Wielki kryzys gospodarczy lat 30 ubiegłego wieku przyniósł plajty, bezrobocie i biedę. Gazety ówczesne pełne były informacji o samobójstwach wśród bankrutów i o nędzarzach wyrzucanych na bruk. Tragedia, którą opisał łódzki „Głos Poranny”, mogła mieć jeszcze inne przyczyny. Wobec milczenia świadków szczegóły życia rodzinnego Wołoszynów pozostały jednak tajemnicą. ["Głos Poranny" 11.12.1932 r. Styl i pisownia - oryginalne]

W domu przy ul. Podmiejskiej 1, za Placem Reymonta rozegrała się wczoraj straszna tragedja rodzinna. Około godziny 4-ej po południu w mieszkaniu Daniela Wołoszyna, znajdującem się na drugiem piętrze frontowej oficyny, rozległy się
trzy kolejno po sobie następujące strzały.
W chwilę potem z mieszkania poczęły wydobywać się rozpaczliwe krzyki i jęki. Przerażeni sąsiedzi nie wiedzieli co czynić. Po chwili jednak zdobyli się na odwagę i wpadli do mieszkania. Oczom ich przedstawił się okropny widok. Na podłodze małego, jednopokojowego lokalu leżeli
brocząc obficie krwią:
mężczyzna i młoda kobieta. Byli to: 49-letni Daniel Wołoszyn i najstarsza córka jego, 21-letnia Elżbieta.
Wołoszyn leżał w ten sposób na podłodze, że głowa jego ukryta była pod starą kanapą, córka jego miała twarz całą zakrwawioną i nie dawała żadnych znaków życia. Obok niej leżał na ziemi rewolwer.
W ciasnej izdebce lamentowały trzy kobiety: żona, młodsza 17-letnia córka głuchoniema, oraz koleżanka Elżbiety Wołoszyn, która wraz z rodziną była świadkiem okropnego wypadku. Zanim sąsiedzi zdążyli wyjaśnić tragedię żona Wołoszyna popadła w omdlenie.
Jednocześnie prawie zaalarmowano pogotowie ratunkowe kasy chorych oraz władze policyjne. Po upływie kilkunastu minut przybyły władze śledcze z nadkomisarzem Weyerem na czele oraz pogotowie. Lekarz skontatował już tylko
śmierć Elżbiety Wołoszyn.
Dwie kule rewolwerowe przeszyły jej głowę, masakrując twarz. Wołoszyn żył jeszcze.
Kula przebił mu skroń
i utkwiła w czaszce. W stanie beznadziejnym przewieziono natychmiast ciężko rannego do szpitala miejskiego św. Józefa, celem poddania operacji.
Władze śledcze przystąpiły niezwłocznie do śledztwa, celem wyświetlenia tła krwawej tragedji.

Redakcja nasza powiadomiona o wypadku, wydelegowała natychmiast swego współpracownika, który zebrał na miejscu następujące szczegóły:
Dom przy ul. Podmiejskiej 1 jest narożnikiem i wejście doń prowadzi przez ulicę Łączną. Na drugiem piętrze we froncie na wprost klatki schodowej znajduje się mieszkanie, w którem rozegrał się tragiczny epizod. Na drzwiach znajduje się pod szkłem bilet wizytowy z napisem „Daniel Wołoszyn”.
Wołoszyn zajmował wraz z rodziną jeden mały pokoik, z którego oddzielono jeszcze kotarą i szafą maleńki korytarzyk. Umeblowanie mieszkania stanowią dwa łóżka, kanapa, szafa i stół. Wołoszynowie
żyli ostatnio w wielkiej nędzy.
Daniel Wołoszyn, niegdyś zamożny człowiek, w ostatnich latach zarabiał na utrzymanie rodziny jako szofer. W ubiegłym roku stracił zajęcie i przez pewien czas otrzymywał zapomogę. Zaciągał długi, robił co mógł, lecz mimo wszystko rodzina żyła w skrajnej nędzy.
Dopiero w bieżącym roku najstarsza córka, Elżbieta, otrzymała w gimnazjum P. Posnera przy ul. Zawadzkiej 1 posadę nauczycielki. Zarabiała niewiele, oddając wszystko na dom. Skromna pensja nie starczyła jednakże na opędzenie
wszystkich potrzeb, tem bardziej, że trzeba było leczyć młodszą córkę, głuchoniemą.
Nieszczęśliwa matka nieraz czyniła wyrzuty swemu mężowi, że nie zarabia, że nie szuka dla siebie zajęcia, że nie dba o dom i rodzinę. Wołoszyn tłumaczył się; kłótnie z żoną nie ustawały.
W ub. tygodniu do mieszkania Wołoszynów
przybył komornik
aby zająć nędzne meble za jakiś dług. Wołoszynowa tak się przejęła tym wypadkiem, że dostała ataku nerwowego.
Na łożu boleści prosiła starszą córkę o to, aby zajęła się młodszą siostrą – kaleką i dała jej utrzymanie.
Elżbieta złożyła przysięgę,
że jak długo żyć będzie troszczyć się będzie o swą siostrę. Wołoszynowa wróciła do zdrowia.
Daniel Wołoszyn atakowany ciągle z powodu nieróbstwa oświadczył rodzinie, że chce opuścić Polskę i wyjechać do Rosji Sowieckiej. Kiedy mu odpowiedziano, że może uczynić co chce, zażądał pieniędzy na wyjazd. Żona oświadczyła mu w odpowiedzi, że może mu dać tylko 20 zł.
Podobno rozmowa ta toczyć się miała właśnie wczoraj po południu. Zdenerwowany Wołoszyn począł krzyczeć, a w pewnym momencie wydobył nagle z kieszeni rewolwer systemu Browning i
strzelił z tyłu do córki.
Elżbieta szyła akurat, rozmawiając z przyjaciółką. Kula zwaliła ją z krzesła na podłogę.
Żona i głuchoniema córka rzuciły się na ojca, chcąc go obezwładnić, lecz w tej chwili Wołoszyn
przystawił lufę rewolweru do własnej skroni,
aby pozbawić się życia. Padł strzał i samobójca runął na podłogę. Elżbieta w kilka chwil potem wyzionęła ducha.
O tej okropnej tragedji krąży jeszcze
inna wersja.
Głosi ona, że denat utrzymywał intymne stosunki ze swą 17-letnią córką. Wiedziała o tem tylko Elżbieta i stale z tego powodu czyniła gorzkie wyrzuty ojcu. Wczoraj, gdy doszło do kłótni młoda nauczycielka miała odkryć całą tajemnicę wobec matki.
Nastąpił skandal i śmiertelne strzały, oddane przez skompromitowanego Wołoszyna.
Toczące się śledztwo ujawni bez sprzecznie prawdziwe tło zbrodni i samobójstwa. W każdym razie
trzeba jedno skonstatować: dominującą rolę w tej smutnej tragedji rodzinnej
odegrała nędza
Władze śledcze, jak się w ostatniej chwili dowiadujemy, usiłowały zbadać dogorywającego Wołoszyna. Lekarze jednak oświadczyli, iż jest on nieprzytomny, tak, że uzyskanie zeznań jest wykluczone. Przesłuchiwanie naocznych świadków zbrodni trwa.
Wołoszynowa odmówiła wszelkich wyjaśnień. Zanosząc się od płaczu, oświadczyła krótko:
- Dajcie mi spokój, ja strasznie cierpię.
****
Daniel Wołoszyn zmarł w szpitalu, nie odzyskawszy przytomności. Zeznania świadków, szczególnie koleżanki zabitej Elżbiety – Maryli Sicińskiej, nie doprowadziły do wyjaśnienia wszystkich przyczyn tragedii….