To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: zburzenie kalisza

W sierpniu 1914, w pierwszych dniach wielkiej wojny, niemieckie wojska zbombardowały i spaliły Kalisz. Miasto bezbronne, opuszczone przez wojsko rosyjskie. Do dziś nie udało się ustalić prawdziwej przyczyny tego barbarzyństwa. Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku „Rozwój”, opublikowanym w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był przed wojną pomocnikiem komisarza cyrkułu, a po wyjściu Rosjan został naczelnikiem miejskiej policji. Kostenko odmówił współpracy z niemieckim komendantem. Aresztowany w czwartek 6 sierpnia wraz ze współpracownikiem, Cieślakiem, stanął przed sądem wojennym…
* * *
Śledztwo w sprawie wypadków kaliskich rozpoczęło się już wcześniej. Jego rezultatem było rozstrzelanie owych kilkunastu pod wiatrakiem. Były już pewne papiery. Na śledztwie tym zeznawał i dr. Dresser, który nakładał opatrunki i wyjmował kule z ciała mniej rannym. Dowiódł on, że niektóre kule w ciałach żołnierzy pochodziły z mauzerów, niektóre zaś były karabinowe.
Na śledztwie powiedziano mu, że to wykluczone, aby zabłąkana kula karabinowa mogła zabić żołnierza. Dr. Dresser natychmiast po śledztwie Kalisz opuścił, udając się w stronę Warszawy.
Po dokładnym przesłuchaniu odesłano Kostenkę i Cieślaka do Poznania. Zawiązano im znów oczy i popędzono na dworzec. Tu wpakowano ich do wagonu, gdzie zdjęto im opaski. Warta składała się z czterech żołnierzy i podoficera, który trzymał w ręku szablę obnażoną i rewolwer. Była to już godzina siódma wieczór. Od rana nie mieli nic w ustach, wargi i gardło zaschło tak, że Cieślak już przed sądem nie mógł słowa wymówić, bo język mu zdrętwiał. Dokonano koło nich tak ścisłej rewizji, że kazano im zdjąć obuwie i kamizelki, które zabrano do poprucia. Kiedy w wagonie znów odezwał się Cieślak, pytając dokąd jadą, to podoficer przyłożył mu szablę do twarzy i krzyczał, że jeśli się jeszcze raz odezwie, to mu język utnie… Przywieziono ich do Poznania i umieszczono w więzieniu, pod silną strażą. Na jednej tylko stacji otrzymali po filiżance kawy.

Kalisz-dworzec

Dworzec kolejowy w Kaliszu – przed I wojną

 

A teraz oceńmy psychiczne walki tych ludzi, którzy od 9 rano do 7 wieczór przepędzili czas z zawiązanymi oczyma. Widzieli oni już takich w Kaliszu, których wiedli pod wiatrak i rozstrzeliwali. Mieli tak samo zawiązane oczy. Szli w tą samą stronę i stali u tego samego wiatraka.
Przyjazd niespodziewany samochodu, był, jak utrzymywali sami, dla nich ratunkiem. Przynajmniej na razie! Jadąc jednak w towarowym wagonie sądzili, że jadą dalej pod tym samym zarzutem. Czekali końca przez 10 z górą godzin i w Ostrowie jeszcze nie byli pewni, że przekonali władzę o swojej niewinności. Że w tych papierach jest już może zapisany wyrok śmierci.
- Z każdą godziną jednak – mówił Kostenko – człowiek coraz bardziej drętwiał. Już własna osoba nie wchodziła w grę. Przed oczyma stała tylko osierocona rodzina.
W więzieniu przyjęto ich dosyć uprzejmie.
- Jutro pójdziecie na szubienicę – mówił z ironią uradowany dozorca. Nie powtarzał tego tylko im. To był zwykły jego komplement dla wszystkich tu przybywających, ale o tym nikt z nowoprzybyłych nie wiedział.
- Już tu kilkunastu powiesili – mówił dalej – I was tu niedługo potrzymam.
Zdenerwowanie i wyczerpanie tak jednak bardzo ich ogarnęło, że rzuciwszy się na pryczę drewnianą natychmiast zasnęli. W nocy obudzono ich i zabrano im do rewizji palta i rzeczy. Potem trudno już było zasnąć.
Kostenko był żonaty z poddaną niemiecką, więc umiał trochę po niemiecku. Zażądał adwokata, ale żaden przyjść nie chciał. Podobno palestra tych spraw początkowo nie miała bronić.
- Zaczęto opróżniać Poznań, więc więźniów wysłano do obozu w Hafelbergu*. W Hafelbergu z początku straszne panowały stosunki. Zagnieździła się okropna zaraza ; w starym obozie ludzie marli, jak muchy; z trzech tysięcy osób wymarło dwie trzecie. Pocieszał katolików ksiądz, który bardzo słabo mówił po polsku. Zalecał cierpienia ofiarować Bogu. Czasami wyprowadzał na cmentarz zwłoki i wtedy pocieszał strapionych w ten sposób: „Moi mili, kochani bracia, jeden z was odszedł, ale to nic, nie smućcie się bardzo, bo i wy tam pójdziecie”. Potem wracał do obozu i sprzedawał różańce i koronki.

plan1914

Mapa zniszczeń w Kaliszu

Cieślaka uwolnili i pozwolili mu wrócić po 9 miesiącach do Kalisza. Kostenkę wysłano do Celle**. Główna strzelanina w Kaliszu zaczęła się właśnie dnia tego, w którym go wywieziono. Atak nastąpił nocą. Zniszczono ulice: Mariańską, Warszawską, Złotą, Rzeźniczą i Kapitulną. Było to wymierzenie sprawiedliwości jakoby za wykroczenia przeciwko armii niemieckiej. Bombardowanie powtórzyło się w sobotę i niedzielę. Potem miasto podpalono słomą i naftą. „Sprawiedliwości” stało się zadość…

Konsul hiszpański odwiedził obóz w Kistryniu***, był tam też Eltlinger rejent z Warszawy. Chcieli mu podać petycję — odmówił, bo dał słowo, że żadnych petycji ani dowodów brać nie będzie, nie przyjął nawet bułek czarnych, nie wiadomo z jakiej mieszaniny pieczonych. Dziwił się tylko, widząc takie pieczywo…

Koniec

*Być może chodzi o Hafenberg w Niemczech

**Celle k. Hanoweru

***Kostrzyń nad Odrą

* * *

Na tym kończymy wspomnienia Mikołaja Kostenki. Dalszych losów kaliskiego policjanta niestety nie znamy…
Dziennik „Rozwój” nadał cyklowi artykułów podtytuł „Przyczynek do pruskiego tyraństwa”, co wydaje się uzasadnione wobec tak brutalnego potraktowania miasta i jego mieszkańców. Podczas trzytygodniowego ostrzeliwania i podpalania miasta zniszczeniu uległo ponad 400 budynków mieszkalnych, 9 zakładów przemysłowych i kilka budynków użyteczności publicznej, m.in. ratusz i teatr. Straty oceniono na gigantyczną kwotę 33,6 mln rubli. Pod koniec 1914 roku miasto liczyło tylko około 5000 mieszkańców, podczas gdy w roku 1910 – łącznie z ludnością niestałą i wojskiem – ponad 50 tysięcy. Do sprawy kaliskiej tragedii będziemy jeszcze wracać przy okazji wspomnień innych świadków.

W sierpniu 1914, w pierwszych dniach wielkiej wojny, niemieckie wojska zbombardowały i spaliły bezbronne, opuszczone przez wojsko rosyjskie, miasto Kalisz. Do dziś nie udało się ustalić prawdziwej przyczyny tego barbarzyństwa. Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku „Rozwój” opublikowanym w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był przed wojną pomocnikiem komisarza cyrkułu, a po wyjściu Rosjan został naczelnikiem miejskiej policji. Kostenko odmówił współpracy z niemieckim komendantem. 5 sierpnia władze niemieckie wezwały mieszkańców, pod groźbą śmierci, aby zwracali broń. Mimo, że żądanie zostało spełnione, w mieście znów rozpętała się strzelanina…

* * *

Zniszczona wieża ciśnień w Kaliszu

Zniszczona wieża ciśnień w Kaliszu

Kostenko tłumaczy to w ten sposób, że w Kaliszu do miejscowych wodociągów już od dawna zaprowadzone były parowe motory. Motorów tych doglądali stróże, ale rzadko je czyścili. Wskutek tego następowały dosyć częste wybuchy głośniejsze nawet, niż strzały karabinowe. Otóż utrzymuje on, że te wybuchy z motorów rzuciły podejrzenie, że to do wojska ktoś strzelał. Na to wojsko odpowiedziało salwą, która wywołała popłoch, a kule zbłąkane raniły nie tylko mieszkańców kaliskich, ale również żołnierzy niemieckich.

Na drugi dzień rozpoczęły się rewizje. Szło ulicą dwóch rewirowych z dawnej policji kaliskiej. Ci jeszcze broni nie zwrócili, bo sądzili, że wezwanie ich się nie tyczy. Niemieccy żołdacy kazali im podnieść ręce do góry i znaleźli rewolwery. Nie słuchano żadnych objaśnień, na miejscu zabito policjantów. Jeden zginął nawet z własnego brauninga. Ich ciała walały się potem na ulicy.

Na rynku leżały jeszcze zwłoki Sokołowa. Jego żona, prosta kobieta, (ożenił się Sokołow z własną kucharką) przerażona nie wychodziła z mieszkania, tylko strzegła czworga swoich dzieci. Pogrzebem Sokołowa zajął się Kostenko dopiero we czwartek.

Wieczorem naradził się Kostenko z żoną, aby opuścić Kalisz. Zamówiono konie na godzinę 10-tą rano, gdy o godzinie 9-ej weszli do mieszkania żołnierze i zawezwali go do komendanta. Kostenko był już po cywilnemu. Nie dano mu ani jednej chwili, nie pozwolono przebrać się. Żona dopiero podała mu palto na schodach.

Kiedy wyszli na ulicę już dwaj inni żołnierze prowadzili sekretarza biura policyjnego Cieślaka. Obydwóm na ulicy zawiązano oczy i tak prowadzono przez miasto w stronę odległego aż o 4 wiorsty dworca [ponad 4 km].

Niedaleko dworca stał wiatrak, który od paru dni stał się miejscem historycznym. Tragicznie historycznym. Tu wyprowadzono ludzi i ich rozstrzeliwano. Już poprzedniego dnia spędzono gromadę rzemieślników, czeladników i robotników. Zaczęto śledztwo, a co chwilę wywoływano jednego lub drugiego, stawiano koło wiatraka i rozstrzeliwano. Potem miano losować co piątego i wykonać na nim karę śmierci. Ale po rozstrzelaniu kilkunastu, resztę rozpuszczono do domów.

O ile mogli wnioskować Kostenko i jego towarzysz niedoli Cieślak, zatrzymano ich nieopodal wiatraka. Stali ciągle z zawiązanymi oczyma, gdy wtem jakiś gruby głos odezwał się:

- Co to za jedni?

Poznał ten głos Kostenko. Słyszał go niejednokrotnie na ulicach Kalisza. Był to głos Preuskera.

- Posądzeni o szpiegostwo – brzmiała odpowiedź.

- A, szpiegi! – zabrzmiał znów ów tubalny, gruby głos – Dobrze…

Ale dalsze słowa przerwała trąbka samochodowa i chwilę potem zatrzymał się obok nich samochód.

- Co to za jedni? – odezwał się teraz inny głos.

- Posądzeni o szpiegostwo – odpowiedziano

- Odesłać ich do Poznania, do twierdzy – brzmiał rozkaz.

282060

Popychani i poszturchiwani szli przed siebie, aż dotarli do stacji. Tu wsadzono ich do towarowego wagonu, który po godzinnym postoju ruszył w drogę. Jak długo jechali trudno sobie wystawić, bo czas wlókł się niezmiernie wolno. Dojechali do jakiejś stacji. Tu znów nakazano im wysiadać. Niełatwo z zawiązanymi oczyma wysiąść. Padli na ziemię… Kostenko miał na ręku grube skórzane rękawiczki, to mu ochroniło skórę na palcach, gdyż zarył nimi w żwir. Iść było trudno, więc wsadzono ich do dorożki. Zewsząd słyszeli tylko przekleństwa ludu i groźby. Wrogi szmer szedł dokoła, rzucano w nich błotem. Dorożkarz nie chciał wieźć dalej. Znów zaczęła się droga ciężka po omacku. Wreszcie szturchając, wprowadzono obydwóch do jakiegoś budynku i postawiono przy żelaznej kracie. Tu czekali stojąc godzinę.

- Dajcie mi szklankę wody – prosił Cieślak.

- Będziesz, ty szpiegu niedługo pił wodę, na tamtym świecie.

Rozwiązano im oczy, wtedy spostrzegli, że są w izbie. Ta krata, koło której stali godzinę, i o którą byli oparci, to było ogrodzenie z żelaza przy szamotowym piecu. Po zdjęciu opasek wprowadzono ich do drugiej izby. Tu zasiadał sąd wojenny. Do jednego nich przyszedł sędzia i przyłożył mu brauning do głowy.

- Mów prawdę, bo i tak wszystko wiemy.

Rozpoczęło się badanie ciężkie. Zawołano tłumacza, który źle mówił po polsku i nie rozumiejąc zdania polskiego, tłumaczył inaczej ma język niemiecki.

- Tego nie mówiłem – wyjaśniał podsądny tłumaczowi – trzeba sprostować.

- Jakże będę mówił, kiedy nie pytają… u nas nie można.

Cdn…

W sierpniu 1914, w pierwszych dniach wielkiej wojny, niemieckie wojska zbombardowały i spaliły otwarte, bezbronne miasto Kalisz. Do dziś nie udało się ustalić prawdziwej przyczyny tego barbarzyństwa. Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku „Rozwój” opublikowanych w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był pomocnikiem komisarza cyrkułu. Kiedy Rosjanie opuszczali Kalisz, gubernator Rafalskij mianował go naczelnikiem pozostawionej w mieście policji. Kostenko odmówił współpracy z niemieckim komendantem Preuskerem, ale dał mu słowo, że nie opuści Kalisza.

* * *
W nocy około 11-ej rozpoczęła się strzelanina na ulicach. Jej rezultatem było 3 zabitych żołnierzy niemieckich i 16 lżej lub ciężej rannych. Z cywilnych padło około 160 osób, w szeregu tym kupiec Frenkel. Żołnierzy niemieckich, rannych wywieziono po opatrzeniu do Ostrowa. O powodzie tej strzelaniny Kostenko podaje następującą wersję:
Po długich libacjach pewna liczba oficerów niemieckich postanowiła powrócić do Skalmierzyc. Najęli więc dorożkarza, który już późno wieczorem wyruszył z nimi w drogę. Na rogatkach oficerów nie zatrzymywano, więc dorożkarz wyjechał zupełnie spokojnie, bez przeszkód ze strony patroli i wart. Krótką siedmiokilometrową odległość z Kalisza do Skalmierzyc przebył w pół godziny. Nie popasając, postanowił powrócić do swego domu na nocleg. Wrócił do Kalisza, ale na rogatce zatrzymał go żołnierz, domagając się przepustki, której oczywiście nie miał. Jako, że wszyscy jego pasażerowie byli pijani, więc i dorożkarz nie chcąc być gorszym, dla animuszu wypił parę kieliszków. Teraz, kiedy warta zastąpiła mu drogę i zabroniła wjazdu do miasta, ten animusz zadziałał. Dorożkarz zaciął konie i bystro począł umykać do centrum miasta. Żołnierz wartujący strzelił do niego, ale chybił. Za to kula trafiła jakiegoś Niemca w głębi ulicy. Z tego powodu wśród okupantów powstało mniemanie, że zabity padł z ręki spiskowców. Na odgłos strzałów warty, wypadli z koszar żołnierze podnieceni alkoholem i zaczęła się na dobre strzelanina, która skończyła się tak fatalnie dla mieszkańców Kalisza.

Kalisz-Teatr Miejski w 1900 r.

Teatr Miejski w Kaliszu – rok 1900

To wszystko nie zadowoliło krwiożerczego Preuskera, on pragnął większej zemsty, on chciał wstrząsnąć umysłami nie tylko ludności kaliskiej, ale całego świata, wojującego z Niemcami. Ta groza miała Niemcom zapewnić spokój, więc musiała silne wywrzeć wrażenie. Nad Kaliszem poczęła się zbierać jakaś burza…

Zaaresztowano zarząd miasta i wzięto zakładników.Równoważnie miał się utworzyć komitet obywatelski. Naznaczono wybory komitetu na godzinę dziesiątą rano w magistracie. Kiedy powołany Kostenko zbliżył się do magistratu, już stały tam warty i nikogo nie dopuszczały. Widząc, co się święci, Kostenko udał się do komendanta z prośbą, aby zwolnił go z danego słowa i pozwolił mu opuścić Kalisz. Przed komendanturą zastał sporo furmanek chłopskich, należących do tych włościan, którzy przybyli na targ i sprzedawszy swoje produkty, wcześniej, niż w innych dniach chcieli powrócić do domu. Wyjazd jednakże z miasta był zabroniony, bez specjalnego zezwolenia. Chłopi poczęli domagać się przepustek, których im nie wydawano, bo komendant był zajęty. Niecierpliwość wśród czekających włościan poczęła wzrastać. Zaczęli się natarczywie domagać, wówczas straże niemieckie dwóch najkrzykliwszych zastrzeliły. Nie miał kto trupów uprzątać.

W tym samym dniu napotkano w mundurze rosyjskiego kasjera Sokołowa. Podoficer niemiecki zastrzelił go z rewolweru około magistratu. Zwłoki leżały przez parę dni nie pochowane na rynku. Miasto było, jak wyludnione, jak zamarłe, nikt z domu nie wychylał się… Potem trochę się ruch ożywił, ale około godziny siódmej znów posypały się salwy karabinowe, a potem opustoszał Kalisz. W pół godziny wszystko ucichło, a w godzinę potem rozbiegła się pogłoska, że Niemcy opuścili Kalisz. Bardzo się ucieszono z tej okazji, ruch na mieście ożywił się, sklepy zaczęły otwierać swoje podwoje, restauracje zaś zapełniać się gośćmi – „zawodowymi politykami”. Mówiono, że oddziały rosyjskie nadeszły i dlatego Niemcy cofnęli się.

Kalisz ul. Wrocławska w 1914 r.

Ulica Wrocławska w Kaliszu – rok 1915

Nie długo się jednakże tym cieszono. Ze wzgórza około dworca poczęły zionąć działa. Wpadał jeden granat za drugim w centrum miasta, wyrządziwszy niewielkie szkody. Ucierpiał szpital. Strzały sypały się w krótkich odstępach czasu przez pół godziny. Co się w mieście działo trudno powiedzieć, mieszkańcy kryli się w piwnicach, pod ścianami, gdzie kto mógł. Tymczasem kominy waliły się jeden za drugim. Pierwszy padł w posesji Mestkowskiego. Cegły, dachówki, dachy leciały na ulice lub podwórka.

Po półgodzinnej strzelaninie działa ucichły. Noc zapadała. Teraz rozpoczęła się wielka wędrówka Kaliszan. Jedni piechotą, inni szczęśliwsi, na wozach lub dorożkach ruszali w stronę Warszawy. Kto mógł tylko, opuszczał Kalisz. We środę wezwano wszystkich pod groźbą śmierci, aby zwracali broń, którą też mieszkańcy znieśli do komendantury. Kalisz wyglądał jak wymarły — żołnierze ukazali się na ulicach. Przybył też na automobilu i jeden z generałów. Podczas jego przejazdu podobno padł gdzieś strzał. Znów po Kaliszu rozsypały się strzały karabinowe.
Cdn..

Niemcy to wychodzili z miasta, to wkraczali z powrotem, a ile razy wrócili – kończyło się to zawsze wariacką strzelaniną, po której wojsko znów się wycofywało, by zacząć bombardowanie. W chwilach ciszy ludzie wylegali przed bramę jak roje pszczół, œśmielsi szli w miasto oglądać szkody wyrządzone przez pociski. Tu trafiło w mieszkanie i zabiło w nim dwoje ludzi, tam leżały na ulicy nie pogrzebane trupy, ktośœ widział nawet dziecko z głową rozbitą na miazgę.

Tak pisała Maria Dąbrowska w „Nocach i Dniach” o pogromie Kalisza, bombardowanego i palonego przez Niemców w sierpniu 1914 roku. Do dziś nie udało się ustalić co było prawdziwą przyczyną barbarzyńskiego działania okupanta. Może to jeden z pierwszych objawów rodzącego się niemieckiego nacjonalizmu, który wkrótce przyniósł użycie broni chemicznej, a wiele lat później jeszcze okrutniejszą II wojnę światową? Przejaw bezwzględnego nacjonalizmu, nie uznającego prawa do życia innych narodów..? Poniższa relacja świadka wydarzeń została opracowana na podstawie cyklu artykułów w łódzkim dzienniku „Rozwój” opublikowanych w 1918 roku. Mikołaj Kostenko [Kostienko] był pomocnikiem komisarza cyrkułu. Kiedy Rosjanie opuszczali Kalisz, gubernator Rafalskij mianował go naczelnikiem pozostawionej w mieście policji.

* * *

W niedzielę [2 sierpnia 1914 r.] po południu przybyły wojska niemieckie do Kalisza. Weszło ich niewiele, może kompania. Miasto przyjęło je ze spokojem i powagą. W hotelach władze wojskowe zastały kilku okolicznych ziemian, którzy poczęli się umawiać z Niemcami o dostawę prowiantów. W hotelu Europejskim było gwarno.

Przed wejściem armii niemieckiej w Kaliszu wrzała robota. Urzędnicy rosyjscy porządkowali, pakowali, wywozili lub niszczyli akta. Polecono, aby pieniądze papierowe, będące w kasie guberialnej zostały spalone. Pociąg z urzędnikami odszedł z soboty na niedzielę o godzinie 3 rano. Równocześnie zaczęto niszczyć mosty i palić składy komory celnej. Rano gubernator był jeszcze w Kaliszu. Czekały na niego i na wyższych urzędników samochody.

Kasjer Sokołow, spaliwszy pieniądze w kasie guberialnej, dwa worki srebra wpakował do samochodu gubernatora i oddał mu protokoły o spalonych pieniądzach. Sokołow pozostał w Kaliszu. Więźniów nie wypuszczono i cały nadzór więzienny pozostał na miejscu wraz z policją.

Dworzec kolejowy w Kaliszu - sierpień 1914 r.

Dworzec kolejowy w Kaliszu – sierpień 1914 r. Widoczne zniszczenia są prawdopodobnie „dziełem” wycofujących się Rosjan.

W poniedziałek rano, ubrany w urzędowy uniform poszedł Kostenko do komendanta Kalisza [major Hermann Preusker] , przedstawił mu się i oddając miasto prosił o zwolnienie. Komendant chciał, aby policja dalej strzegła miasta, ale Kostenko stanowczo oświadczył, że spełnić tego nie może, gdyż nie odebrał pod tym względem dalszych rozkazów swojej władzy. Wtedy posterunki niemieckie zajęły miejsca na rogatkach, a rosyjska policja została zwolniona.

Czasy nie były zbyt pewne. Już po wyjściu wojska rosyjskiego w Kaliszu zaczęły się kradzieże. W niedzielę przed południem policja rosyjska zaaresztowała kilkunastu rzezimieszków z tobołkami, z których posiadania nie potrafili się wytłumaczyć. Wylazły też i jakieś czarne siły, gotowe zawsze do rabunku. Po mieście uwijały się też innego rodzaju osobniki, dotąd na ulicach nie widziane. Mimo to, wszędzie było w miarę spokojnie, handle wszystkie otwarte, pijanych na ulicach sporo.

Kostenko odchodząc z biura komendanta prosił, aby mu rewolwer zostawiono, na co tenże się zgodził. Zażądał jednak Preusker słowa, że się Kostenko bez jego zezwolenia z miasta nie oddali. Na co ma się rozumieć, słowo otrzymał.

Po południu w poniedziałek pijanych na ulicach było coraz więcej, mimo to ruch panował zwykły. W Europejskim hotelu w dalszym ciągu pito szampana, który lał się strumieniami.

cdn…

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop