To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: wypadki

Wypadki zatruć tlenkiem węgla zdarzają się od kiedy ludzie zaczęli ogniem ogrzewać zamknięte pomieszczenia. Wielu nieszczęśników poniosło śmierć z tej – nieustalonej wtedy – przyczyny. Jak donosiła Gazeta Kaliska 29 grudnia 1894:

Szczęśliwiej zakończył się wypadek w Woleniu, majątku p. Gutowskiego. Z wtorku na środę w nocy usłyszano we dworze stukanie do okna i wołanie, iż „dziewczyny zagorzały!” Córki pp. G. pośpieszyły do oficyny, gdzie mieszka służba dworska i zastały cztery dziewczyny, leżące prawie już bez przytomności. Dzięki energicznemu ratunkowi niebezpieczeństwo usunięto. Przyczyną było zawczesne zasunięcie blachy, zanim drzewo dobrze się spaliło. Cztery położyły się spać, piąta zaś zajęta była robotą swoją i ta, słysząc jęki swych towarzyszek i sama czując co chwila zwiększający się szum w głowie, wreszcie mdłości, dobywszy reszty sił, pobiegła donieść o wypadku. (Gazeta Kaliska, 1894, r. 102, za: http://sieradzkiewsie.blogspot.com).

dziewczyny

Tylko zmęczone czy..?

Czad, zwany cichym zabójcą, to silnie trujący, bezbarwny i bezwonny gaz. Jego chemiczna nazwa – tlenek węgla – nie brzmi groźnie, prawda? A przecież każdego roku zabija w Polsce ponad sto osób, a blisko dwa tysiące podtruwa. Do organizmu dostaje się z wdychanym powietrzem. W układzie oddechowym tlenek węgla wiąże się z hemoglobiną, 210 razy szybciej niż tlen i blokuje jego dopływ do organizmu. W ten sposób uniemożliwia prawidłowe rozprowadzanie tlenu we krwi, powoduje uszkodzenia mózgu i innych narządów. W zależności od stężenia w powietrzu i częstości oddechów, może powodować lekki ból głowy, zawroty głowy, utratę przytomności, nieodwracalne uszkodzenie ośrodkowego układu nerwowego, zawał, a nawet śmierć. Błyskawicznie następujące osłabienie i utrata świadomości powodują, że ucieczka z zaczadzonego pomieszczenia nie jest możliwa.

Dopiero pod koniec XVIII wieku istnienie trującego gazu, którego nie czuć, odkrył angielski uczony Joseph Priestley. Trzeba było dziesiątków następnych lat, aby wiedza o zagrożeniach podczas rozpalania ognia dotarła do zwykłych ludzi. Niestety, nadal jest niedostateczna…

Sto lat temu, 25 styczniu 1912 roku z reporterską rzetelnością łódzki „Rozwój” informował o wpadkach i wypadkach:

(a) Napad. Dziś w południe na rogu ulicy Zagajnikowej i Dzielnej w fabryce Dawida Nojgoldberga napadło 4-ch ludzi na pracownika kantoru, Stanisława Bugaj i pod groźbą zabójstwa zażądali od niego wydania pieniędzy, które niósł z banku dla administracyi fabrycznej. Gdy na wezwanie napadnięty podniósł ręce do góry, bandyta przeszukał mu kieszenie, zabrał 290 rb., jakie miał przy sobie, poczem wszyscy czterej bandyci bezkarnie zbiegli w kierunku ulicy Wierzbowej. Ocalala tylko dziesięciorublówka w złocie, którą Bugaj miał w kieszeni od kamizelki.

(p) Samoobrona konia. W dniu wczorajszym przechodnie na ul. Młynarskiej nr 15 byli świadkami ciekawego wypadku. Do dość dużego wozu załadowanego po brzegi węglem, zaprzężony był dość mizernie wyglądający koń, który mimo nieświetnego swego wyglądu, ciągnął ciężar, jak mógł. Gdy jednak jedno z kół wpadło w rów, koń, chociaż wytężał wszystkie siły wozu nie mógł wyciągnąć. Wówczas woźnica począł biedne zwierze w nielitościwy sposób okładać batem. Nie pomogły nawet perswazye i przestrogi przechodniów. Wreszcie koń, zniecierpliwiony widocznie postępowaniem swego pana, tak nieszczęśliwie kopnął go, że zmiażdżył mu kość czołową i nosową, przyczem woźnica doznał wstrząśnienia mózgu. Przybyły lekarz Pogotowia, po opatrunku na miejscu wypadku, wstanie groźnym i nieprzytomnym odwiózł ofiarę „końskiej samoobrony” do szpitala Poznańskich. Nazwisko i adres woźnicy nieznane.

Wtedy chyba nie było jeszcze pewne, że kobieta to człowiek, stąd bywały i  takie ogłoszenia:

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop