To ci historia!

Blog historyczny, ciekawostki historyczne, sensacje

Wpisy z tagiem: zduńska wola

Sto lat istnienia liczy już Zduńska Wola. Za miesiąc będzie się ona nazywać Złotym Rogiem – poinformował 9 maja 1925 roku dziennik „Głos Polski”.

Pospolita Zduńska Wola przekształca się w arystokratyczny Złoty Róg – wtórowała mu „Republika”

Zdaniem łódzkiej prasy przemianowanie miasta miało być kulminacyjnym punktem obchodów stulecia powstania Zduńskiej Woli. „Głos Polski” przekonywał, że dokona tego sam prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski.

Założenie miasta Zduńskiej Woli było możliwe dzięki dekretowi cara Aleksandra I z 15 maja 1825 roku. Uroczystości setnej rocznicy zaplanowano na 31 maja i 1 czerwca. W planie pierwszego dnia obchodów znalazła się msza celebrowana przez biskupa Tymienieckiego, uroczyste otwarcie gimnazjum państwowego oraz położenie kamienia węgielnego pod gmach szkoły powszechnej. 1 czerwca miało odbyć się święto przysposobienia wojskowego, z udziałem pułków i garnizonów wojskowych z powiatu łaskiego i sieradzkiego oraz wystawa przemysłowo-handlowa. Po uroczystościach przewidziano zabawy ludowe urządzone przez zduńskowolski magistrat. Wszystko odbyło się zgodnie z planem. Nawet prezydent Wojciechowski dopisał.

Tylko sensacyjna wiadomość o zmianie nazwy miasta okazała się dziennikarską kaczką, powielaną bezkrytycznie przez media. Już 11 maja „Republika” zamieściła w dziale „Skrzynka do listów” pismo burmistrza Zduńskiej Woli – Tadeusza Szaniawskiego dementujące prasowa plotkę.

Wiadomość ta jest niezgodna z prawdą. Magistrat i mieszkańcy miasta dowiedzieli się o tym projekcie dopiero z prasy – wyjaśnił burmistrz.

416905

Kto wypuścił tę kaczkę-oszustkę nie wiemy do dziś… „Głos Polski” próbował zrehabilitować się sprytną woltą:

Złotym rogiem, jakim uczci Zduńska Wola swój jubileusz będzie wielki gmach szkolny…

31 maja 1925 roku rozpoczęło się wyjątkowe wydarzenie w dziejach Zduńskiej Woli. Na dworzec kolejowy przyjechał prezydent Rzeczypospolitej, wojewoda Ludwik Darowski, kurator okręgu łódzkiego dr Jarosz, prezes izby skarbowej Towarnicki, generał dywizji Jung oraz biskup Tymieniecki. A tu konsternacja, na peronie pustki. Nikt z władz miasta nie pojawił się, aby ich powitać…

Od początku 1915 roku młoda zduńskowolanka opisywała „na gorąco” życie w mieście okupowanym przez Niemców. Zapisywała także ważne wojenne daty i obcojęzyczne słówka do zapamiętania. Nie wiemy ile lat miała Renia Królikowska, kiedy pisała swój dziennik i czy przeżyła wojnę. Poniżej notatki z maja, czerwca i lipca 1915 roku. Styl i ortografia oryginalne.

fotoxd-022

Sklep metalowy – Zduńska Wola ok. roku 1910

3 maj poniedziałek
Nieszpory majowe śpiewali pieśni narodowe. Wieczorem o 9 przyszła piechota z orkiestrą, grała, przeszła naokoło rynku i poszła do komendanta. Tam była mowa skończona wielkiemi oklaskami krzykiem. Pogoda sprzyja. (…). Jasio wstąpił w legiony 24 sobotę kwietnia.

Maj 7 otworzyliśmy sklep.

8 maja przyszła p. A. F. na stałe. 8 maja zapisywali mąki żołnierze wszystką z 11 maja żandarm zapisywał. Pogodę mamy śliczną. Chodzimy na spacery. Często areoplany jeździły nad miastem. W piątek zabrali 10 worków mąki, ale połowę odesłali z powrotem 28 maja.
30 maj. Przybyli żołnierze i zabrali Jasia do magistratu. Wszystko nadaremno czekamy. Żołnierze przybyli nowi do miasta.

1 czerwca puścili wtorek. Odczasu do czasu areoplany jeżdżą nad miastem. Pogoda bardzo śliczna. W polach bardzo sucho ludzie opowiadają, że słychać strzały bardzo podróżnych bardzo wiele idzie z Łodzi do Sieradza.

5 lipca. Przez całą noc pociągi jechały do Sieradza z amunicyą, armatami i wojskiem. W poniedziałek jechał areoplan do Łodzi i pociąg z ministrami i z ces. (arzem) Wilhelmem. Ludzi nie było. Wczoraj w środę od godziny piątej przyjechały podwody na rynek i wojsko które czekało, wsiadło i wyjechało do Szadku z oficerami. Pogoda bardzo ładna. Bułek się nie piecze od 5 lipca.

W piątek 9 lipca chodzili spisywać miedź i u nas zapisali cztery sztuczki, czajnik i trzy wazoniki. U Hofmanów też zapisali.

Ona przyjechała w sobotę p. H. z panienką Kotlina. W niedzielę byli goście u nas. Antoni w Widawie.

12 lipiec. Złote wesele u p. Arlet. Gości moc tutejszych i obcych. Śpiewacy już od rana samego szli. Moc bukietów nieśli. Różnych zapasów. Ludzi dużo jedzie do Sieradza. Zakładników wzięli i kontrybucyę musi miasto zapłacić kilka tysięcy rubli. Oprócz tego jeszcze dali różnym lokatorom podatek. Kury i kaczki też zapisali. Oficer dzisiaj rano rozmawiał z p. A. Pogoda nie bardzo ładna, bo chłodno.

13 lipiec. Wszędzie chodzą po podatki, po mieście wpierw 30 żołnierzy i niemcy. Nałożyli kontrybucyję-podatek na miasto Zduńska Wola, 51,747 marek 80 fenigów trzeba zapłacić do 15-go lipca, a jeśli nie to o 50 % procent więcej to 30,843 m. Wszyscy są zdenerwowani okropnie. Dla rynku gosp. u nas 129 marki 32 fenigi a w kościelnej ulicy 171 marek i 28 fenigów. Moc żydów wzięli do magistratu i żydówek.

Od 18 lipca zaszły dwie zmiany. Bardzo słychać strzały w ogrodzie cały tydzień. W tym tygodniu są urodziny 27 p. (nieczytelne) i Mamusi 29. Serwetki są ukończone. Dwa areoplany jechały jeden do Łodzi a drugi do Widawy. Moc łódek przywieźli z sobą do Warszawy. I wojska się pakuje moc. Wszystko tam.

D(nia) 27 imieniny p. Aurelji. Matka przyjechała z córką do nas. (nieczytelne). Mamusi były imieniny. Moc prezentów dostała od nas. W naszym ogrodzie bardzo słychać strzały.

 * * *

Dziennik Reni Królikowskiej znajduje się w Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola. Dziękujemy za jego udostępnienie.

Zamaskowany bandyta z bronią gotową do strzału wpadł do mieszkania, w którym była zebrana cała rodzina. Bez słowa strzelił w twarz wychodzącego z pokoju stołowego dyrektora. Biegański zachwiał się i upadł na podłogę. Zmarł po kilku minutach.

bieganski1

Edward Biegański z orkiestrą gimnazjalną w Łowiczu – rok 1930.

Zamordowanie szanowanego dyrektora gimnazjum państwowego im. Kazimierza Wielkiego, wywołało w Zduńskiej Woli wielkie poruszenie. 48-letni Edward Biegański zajmował wraz z rodziną, składającą się z żony, dwojga nieletnich dzieci i teściowej, służbowe mieszkanie obok szkoły, przy ulicy Złotnickiego (obecnie Dąbrowskiego). Stanowisko dyrektora zduńskowolskiego gimnazjum objął we wrześniu 1934 roku. Poprzednio pełnił funkcję dyrektora gimnazjum im. księcia Józefa Poniatowskiego w Łowiczu.

W związku z tragiczną śmiercią Biegańskiego prasa przypomniała o innym koszmarnym wydarzeniu z jego życia. W 1925 roku w gimnazjum w Wilnie omal nie zginął on w zamachu podczas egzaminu maturalnego. Dwóch maturzystów, uzbrojonych w granat i rewolwery, zaatakowało grono nauczycielskie. Była to najprawdopodobniej jedyna masowa zbrodnia dokonana w polskiej szkole. Zginęło pięć osób, dziewięć zostało rannych. Biegański odniósł ciężkie obrażenia wskutek wybuchu granatu. Po wyleczeniu, w sierpniu 1925 roku przeniesiono go do Łowicza, a 9 lat później przybył do Zduńskiej Woli, gdzie poniósł tragiczną śmierć.

Wkrótce po zbrodni, jeszcze tej samej nocy, 29 stycznia 1935, do  Zduńskiej Woli przybyło kilku śledczych z Łodzi. Akcją kierował nadkomisarz Jan Petri – naczelnik wojewódzkiego urzędu śledczego. Początkowo przeważało przekonanie, że zabójstwo dyrektora gimnazjum nie miało podłoża rabunkowego. Świadczyć o tym miał fakt, że bandyci nie ukradli niczego z mieszkania dyrektora, zabrali tylko drobną sumę mieszkającemu w suterenie woźnemu. Śledczy podejrzewali, że zbrodniarzami mogła kierować chęć zemsty na dyrektorze, który uchodził za pedagoga wymagającego i surowego. Urząd śledczy kilka dni po morderstwie wyznaczył 1000 zł nagrody dla osoby, która pomoże w wykryciu sprawców. Nie wiemy czy znalazł się ktoś taki, w każdym razie policja już w pierwszych tygodniach trafiła na właściwy trop. Wraz z postępem trwającego ponad rok dochodzenia, na pierwszy plan wysunął się motyw rabunkowy napadu. Przypuszczenia, że chodziło o zemstę zostały obalone. Co zatem zdarzyło się tragicznej nocy 29 stycznia 1935 roku?

edward-bieganski

Dyrektor Biegański w swoim gabinecie w Łowiczu

Około godziny 10 wieczorem woźny Walenty Ścigiński leżał w łóżku w suterenie gimnazjum, gdy usłyszał pukanie do drzwi. Na pytanie „kto tam?” odpowiedział mu jakiś niewyraźny kobiecy głos. Nie otworzył, tylko krzyknął głośno „kto tam jest, do diabła?” Po chwili usłyszał, że ktoś oddala się od jego drzwi w kierunku wyjścia. Odczekał chwilę, po czym ubrał się i wyszedł, by sprawdzić co się dzieje na korytarzu. Wtedy wyskoczyło na niego dwóch zamaskowanych mężczyzn z rewolwerami w dłoniach. Bandyci wepchnęli go z powrotem do pokoju i zażądali wydania pieniędzy. Znaleźli jednak tylko 25 zł. Jeden szukał więc dalej, a drugi wyszedł na korytarz. Gdy plądrowano mu mieszkanie, Ścigiński usłyszał krzyk kobiety dobiegający z mieszkania dyrektora. Wtedy napastnik wybiegł, a woźny zamknął drzwi frontowe na klucz i zaczął krzyczeć: „bandyci, bandyci!”.

Podczas napadu na Ścigińskiego, znajdujące się w kuchni na parterze służące: Antonina Królikówna i Stefania Omiecińska usłyszały jakieś szmery z suteren. Królikówna uchyliła drzwi i zapytała głośno: „co się stało?”, ale odpowiedzi nie otrzymała. Wtedy zeszła na dół z zapaloną świecą. Kiedy zauważyła zamaskowanego mężczyznę, zaczęła uciekać, ale nie zdążyła zamknąć za sobą drzwi, bo napastnik je przytrzymał. Pobiegła do następnego pokoju, ale i tam bandyta nie pozwolił jej zamknąć drzwi. Wreszcie spanikowana schowała się pod stołem. W tym momencie z pokoju stołowego wyszedł dyrektor Biegański. Widząc zamaskowanego mężczyznę przystanął. Wtedy bandyta strzelił mu dwukrotnie prosto w twarz. Dyrektor upadł bez słowa, a obaj bandyci wyskoczyli przez okno i uciekli przez ogród. Świadkami tej tragicznej sceny były żona i teściowa Biegańskiego. Wezwano natychmiast policję i lekarza. Doktor Gimbut stwierdził zgon dyrektora. Już pierwsza kula, która przebiła głowę ofiary na wylot, powodując wylew krwi do mózgu, była śmiertelna.

Śledczy wkrótce ustalili, że woźnego Ścigińskiego kilkakrotnie odwiedzała zduńskowolska prostytutka, Natalia Sobierajska, znana jako „Żółta Talka”. Towarzyszyli jej dwaj lub trzej mężczyźni. Bawili się wraz z innymi pracownikami gimnazjum — woźnymi i dozorcą. Pili wódkę w sali gimnastycznej lub w mieszkaniu Ścigińskiego. Sobierajska za udział w tych libacjach otrzymywała od gospodarza drobne, kilkuzłotowe sumy. W czasie jednej z wizyt ukradła mu z szuflady stołu 45 złotych. „Żółta Talka” orientowała się, że woźny Ścigiński jest człowiekiem majętnym. Taką miał opinię w Zduńskiej Woli, a potwierdzał to fakt, że wydając córkę za mąż, dał jej w posagu trzy tysiące złotych.

exp1935-01-31

Gimnazjum w Zduńskiej Woli w roku 1935 – fotografia z Expressu Wieczornego

Okazało się potem, że Sobierajska była kochanką karanego za oszustwa Bronisława Malinowskiego z Zelowa. Spotykała się z nim często, zarówno w Zelowie, jak i w Zduńskiej Woli. Któregoś razu „Żółta Talka” podczas pobytu w Zelowie, spotkała niejakiego Józefa Barczyńskiego. Nadała mu wtedy „robotę” na 5 – 6 tysięcy złotych u woźnego gimnazjum w Zduńskiej Woli. Śledczy stwierdzili, że Zduńska Wola była dobrze znana i Barczyńskiemu, i Malinowskiemu, gdyż razem z innym podejrzanym typem, Józefem Grabowskim, przyjeżdżali często na zduńskowolskie jarmarki, gdzie oszukiwali naiwnych w grze w trzy karty. Ustalono, że wszelkie wiadomości o Ścigińskim i planie budynku gimnazjalnego dostarczyła bandytom Sobierajska.

Podczas przeszukania u Grabowskiego, podejrzanego wcześniej o dokonanie morderstwa handlarza Berenta, policja znalazła rewolwer, z którego strzelano do dyrektora Biegańskiego. Okazało się, że maski użyte podczas napadu zrobiono z tego samego materiału, co suknię matki Barczyńskiego. Prawdopodobnie uszyto je z bluzki, która gdzieś zniknęła. Kiedy aresztowano Grabowskiego, policjant Feliks Majewski słyszał jak matka bandyty szeptała: „to na pewno za Zduńską Wolę”. Świadkowie z Zelowa zeznali, że Sobierajska, na wiadomość o aresztowaniu Malinowskiego miała się wyrazić: „to za Zduńską Wolę”. Znaleziony notes ze szkicem gimnazjum zrobionym przez Malinow­skiego był kolejnym dowodem winy tej szajki przestępców.

Ostatecznie ustalono, że celem napadu było ograbienie woźnego Ścigińskiego. Zabójstwo Biegańskiego spowodowała ciekawość służącej Królikówny, za którą pobiegł zbrodniarz oraz bezmyślna brutalność tego bandyty.

1 i 2 lutego 1936 roku Sąd Okręgowy w Kaliszu na sesji wyjazdowej w Sieradzu rozpatrywał sprawę zabójstwa dyrektora gimnazjum w Zduńskiej Woli. Akta śledztwa składały się z 7 tomów, zaś akt oskarżenia zawierał 22 strony. Na rozprawę wezwano około 50 świadków z 4 powiatów. Na salę policja wpuściła nieznaczną ilość osób, gdyż sami świadkowie zajmowali przeszło pół sali.

Na ławie oskarżonych zasiedli:
1. Józef Grabowski, urodzony w 1904 roku we wsi Kuźnia w gminie Bujny Szlacheckie – karany wcześniej trzy razy za kradzieże.
2. Józef Barczyński, urodzony w 1902 roku w Pabianicach – karany za rozbój i kradzieże.
3. Bronisław Malinowski urodzony w 1906 roku w Pabianicach – karany 6 razy za oszustwo.
4. Natalia Sobierajska urodzona w 1908 roku w Zduńskiej Woli – karana za kradzież.

Nikt z oskarżonych nie przyznał się do winy. Barczyński oświadczył, że nie wie za co znalazł się w areszcie oraz, że Grabowskiego i Malinowskiego nie zna. Potem zaczął plątać się w zeznaniach i potwierdził, że jednak zna Malinowskiego i, że Sobierajska mówiła mu o jakimś bogatym woźnym, do którego należy iść z „maszyną”. Malinowski potwierdził, że zna Barczyńskiego, ale że Grabowskiego widzi po raz pierwszy. Przyznał, że Sobierajska była jego kochanką od kilku lat i odwiedzała go kilka razy w Zelowie. O żadnych planach napadu jednak nie rozmawiali. Potwierdziła te zeznania Natalia Sobierajska, która również nie przyznała się do winy. Na pytanie przewodniczącego sądu co wie o całej sprawie opowiadała, iż zna dobrze tylko Malinowskiego, z którym łączą ją bliższe stosunki. Barczyńskiego widziała tylko raz na zabawie w Zelowie. Bardzo obciążające było zeznanie żony zamordowanego dyrektora, przybyłej aż z Wilna, Józefy Biegańskiej, która rozpoznała w Malinowskim zabójcę męża.

Wieczorem 2 lutego 1936 roku sąd ogłosił wyrok. Józef Grabowski i Bronisław Malinowski zostali skazani na 8 lat więzienia, a Natalia Sobierajska na 3 lata więzienia. Józef Barczyński został uniewinniony. Wszystkich skazanych pozbawiono praw publicznych na 10 lat.

liceum1

I Liceum Ogólnokształcące w Zduńskiej Woli w roku 2015

* * *
Edward Biegański, urodzony 20 lipca 1887 r. w Grodnie był nauczycielem matematyki, dyrektorem szkół państwowych, działaczem Polskiej Partii Socjalistycznej oraz Ochotniczej Straży Pożarnej i Towarzystwa Przyjaciół Związku Strzeleckiego. Za zasługi w pracy społecznej został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Ostatnią drogę ze Zduńskiej Woli do Łowicza odbył w wozie strażackim. 1 lutego 1935 roku udekorowany kwiatami i wieńcami strażacki karawan, jadąc przez Pabianice i Łódź, dotarł do Łowicza. Szczątki dyrektora Edwarda Biegańskiego złożono w rodzinnym grobowcu na Cmentarzu Kolegiackim w Łowiczu.

Kim była Renia Królikowska? Czy przeżyła wojnę? Ile lat miała kiedy pisała swój dziennik? Tak mało o niej wiemy, mimo że nosiła nazwisko bardzo popularne w Zduńskiej Woli. Młoda zduńskowolanka opisywała „na gorąco” życie w mieście okupowanym przez Niemców. Zapisywała także ważne wojenne daty i obcojęzyczne słówka do zapamiętania. Jej dziennik zaczyna się z początkiem 1915 roku. Poniżej notatki z lutego, marca i kwietnia. Styl i ortografia oryginalne.

* * *

1 luty – poniedziałek
2 luty – wtorek. Na kolei byłyśmy.
3 luty – Areoplan jechał do Łodzi.
4-5-6-7-8 luty – Żadnych zmian.
9 (luty) – wtorek. Moc samochodów jechało do Łodzi.
10-11-12-13-14 luty. Żadnych zmian nie ma. Przyjechali żołnierze z Francji Lotaryngji, którzy po francusku mówią.
15-16-17-popielec 1915 roku -18 i 19. Moc samochodów, wiozą różne ciężary do Kalisza. Grabią wszystką miedź-syfony-kotły–rondele–wanny–samowary. Do tej pory Bogu dzięki u nas nie byli. Areoplan jechał, podobno był rosyjski. Samochody bez przerwy jadą.
Zduńska Wola_dziennik20-21 – niedziela. Jechał obóz do Sieradza i się zatrzymali też na górkach.*
22 poniedziałek. Przez całą noc jechały obozy i rano austryackie i pruskie już dwa rano przeszły. Między nimi konnica mieszana. Rano deszcz padał i śnieg, a teraz się wypogadza.
23 wtorek. Od samego rana jadą obozy jeden za drugim, artylerya, konnicy moc z Łasku i Szadku do Sieradza. Wszyscy mówią, że się cofają niemcy z pod Warszawy. Jednem ciągiem jadą wciąż. Piechota też szła wieczorem.
24 środa. Wciąż samochody jeździły.
25-26-27. Żadnych zmian niema. Tylko jechał areoplan bardzo wysoko.
28 niedziela – 1 marzec – 2 – 3 środa. Szła piechota z orkiestrą wieczorem przez miasto.
4-5-6-7 niedziela. (nieczytelne) żołnierzy w parach było w kościele.
8-9 wtorek. Byłam u spowiedzi z Mamą.
10 na 11 czwartek. Jechały Zeppeliny o 11-12 3-4 godziny. Kilka godzin nad miastem krążyły.
12-13-14-15. Żadnych zmian nie ma. Mróz jest wielki.
16-17-18 – nie było zmian.
19 piątek św. Józefa Oblubieńca – doniesiono nam że nałożyli kontrybucye 50000 rubli, a potem zmniejszyli na 20000 rubli. W niedzielę rozdawali karty, żeby wpisać swych lokatorów, a na tych będą nakładać grzywnę. W Łasku zapłacili 35000 rubli kontrybucyi.
Do 30 nie było żadnych zmian. W wielkim tygodniu wielkie sprzątania się robi w domu.
22 marca poddał się Przemyśl, myśmy się dowiedzieli 27 marca, a 2 kwietnia napisali szczegółowo.
Do (9-15) żadnych zmian nie ma. Bardzo cicho jest i słychać podobno strzały.
16-17 (kwietnia) – jechał w nocy Zeppelin.
18 (kwietnia) – strzały bardzo słychać od Piotrkowa.

rekwizycja-dzwonow

Rekwizycja dzwonów podczas I wojny światowej, gdzieś w Polsce

Zduńska Wola została zajęta przez wojska niemieckie już 19 sierpnia 1914. Bez walki, gdyż Rosjanie wcześniej opuścili miasto. Jesienią, po udanej kontrofensywie, wojska rosyjskie na krótko (od 15 do 21 listopada) ponownie przejęły władzę w mieście. Od 21 listopada 1914 roku, aż do końca wojny Zduńska Wola była okupowana przez Niemców.

Zduńskowolanie mieli więcej szczęścia niż mieszkańcy Kalisza czy Częstochowy. Niemieckie władze wojskowe zagroziły wprawdzie zbombardowaniem miasta w odwecie za jakieś przypadkowe ostrzelanie ich oddziałów, ale ogień artyleryjski został po kilku salwach wstrzymany. Prawdopodobnie zadecydował o tym fakt, że w Zduńskiej Woli mieszkała duża  mniejszość niemiecka. Mimo to, okupant prowadził politykę „twardej ręki”. Komendantura wojskowa przeprowadzała częste rekwizycje oraz zmuszała ludność do wykonywania różnego rodzaju prac na potrzeby wojska. Pod byle jakimi pretekstami nakładano na zduńskowolan wysokie kontrybucje. Na porządku dziennym były rekwizycje surowców strategicznych dla przemysłu wojennego, takich jak metale kolorowe, od dostaw których państwa centralne zostały całkowicie odcięte w początku wojny. Poza niezliczonymi drobnymi przedmiotami, jak klamki, moździerze czy samowary, zabrano także dwa dzwony z kościoła parafialnego.

Wskutek zniszczeń, braku surowców oraz grabieży maszyn, warsztaty tkackie i fabryki zduńskowolskie zaprzestały produkcji. W krótkim czasie mieszkańcom miasta zaczęło brakować pieniędzy i żywności… O tym przeczytacie w następnej części dziennika młodej zduńskowolanki.

Dziennik Reni Królikowskiej znajduje się w Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola. Dziękujemy za jego udostępnienie.

* prawdopodobnie chodzi o teren tzw. „Górek” tj. okolicę dzisiejszej Alei Powstańców Śląskich, ulicy Złotnickiego (wtedy Belwederskiej) oraz budynku Starostwa Powiatowego. Teren zniwelowano w 1924 roku, po czym został on przeznaczony do zabudowy.

27 styczeń – środa. Wybębniali żeby oddać wszystko żyto i konie. Samochody dwa były rozszarpane od granatów pędziły w stronę Sieradza. Strzały też słychać bardzo dobrze.

Nie wiemy ile lat miała Renia Królikowska, kiedy pisała swój dziennik. Może dwanaście, może piętnaście.  Wiemy, że była uczennicą V klasy, ale jakiej szkoły? Szkoła realna w Zduńskiej Woli była przecież 4-klasowa. Młoda zduńskowolanka opisywała „na gorąco” życie w mieście okupowanym przez Niemców. Zapisywała także ważne wojenne daty i obcojęzyczne słówka do zapamiętania. Dziennik zaczyna się z początkiem 1915 roku. Poniżej notatki ze stycznia. Styl i ortografia oryginalne.

420717

Browar Zenona Anstadta w Zduńskiej Woli

* * *

Nastąpił rok 1915 – nowy, piątek.
Rano byłyśmy w kościele, a potem na spacerze na cmentarzu. Przed południem jechał aeroplan do Łodzi. Ludzie opowiadali że w Paprotni byli patrole kozackie, ale czy to prawda? Poobiedzie nie było zmian.
2 styczeń – sobota.
Do południa nie było nic ważnego, a potem przyszedł oficer szukając kwatery dla żołnierzy. Ponieważ było zajęte więc poszli dalej. Ale co po chwili to chodzą szukać mieszkania mówiąc że jest puste. Żołnierze przyszli z Pabjanic.
3 styczeń – niedziela.
Od samego rana powstaje ruch na ulicy żołnierze się kręcą po mieście, a niektórzy do kościoła idą. Myśmy też byli w kościele. Na ulicy bardzo ślizko, śnieg pada. Wczoraj przyjechała panna Józia. Żadnych zmian nie było.
4 styczeń – poniedziałek.
Rano wyjechała panna Józia do Szadku. Na ulicy panuje spokój. Tylko dzisiaj jest przymrozek.
5 styczeń – wtorek.
Żadnych zmian nie było. Spokój panuje na mieście.
6 styczeń – środa.
Dzisiaj mamy święto 3 Króli. Byłyśmy w kościele. Sporo było żołnierzy. Na spacerze nie byłyśmy bo bardzo jest zimno i śnieg pada.
7 styczeń – czwartek.
Przyszło moc piechoty wieczorem i nocowało w mieście. Ulewa straszna była tak że zmokli do nitki.
8 styczeń – piątek.
Od samego rana moc szła konnicy austryackiej. Jedni się zatrzymują na mieście, drudzy jadą w stronę Łasku i Szadku. Deszcz ciągle pada. Wichura straszna. Konnica znów jedzie. Pokazała się tęcza więc nie wiedzą ludzie co to ma znaczyć. W poł.(udnie) akurat wojsko się pokazało austryackie.
9 styczeń.
Moc samochodów jechało i część konnicy wracało do Sieradza. Przez całą noc jechały wozy.
10 styczeń – niedziela.
Od samego rana jechały wozy pruskie i austryackie kłusem do Sieradza. Mówią, że się cofają, a oni, że po żywność dlatego, że na Warcie podmyła woda most i nie może przejechać.
11 styczeń – poniedziałek.
Od samego rana do wieczora ciągną się tabory pruskie i austryackie. Bardzo dużo w nocy jechało i stało do rana. Moc koni prowadzili do Łodzi. Mówią, że się cofają prusacy. Byłyśmy na spacerze bo bardzo ładna była pogoda.
12 styczeń – wtorek.
Wczoraj jechały całe tabory pruskie rano i popołudniu. Spotkaliśmy jak byłyśmy w drodze do Sieradza. Chciałyśmy pociąg zobaczyć, ale za późno już było. W nocy też mnóstwo jechało wozów i konnica.
13 styczeń – środa.
Ciągle jeżdżą samochody w tą i w tą stronę. Wozów jakoś nie widać. Deszcz pada i słota jest na ulicy.
14 styczeń – czwartek.
Jechał areoplan w stronę Szadku i moc samochodów sanitarnych do Łodzi. Dzisiaj pierwszy raz zadzwonili w kościele od wejścia prusaków 21 listopada. Byłyśmy na spacerze. Wprowadzili się żołnierze z II pułku od… (nieczytelne).
15 stycznia – piątek.
Deszcz od samego rana pada, samochody kursują po 20-30 jeden po drugim w tą i w tą stronę, a obozu nie widać wcale jakoś. Podobno pociągi wciąż kursują z wojskiem i t.p.
16 styczeń – sobota.
Dzisiaj już mniej kursują samochody niż wczoraj, żołnierze ciągle wchodzą i schodzą z góry. Deszcz ciągle pada a wieczorem podniosła wielka wichura i ulewny deszcz. A tak żadnych zmian nie było.
17 styczeń – niedziela.
Żadnych zmian nie było.
18 styczeń – poniedziałek.
Byłyśmy na stacyi moc wojsk widzieliśmy.
20 – środa.
Pogody bardzo ładne, dzisiaj zakładali druty telegraficzne i samochody wciąż kursują.
21 – czwartek.
Jechał areoplan w stronę Łodzi. Samochody mniej kursują.
22-23 stycznia.
Nie ma większych zmian. Przyszedł Wacio z Kaziem.
24 stycznia – niedziela.
Dzisiaj rano wyjechał do Sieradza Kazio a Wacio popołudniu.
25 stycznia.
Popołudniu poszłyśmy na spacer i słyszałyśmy okropny huk armat za cmentarzem. Dzisiaj się urodził syn M…
Moc samochodów jechało do Łodzi i wozów. Podobno się cofnęli o 13 kilometrów do Łodzi.
26 styczeń – wtorek.
Do południa chodziłam po sprawunki. Strzały było bardzo słychać.
27 styczeń – środa.
Wybębniali żeby oddać wszystko żyto i konie. Samochody dwa były rozszarpane od granatów pędziły w stronę Sieradza. Strzały też słychać bardzo dobrze.
28 – czwartek.
Strzały było słychać mniej – areoplan też jechał.
29 – piątek.
Wybębniali żeby ludzie szli pracować na planach kolei. Mają drugie szyny położyć. Ciotka wyjechała do Emiljanowa.
30 – sobota.
W południe szło piechoty – saperzy, którzy mają porobić sobie okopy pod Zduńską Wolą. Ludzi mają wziąć do 2 tysięcy.
31 styczeń.
Żadnych zmian.

* * *

Zduńska Wola została zajęta przez wojska niemieckie już 19 sierpnia 1914, kilkanaście dni po wybuchu I wojny światowej. Bez walki, gdyż Rosjanie wcześniej opuścili miasto. Jesienią wojska rosyjskie na krótko (od 15 do 21 listopada) ponownie przejęły władzę w mieście. Od 21 listopada 1914 roku, aż do końca wojny Zduńska Wola była okupowana przez Niemców. Funkcje samorządowe sprawował Komitet Obywatelski, pod kierownictwem Józefa Schneidera. Wskutek zniszczeń, braku surowców oraz grabieży maszyn, fabryki zaprzestały produkcji. W krótkim czasie mieszkańcom miasta zaczęło brakować pieniędzy i żywności… O tym przeczytacie w następnej części dziennika młodej zduńskowolanki.

Dziennik znajduje się w Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola. Dziękujemy za jego udostępnienie.

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 To ci historia! Design by SRS Solutions

  • RSS
  • Flaker
  • Twitter
  • Tumblr
  • Facebook
  • GoldenLine
  • Nasza Klasa
  • Wykop