„Za wolność waszą i naszą” biliśmy Włochów w 1797, Haitańczyków w 1802 i 1803 oraz Hiszpanów w 1808. W 1849 Włochów ponownie nie biliśmy, bo nie mieliśmy już czym. Gdyby jednak tylko „Polska żyła, jużby pod pędem jej rycerzy zatętniała ziemia, i jużby ostrzem swego miecza zaświeciła w pośród ciemności zbuntowanych swoich dzieci”.
W 1848 roku naród włoski, walcząc o własną wolność, ośmielił się podnieść rękę na zdrajcę – papieżaktóry w obronie swojej władzy, przeciw rodakom wezwał francuską armię. W odwecie z rąk zamachowca zginął współpracownik papieski Rossi, a sam następca Piotra musiał uciekać potajemnie z Rzymu. „Prawdziwi” Polacy-katolicy wówczas wystosowali wiernopoddańczą, paranoiczną odezwę do Piusa IX (Giovanni Feretti). Rumieniec wstydu występuje na me lica, czytać hadko…

Ojcze święty! Pogoda dusz wiernych zaćmiła się od czarnej niewdzięczności niektórych z ludu Twojego, przeciw Tobie, ich i naszemu Ojcu. Rumieniec wstydu wystąpił na lice nasze, że pośród rodziny tego brata naszego, ludu Włoskiego, znalazły się wyrodne syny wiary i wolności, co targnęły świętokradzką i ojcobójczą rękę na ojca i stróża wiary i wolności nie tylko ich narodu, ale i wszystkich ludów pasterstwa jego — że się znalazły pośród synów katy, co sztyletami stanęli na równi z mordercami koronowanymi ojczyzny naszej — z owymi niewdzięczniki, którym niegdyś Polska siostrą, lub matką, lub zbawicielką bywała.

Szkaradność zbrodni przeciw Tobie, Ojcze święty, dokonanej w Rzymie, wierne Twe dzieci Rzymskie skrępowała strachem, na którym zuchwała duma niewielu piętrzy się bezbożnie, i pomimo słów władzy i ojcowstwa Twego, pomimo zgrozy tak głośnej a żywej całego chrześcijaństwa, jeszcze nie schyliła głowy, nie ugięła kolana przed władzą a miłością Twoją. — Bezbożni! wyrzekli się wiary, gdy w dumie swej myśleli, że władza Twa słabsza aniżeli ich wola. — Bezrozumni ! wyrzekli się wolności, gdy w szaleństwie swojem umyślili, że wolność jest rozpasaniem woli, nie zaś ujęciem jej zewsząd w kluby prawa Bożego. I dla tego nie byli Ci wdzięczni, Tobie, dawcy prawdziwej wolności, ale zapamiętali na Twoją świętą targnęli się wolność.

Na głos Twej boleści, Ojcze święty, wszystkie ludy jękły. — Gdyby Polska żyła, jużby pod pędem jej rycerzy zatętniała ziemia, i jużby ostrzem swego miecza zaświeciła w pośród ciemności zbuntowanych swoich dzieci. Choć nie potrzebujesz, bo Pańska, a więc i Twoja cała jest ziemia, wszakże wszystkie Ci ludy, Ojcze ludów wszystkich, ofiarują gościnę, klęcząc u nóg Twoich. Jedna Polska dać Ci jej nie może, bo jej sama nie ma. — Rozćwiertowana, rozegnana, bombardowana, knutowana, i rozstrzeliwana, leży krzyżem u nóg Twoich, krzyż swój Tobie, coś krzyżem z krzyża, krzyż swój ofiarując Tobie.

Synowie Polski, tej wiernej córy kościoła, z rozproszenia i niewoli, choć zkąd inąd grzeszni, ku Tobie, Ojcze św., wznoszą ni zabójstwem, ni rozbojem, ni grabieżą sąsiadów, ni wywracaniem ołtarzy niezmazane ręce, a jednak w okowach; ku Tobie Ojcze święty, wierne dzieci Twoje, bijem sercem żywem, choć, jak i Twoje przebitem.

Tem podobieństwem z Tobą bezpieczni i silni z krzyżem naszym, Ojcze św., u stóp Twego tronu stoim, a jako znak żywota, koronę Twą cierniową na skroń naszą kładzim, tej samej się dla Polski, co dla Ciebie, spodziewać doli — bo jako Ty, na Bogu oparty, upaść nie możesz, choćby się na Cię miotał świat cały i piekło; tak i my, oparci na Tobie, pod krzyżem naszym dokończym pokuty, z korony Twojej weźmiem zmartwychwstanie.

Błogosławione męczeństwo Polski, że Twemu podobne. — Błogosławione, trzykroć błogosławione, gdy je, jako Cię błagamy, za własne Twe przyjmiesz, własnem uświęcisz i z własnem Bogu ofiarować będziesz. — Błogosławione, stokroć błogosławione cierpienia Twoje, bo zjednają nam światu miłosierdzie. — A jeżeli Bóg, karząc niewdzięczne syny, Twoją pielgrzymkę przedłuży, wierzymy, że ją, obróci na chwałę swoją. — Błogosławiona więc wówczas pielgrzymka Twoja, przez którą, dałby Bóg, abyś wiernych utwierdził, różnowierców do jedności porwał, a jako słońce przeszedłszy po wszech stronach świata, wiarą oświecił, wolnością ożywił, miłością zwalczył wszystkie serca Bogu.

Ufamy na koniec, że za Twą modlitwą, wolność z sprawiedliwością, równość z porządkiem i braterstwo z miłości zrodzone, jako promienie światła boskiego, zaświecą światu, i wszyscy poznają się braćmi, a dziećmi Twojemi;— a Ty Ojcze św. ze łzą pociechy im pobłogosławisz.

Dziś ze łzami Chrystusa, płaczącego nad Jeruzalem, błogosław nam, płaczącym nad rzekami Babilońskiej ziemi, i do Królowej korony Polskiej rzewne modły za Tobą wznoszącym.

Tak czują, tak pragną, tak do Ciebie wołają z ludu Polskiego i Kapłani, i męże, i matki, i dziatki, do stóp Twoich przypadając, Ty błogosław wszystkim, Ojcze najświętszy.

Dnia 1 Stycznia 1849 roku.

Odezwę w kilku językach ogłoszono m.in. w Przeglądzie Poznańskim oraz Przyjacielu Ludu. Autorem albo głównym inicjatorem był Jan Koźmian – ultrakonserwatysta katolicki, wydawca Przeglądu Poznańskiego.

„Polska to głupi naród” – powiada znajomy przedsiębiorca i dlatego pewnie wspiera ojca dyktatora i jego medialne imperium. Coś musi być na rzeczy, bo już dawno temu mistrz Jan z Czarnolasu, pisał: „Cieszy mię ten rym: Polak mądr po szkodzie, lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie, nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi”.

Gwoli sprawiedliwości, trzeba dodać, że nie wszyscy Polacy masochistycznie marzyli, aby być podnóżkiem papieskim. Byli nawet i tacy, którzy wespół w zespół z braćmi Italczykami bronili Rzymu przed francuskim najeźdźcą – sojusznikiem papieża. Aby wolność była wolnością, a nie niewolnictwem ujętym „zewsząd w kluby prawa bożego”. Tak mi dopomóż Freud…