To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: wypadek

denat

Odwiózł denata do szpitala w stanie ciężkim.

Odniósł ranę tłuczoną w okolicy lewego guza.

Takie „kwiatki” można znaleźć na wielkomiejskim bruku. Ich urodzaj nie wynika jednak ze szczególnej żyzności tegoż bruku, ale z pośpiechu reporterów i redaktorów sensacyjnych popołudniówek…

Źródło: Express Wieczorny Ilustrowany 13 maja 1925.

O tragicznych skutkach pewnego alarmu na granicy rosyjsko-austriackiej informowała 1 lipca 1914 roku „Nowa Gazeta Łódzka”:

ngl1914-07-00Na kordonie straży pogranicznej w Sierosławicach* zaszedł straszny wypadek. Straż została zaalarmowana podczas ciemnej nocy, więc z dwu posterunków popędzili ku sobie dwaj konni szeregowcy straży. W ciemności nastąpiło starcie obu jeźdźców, którego skutek był fatalny. Oba konie padły na miejscu, jeden z jeźdźców został zabity, drugi walczy ze śmiercią.

Nie znamy powodu wszczęcia tegoż alarmu, za to możemy sobie wyobrazić, jak nerwowo musiało być latem 1914 roku na granicy Królestwa z Galicją, skoro strażnicy skoczyli na koń w ciemną noc zapominając o jakimkolwiek oświetleniu…

* obecnie w gminie Nowe Brzesko, powiat proszowicki

Dokonywali czynów śmiałych, niezwykle bohaterskich, ryzykownych, czasem godnych utrwalenia i pamięci. Nie dane im jednak było zejść z tego świata w sposób równie widowiskowy… Dopadła ich śmierć prozaiczna, albo wręcz groteskowa…

Porucznik Henryk Stamford należał do najdzielniejszych lotników angielskiej armii podczas I wojny światowej. Udało mu się odbyć 60 lotniczych wycieczek wywiadowczych na linię frontu, a mimo to nie odniósł ani jednej rany. Chociaż samolot jego był podziurawiony kulami, jak sito. Po skończeniu wojny Stamford cały i zdrowy wrócił do rodzinnego zamku. Pewnego dnia poszedł do parku, aby pohuśtać się na ogrodowej huśtawce. Lubił bardzo szybować wysoko. Nagle, gdy zawisł w powietrzu niemal równolegle do ziemi, sznury huśtawki zerwały się i Stamford runął na ziemię. Tak fatalnie, że poniósł śmierć na miejscu… Odważny pilot zabił się na niewinnej huśtawce…

Brytyjscy weterani I wojny. Mieli więcej czy mniej szczęścia od Stamforda? Oto jest pytanie…

Tragiczny wypadek przydarzył się również sławnemu węgierskiemu myśliwemu, hrabiemu Wiktorowi Szechenyi. Odbywał on niezliczone ekspedycje do Afryki, z których przywiózł ponad 30 wielkich skrzyń pełnych zdobyczy myśliwskich. Polował na lwy, słonie, hipopotamy i innego grubego zwierza. A przyczyną jego śmierci stał się mały węgierski zając. Po jednej z afrykańskich podróży hrabia wypoczywał w swojej rezydencji na Węgrzech. Był ładny jesienny dzień, więc myśliwy, zarzuciwszy strzelbę na ramię, wybrał się na przechadzkę po polach. Nagle przebiegł mu drogę zając. Hrabia zdjął strzelbę z ramienia i wypalił. Chybił i to bardzo nieszczęśliwie. Kula odbiła się o jakiś przydrożny kamień i trafiła go w samo serce. Padł trupem na miejscu.

Kapitan Godefroy Hindle, były oficer armii kanadyjskiej, też wsławił się polowaniami na lwy. Przez dwa lata w stepach i dżunglach czarnej Afryki położył 30 lwów. W końcu jako triumfator powrócił do swej ojczystej Kanady. Niedługo potem odwiedził swego brata. Wizyta zakończyła się śmiercią myśliwego w strasznych męczarniach. Mały piesek pokojowy, ugryzł go w nogę. Jak się okazało, był wściekły…

W osobliwy sposób zginął znany amerykański artysta William Leach. Wielką sławę zdobył kiedy kazał się zamknąć w dębowej beczce i na oczach tłumów zrzucić ze szczytu wodospadu Niagara. Fale miotały beczką z ogromną siłą. Wszyscy widzowie byli przekonani, że Leach musi postradać życie w tym zuchwałym eksperymencie. Ale oto, ku ogólnemu zdumieniu, Wiliam z wesołą miną wyszedł wreszcie ze swego dobrowolnego więzienia. Poza kilkoma sińcami nie doznał żadnych obrażeń. Perfidny los jednak zadrwił z niego okrutnie. Pewnego wieczoru Leach po przedstawieniu w Brisbane wracał do domu. Było bardzo ciemno. Po drodze potknął się i wpadł głową w dużą kałużę. Kiedy znaleziono go rano, lekarz stwierdził zgon wskutek utopienia. Tak zwycięzca Niagary padł ofiarą zwykłej kałuży.

Nie mniej zaskakujący był zgon sławnego angielskiego alpinisty George`a Whitneya. Człowiek ten przeważnie samotnie odbył wiele groźnych wypraw w Alpy, na Kaukaz i w Himalaje. Nie odniósł tam żadnych obrażeń. Śmierć dopadła go w jednym ze spokojnych angielskich miast, kiedy wygłaszał odczyt o swych wyprawach alpinistycznych. Gdy po skończeniu prelekcji schodził z podium, wysokiego na jakieś trzy metry, potknął się i upadł tak nieszczęśliwie, że doznał wstrząsu mózgu. W parę dni potem George Whitney zmarł w szpitalu.

Wybitny podróżnik, badacz okolic polarnych, sir Ernest Shackleton podczas swoich wypraw przeżywał najgorsze tarapaty. Musiał wielokrotnie walczyć z głodem i pragnieniem, stawiać czoła burzom śnieżnym. Ze wszystkich tych wypraw powracał zawsze zwycięsko. Uchodził za człowieka nie tylko żelaznej siły woli, lecz i „kamiennego” zdrowia. Po powrocie do ojczyzny Shackleton witany był jak bohater narodowy. Tymczasem zdradziecka londyńska mgła okazała się groźniejsza niż najbardziej niebezpieczne polarne burze. Wyszedłszy wieczorem ze swego mieszkania w Londynie, sławny podróżnik, zaziębił się skutkiem mglistego, ostrego powietrza. Dostał zapalenia płuc i w tydzień potem zmarł.

Jakie życie, taka śmierć? Nie dziwi nic…

Źródło: „Ilustrowany Kurier Codzienny”, rok 1935, nr 90

„Pijanego świnia zjadła” – informował 17 listopada 1912 roku „Goniec Częstochowski”. Treść sensacyjnej notatki przedrukowanej z lubelskiego „Gońca Polskiego” brzmiała jak niżej:

Do jakiego stanu może doprowadzić wódka za przykład niech posłuży następujący wypadek. Pewien włościanin ze wsi Czułczyce, gm.

rys. Marek Raczkowski

Staw powiatu Chełmskiego udał się na jarmark do Chełma aby sprzedać wieprza. Wieprza nie udało się sprzedać, więc smutek postanowił zapić i upił się. Ostatecznie wlazł na wóz i w stanie nieprzytomnym pojechał do domu razem z wieprzem. Wieprz cały dzień nie jadł, zaczął więc atakować gospodarza. Pijany nie stawił oporu i wieprz nagryzł włościaninowi bok. Koń instynktownie zajechał przed dom; ku zdziwieniu obecnych włościanin z fury nie zszedł. Gdy zbliżono się, gospodarz dawał tylko słabe oznaki życia i wkrótce zmarł. Niech wypadek ten będzie przestrogą dla upijających się..

Pamiętaj włościaninie: nakarm wieprza, wtedy wódka będzie lepsza…

rudolf-diesel-2Sto lat temu w poniedziałek 29 września 1913, podczas podróży promem przez kanał La Manche do Anglii, zginął tragicznie Rudolf Diesel – słynny wynalazca silnika wysokoprężnego. Okoliczności jego śmierci nigdy nie zostały wyjaśnione. Prowadzący śledztwo doszli do wniosku, że był to nieszczęśliwy wypadek lub samobójstwo. Ale pojawiła się także teoria, że Diesel został zabity przez niemieckich agentów, aby nie dopuścić do sprzedaży licencji na jego silniki Anglikom.

29 września Diesel wsiadł w Antwerpii na statek „SS Dresden”, udający się do Harwich. Według świadków był w doskonałym nastroju, a po kolacji ok. godzinie 22.00 udał się do swojej kajuty. Od tej chwili nikt go więcej nie widział żywego. Nad ranem następnego dnia stwierdzono, że pasażera nie ma w kajucie. Przeszukanie statku nie przyniosło rezultatów. O zniknięciu Diesla informowały gazety w Europie i Stanach Zjednoczonych. Początkowo sądzono, iż doszło do wypadku, że wynalazcę zmyły z pokładu wysokie fale. Po dziesięciu dniach holenderska łódź pilotowa wyłowiła jakieś ciało z morza. Nie skojarzywszy, że mogą to być zwłoki zaginionego Diesla, strażnicy zaszyli je w płótno i zgodnie z marynarskim zwyczajem wyrzucili je do morza. Później dopiero z papierów znalezionych przy topielcu zorientowano się, że był to poszukiwany Rudolf Diesel.

Rodzina wynalazcy stwierdziła, że popełnił on samobójstwo z powodu całkowitego bankructwa. Okazało się, że Diesel pozostawił w testamencie szczegółowe dyrektywy na wypadek swej śmierci. Postępowanie spadkowe ujawniło jego kompletną ruinę finansową.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop