami budowy kilku następnych.

szkola022

Wiejska szkoła około roku 1920

Wielkim problemem w pierwszych latach programu powszechnej oświaty był opór ze strony rodziców. Dzieci często musiały zarabiać na utrzymanie rodziny albo pomagać rodzicom. Z tego powodu nie były zgłaszane do rejestru szkolnego lub na wiele dni opuszczały zajęcia. Słaba frekwencja miała miejsce zwłaszcza w miesiącach wiosennych. Z tego powodu w Statucie dodano zapis dotyczący kar za niewypełnianie obowiązku szkolnego. Nie było w tym nic drastycznego, taką możliwość dawał też Dekret Piłsudskiego. Odpowiedzialnością za uczęszczanie dzieci do szkoły obarczono ojców. Gdy dziecko nie miało ojca odpowiadała matka lub opiekunowie. Ukrywanie dziecka przed zapisaniem do szkoły czy nieposyłanie na lekcje bez uzasadnionej przyczyny, groziło karą aresztu lub grzywny. Wydział Wykonawczy KPN korzystał z tych procedur i często prosił policję o bezwzględne osadzanie w areszcie, gdy nie udaje się ściągnąć grzywny za niedopełnianie obowiązku szkolnego. Policja niezbyt gorliwie te prośby wykonywała, co skutkowało zażaleniami do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Bywało, że magistrat otrzymywał w odpowiedzi żądanie opłacenia utrzymania osób zatrzymanych w areszcie na takiej podstawie.

Kto nie posyła dzieci do szkoły, idzie do aresztu – ostrzegała prasa.

I rzeczywiście, w jednym tylko tygodniu maja 1925 roku za nieposyłanie dzieci do szkoły, wskutek wyroku Komisji Powszechnego Nauczania, karę jednodniowego aresztu odbyło 23 rodziców. Informacje te odniosły właściwy skutek. Już na początku lat dwudziestych przeciętna frekwencja w szkołach osiągnęła poziom 89 procent, porównywalny do notowanego w Wielkiej Brytanii. Pewnie dlatego program upowszechniania oświaty opracowany przez Szwajcera oraz sposób jego realizacji w Łodzi, stały się wzorem dla wielu innych miast II RP.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop