To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: zabytki

Wrzucamy kolejną cegiełkę do albumu Cela Śmierci im. ministra Zdrojewskiego. A raczej, nie cegiełkę, ale całe rumowisko. Oto, resztki okazałego dworu w Krąkowie ( gmina Warta w województwie łódzkim). Oskarżonym o katastrofalny stan tego i wielu innych zabytków jest minister kultury i dziedzictwa narodowego. Zgodnie z Ustawą o Ochronie Zabytków (z 2003 r.), urzędnik ten odpowiada m.in. za:

  • zapewnienie warunków prawnych, organizacyjnych i finansowych umożliwiających trwałe zachowanie zabytków oraz ich zagospodarowanie i utrzymanie;
  • zapobieganie zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla wartości zabytków;
  • udaremnianie niszczenia i niewłaściwego korzystania z zabytków;
  • kontrolę stanu zachowania i przeznaczenia zabytków.

Jak minister Zdrojewski (na stanowisku od 2007 roku) zapewnia, zapobiega, jak dba, kontroluje i udaremnia – to widać i słychać. Ogromna ilość zabytków pozostających własnością państwa popada w ruinę. Taki sam los spotyka wiele obiektów sprzedanych prywatnym właścicielom. Tacy „inwestorzy” często nic nie robią, by uratować zabytek. A bywa, że świadomie doprowadzają go do beznadziejnego stanu, by potem rozebrać. Urzędnicy ministra Zdrojewskiego mają to w głębokim poważaniu. Mimo ustawy, która daje im duże możliwości zarówno wspierania, jak i nadzoru oraz kontroli stanu sprzedanych zabytków oraz przewiduje kary za ich niszczenie.

krąkow_02_1986

Dwór Krąków w 1986 roku – zdjęcie: Janusz Marszałkowski

Pierwsza wzmianka o wsi Krąków (Crancowo) pochodzi z 1138 roku, a dotyczy darowania tego majątku przez księcia Mieszka Starego klasztorowi w Kościelnej Wsi. Od XV wieku była to już własność Krąkowskich (Krankowskich) herbu Trąby. W słynnych „Tekach Dworzaczka” pod rokiem 1594 rok znajdujemy notatkę, że „Maciej Krankowski, syn Mikołaja, wedle zobowiązania danego Dorocie de Węgry żonie Jerzego Gluchowskiego na częściach wsi Krankowo i Zielonczyno powiat sieradzki, które od ojca z częściami Wilczyc powiat kaliski nabył Jadwidze Gluchowskiej ich córce, żonie swej”. Zapłacił za te dobra 1 100 złotych polskich. W drugiej połowie XVIII w. wieś należała już do Czartkowskich herbu Korab. Jeszcze w 1806 roku w Krąkowie rodził się Julian Czartkowski, syn Wincentego i Józefy z Niemojowskich. Okazały dwór na wzgórzu w Krąkowie powstał w pierwszej połowie XIX wieku, więc prawdopodobnie zbudowali go Czartkowscy lub następni właściciele wsi – Gołębowscy. W roku 1850 majątek Krąków objął w posiadanie Józef Jabłkowski, znany przedsiębiorca, ojciec założycieli słynnego później Domu Handlowego Bracia Jabłkowscy.

001_2006

Dwór w Krąkowie w roku 2006 – zdjęcie Wikipedia

O zabytkowej posiadłości w Krąkowie niewiele można dowiedzieć się ze strony internetowej gminy Warta:

Z pięknego i przemyślanego założenia pozostały dzisiaj ruiny XIX wiecznego dworu leżącego na lekkim wzniesieniu w odległości 50 metrów od zabudowań folwarcznych, wśród pól uprawnych. Teren dawnego dziedzińca folwarcznego zabudowany był z czterech stron wolnostojącymi obiektami gospodarczymi. Układ przestrzenny całego założenia po całkowitej likwidacji domów robotników majątkowych, obejścia, gorzelni a także południowej zabudowy dziedzińca został przedzielony drogą lokalną, a jego część południową zaorano.

Całą winą za obecny stan zabytku obarcza się zarządców z czasów PRL-u. Przemilczano ponad 20-letnią bezczynność wolnej już III Rzeczypospolitej. Jako dowód, że to nie za poprzedniego ustroju Krąków zrujnowano, posłużyć może fotografia z 1986 roku, na której widać budynek dworu w stanie kiepskim, ale jeszcze w całości i z zachowanym dachem. Potem jest już tylko gorzej: nie widać żadnych działań w celu powstrzymania dewastacji obiektu.
Resztki krąkowskiego dworu, usytuowanego na wzgórzu, widać już z kilku kilometrów. Wokół żadnych śladów dworskiego parku, tylko pola uprawne. Obok ruin przebiega droga gruntowa. W maju 2013 roku resztki ścian frontowych są ledwo widoczne wśród dzikich krzewów. Popękane, rozsypujące się mury, pozarywane stropy, brak dachu. Kompletna ruina, którą właściwie można tylko do końca zburzyć i spróbować coś odbudować. Gołym okiem widać, że zabytek pozbawiony jest jakiejkolwiek opieki. Mimo, że od ponad 40 lat dwór i pobliski spichlerz znajdują się w rejestrze zabytków.

2009_krakow

Dwór w Krąkowie w roku 2009 – zdjęcie www.zamkilodzkie.pl

Na stronie policja.pl znajdujemy taki przepiękny elaborat na temat ochrony dziedzictwa narodowego:

Dziedzictwo narodowe stanowi dorobek poprzednich pokoleń, świadczy o korzeniach naszego społeczeństwa, potwierdza w sensie materialnym i duchowym tożsamość narodu. Dlatego też troska o ochronę przedmiotów i obiektów kultury materialnej pozwala, z jednej strony na wyróżnienie cech charakterystycznych dla naszej kultury, z drugiej uświadamia, że polska spuścizna jest częścią uniwersalistycznych wartości Europy.
Ochrona polskich zabytków jest ważnym czynnikiem rozwoju społecznego i szczególnie ważnym celem dla budowania tożsamości Polaków. Najczęstszym zagrożeniem dla zabytków są kradzieże, akty wandalizmu, niewłaściwe przechowywanie i zabezpieczenie zabytku, zniszczenia na skutek pożarów i powodzi. W celu zapobieżenia tego typu zdarzeniom Policja prowadzi szeroką współpracę z instytucjami odpowiedzialnymi za ochronę dziedzictwa narodowego w kraju i za granicą oraz uczestniczy w kampaniach
informacyjnych poświęconych m.in. zasadom właściwego zabezpieczania, przechowywania i rejestracji zabytków.

001_2013_krakow

Krąków – maj 2013

Czyli: wiemy, rozumiemy, mamy odpowiednie prawo i odpowiednie służby do ochrony dziedzictwa narodowego. A mimo to coś zawodzi. Utrzymujemy armię urzędników – symulantów. Co miesiąc płacimy im pensje. A mimo to, nie znajdujemy winnego zrujnowania tysięcy zabytków. Oskarżenie ministra, jako szefa tej organizacji, o zaniechanie i zlekceważenie obowiązków jest absolutnie uzasadnione. Dowodem winy są popadające w ruinę i bezpowrotne zapomnienie zabytkowe nieruchomości, stały element polskiego krajobrazu.
„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek i nie ma prawa do przyszłości” – mawiał marszałek Piłsudski. Stan polskich zabytków wskazuje na to, że pomimo zalewu patriotycznej retoryki w mediach, zażartych sporów o powstańcze wyczyny przodków, Polacy kompletnie nie liczą się ze swoją przeszłością. Zachowują się niczym barbarzyński najeźdźca, który chce zniszczyć wszelkie dowody materialnej kultury narodu podbitego.

002_2013_krakow

Krąków – maj 2013

W przypadku Dworu w Krąkowie k. Warty służby konserwatorskie już zrobiły co swoje. Czyli nic. Efekty widać na kolejnych zdjęciach z lat: 1986, 2006, 2009 i 2013. Teraz urzędnicy ministra Zdrojewskiego powinni sami donieść na siebie do prokuratora.
Wszystko wskazuje na to, że w służbie ochrony zabytków bezczelnie zagnieździł się indyk… Mrożkowy indyk, który bezczynnie, beztrosko i bez sensu siedzi sobie na podwórku. Zamiast zająć się prokreacją, patrzy ino, by czmychnąć w pokrzywy i tam się wytarzać. I nie ma mu nawet kto wyperswadować, że pora wreszcie zabrać się do konkretnej roboty…

 

 

„Żem ja tego dnia sobotniego na rynek przyszedłszy i obaczywszy u pomienionej Marianny Jurkówny z Dąbrowy Wielkiej masło przedającej, kupiłem u niej osełkę masła za groszy 4 i szeląg, za które dawszy jej pieniądze odszedłem na stronę, a w tym czasie zaraz stał się tumult wielki między białymigłowami, że komunikant na ziemi leżący obaczono, na którychmiast p. Bigoszewicz, podstaroci, blisko natenczas stojąc zawołał mnie, abym te białogłowy do p. burmistrza z nimże zaprowadził.  I przyprowadziwszy przed p. burmistrza, prezentowała p. Gastołka tenże komunikant na rękawicy swojej, i te pomienione dwie białogłowie kazał p. burmistrz prowadzić do więzienia” – zeznawał świadek Andrzej z Sieradza.

sieradz_rynek

Futurystyczna kreacja prezentuje się znakomicie. Sieradzki rynek nie był nigdy taki piękny, nigdy nie był taki…

Działo się to w Wielką Sobotę (21 marca) roku pańskiego 1693. Na sieradzkim rynku odbywał się tradycyjny handel. Z pobliskich wsi zjechały do miasta chłopki z serami, masłem, drobiem, nabiałem. Była wśród nich poddana Sebastiana Małuskiego z Małusza – Marianna Jurkówna w Dąbrowy Wielkiej. Nie wiemy w jaki sposób na jej dłoni nagle znalazła się hostia. Czy zobaczyła ją i podniosła z ziemi, czy faktycznie ukradła z kościoła i chciała jej użyć w jakiś niecnych celach. Panna Jadwiga Malanówna, jako świadek tego świętokradztwa zeznała:

Iż wówczas przyszłam na kupienie na rynek nabiału i stanęłam między białymigłowami, gdzie się tumult stał, któremu się ja przypatrując, obaczyłam u białogłowy na ręce gołej komunikant, na którą ktoś zawołał – „a godnaś to mieć na ręku?” – taż tedy białogłowa z swojej ręki położyła mi ten komunikant na rękawicy prawej ręki, którym ja podała p. Gastołce także na rękawice i z nim poszła p. Gastołka do p. burmistrza, jak te białogłowy poprowadzono.

Z jakichś powodów za wspólniczkę Marianny wzięto mieszkankę Sieradza Ewę Hermanównę.

Trzeba wiedzieć, że komunikant czyli hostia (z łaciny ofiara, zwierzę ofiarne) to opłatek z mąki pszennej, w kształcie koła, ozdabiany często krzyżem lub motywami religijnymi. Jak naucza kościół katolicki po poświęceniu (konsekracji) ten zwykły kawałek pieczywa zmienia się Ciało Chrystusa, którego spożycie podczas Komunii Świętej daje niesłychane łaski i prowadzi do prawdziwego szczęścia. Komunikanty konsekrowane przechowywane są w specjalnej, pozłacanej puszce umieszczanej w tabernakulum. Jest to jedyne godne dla nich miejsce.

Bywały czasy, gdy wierny lud prosto i bezpośrednio pojmował niezwykłą wartość hostii i sądził, że pomóc ona może na wszystko. Skoro jezuici adorowali hostię w monstrancji, żeby ubłagać Boga o deszcz, to nic dziwnego, że niektórzy wierni próbowali wykraść Ciało Boże w celu zakopywania go w polu dla zapewnienia sobie obfitych plonów. Używano również hostii do leczenia gorączki, albo jako „odtrutkę” na zadane czary. Pokusa zdobycia hostii była ogromna, ale ryzyko jeszcze większe. Lud zazdrosny o potencjalne łaski skwapliwie oskarżał każdego, kogo mógł podejrzewać o zamiar świętokradztwa. Wystarczyło mimowolnie wykaszleć hostię w trakcie przyjmowania komunii, by pójść na stos.

Przyjęło się, że istniały dwa powody kradzieży hostii z kościoła: albo dla czarów, albo żeby sprzedać ją Żydom, którzy rzekomo potrzebowali jej do rytuału odtwarzania męki Pańskiej. O taką właśnie zbrodnię oskarżono w XIV wieku w Poznaniu chrześcijankę Krystynę i trzynastu Żydów. Wszyscy spłonęli na stosie.

sieradz_ratusz

Wypróbowana w Sieradzu metoda konserwacji – zasypanie. Tym razem resztek ratusza.

Nie wiemy skąd na sieradzkim rynku wziął się komunikant. Nie znamy też wyroku w sprawie Marianny i Ewy. Zgodnie z ówczesnym prawem aresztowane dziewczyny zapewne zostały odstawione do domu kata przy obecnej ulicy Ogrodowej i poddane tzw. badaniu czyli trzykrotnej torturze rozciągania. Z bólu przyznały się do kradzieży hostii, podając rzekomych wspólników i mnóstwo fantastycznych szczegółów znanych im z pisemek dewocyjnych i kazań plabana. Tak, jak Marusza z Kobierzycka, która przed sądem wójtowskim w Warcie w roku 1679 zdradzała szczegóły swojego pożycia w diabłem Szymaszkiem:

I miałam ja też swego męża tego Szymaszka, brałam z nim ślub w izbie w nocy na ziemi [...] i miałam mu być powolną, bo mię bił i na to mię namawiał, abym ludziom źle czyniła, alem ja nie chciała i o to mię bił.

Za takie „zbrodnie przeciw ludzkości” wyrok zwykle brzmiał następująco:

Stosując się do ustaw pospolitych i prawa majdeburskiego (tj. magdeburskiego), podług surowości artykułów w prawie opisanych przeciwko czarownicom na ukaranie wszelkich zbrodni i podobnych czarowań, ponieważ ta nieszczęsna niewiasta nie umiała od takowych zabobonów czartowskich szpetnych i Bogu się nie podobających powściągnąć się, ale owszem nimi się parać i bawić na wzgardę Bogu i zgubę duszy swojej i na szkodę ludzką, i na utratę zdrowia czarowała, skazuje ją na śmierć, aby na stosie drew jako czarownica spalona była per executorem iustitiae*.

Często jeszcze przed stosem stosowano karę wstępną, np.: ucięcie świętokradczej ręki lub wyrwanie bluźnierczego języka.

Przez kilka stuleci panowała histeryczna wręcz obawa przed świętokradztwem i czarami, której ulegali nawet ludzie wykształceni. W 1600 roku Sebastian Klonowic w dziele „Worek Judaszów” ubolewał nad takimi występkami:

Naydziesz takie złe ludzie, co Sakrament święty
Żydom i czarownicom, w uściech swych przeięty,
Przedaią, bezbożnicy, ciało i krew Pańską,
Uięci do pieniędzy chciwością szatańską.

Taka to była Wielkanoc w Sieradzu roku pańskiego 1693. Ciemniejsza strona naszej przeszłości. Historia, którą próbuje się zasypać, jak resztki sieradzkiego ratusza. Zasypać, przydeptać, zabetonować i zapomnieć. Bo ciemny lud, jak kania dżdżu, łaknie historii innej, lepszej, pełnej miłości do bliźniego i do miłej Ojczyzny…

*****

* przez kata

Fragmenty zeznań świadków pochodzą z książki Bohdana Baranowskiego „Nietolerancja i zabobon w Polsce w XVII i XVIII w.”

To dosyć typowa historia. Los jednej z wielu nieruchomości poszlacheckich w Polsce. Okazały klasycystyczny dwór otoczony prawie pięciohektarowym parkiem w Dobrzelinie k. Żychlina (powiat kutnowski). Powstał w 1848 roku według projektu znanego architekta, Henryka Marconiego. Pierwszym właścicielem był Władysław Orsetti – założyciel cukrowni w Dobrzelinie.

Dobrzelin - dwór 2013 r.

W czasie II wojny światowej we dworze mieścił się szpital, a po wojnie Urząd Gminy i Szkoła. W 2009 roku obiekt został sprzedany prywatnemu inwestorowi. Od tego czasu nic się nie zmieniło. Dwór zamknięty na głucho, niszczeje. Park, dostępny dla każdego, porasta chwastami i krzakami. Podobno są plany odnowy, jest projekt remontu i zgoda konserwatora zabytków na adaptację wnętrza do celów komercyjnych. Mimo to nic tu się nie dzieje. Widać, że państwo i samorząd pozbyły się kłopotu.

dobrzelin4

Dwór w Dobrzelinie to jaskrawy przykład polityki państwa wobec zabytków świeckich. Doskonale ilustruje to poniższa fotografia, którą zamieścił na Facebooku Hannibal Smoke – dziennikarz, pisarz i grafik, zaangażowany w ratowanie zabytkowych dolnośląskich zamków, pałaców i dworów.

Hannibal jest też autorem albumu Cela Śmierci im. ministra Zdrojewskiego czyli PEJZAŻ BARBARZYŃSTWA I KULTUROWEJ PUSTKI. Oskarżonym o katastrofalny stan zabytków jest minister kultury i dziedzictwa narodowego, bo to on zapewnia warunki prawne, organizacyjne i finansowe umożliwiające odpowiednie zachowanie zabytków, ich zagospodarowanie i utrzymanie. Oskarżenie ministra o zaniechanie i zlekceważenie obowiązków jest absolutnie uzasadnione. Dowodem winy są popadające w ruinę i bezpowrotne zapomnienie zabytkowe nieruchomości, stały element polskiego krajobrazu.
„Naród, który nie szanuje swej przeszłości nie zasługuje na szacunek i nie ma prawa do przyszłości” – mawiał marszałek Piłsudski. Stan polskich zabytków wskazuje na to, że pomimo zalewu patriotycznej retoryki w mediach, zażartych sporów o powstańcze wyczyny przodków, Polacy kompletnie nie dbają o materialne dowody swej przeszłości. Dumnym krokiem zmierzamy wprost ku nicości kulturalnej. Sami sobie gotujemy los pariasów Europy. Nie potrzeba nam wrogów i obcych spisków…

Ruiny zamku książąt mazowieckich to jeden z najcenniejszych zabytków Sochaczewa. Murowany zamek powstał prawdopodobnie w połowie XIV w. Był poważnie zniszczony podczas potopu szwedzkiego w 1655 roku. Teraz szwedzka firma Skanska za pieniądze unijne wykonuje umocnienie wzgórza i zachowanych murów oraz rewitalizację otoczenia ruin.

Pieniądze na renowację udało się zdobyć w ubiegłym roku po kilku latach starań. Dopiero po dwóch protestach i rozprawach sądowych władze województwa zatwierdziły wniosek o dofinansowanie. Sochaczew dostał ponad 5 milionów na ratowanie wzgórza i ruin, którym od lat grozi osunięcie i bezpowrotne zniszczenie. A to nie koniec planów. Założone w 2006 roku stowarzyszenie „Nasz Zamek” chce pójść dalej.  Od kilku lat ma gotowy ambitny projekt odbudowy zamku sochaczewskiego.

Więcej: na stronie stowarzyszenia

Kopali, kopali, aż wykopali… Spod warstw asfaltu, kamieni i piachu ukazała się solidna kamienna budowla. Archeolodzy szybko potwierdzili, że są to fundamenty bramy miejskiej, pochodzące prawdopodobnie z przełomu XIV i XV wieku. Nie było to zresztą specjalnym zaskoczeniem, bo wiadomo od stuleci, że gdzieś w pobliżu kościoła farnego był wjazd do miasta od strony Krakowa. Niespodzianką był natomiast fakt, że brukowana ulica miała drewnianą podbudowę!

W październiku 2012 roku, podczas remontu ulicy Kolegiackiej, udało się po raz pierwszy odkryć ślady bramy wjazdowej do Sieradza. Z zachowanych dokumentów wiadomo, że wjazd do miasta możliwy był przez trzy bramy: Warcką, Grodzką i Krakowską. Dwie pierwsze zniszczone zostały w drugiej połowie XVIII wieku. Brama Krakowska przetrwała do 1800-1803 roku. Do tej pory nie natrafiono jednak na żadne pozostałości tych trzech bram, co pozostawia naszą wiedzę o sieradzkich obwarowaniach w sporej części w sferze mitów i domniemań. Dzięki znalezisku, potwierdziły się przypuszczenia, że brama Krakowska była murowana.  Prawdopodobnie stanowiła część murowanych obwarowań chroniących Sieradz od południa. Na fundamentach muru obronnego stoi częściowo kamienica przy Kolegiackiej 15.

Odkrycie fundamentów bramy krakowskiej to doskonała okazja by wrócić do kontrowersyjnego tematu obwarowań Sieradza. Nie ulega wątpliwości, że, jako stolica województwa (od XIV wieku aż do II rozbioru w 1793 r.), miasto miało fortyfikacje. Na terenie województwa jeszcze tylko Piotrków i Wieluń posiadały takie zabezpieczenia. Znany jest nawet z grubsza przebieg obwarowań Sieradza oraz ich całkowita długość (ok. 1,5 kilometra). Tyle mniej więcej wiadomo, reszta to przypuszczenia i interpretacje. O ile bowiem fragmenty murów wieluńskich i piotrkowskich zachowały się, to po sieradzkich nie pozostał na powierzchni nawet ślad. Cała nasza wiedza pochodzi z kilku starych szkiców i map oraz krótkich opisów historyków i geografów. Niewiele mogli do sprawy wnieść archeolodzy, gdyż na miejscu dewastowanych fortyfikacji powstawały nowe domy i ulice. Poszukiwania możliwe więc były i są tylko przy okazji remontów lub budów.

Przez długi czas obowiązywała wersja przedstawiona w Słowniku Geograficznym Królestwa Polskiego z 1889 r., mówiąca o murze otaczającym Sieradz z trzech stron (północnej, zachodniej i południowej), zbudowanym jeszcze przez króla Kazimierza Wielkiego. Autor monografii Sieradza z roku 1927, ks. Pogorzelski tak obrazowo opisywał przebieg obwarowań miasta: ”Rozpoczynały się więc mury od rzeki Żegliny, na południe od mostu szosowego do Zduńskiej Woli, obejmowały cały klasztor z dziedzińcem, przecinały posesję dra Murzynowskiego, szły wprost ku ulicy Toruńskiej (bliżej Wareckiej) nie dochodząc Toruńskiej, skręcały na południe na wylot ulicy Rycerskiej (wcielały ją do miasta) z tamtąd szły na posesję Podciechowskich, gdzie dziś Magistrat (tam są szczątki murów Kazimierzowskich). Od tego miejsca kierowały się ku ulicy Polnej (Polna była poza murami), wzdłuż ulicy Polnej ku Podrzeczu, obejmowały cała posesję Plebańską z ogrodem i dochodziły do rzeki Żegliny. Poza księżym ogrodem i dotąd istnieje ulica, która się zwie Podwalna albo Podmurna, co wskazuje, że szła pod wałami, albo pod murami otaczającymi miasto.”

Ks. Pogorzelski powielał opinię autorów XIX wiecznych, że fortyfikacje Sieradza powstały za Kazimierza Wielkiego, „przed 1380 r.” – jak napisał, mając prawdopodobnie na myśli datę śmierci tego króla. Tymczasem Kazimierz zmarł już w 1370 roku. Prace historyków z drugiej połowy XX wieku obaliły mit „kazimierzowski”. Okazało się, że budowa obwarowań Sieradza nie została uwzględniona w spisie inwestycji kazimierzowskich, sporządzonych przez skrupulatnych kronikarzy: Jana z Czarnkowa i Jana Długosza. Pierwsza wzmianka o sieradzkich obwarowaniach pojawia się dopiero w 1416 roku, przy opisie lokalizacji szpitala św. Ducha – poza obwodem obronnym miasta.

Fantazja chyba podpowiedziała ks. Pogorzelskiemu taki widok: „Przed murami szły wysokie wały ziemne i głęboka fossa – kanał wypełniony wodą. Takiem potrójnem pierścieniem otoczone było wokoło całe miasto. Wały i mury były miały być tak wysokie, że zakrywały zupełnie domy tak, że ledwie wieże kościołów i czubki dachów wyższych domów były widoczne.”

Mit o murowanej konstrukcji obwarowań sieradzkich upadł dopiero pod koniec ubiegłego wieku. Wszystkie dotychczasowe opracowania opierały się na opisie lustracji województw wielkopolskiego i kujawskiego z roku 1616, w którym rzekomo przedstawiono kiepski stan sieradzkich murów. Dopiero po dotarciu do tekstu źródłowego okazało się, że nie ma tam nic o fortyfikacjach sieradzkich. Temat ten poruszali za to lustratorzy z lat 1628-1632, którzy relacjonowali: „wały Sieradza są częścią starością poznoszone, częścią prowadzeniem przez nie drogi porozjeżdżane, miejscami też domami zabudowane”.

O sieradzkich obwarowaniach traktował obszerny artykuł E. i T. Horbaczów „Mury miejskie Sieradza – mity i fakty” zamieszczony w 2000 r. w kwartalniku „Na sieradzkich szlakach”. Autorzy przedstawili m.in. przełomowe dla sprawy opracowanie Rutkowskiego i Dunin-Wąsowicz z 1998 roku. Opierając się na informacjach z ksiąg miejskich i weryfikując dotychczasowe źródła, historycy doszli do wniosku, że Sieradz nie był w całości otoczony murem, że istniał on tylko w południowej części miasta. Wjazd od tej strony umożliwiała brama Krakowska umieszczona na wylocie ulicy Wszystkich Świętych (obecnie Kolegiacka). I była to jedyna murowana brama Sieradza. Brama Warcka była drewniana, a o Grodzkiej właściwie nic nie wiadomo. „H. Rutkowski podkreśla – informowali Horbaczowie – że kiedy budowano bramę Krakowską oraz przylegający doń z obu stron mur, planowano niewątpliwie wzniesienie obwodu o takim właśnie charakterze wokół całego miasta, czego nie zrealizowano. Zdaniem autora, Sieradz od południa, zachodu i północy otaczały dwa wały przedzielone fosą suchą lub podmokłą, pozbawioną zasilania wodnego, bądź też wał, fosa oraz jej ściana od strony miasta. Urzadzeń tych nie było od strony wschodniej, gdzie bezpieczeństwo gwarantowała naturalna obronność terenu w postaci wysokiej skarpy, być może w niektórych partiach sztucznie umocnionej”.

Jednakże nie był to koniec wątpliwości i polemik. W roku 2007 we wspomnianym już kwartalniku „Na sieradzkich szlakach” doszło w sprawie murów do sporu w stylu iście fredrowskim. Józef Szubzda podjął próbę opisu wałów sieradzkich na podstawie tzw. planu Hoffmannna z 1803 roku. Ten pruski kartograf sporządził kilka szkiców obwarowań miasta tuż przed całkowitą ich likwidacją. Militarnego znaczenia umocnienia te nie miały żadnego już od stulecia. Tam gdzie zaistniała potrzeba, wały wyrównywano i budowano na nich ulice lub domy. J. Szubzda tak opisał stan wałów w 1803 roku: „…składały się pięciu fragmentów oddzielonych ulicami lub przejazdami. Umocnienia od ulicy Warckiej na południe poza obecną ul. Rycerską zostały rozplantowane. W najlepszym stanie zachowały się w okolicach klasztoru, dominowały nad nadrzeczną skarpą. Przetrwały dłużej w dobrym stanie dzięki naturalnemu usytuowaniu. (…) Wały w zachodniej części miasta wykorzystywane jako droga, uległy szybszemu zniszczeniu. W niezłym stanie zachowały się wały położone na południu, na przestrzeni od bramy przy Krakowskim Przedmieściu do drogi prowadzącej do Kalisza. Na planie nie zaznaczono murów obronnych. Na początku XIX wieku z pewnością ich nie było. Być może nigdy nie zostały wybudowane”!!!!

To ostatnie zdanie to był niemal zdradziecki cios w tradycyjne poglądy na temat roli Sieradza w I Rzeczpospolitej i jego umocnień. W obronie sieradzkich fortyfikacji, a w szczególności murów, wystąpiła Anna Kufel-Dzierzgowska. Przypomniała o uchwale sejmiku sieradzkiego z 1792 roku (nawiasem mówiąc mało patriotycznej), która zdecydowała o rozebraniu murów zamku i miejskich. Co wskazuje, że jednak jakieś mury miejskie musiały istnieć, skoro chciano je rozebrać. Nie zgodziła się również z tezą, że od wschodu osłonę stanowiła wysoka skarpa nadbrzeżna oraz bagnista dolina Żegliny. Byłoby to jej zdaniem zbyt łatwe do przebycia przeszkody dla najeźdźcy, aby i tam nie postawiono jakichś obwarowań. Chociaż na to nie daje żadnych innych argumentów poza opinią: „Trzeba jednak pamiętać o roli gospodarczej i politycznej, jaką pełnił Sieradz w średniowieczu. Nie wydaje się, aby jedno z ważniejszych miast Polski nie miało przyzwoitych umocnień obronnych…”

Podsumowując: mury jakoweś były, tylko nie wiadomo jakie. Nie musiały więc to być „mury wynikłe ściśle” – jak napisałby awangardowy poeta, ale wynikłe nieściśle raczej,  z powodów jak wyżej… Stanowczo jednak zaprotestować trzeba przeciw wszelakim  ”ekstremistom” i „niedowiarkom” powątpiewającym w ich istnienie. Albowiem, my za murami murem stoim…

W grudniu 2012 roku oddano do użytku wyremontowaną ulicę Kolegiacką. W miejscu, gdzie znajdowała się dawna brama Krakowska, postawiono 4 słupy z herbem Sieradza, które mają symbolizować historyczny wjazd do miasta. Niestety, zapomniano o umieszczeniu jasnej informacji co oznacza ta nowa dekoracja. Kierowcy jadący od Krakowskiego Przedmieścia i Polnej w kierunku Rynku w pierwszych dniach przekraczali bramkę z pewną nieśmiałością i obawą czy zza któregoś słupa nie wyskoczy zbój Madej z żądaniem okupu. Przypomnijmy, że w bramie Krakowskiej znajdowała się kiedyś rogatka, przy której pobierano opłaty i podatek na konserwację dróg. Odbywała się tam też kontrola wjeżdżających. Na szczęście, włodarze miasta nie zdecydowali się na razie na powrót do tej tradycji…

Wiadomości TVP Łódź

Bibliografia dla zainteresowanych tematem [do pobrania tutaj – w okienku wpisz  hasło: Czasopisma]:

E. Bąbka-Horbacz, T. Horbacz ” Mury miejskie Sieradza – mity i fakty” – „Na sieradzkich szlakach” nr 1/2000

Józef Szubzda „Wały miejskie Sieradza na planie Hoffmanna z 1803 r.” – Na sieradzkich szlakach” nr 1/2007

Anna Kufel-Dzierzgowska „W sprawie obwarowań Sieradza wg planu Hoffmanna z 1803 r.” – Na sieradzkich szlakach” nr 4/2007.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop